popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Superman po stronie marchewki
superman
ARTYKUŁY | 07.10.2013

Superman po stronie marchewki

Jeśli chodzi o wyprawy do kina, wyznaję jedną prostą zasadę: tylko filmy widowiskowe. Z eksplozjami, kosmitami, walką piękną jak taniec, z walącymi się budynkami i gigantycznym robotem okładającym quasi-Godzillę okrętem przez łeb. Bo skoro już składam ofiarę z uciułanych złotówek w plastikowym przybytku rozpusty, niech się ten wielki ekran na coś przyda. Niech mnie oszołomi, zachwyci ogromem, niech mnie ogłuszą podkręcone do oporu głośniki. A że w ciągu ostatnich kilku lat obrodziło kinem superbohaterskim, bez wahania dałem się wyciągnąć na wszystkie, mówiąc językiem Polsatu, megahity. Avengers, Niesamowity Spider-Man, Iron Man 3, Człowiek ze stali, Wolverine… I nagle się okazało, że Hollywood bardzo boi się postczłowieka.

Jest to o tyle zaskakujące, że właściwmos-deleted-scenesie trudno o matecznik ideom transhumanizmu przyjaźniejszy niż historie o superbohaterach. Wszak podstawowe założenie tego nurtu można streścić w słowach: „natura to za mało”. Biorąc się za bary z poczciwym renesansowym humanizmem, filozofowie-cyborgi sapią: a cóż znowu jest takiego wspaniałego w ludzkiej naturze? Umieramy, psujemy się na tysiąc sposobów, ulegamy pogodzie i trzęsieniom ziemi, nasze prymitywne białkowe mózgi ledwie mielą dane, które komputer przetwarza w sekundę. Zabijamy i wpadamy w nałogi. Czy nie lepiej, czy nie rozsądniej zrobić co w naszej mocy, żeby się z tego żałosnego stanu natury jak najprędzej wyrwać? Przecież już wykonaliśmy pierwszy krok na tej drodze: nie ma nic naturalnego w protezach, przeszczepach i szczepionkach. Śmiało, kroczmy dalej!

A jednak, choć superbohaterowie są jawną i wyrazistą realizacją fantazji o nadczłowieku, nie trzeba długo ani głęboko szukać, by w filmowych adaptacjach ich przygód odnaleźć niepokój. Czai się tam prawie zawsze, skryty pod eksplozjami i pompatyczną muzyką. A czasem – leży zupełnie na wierzchu. Tym, co mnie uderzyło w Człowieku ze stali (nie mylić z Człowiekiem z nadziei), było uporczywe i cokolwiek komiczne stawianie Supermana, latającego kosmity z laserami w oczach, po stronie natury. Otwierająca scena filmu? Poród, pierwsze od stuleci naturalnie poczęte dziecię planety Krypton. Główne zagrożenie? Złowrogi generał Zod w cybernetycznym skafandrze i jego terraformująca (kryptonformująca?) machina. Przyczyna śmierci Jonathana Kenta? Tornado, czyli nieokiełznana potęga przyrody. Nasz obrońca ludzkości całe Metropolis bez mrugnięcia okiem zrówna z ziemią, ale antylopy na sawannie w trakcie swojego przelotu tylko delikatnie przepłoszy, a z wielorybami chętnie ponurkuje. Proszę, jaki ludzki z niego (nad)człowiek.

