popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | „The Best of Wszystko” (M. Wicha „Jak przestałem kochać design”)
anty_wyjsciowy
ARTYKUŁY, RECENZJE | 13.04.2015

„The Best of Wszystko” (M. Wicha „Jak przestałem kochać design”)

Wszystko jest zaprojektowane – zwykle nie najlepiej, a nawet źle. Pisanie o projektowaniu, sądząc po ilości polskojęzycznych publikacji, także nie należy do łatwych. Na szczęście nie jest to żelazna reguła. Jak przestałem kochać design z całą pewnością należy do najbardziej błyskotliwych książek na ten temat, jakie kiedykolwiek u nas wydano.

Autor – poddany estetycznej indoktrynacji syn architekta; grafik należący do pokolenia, które wraz z systemową transformacją witało dorosłość – pokazuje czytelnikowi cztery ostatnie dekady polskiej rzeczywistości w sposób, w jaki pokazuje się znajomym stare albumy z fotografiami. Jak przestałem kochać design to osobista opowieść, na którą składają się luźne refleksje, wspomnienia i anegdoty, niekoniecznie o designie i sztuce. Raczej o wszystkim tym, co dla autora jest istotne. Marcin Wicha w krótkich, pisanych barwnym i swobodnym językiem tekstach zabiera nas w (początkowo sentymentalną) podróż do świata analogowego dzieciństwa w późnym PRL-u. Oprowadza po domu, w którym wierzono, że dobrze zaprojektowany przedmiot pomaga stawiać czoła beznadziei czyhającej za progiem. Pokazuje swój pokój, klocki lego i mapę na ścianie. Przedstawia idoli – nie muzyków Depeche Mode, nie Stonesów, nie sportowców – ale grafików. I to tych najlepszych, bo od polskich plakatów.

Z tego albumu młodzieńczych złudzeń wpadamy prosto do epoki utraconej niewinności. Jest to upadek bolesny, z dość dużej wysokości i tylko poczucie humoru autora ratuje przed depresją pourazową. Wolna Polska i wolny rynek malują szary świat nie tylko na żółto i na niebiesko. Chlapią na ślepo rozbuchaną kakofonią barw. Gwałcą przy tym wszystkie zasady w przeświadczeniu, że chaos zapewnia jeszcze więcej wolności niż demokracja. A Wicha jest obrońcą zasad, strażnikiem konstytucji. Wie, że przestrzeganie obiektywnych reguł w projektowaniu sprawia, że rzeczywistość dopasowuje się do człowieka. Ławki są wygodniejsze, a karty wyborcze bardziej czytelne.

W Rzeczpospolitej jednak wszystko jest ważniejsze niż rzeczy pospolite. Z komunistycznego mieszkania wśród czasowników niedokonanych – między dobrym projektem a niemożnością jego zrealizowania – wykonaliśmy krok (nie do przodu, nie do tyłu, najpewniej w bok) do stanu permanentnego antydesignu. Antydesign jest grzęzawiskiem, w którym pogrążają się klienci, wykonawcy i odbiorcy. Antydesign jest postawą, sposobem myślenia, stosunkiem do świata. Obojętnością, lenistwem, marznącą mżawką, infekcją bakteryjną, korpusem urzędniczym. Jego owoce to samorodne w powszechnym mniemaniu obiekty decydujące o tym, jak nam się żyje – pocztowe druczki z za małą liczbą pól czy głupie oznaczenia autostrad – które po prostu są. Są i już. Utrudniają, komplikują, ale nie ma winnych, przecież nikt ich nie projektował.

Rzecz od projektanta to rzecz z wyższej półki. Design nie czeka w pociągu ani w pośredniaku, a w sklepie z designem. Każde dziecko wie, że trzeba go sobie kupić. To ucieleśnienie konsumpcjonistycznych marzeń, wisienka na torcie ulepionym z aspiracji. The best of styl. The best of klasa. The best of wszystko. Owszem, czasem można go znaleźć w przestrzeni publicznej, głównie tam, gdzie fajny wygląd ma usprawiedliwiać cenę pompierskiej inwestycji. Design musi kosztować i musi robić wrażenie. Czy na kuchennym blacie, czy na stacji metra – pozostaje gadżetem, dekoracją, ładnostką.

