• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły, Recenzje | 03.09.2018
Sztuka współczesna w pełnym słońcu
Artykuły, Recenzje | 03.09.2018

Sztuka współczesna w pełnym słońcu

Wszyscy znamy ten obrazek: znudzona rodzina snuje się po muzealnych salach z wzrokiem tyleż sytym obrazów, co głodnym innych wrażeń. Dzieci poniżej lat 10 doznają ekstazy dalece nieartystycznej, podczas gdy kolekcje rozmaitych skorup, sukien, waz, zaaranżowane wytworne wnętrza i dziesiątki obrazów faktycznie pozostają niezauważalne. Muzea do odhaczenia to zwykle te największe, najsłynniejsze, o doskonale rozpoznawalnych nazwach – przechowujące top 20 reprodukowanych arcydzieł europejskiego malarstwa. Nie wiem, czy turystyka muzealna nie powinna przejść daleko idących zmian. Łatwo pokusić się o nihilistyczną z ducha refleksję, że „zawsze coś po tej wizycie zostanie”. To jednak rozczarowująca filozofia – turystyki i kontaktu ze sztuką.

Parę lat temu usłyszałam przypadkiem ojca rodziny, który zarządził: zobaczymy „Guernikę” i możemy już iść. Rodzaj aktywnej obojętności, jaka wytwarza się w okresie wakacyjnym w największych (nie tylko zresztą) muzeach często wysysa energię z pozostałych zwiedzających, skłania do mało ciekawych rozważań spod znaku upadku kultury i sztuki oraz zawodzenia o przeludnieniu planety. Tymczasem tegoroczne lato obfitowało nie tylko w świetne wystawy czasowe. Równie godne uwagi wydały mi się same muzea – instytucje, miejsca, niewielkie projekty. Nikt nie spał.

 

FLORENCJA, PALAZZO STROZZI

Zamknięta już wystawa Nascita di una Nazione. Tra Guttuso, Fontana e Schifano to kolażowa struktura, opierająca się na bardzo nieoczywistych zestawieniach – tak dzieł, jak i wątków. W całości poświęcona włoskiej kulturze i społeczeństwu od lat 50. do końca burzliwych lat 60., mimo pewnej nierówności skłania do refleksji nie tylko o miejscu, ale i czasie. Pojawiają się tu więc twórcy tuż powojenni (jak Alberto Burri), obrazy na wskroś polityczne, ale także tacy artystyczni szaleńcy jak żyjący rzeźbiarz Michelangelo Pistoletto. Wydaje się, że szczególnie tę drugą dekadę znamy doskonale z fotografii, archiwów prasowych i nierzadko dramatycznych wspomnień. To, co wydaje mi się jednak godne szczególnej uwagi to z jednej strony lokalny i indywidualny wymiar tej kryzysowej dekady, z drugiej zaś powszechność tego doświadczenia. Widać to wyjątkowo dobrze w Europie – wielość języków i tradycji pozwala dostrzec skomplikowaną wspólnotę, która z koszmarną regularnością przeżywa kolejne turbulencje. Obok oczywistych konceptów rozwijających symbolikę narodową (np. Luciano Fabro i jego L’Italia z 1968 roku) i „przesymbolicznionych” historii Włoch, pojawia się tu choćby Lucio Fontana ze swoimi rewolucyjnymi spacjalistycznymi pracami. Mariaż sztuki abstrakcyjnej, konceptualnej, narodowej i popkultury udaje się jednak o tyle, o ile sztuka wtłoczona jest w dyskusję z innymi dyskursami. W rezultacie pewnego przesytu tematycznymi wystawami (sztuka! naród!) z Palazzo Strozzi wyniosłam nieoczekiwane wrażenie: ekstremalnego zmęczenia symbolem, rozgrywaniem symboli, łamaniem symboli. Wracałam bez końca do Fontany.