185032_wolverine-foto-4Tę samą tendencję do wiązania superbohaterów z naturą – nie z ludzkością! – widać też w przypadku Wolverine’a. Nie powinno może dziwić, że jegomość zwący się Rosomakiem mści się na myśliwych z powodu zabitego niedźwiedzia, ale już przeciwstawienie herosa o „naturalnej” długowieczności i złoczyńcy, którego główną zbrodnią jest to, że pragnie użyć technologii, by uniknąć śmierci, wrzuca nas w sam środek problemu. Bo w czym niby tkwi moralna przewaga naszego herosa – w tym, że cudowny dar wygrał na genetycznej loterii? A jednak film mówi jasno: spójrz, widzu, z jak złym człowiekiem walczy Wolverine! Jak ten obrzydliwy starzec śmie przedłużać sobie życie? Nieprzypadkowo otwierająca scena filmu prezentuje chyba najbardziej łopatologiczny przykład „złej” technologii: wybuch bomby atomowej nad Nagasaki. Chciałoby się zawołać: „Precz z kulturą, wróć naturo!”.

ironman19Ale może najbardziej kuriozalna w tym nurcie kina jest antytechnologiczna wymowa trzeciego filmu o Iron Manie, czyli superbohaterze, który bez technologii nie istnieje. W ostatniej części trylogii Tony Stark mierzy się z przestępcą, który przy użyciu specjalnego serum przemienia kalekich, zgorzkniałych weteranów amerykańskich wojen w obdarzonych supermocami złoczyńców. Nie dość, że ponownie mamy do czynienia ze starciem natury i kultury – jak w przypadku Wolverine’a, Supermana czy Spider-Mana – w którym to konflikcie zdaniem filmowców powinniśmy stanąć po stronie natury (jak Iron Man, który niszczy w finale wszystkie swoje mechaniczne zbroje), to jeszcze – co wykazano w bardzo ciekawym artykule – pojawia się dość kontrowersyjne przesłanie na temat niepełnosprawności. Ten, kto polega na technologicznych protezach, by zrównoważyć niedostatki naturalnego ciała lub przekroczyć jego wrodzone ograniczenia, jest człowiekiem słabym, niepełnym i podejrzanym – zdaje się mówić film, pokazując nam wiceprezydenta USA zdradzającego swój kraj, by zdobyć cudowne regenerujące serum dla swej kalekiej córeczki, i Tony’ego Starka usuwającego z klatki piersiowej napędzające go urządzenie. Z zależności od technologii trzeba się wyzwolić, bo prawdziwy, słuszny i dobry może być tylko człowiek naturalny: dziwna to konkluzja jak na film o herosie w stalowej zbroi.

Łatwiej wybaczyć hipokryzję rozmaitych ekranowych mutantów, jeśli wziąć pod uwagę, że dwuznaczność jest wpisana w ich – nomen omen – naturę. Aby widz mógł bezpiecznie fantazjować o nadczłowieku, superbohater musi uosabiać owo transhumanistyczne marzenie i zarazem pozostawać mocno zakotwiczonym w człowieczeństwie. Dlatego ci, których moce ewidentnie przekraczają przyrodzone możliwości jednostki ludzkiej, powinni trochę się wstydzić swych zdolności i marzyć o byciu „normalnym”, żebyśmy my – odbiorcy z gatunku homo sapiens – nie poczuli się zagrożeni. „Z wielką mocą przychodzi wielka odpowiedzialność” – strofujemy ich stale, a oni pokornie chylą głowy i biorą na barki ciężar naszych lęków. Służą ludzkości, choć mogliby nią rządzić. Potępiają oraz niszczą tych, którzy za pomocą maszyn usiłują wznieść się ponad człowieczeństwo. Ściągają wystraszone koty z drzew. A wszystko po to, byśmy my, „naturalni” ludzie, mogli po wyjściu z kina wsiąść w autobus i, ze słuchawkami w uszach kupując bilet w automacie, napisać na Facebooku przez komórkę: „brr, jaka ta technologia zła!”.

Przemysław Zańko

Przemysław Zańko

(ur. 1989) – chłop z Mazur, obecnie inteligent w Warszawie. Publikuje opowiadania, recenzuje, bloguje. Interesuje się science fiction, nauką, grami, dziwnymi książkami i zdrowiem psychicznym. Skończył z polonistyką. Strona autorska: www.zanko.pl