k44
RECENZJE | 29.02.2016

Surowe nie szkodzi? („Ułamek tarcia” Kaliber 44)

Podobno uwielbiamy lata 90., wspominamy je z rozrzewnieniem i chętnie wsiedlibyśmy w wehikuł czasu, żeby powrócić do oglądania programu 30 ton – lista, lista przebojów i gali z rozdania Fryderyków, kiedy miało to jeszcze sens. Podobno, jeśli wiesz, do czego służył ołówek, gdy zacięła się taśma w kasecie magnetofonowej, to znaczy, że urodziłeś się w latach 80. i dzieciństwo spędziłeś na trzepaku. Podobno to najlepszy czas w twoim życiu. Na szczęście zmiany są nieodwracalne.

Nie wiem, czy Martenowie w roku dwutysięcznym wiedzieli, że kolejną płytę pod szyldem Kalibra 44 wydadzą w innej rzeczywistości, gdzie dużo będzie się mówiło o torrentach, filmach na YouTubie, GoPro, liczbie lajków i pobrań. Jednak, gdy dzisiaj słucham Konfrontacji, mam wrażenie, że Dab jako jeden z najlepszych rodzimych raperów końca XX wieku z hukiem zamknął prolegomenę do polskiej rap-gry.

 

Na pewno zębem nadgryzł mnie czas, ale nie patrz na gębę tylko na rap*

Tak było w roku dwutysięcznym. W ciągu szesnastu lat sporo zmieniło się w rapowej branży.Wiadomo jedynie, że z rapem jest podobnie, jak ze sportami wyczynowymi – to działka ludzi młodych. Wydaje się to całkiem rozsądne, w końcu nie przypadkiem hip-hop narodził się w amerykańskich gettach, gdzie przeciwko opresyjnemu systemowi buntowali się młodzi ludzie, odbiegający wizerunkiem od wilków z Wall Street. Utarło się jednak, że po trzydziestce najlepiej przejść na drugą stronę mikrofonu i zająć się produkcją płyt młodszych kolegów. A jak dobiegasz czterdziestki, to już właściwie nie masz czego tam szukać, ewentualnie możesz snuć opowieści o pionierskich czasach. Fani czekający na nowy album Kalibra, bili się więc z myślami, czy dawni idole dadzą radę? W międzyczasie pojawiły się nowe pokolenia artystów, którzy z sukcesem zagospodarowali polską widownię. Jak wiadomo, lojalność gimbazy na pstrym koniu jeździ, więc poza Kaenem mało kto może liczyć na jej dozgonną miłość. Już nie Molesta czy WWO, ale Słoń, Paluch, Chada i kilku innych raperów opowiada nam o ulicznym życiu.

Niewątpliwie powrót fundatorów polskiego rapu musiał wzbudzać emocje. Tym bardziej, że zawsze znajdą się tacy, którzy powiedzą: Bez Magika to już nie to samo. Warto byłoby jednak dać spokój nieżyjącym artystom, a równocześnie nie uśmiercać przedwcześnie tych, którzy cieszą się dobrym zdrowiem. W ostatnim miesiącu YouTube zasypany został komentarzami, że to już nie to samo. Dla tych z krótką pamięcią, garść newsów – Kaliber 44 to od zawsze byli przede wszystkim Martenowie. Koniec i kropka.

 

Zróbcie miejsce skur* bo idę!

Dab i Joka to oldschoolowy skład i ich nowy album stanowi odbicie tej tożsamości. Wielbiciele eksperymentów na pewno nie mają tam czego szukać, ale było to dosyć oczywiste od początku promocji płyty. Ułamek tarcia przede wszystkim stanowi ukłon w stronę starych fanów, chociaż nowi słuchacze lubiący obfity storytelling także będą zadowoleni. Wyraźnie słychać kolejne nawiązania do amerykańskich produkcji, z których K44 czerpał inspiracje w swojej twórczości. Wiadomo, że nikt nie spodziewał się powrotu do psychorapu z Księgi Tajemniczej. Prolog, a – jak mówią Martenowie – nowy album zaczyna się w tym miejscu, gdzie skończył się poprzedni. Ułamek tarcia, mimo okopania w oldschoolowym nurcie, który w ostatnich latach na polskim rynku był w zdecydowanym odwrocie, został przyjęty życzliwie. Znając burzliwe dzieje komentarzy na YT, można było spodziewać się bardziej dramatycznego rozdzierania szat przez malkontentów. Posługując się językiem z początku wieku, dodam, że „na krążku” nie ma trapów ani reggae. Ta ostatnia informacja powinna uspokoić przeciwników tego nurtu, wszak ryzyko było spore, bo solowe projekty Daba są reggae bardzo mocno przesiąknięte.