 

SALZBURG, SALZBURG MUSEUM

Bardzo skromna pod względem wyboru eksponatów, bardzo natomiast śmiała wizualnie i typograficznie okazała się wystawa Anschluss, Krieg & Trümmer – Salzburg und sein Museum im Nationalsozialismus. Główny powód, dla którego warto ją mieć w pamięci, to autorefleksyjny charakter ekspozycji. Wystawa poświęcona jest nie tyle austriackim rozrachunkom z przeszłością i mitem „pierwszej ofiary Hitlera”, co salzburskiej historii sprzedawania Mozarta w nazistowskiej propagandzie i wykorzystywania muzeum (tego samego, w którym oglądamy wystawę) do tych celów. Bardzo szczegółowe badania nad historią muzeum, które poprzedziły wystawę, dają wgląd w ideologię nazistowskiej sztuki i wystawiennictwa. Obok refleksji na ten temat pojawiają się znane obrazy: palenie książek, antysemickie obrazy, wystawa „zdegenerowanej sztuki” (Die Ausstellung entartete Kunst in Salzburg). Potworności dodają sielskie zdjęcia z austriackiej prowincji – ludowe zabawy i rumiane rodziny. Wystawa w Muzeum w Salzburgu jest godna uwagi ze względu na krytyczną refleksję na temat własnej roli w historii, ochoczego zaprzęgania sztuki do celów propagandowych i miejsca muzeum w salzburskiej wspólnocie, która w 1938 roku oddała „99% głosów za  Anschlussem”.

Archiwum własne

 

WIEDEŃ, LEOPOLDMUSEUM

Tu tylko kilka słów. Jeżeli miałabym pójść w tym roku na jedną wystawę malarstwa (albo na tylko jedno piętro Leopoldmuseum), nie wahałabym się ani sekundy: Egon Schiele. Die Jubiläumschau to wstrząsające, mroczne do szpiku kości doświadczenie artystyczne. Przy okazji można zahaczyć o bardzo przyzwoitą wystawę Jahrhundertkünstler poświęconą rzecz jasna Gustavowi Klimtowi. Mimo że pozostałam niewzruszona, warto tam zajrzeć choćby ze względu na niedokończone dzieła i wielką kolekcję szkiców. Obie wystawy można oglądać aż do początku listopada.  

Egon Schiele, Self-Portrait with Chinese Lantern Plant, 1912 © Leopold Museum, Vienna, Inv. 454

 

WIEDEŃ, WESTLICHT

Maleńkie muzeum fotografii odwiedziłam przy okazji wystawy Vivian Maier. Street Photographer, bardzo skromnej, jednak oddającej sprawiedliwość materii. Muzeum oferuje bowiem stałą ekspozycję aparatów i innych sprzętów fotograficznych. Znaleźć tu też można sporą kolekcję albumów. Miejsce bardzo surowe, zapadające w pamięć i apelujące przede wszystkim do wrażliwości pasjonatów. Wydaje się, że fotografia zostaje tu fotografią, nie gubi się między sztukami.

 

BRUKSELA, MUSEE JUIF DE BELGIQUE

Wystawa poświęcona Amy Winehouse zaskoczy niejednego bywalca żydowskich muzeów. Na Un portrait de famille składają się zarówno fotografie rodzinne, krótka opowieść o przodkach artystki, a także jej legendarne stroje. Jakkolwiek sukienki i buty doskonale znane z najsłynniejszych występów niejednego widza przyprawią o dreszcze i niejednoznaczne emocje, o tyle całość wystawy skłania do głębszej refleksji. Nad tożsamością niereligijną, żydowskim dziedzictwem Winehouse, samym miejscem, w którym pojawia się jej historia – bardzo daleko od nocnego życia Londynu i koncertowych reflektorów. Muzeum żydowskie w Brukseli wiele przeszło w ostatnich latach, by wspomnieć tragiczny zamach z 2014 roku. To szczególne miejsce także dlatego, że bardziej niż w muzeum, można się tu poczuć jak w domu czy kamienicy w sąsiedztwie. Jesienią otwierają się dwie świetnie zapowiadające się wystawy – w tym nowa stała kolekcja.

