• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 17.08.2020
Tekashi69 pokazuje hip-hopowi język
Artykuły | 17.08.2020

Tekashi69 pokazuje hip-hopowi język

Współczesna popkultura równa się kulturze trollingu. Sztuka nie zawsze subtelnej prowokacji, którą zrodziła ciemna strona internetu, już dawno przedostała się z for dyskusyjnych do świata kina, literatury i muzyki. Umiejętności memiczne Kanye Westa pomagają mu w marketingowych działaniach, a dla osób w typie Shia LaBeoufa bycie permanentnym bohaterem 4chana oraz serwisu Reddit stało się częścią artystycznej tożsamości. 

Potęgę memowej filozofii bardzo mocno widać też w środowisku amerykańskiego hip-hopu, zwłaszcza tego promowanego przez platformę Soundcloud. To właśnie tam cała rzesza artystów uczyniła z bycia świadomą autoparodią archetypu rapera wielką wartość. Ich kolorowe włosy, groteskowe tatuaże umiejscowione w groteskowych miejscach i turpistycznie proste brzmienie (będące przesterowaną alternatywą dla głównego nurtu, niczym noise rock dla rocka), konstruują wizerunek idola 2.0. Kogoś, kto nie tylko nie boi się wygłupiać, ale wręcz nobilituje własną śmieszność. 

Nic więc dziwnego, że w takich warunkach żywą ikoną sceny stał się Tekashi69 – raper, internetowy celebryta, a przy okazji: przestępca. Kolorowy ptak hip-hopu oparł całą swą karierę na prowokacji. Jego niewyparzony język przyniósł mu miliony wyświetleń na YouTube, rozchwytywane Instagramowe konto i powszechną rozpoznawalność dzielącą odbiorców na dwie grupy: wyznawców oraz wrogów.  

Ogromny sukces pofarbowanego na tęczowo jegomościa jest przede wszystkim wynikiem otaczającej go aury nieustannej kontrowersji. Rozmawiając o 69, wręcz trzeba wyjść poza ramy czysto muzyczne. Oczywiście wykonywana przez niego odmiana trapu ma dość unikalne, chwytliwe właściwości. Opiera się na skrajnie uproszczonych, agresywnych bitach oraz krzykliwym flow w starym dobrym stylu wczesnego DMX-a. To wszystko doprawione gangstersko-hedonistycznymi stereotypami daje przepis na kolejne przeboje. Natomiast w karierze Daniela Hernandeza znacznie ciekawsze są konteksty stojące gdzieś obok dość skromnej dyskografii.  

Środowiskowa burza, jaką wywołuje Tekashi, na pierwszy rzut oka wydaje się zaskakująca. Gatunek, którego historia jest w dużej mierze napisana grubą kreską nihilizmu oraz quasi-przestępczych fetyszy, nie powinien przecież gryźć się z agresywnym dzieciakiem paradującym w klipach z bronią. Tymczasem spektakl reżyserowany przez 6ix9ine’a często polaryzuje widownię oraz środowiku. 

Najczęściej zarzuca mu się brak autentyczności. To efekt ostatnich sądowych perypetii 69. Po tym, jak niedawno upomniało się o niego uliczne życie i zagroziło wiecznością za kratkami, Tekashi zdjął maskę twardziela i zgodził się na współpracę z organami prawa. Dzięki temu jego wyrok został skrócony, a on sam miał jeszcze czas na tworzenie muzyki, w pełni wykorzystując zbawienną opcję aresztu domowego.

Kontrowersje wokół tej barwnej persony nie wynikały jednak ze „sztywności” amerykańskiego hip-hopu. Najbardziej zapalczywi krytycy 6ix9ine’a to przecież nie uliczni żołnierze, a rapowi biznesmeni, którzy od dawna wykorzystują gangsterski etos jako rekwizyt. Rzekoma nieautentyczność, o którą toczy się tu spór, odnosi się do zupełnie innej sprawy. Tekashi wywołuje tak gigantyczne zamieszanie, ponieważ swoim zachowaniem podważa wartość umownej ikonografii hip-hopu. 