Szacunek dla Martenów, że nie udają kogoś, kim nie są i nie nagrywają pod nowe dekoracje, tylko kontynuują to, w czym odnajdują się najlepiej. Z pewnością mieli na uwadze fakt, że część ich fanów to dziś ludzie czterdziestoletni, a część to nastolatkowie, dla których oldschool jest wyborem estetycznym, a nie życiową koniecznością. Martenowie to niezrównani opowiadacze ciekawych, zabawnych, czasem ponurych historyjek, chociaż na tej płycie zdecydowanie więcej jest tych podszytych żartem, czasem ironią.

Płytę wyprodukował Dab i jest to zarówno zaletą, jak i wadą. Plusy wynikają z tego, że doskonale wiedział, jak powrót K44 powinien wyglądać, minusem jednak może wydawać się zbytnie podobieństwo do jego solowych projektów. Zdecydowanie dominuje też w warstwie tekstowej, o ile więc powstanie kolejny album, warto powalczyć o parytety. Joka, mimo długiej przerwy w życiorysie rapera, dalej jest w świetnej formie.

 

Ej, polej!… lepiej do głowy olej!

Wyobrażam sobie, że większość kawałków doskonale sprawdzi się na koncertach. Martenowie (a razem z nimi jeszcze DJ Feel-X) koncertowali w poprzednich latach ze starym repertuarem i trzeba im przyznać, że bardzo się starają i szanują fanów – to zwykle dwie godziny doskonałego występu, co w świetle popularnych ostatnio koncertów przez skajpa brzmi wręcz niewiarygodnie. Poza tym, featuringi, choć zaledwie trzy (Grubson, Rahim i Gutek) są kapitalnie dopasowane do stylistyki albumu. Z pewnością koncertowym hitem będzie Towarzystwo, duet Daba i Grubsona, który w brawurowy sposób ukradł ten kawałek. Równie udane jest Kung Fu z Rahimem (Rah w najlepszej formie od lat!).

Dab i Joka doskonale wiedzą, czego obawiali się fani. Mówią o tym zarówno w kawałku Nieodwracalne zmiany, jak i we (Why Is It) Fresh. Czas nie stoi w miejscu.Gdy znikasz z pola widzenia, życie toczy się dalej, a gdy wracasz, musisz się jakoś odnieść do zmian, które zaszły w tzw. międzyczasie. Kaliber 44 dobrze na te zmiany reaguje, wciąż bawi się swoją twórczością, wciąż brzmi mądrze i zabawnie, wciąż traktuje serio swoich fanów. W kawałku Bogusław Linda AbradAb i Ś.P. Brat Joka odświeżają swoje credo artystyczne, przypominają o korzeniach i pasji związanej z robieniem rapu. Co prawie już się nie zdarza – nie opowiadają za wiele o pieniądzach, o życiu ulicznika, nie popadają w śmieszność, są jak zawsze szczerzy i rozsądni. Wypatrujcie ich w swoich miastach!

 

*Śródtytuły stanowią cytaty z albumu Ułamek tarcia

Małgorzata Major

Małgorzata Major

(ur. 1984) – kulturoznawczyni, autorka tekstów poświęconych kulturze popularnej („EKRANy”, „Bliza”, „Fabularie”, „Tygodnik Przegląd”, „Kultura Popularna”), współredaktorka tomów „Władcy torrentów. Wokół angażującego modelu telewizji”, „Pomiędzy retro a retromanią”, „Wydzieliny”.