Materiały prasowe Musee Juif de Belgique

 

BRUKSELA, LIBRARIUM (ROYAL LIBRARY)

Niewielka, choć bardzo bogata wystawa poświęcona historii książki w jej wielu wymiarach. Poza samą ekspozycją, która – co chyba nieczęste – odbywa się w półmroku, warto zwrócić uwagę na jej lokalizację. Nie w muzeum, a w bibliotece. W ten sposób nie tylko tworzy się odpowiednią ramę dla postrzegania historii książki (we współczesności, a nie w oddalonej od czytania ekspozycji), ale także wciąga w trakcie zwiedzania (frytki! gofry! Manneken Pis!) do środka biblioteki.  

 

ANTWERPIA, MUSEUM AAN DE STROOM

Będąc w Antwerpii, nie sposób nie wybrać się do tego muzeum. Stosunkowo niewielki ruch turystyczny (jak na atrakcyjność miasta) skłania do uwzględnienia tego punktu. Nawet jeżeli nie przepada się za wielogodzinnym zwiedzaniem, na najwyższym piętrze mieści się ogólnodostępny punkt widokowy. Także sama – spektakularna – budowla w stylu dekonstrukcyjnym  przyciąga uwagę zaraz po budynkach dworca kolejowego. Szalone wystawy, które nie mają sobie równych w śmiałych zestawieniach obiektów z różnych okresów, odmiennej tematyki i wykorzystanych materiałów, opowiadają – w istocie – lokalną historię ludzkości. Mamy tu bowiem szczegółowe ekspozycje poświęcone żywieniu (szczególnie godna uwagi jest wystawa toalet), wodzie i żegludze, seksualności czy zabawie. Na lata pozostanie mi jednak w pamięci najmniej spektakularna część muzeum: Visible Storage. On Collecting and Collectors zbierająca w klatkach, skrzynkach i tego typu nieeksponowane obiekty. W rezultacie powstaje uncanny wrażenie, które wzmacnia przygaszone światło i metki przypięte do części obiektów umieszczonymi za kratkami. Tablice ze spisami obiektów, podobnie jak same pół-eksponowane dzieła, z jednej strony sprawiają wrażenie, jakbyśmy byli w schowku, z drugiej skłaniają do postawienia elementarnych pytań – o selekcję, sposoby ekspozycji, dostęp widzów do kolekcji.

 

ROTTERDAM, MUSEUM BOIJMANS VON BEUNINGEN

Jedna z sal muzeum, opisana jako Choosing from Abundance: from 1300 to the Present, proponuje nieuporządkowanie w wersji ekstremalnej. Najdawniejsze dzieła z kolekcji wiszą obok Picassa czy Kandinsky’ego. Pokazany w ten sposób permanentny ruch i zmiana w muzeum (kolekcja liczy 145 tysięcy eksponatów) skłania do rozważań na temat naszej artystycznej percepcji i granicy misz-maszu. Na koniec zostajemy bowiem z pytaniem nie tyle o klucz, co o nasze przykucie do chronologii i klasyfikacji oferowanych przez historię sztuki. Poza tym godne uwagi są niewątpliwie dwie inne rzeczy: niesamowita kolekcja designu oraz samo – przepiękne – muzeum.

ANIMA MUNDI Museum Boijmans Van Beuningen Foto Lotte Stekelenburg

 

ROTTERDAM, NEDERLANDS FOTOMUSEUM

Obok niezmiennie popularnej wystawy Big Heads Martina Schoellera, którą – w tej czy innej formie – znają chyba wszyscy, Fotomuseum w Rotterdamie zaprasza na niepozorną, bo złożoną z ledwie kilkunastu zdjęć ekspozycję w całości pochodzącą z kolekcji muzeum. Za każdym razem wyboru dokonuje inny fotograf, tym razem była to Charlotte Dumas. Skupione na zwierzętach oraz ich opiekunach zdjęcia takich fotografów jak Martien Coppens, Ed van der Elsken, Cas Oorthuys czy Richard Tepe łączą wiele wątków i emocji. Zwierzęta fotografowane w ruchu, w pracy, w sytuacji bliskości z dziećmi czy podczas powodzi zajmują niewątpliwie pierwszy plan. Dumas mówi w wywiadzie nagranym dla muzeum, że zwierzęta także unikają wzroku fotografa i nie patrzą w obiektyw. Warto zobaczyć tę czułość. W tym samym czasie w muzeum gości jeszcze jedna wystawa – Wernera Mantza – fotografa architektury i… dzieci.

