• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły, Recenzje | 07.01.2019
Thanos i Eros („Rękawica Nieskończoności”)
Artykuły, Recenzje | 07.01.2019

Thanos i Eros („Rękawica Nieskończoności”)

Avengers: Wojna bez granic był jednym z najważniejszych blockbusterów 2018 roku. Nie tylko znalazł się w ścisłej czołówce najbardziej dochodowych filmów kinowych, ale sam w sobie stanowił pierwszą część finału wielkiej metanarracji MCU i przygotował grunt pod radykalne przekomponowanie uniwersum. Dlatego warto wrócić do korzeni i zobaczyć, jak wyglądał pierwowzór hitowego filmu. Infinity War jest bowiem luźną adaptacją wydanego w naszym kraju przez Egmont komiksu Rękawica Nieskończoności z 1991 roku. Zdecydowanie warto do niego wrócić, bo mimo pewnej anachroniczności w formie i treści, pod kilkoma względami jest on znacznie ciekawszy niż jego kinowa wersja.

Fabularnie Rękawica Nieskończoności nie jest specjalnie wybitnym tytułem – całość sprowadza się właściwie wyłącznie do tego, że Thanos posiadł moc czyniącą go najpotężniejszą istotą we Wszechświecie, a inne, nieco mniej potężne istoty (oraz Avengers plus kilkoro indywidualnych ziemskich superbohaterów) robią wszystko, by powstrzymać go przed przemianą całego Wszechświata w swój osobisty plac zabaw. Wyciągani z rozmaitych zakątków uniwersum herosi o boskich mocach, w tym ikoniczne postaci pokroju Thora czy Kapitana Ameryki, są roznoszone w pył i przywracane do życia tak szybko i z tak dużą częstotliwością, że nie ma to żadnej emocjonalnej wagi. To jedynie nieprzerwany korowód kolorowego chaosu, z herosami i złoczyńcami wygłaszającymi pompatyczne przemowy i dokonującymi imponujących, lecz zwykle pozbawionych znaczenia aktów bohaterstwa lub niegodziwości.

Nie krytykuję jednak za to Rękawicy Nieskończoności, bo to trochę tak, jakby krytykować opery za proste i rozwleczone fabuły. W obu przypadkach historia jest bowiem tylko rusztowaniem, na którym osadza się zachwycająca ornamentyka – w tym konkretnym przypadku mam na myśli po prostu doskonałą oprawę graficzną. Komiks powstał w bardzo wczesnych latach dziewięćdziesiątych, na ostatnim wydechu Brązowej Ery komiksu superbohaterskiego, zanim nastąpiły niepodzielne rządy przepakowanych antybohaterów z wielkimi giwerami, postaci kobiecych o zdeformowanych sylwetkach i Roba Liefelda. Dzięki temu wygląda po prostu fenomenalnie. Pracujący przy oprawie graficznej Rękawicy Nieskończoności George Pérez i Ron Lim zadbali o odpowiedni układ kadrów, interesujące sceny tranzytowe i szerokie plany mające na celu oddanie skali całej opowieści. Oczywiście, wizualna strona komiksu obciążona jest estetyką wspomnianej Brązowej Ery, z ekspresywnymi pozami bohaterów, lekko karykaturalnymi proporcjami ich ciał i jaskrawymi kolorami na czele. Trzeba się z tym liczyć i mieć na uwadze, że komiks wygląda inaczej niż współczesne superbohaterskie produkcje pokroju choćby wydanej wcześniej przez Egmont Anihilacji. Przydaje to jednak Rękawicy unikalności – momentami komiks naprawdę wygląda jak rzecz nie z tego świata.

Poza tym wszystkim dzieło prezentuje Thanosa (który dzięki swoim występom w filmach z serii Avengers przeżywa właśnie drugą młodość) jako dość unikalne zagrożenie. Jego główną motywacją jest miłość – pozornie jest to miłość do Śmierci, która w komiksowym uniwersum jest spersonifikowana i występuje w postaci młodej kobiety w czarnej szacie. W dyptyku Thanos Quest, włączonym do tego wydania zbiorczego, obserwujemy jak Szalony Tytan bezskutecznie próbuje przypodobać się swojej ukochanej. Na jej życzenie zbiera rozproszone po całym Wszechświecie Klejnoty Nieskończoności, by za ich pomocą wymazać z uniwersum połowę istot żywych. W miarę zdobywania kolejnych artefaktów, wzrasta jego potęga, a zarazem rośnie pożądanie. W pewnym momencie złoczyńca staje się silniejszy od samej Śmierci – ta klęka przed nim, deklarując swoje bezgraniczne posłuszeństwo. Thanos nie chce jednak ślepego i bezwolnego oddania – chce prawdziwej miłości. Tego Śmierć nie potrafi mu zaoferować, więc Tytan robi to, co zwykle robią pełni pożądania, samolubni mężczyźni, gdy odmawia się im tego, czego chcą – zaczyna demolować wszystko wokół siebie.

