grimm
ARTYKUŁY | 28.01.2013

Świat według Grimma (POLEMIKA)

 (Tekst jest nadesłaną przez czytelniczkę portalu polemiką z artykułem Macieja Skowery Dawno, dawno temu w Portland i pewnego razu w stanie Maine – przyp. red.)

Oczyma duszy mojej widzę już kręcony na mnie [z piasku] bat. Mój tekst miał być samoistnym bytem, ale po przeczytaniu Dawno, dawno temu w Portland i pewnego razu w Stanie Maine Macieja Skowery przerodzi się on jednak w subtelną polemikę.

Pomimo ukończonych studiów germanistycznych jestem daleka od tak ortodoksyjnej oceny scenariusza serialu kryminalnego Grimm. Zapożyczone fragmenty z baśni braci Grimm, stanowiące motto każdego odcinka, czy też genealogiczne wywiedzenie bohatera z Grimmów z Kassel są zbyt ważkim argumentem na to, jakoby autorom scenariusza serialu przyświecała reinterpretacja baśni.

Haus- und Kindermärchen, znane polskiemu czytelnikowi jako Baśnie braci Grimm, były tak naprawdę efektem ubocznym ich językoznawczej działalności naukowej. Jacob i Wilhelm Grimmowie rozpoczęli spisywanie baśni w roku 1806 na prośbę swojego profesora historii Friedricha Carla von Savigny’ego oraz jego przyjaciela Clemensa Brentano. W zbiorze Haus- und Kindermärchen znalazły się te baśnie, które nie zostały ujęte w tomie Des Knaben Wunderhorn (Cudowny Róg Chłopięcia) Clemensa Brentano.

Impulsem dla wydania Haus- und Kindermärchen było nie tyle bogactwo wątków baśniowych, ile Volkstümlichkeit samych baśni, czyli ich wartość ludoznawcza. Baśnie braci Grimm są bowiem zapisem tekstów zbieranych w terenie, tj. w miastach poszczególnych księstw niemieckich*.

Wracając do serialu – jego twórcy dokonali nie tyle dekonstrukcji i reinterpretacji znanych baśni, ile dekonstrukcji samych Jacoba i Wilhelma Grimmów. Z językoznawców zrobili „biontologów”, natomiast z ich baśni swoisty bestiariusz. Serial zostaje zapełniony masą zwierzoludzi, którzy łączą w sobie baśniowe wyobrażenie o danym bioncie (niem.: Wesen – stworzenie, istota) z mniej lub bardziej naukową interpretacją.

Każdy biont ma swoją naturę. Blutbaden (wilkoludzie) są bardzo wrażliwi na kolor czerwony i kiepsko znoszą pełnię, która pobudza ich potrzebę wolności i zachęca do polowań. Jeśli jednak chcą, mogą się powstrzymać od rozszarpywania ludzi i wieść żywot prostolinijnego zegarmistrza. Z kolei Fuchsbauen (lisoludzie) są z natury płochliwi, ale również bardzo przedsiębiorczy. Mimo pokojowej natury potrafią – w imię wyznawanych poglądów – działać w partyzantce, przemycie, czy być korespondentami wojennymi.

Przykłady można by mnożyć, ale wywód ten zmierza nie ku pokazaniu różnorodności świata przedstawionego, a raczej ku podkreśleniu, iż bionty, tak jak i ludzie, posiadają wolną wolę. Mogą więc swobodnie kształtować swój los.

Podobnie jest z głównym bohaterem serii, detektywem Nickiem Burkhardtem, który dopiero w dojrzałym wieku dowiaduje się, że jest Grimmem (większość Grimmów nie miała tego szczęścia). Pozwala mu to na wyrobienie w sobie odmiennego podejścia do biontów niż to, które charakteryzuje jego matkę i ciotkę – za wszelką cenę próbuje on uniknąć niepotrzebnego rozlewu krwi. Wskutek takiego postępowania ani Nick, ani widz nie jest pewny słuszności podjętych przez niego decyzji. Jedna z tych – wydawałoby się – słusznych decyzji doprowadziła do zapadnięcia jego dziewczyny, Juliette, w śpiączkę.

Twórcom serialu Grimm udało się, mimo miejscami topornego scenariusza, stworzyć spójną wizję świata. Wszystkie tomiszcza w przyczepie Burkhardta tworzą historię: biontów, Grimmów, Ludzi i Książąt, która sięga początków stworzenia. Zgodnie z przedstawionymi wyjaśnieniami, świat ów został doprowadzony do względnej równowagi po drugiej wojnie światowej. Obecnie znów pogrąża się chaosie, o czym świadczą wojny na Bliskim Wschodzie, w Iraku i innych częściach globu.

Walka o wpływy widoczna jest także w Portland, w Stanach Zjednoczonych, które przez 47 minut trwania każdego odcinka serialu staje się metaforą dla całego świata: ma swojego Księcia, ma swojego Grimma, zastępy biontów i ludzi.

Raz na kilka odcinków scenarzyści uciekają się do działań deus ex machina i po życie Grimma „wyciąga kosę” Stary Świat w osobie francuskojęzycznych Żniwiarzy. To ciekawy zabieg z historycznego punktu widzenia, ponieważ zarówno w niemieckiej, jak i we francuskiej historiografii pojawia się termin ukochanego wroga (geliebter Feind, ennemi bien-aimé). Ukochanym wrogiem Francuzów jest Niemiec, Niemców zaś Francuz.

Pozostaje mieć nadzieję, że kreślona z rozmysłem wizja świata będzie zyskiwała na treści wraz z kolejnymi odcinkami i nie zostanie zagubiona gdzieś w walkach o dominację, zmierzających nieuchronnie do „ostatecznego starcia” czy – pozostając w sferze postniemieckich nawiązań – „ostatecznego rozwiązania” kwestii biontów i ustanowienia nowego porządku.

Otwarte pozostaje wciąż pytanie, jak należałoby interpretować fakt wydania Baśni braci Grimm w 1815 z perspektywy serialowego świata. Czy było to rzucenie wyzwania światu biontów, próba jego demaskacji, czy też naukowa publikacja, której ukazanie się było możliwe w tamtych warunkach, miejscu i czasie, gdy chętniej wierzono w „potwory”?


*Działalność Grimmów przypada bowiem na rozpad państwa niemieckiego na księstwa, a później tylko konstytucję tego faktu decyzją kongresu wiedeńskiego w 1815.