Autor hitu GUMMO jest prawdopodobnie najbardziej obscenicznym raperem XXI wieku i to nie z powodu wulgarnego przekazu czy absurdalnego gustu odzieżowego. Jego obsceniczność objawia się w bezceremonialnym zerwaniu umowy pomiędzy słuchaczem a wykonawcą tej muzyki. Od lat pełnienie funkcji (mainstreamowego) amerykańskiego MC oznaczało bycie całodobowym aktorem kina sensacyjnego. Cała rzesza artystów, od Snoop Dogga po Rick Rossa, kreowała obraz króla szarej strefy, nie zdejmując maski nawet w trakcie wywiadów czy podczas facebookowego postowania. Świadomi efektownej gry pozorów odbiorcy kupowali w całości ten twardzielski performance i czerpali radość z powagi wykonawców. Tak jak zawodnicy wrestlingu, raperzy dotychczas stawali się szlachetni dzięki absolutnej wierności fikcji, a oddani fani oklaskiwali ich tak, jak oklaskują ulubionych komiksowych superłotrów. Wyjątkowa narracja była rozwijana również przez kulturę beefów i bitw freestyle’owych – mitycznych pojedynków na rymy przywodzących na myśl prestiżowe turnieje wojowników rodem z popularnych anime. 

Nawet gdy rzeczywistość wyrywała hip-hopowych gladiatorów z ich fantazji, oni robili wszystko, co mogli, by kontynuować sen z „American Gangster” Ridleya Scotta (jak Rick Ross tłumaczący się ze swojej kariery strażnika więziennego). Natomiast Tekashi ma wszystkie te zasady po prostu gdzieś. Po złamaniu show-biznesowej wersji „kodu ulicznego”, zamiast podkulić ogon i prosić o wybaczenie, nagrywa w swoim ogródku klip, który w ciągu dwóch miesięcy zdobywa prawie 500 milionów wyświetleń. W tym samym teledysku z uśmiechem na ustach przeobraża się w szczura („rat” jest odpowiednikiem naszego „kabla”, to bezpośrednie nawiązanie do rozmów Tekashiego z policją). Miesiąc później bawi się w najlepsze z Nicki Minaj, nagrywając utwór o wiele mówiącym tytule TROLLZ. Swym lekkomyślnym zachowaniem 69 ukazuje kulisy branżowego etosu i udowadnia, że są one zbudowane na nikłych fundamentach. 

Paradoksalnie Tekashi69 wydaje się więc brutalnie szczerym hip-hopowcem. W przeciwieństwie do znajomych ze „środowiska” nie udaje ani kronikarza afroamerykańskiej codzienności, ani rycerza ulicy. Zamiast tego pożycza wszystkie możliwe hip-hopowe klisze i robi sobie z nich żarty. Tak jak inni artyści hip-hopowi, zarabia pieniądze na powszechnej fascynacji klasy średniej mitologią półświatka, ale robi to w nieznośnie bezwstydny sposób. Nie ukrywa swoich czysto biznesowych pobudek za zasłoną dymną. Nie usprawiedliwia się nagłaśnianą medialnie lokalną filantropią czy publicystycznymi ambicjami. Jego sztuka jest identycznie toksyczna, przy tym jednak transparentna pod względem intencji. Opowiada ten sam dowcip, ale nie zostawia miejsca na domysły i przez to spotyka się ze sprzeciwem. 

Oburzeni raperzy i słuchacze zupełnie nie rozumieją, że ich reakcje umacniają status Tekashiego. Karmiąc znienawidzonego trolla, dają mu siłę na kolejne prowokacje. 69 będzie więc istniał tak długo, jak hipokryzja w kulturze hip-hopowej. Czyli zawsze.