Pewnie wiele osób podczas pierwszego kontaktu z Jak przestałem kochać design uznało, że autorowi znudziły się ładne, drogie przedmioty i postanowił o tym napisać książkę, w dodatku strasznie brzydką. Sposób, w jaki została wydana, jest ważną częścią całej opowieści. Pod pozorem antydesignu skrywa się chyba „najbardziej zaprojektowana” książka Karakteru. W jej powierzchowności tkwi tyle samo humoru i dystansu, co we wnętrzu, a biała, błyszcząca obwoluta z nudnym napisem to tylko oko puszczone do czytelnika – pod nią skrywa się prosta, elegancka okładka. Dostajemy do ręki książkę lekką, wygodną, zwykłą, tanią. Po prostu do używania, a przy okazji: ładną. Czyli dokładnie taką, jaki powinien być design według Marcina Wichy.

Niestety, tak pomyślane przedmioty zamiast być normą, nadal znajdują się na marginesie codzienności. Projektowa rzetelność i potrzeba porządnej „zwykłości” to wciąż myślowa awangarda, a słowo „design” zostało zawłaszczone przez efekciarskie dobra luksusowe. I dlatego Wicha traci wiarę w to, że projektant ma moc porządkowania rzeczywistości. Tę samą wiarę, która sprawiła, że profesja zawodowego wymyślacza w ogóle powstała. Goście z Bauhausu wyginający swoje śmieszne metalowe rurki? Utopia! Bystrzaki pracujące nad ascetycznymi budzikami Brauna? Bez sensu! Armia młodych adeptów sztuk projektowych uzbrojona w wielkie czarne teczki? Również skazana na porażkę, bo wymuskane studenckie projekty nie trafiają do masowej produkcji. To są Himalaje projektowania. Tymczasem żyjemy na nizinach – najwybitniejsze osiągnięcia designu nie są w ogóle obecne w zwykłym życiu. Design nie zmieni świata.

Tego typu uwagi o ważkich społecznie sprawach nie są nachalne i nie stanowią jedynej treści książki. Przeplatają się z cytatami z Tatusia Muminka, Gałczyńskiego czy Le Corbusiera oraz z dialogami odbytymi przez autora z klientami agencji reklamowych i pracownikami drukarni. W Jak przestałem kochać design nie znajdziemy moralizatorstwa. Marcin Wicha nie poucza, nie zamęcza tyradami i nie narzuca swoich poglądów. Ufa inteligencji czytelnika i często nawet nie wysnuwa wniosków ze swoich spostrzeżeń. Podaje wędkę, a nie rybę. Gdy krytykuje, to zawsze bez nazwisk. Opowiada swoją subiektywną prawdę, z którą zwykle trudno się obiektywnie nie zgodzić. Nie uderza w patetyczną nutę. Jego książka nie jest manifestem, ale ma siłę manifestu. Manifest, przy którym można się pośmiać? Bezcenne.

To cenny głos w toczącej się ostatnio dyskusji o jakości i estetyce polskiej przestrzeni. Po lekturze wie się, że designu nie trzeba kochać. Wystarczy go rozumieć. I już jesteśmy zarażeni designofobią: Teraz chciałoby się patrzeć na koniec designu – sztuki pożądania i posiadania – tak jak bohaterka finałowej sceny Zabriskie Point Antonioniego, która przy dźwiękach muzyki Pink Floyd przygląda się eksplozji starannie zaprojektowanego świata drogich przedmiotów.

 

Marcin Wicha

Jak przestałem kochać design

Karakter, 2015

Liczba stron: 264