Jim Starlin, autor scenariusza Rękawicy Nieskończoności, sprawił, że Thanos stanowi zagrożenie znacznie bardziej autentyczne niż malthusiański ludobójca z filmu braci Russo. Komiksowy Szalony Tytan to mężczyzna, który zabiega o uczucie i uwagę kobiety, który wykreował precyzyjny, wyidealizowany i nierealistyczny obraz relacji, jaką chciałby z nią stworzyć i który nie jest w stanie przyjąć odmowy. Milczenie i zdystansowanie ukochanej interpretuje jako nieczułość i okrucieństwo, podczas gdy oczywistym jest, że Śmierć się go boi – i nie bezpodstawnie, bo komiks kilka razy bardzo wyraźnie pokazuje, że główny bohater, dzięki tytułowej Rękawicy Nieskończoności, zdolny jest zarówno do tworzenia życia czy wskrzeszania zmarłych, jak i – oczywiście – do zadawania śmierci. Thanos jest tym natrętnym, nieznoszącym sprzeciwu zapalczywym prześladowcą, którego strach zablokować na komunikatorze internetowym, bo rozwścieczony gotów jest odnaleźć wasz adres i złożyć wam osobistą wizytę. Jest jak Kilgrave z pierwszego sezonu netfliksowej Jessiki Jones. Tyle tylko, że zamiast połamanych fizycznie i psychicznie ludzi, zostawia za sobą zniszczone planety i cywilizacje.

źródło: www.egmont.pl

Sposób, w jaki Thanos traktuje w tym komiksie kobiety również wzmacnia wrażenie, że mamy tu do czynienia z przemocowcem na kosmiczną skalę. W desperackich próbach przyciągnięcia uwagi Śmierci torturuje własną wnuczkę, Nebulę. Innym z jego nieudanych forteli jest stworzenie dla siebie partnerki idealnej, której egzystencja miałaby w teorii wzbudzić u ukochanej poczucie zazdrości. To ciekawy wątek, bo Thanos wykreował w ten sposób własnego, żeńskiego klona, bezgranicznie i bezkrytycznie mu oddanego. To zdradza prawdziwą naturę jego uczuć – jedyną miłością, jaką odczuwa, jest miłość własna. Idealną partnerkę stanowi zwierciadło, w którym odbija się jego doskonałość. Terraxia bardzo szybko umiera, ponieważ Thanos zapomniał wyposażyć ją w umiejętność przetrwania w kosmicznej próżni i to też wiele mówi o tym, w jaki sposób postrzega miłość i ukochane osoby – jako komponenty własnej próżności, a nie autonomiczne jednostki, które należy otaczać troską. Jak każdy przemocowiec jest żałosny, ale również (jak każdy przemocowiec) im bardziej żałosny się staje, tym robi się groźniejszy. Wprowadza to pewien przepiękny paradoks. Thanos mógłby zmienić nastawienie Śmierci do samego siebie z równą łatwością, z jaką jednym pstryknięciem palców ewaporował z Wszechświata połowę istot żywych, ale tego nie zrobi, ponieważ byłoby to przyznaniem się do własnej niedoskonałości. A tego nie udźwignęłaby jego duma. Dlatego właśnie ucieka się do wszystkich tych okropieństw, które pokazuje nam komiks – ponieważ nie jest w stanie znieść myśli, że to on sam jest problemem. Ostateczną tragedią Thanosa jest to, że mężczyzna, który trzyma w rękach Nieskończoność, chce jeszcze więcej.

Rękawica Nieskończoności to pulpowa klasyka – komiks ma w sobie ten urok, jaki niosą ze sobą dobrze napisane opowieści o superbohaterach mierzących się z niewyobrażalnymi zagrożeniami. Sporo tu patosu, pompatycznych przemów, heroicznych poświęceń i dramatycznych zwrotów akcji, słowem – wszystkiego, czego potrzeba, by stworzyć w tej konwencji kompetentne dzieło. Jak wspomniałem wcześniej, polskie wydanie komiksu, oprócz tytułowej opowieści, zawiera w sobie również dwuzeszytowe preludium do niej i… nic poza tym. Żadnych dodatków, szkiców, scenariusza czy biogramów autorów. Nic poza wstępem autorstwa Kamila Śmiałkowskiego oraz zapowiedziami kolejnych wydań na dwóch ostatnich stronach. Dziwne, bo komiks tej rangi wręcz woła o jakieś interesujące bonusy. Tak czy inaczej – dla fanów i fanek klasycznego komiksu superhero Rękawica Nieskończoności jest pozycją obowiązkową.

 

Jim Starlin

Rękawica Nieskończoności

Tłum. Dariusz Stańczyk

Egmont, 2018

Liczba stron: 360