View this post on Instagram

"Of the horse Lina Richard Tepe made several shots, all portraits, but this one stands out for me. It is the horse’s own stable that half of its body is emerging from and I wonder if Tepe has put her there or encountered her this way although it doesn’t really matter. There is something very moving in his approach." (Charlotte Dumas) ⠀ ⠀ For 'The Collection Illuminated' Charlotte Dumas selected fifteen images from the museum’s rich and varied collection that she finds inspirational or important. Like her own work, the selection reflects Dumas’ empathy with animals and children. On view @nlfotomuseum . ⠀ ⠀ Lina, a three-year-old brown mare, Gietelo, 1915 © Richard Tepe / Nederlands Fotomuseum ⠀ ⠀ #exhibition #collectionphotography @charlotte_dumas_ #photography #horse #richardtepe #lina #nederlandsfotomuseum #rotterdam

A post shared by Nederlands Fotomuseum (@nlfotomuseum) on

 

PARYŻ, BIBLIOTHÈQUE NATIONALE DE FRANCE

Głęboka i krytyczna wystawa poświęcona majowi 1968 roku skłania do refleksji. Z jednej strony na temat tego, co i w jaki sposób kultura francuska pamięta z tamtego czasu, z drugiej zaś, w jaki sposób widziano wówczas protesty, kryzys społeczny (duży nacisk twórcy wystawy kładą na problemy ekonomiczne) i kulturę. Doskonałą decyzją było pozostawienie widzów przed setkami przeźroczy wyświetlanych właściwie bez żadnego komentarza. To zaskakująco mocny gest w środku narracyjnej wystawy wykorzystującej pieczołowicie wybrane archiwa. W takim miejscu pozbawienie zdjęć komentarza przypomina, że to właśnie nasza współczesność. I nie wszystko jeszcze o niej wiemy.


PARYŻ, FONDATION CARTIER POUR L’ART CONTEMPORAIN

Prace i projekty Junya Ishigami zaprezentowane podczas wystawy Freeing Architecture otwierają wyobraźnię architektoniczną nie tylko specjalistów w dziedzinie. W wywiadzie Ishigami mówi o tym, jak podczas projektowania miast i budynków należy myśleć nie tylko o ich wyglądzie i funkcjach, ale o tym, co można będzie do nich dodać później i jak popadną w ruinę. Szczególne wrażenie robią projekty ogrodów i miejsc dla poszczególnych grup (przedszkola, domy dla osób starszych), w których widać nie tylko czułość wobec natury, ale i nadzieję na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Wiele spośród projektów może budzić wątpliwości (przenoszenie drzew, niesłychanie niskie i szerokie przestrzenie), ale surrealistyczny, rozmarzony styl większości prac zostaje w pamięci na długo. Wystawa dobiega już końca – można jednak zajrzeć do niej za pośrednictwem wideo.

Olga Szmidt

Olga Szmidt

(ur. 1989) redaktor naczelna portalu „Popmoderna”. Regularnie pisuje również dla „Czasu Kultury” oraz „Miesięcznika Znak”. Autorka monografii naukowej „Korespondent Witkacy” (Universitas, 2014) oraz biografii „Kownacka. Ta od Plastusia” (Czarne, 2016). Ostatnio wydała autorski notes z fotografiami i wyborem literatury „Finlandia. Książka do pisania” (Austeria, 2017). Stypendystka Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Na Wydziale Polonistyki UJ przygotowuje rozprawę doktorską na temat autentyczności w XXI wieku. Pisze literaturę faktu.