sublokator_50
RECENZJE | 08.07.2013

Sublokator „Państwo środka” – rockowy koktajl ze szczyptą jazzu

Jeden z bardziej zasłużonych krakowskich zespołów rockowych powraca z nowym albumem – jak na zaangażowanych muzyków przystało, wydanym własnym sumptem. Chociaż tytuł Państwo Środka może wydawać się przewrotny i odsyłać jednoznacznie w stronę dyskursu politycznego, dotyczy czegoś zgoła innego – płyta to swoista podróż do miejsca dalekiego od zgiełku i władzy. Krakowscy muzycy w sprawny sposób pozbywają się kompleksu trzeciej płyty, doskonaląc to, do czego zdążyli już przyzwyczaić swoich fanów.

Warto zaznaczyć na początku, że Państwo Środka nie jest płytą po brzegi wypełnioną muzyką. Album składający się jedynie z ośmiu utworów z pewnością usatysfakcjonowałby wielbicieli rocka progresywnego, lubujących się w kilkunastominutowych kompozycjach. Sublokator nie ma rzecz jasna nic wspólnego z rockiem progresywnym, dlatego zostawmy w spokoju miłośników pasaży i niekończących się solowych partii gitar. Przeciętnego fana rocka może rozczarować fakt, że na nowy album grupy, sprawnie dowodzonej przez Marcina Ruska, składa się tak niewiele kawałków.

Jestem przekonany, że i w tym przypadku sprawdzi się stwierdzenie o jakości bijącej na głowę ilość. Osiem utworów to żadna tragedia, kiedy rozpatrzy się, w jak ciekawy sposób łączą one w sobie różne rodzaje rockowego grania, do tego solidnie zaburzone przez partie jazzowe. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak dobrze sprawdzą się na żywo skoczne, wesołe utwory takie jak Przebój czy nieco bardziej groteskowe Chopsa.

Jednym z najsilniejszych elementów na Państwie Środka jest z pewnością wokal Marcina Ruska, oscylujący gdzieś pomiędzy Czesławem Mozilem a Spiętym. Lider zespołu obdarzony został nie tylko świetną dykcją, ale i talentem interpretacyjnym. Brnąc w zawiłe wokalne zabiegi, jednoznacznie urozmaicające poszczególne utwory, i wyrzucając z siebie dość absurdalne teksty autorstwa basisty Marcina Pawlika (np. w Improwizowanym napadzie depresji), zdaje się pozostawać w swoim żywiole. Same teksty, błyskotliwe i humorystyczne, skłaniają się czasem nawet w stronę grabażyzmów, znaku rozpoznawczego wokalisty Pidżamy Porno (trudno powiedzieć, czy z punktu widzenia zespołu to komplement czy też obelga). Jednocześnie głos Sublokatora nie kopiuje bezmyślnie pomysłów innych; miast tego łączy w sobie różne wokalne inspiracje. Myślę, że wcześniejsze opinie porównujące Sublokatora do kabaretu zginą w niebycie, gdy zestawione zostaną z utworami z nowego albumu. Skłaniałbym się raczej ku stwierdzeniu, że to maniera wokalna Marcina Ruska nadaje brzmieniu zespołu tak wyjątkowy smak, pozwalając zarazem na wyróżnienie się spośród pozostałych rockowych wykonawców.

Pod względem instrumentalnym krakowska grupa stąpa (z dużym wyczuciem) na przemian to po rockowych, to znów po jazzowych stopniach. W zasadzie za każdym razem, kiedy pojawia się bezkompromisowa, gitarowa energia, tak wyraźnie manifestowana przez riffy, których nie powstydziłby się żaden pełnokrwisty, rockowy band, dość łatwo ustępuje ona miejsca jazzowym improwizacjom i połamanym tempom – najlepszym tego przykładem jest utwór Kiełbasa i banan. Miło rozczarowuje Mizeria, rozpoczynająca się wyraźną partią saksofonu, przywodzącą niemal od razu na myśl Kult i jego mocną sekcję dęciaków. Słuchacz, brnąc w podniosłe tony, wypływa na jazzową głębię, przecinaną do czasu do czasu ostrymi nutami saksofonu. Nie sposób wyzbyć się wrażenia, że to właśnie w partiach Filipa Jarmakowskiego zawierają się najciekawsze z potencjalnych doznań dźwiękowych na tym albumie. W połączeniu z pojawiającą się od czasu do czasu dynamiką perkusji oba elementy tworzą niezwykle interesującą całość.

Sublokator powraca z materiałem świeżym i chwytliwym, a zarazem niepozbawionym charakterystycznych dla zespołu elementów. Ci z Was, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z grupą, powinni dość łatwo przekonać się do jej muzycznej propozycji; dla oddanych fanów Państwo Środka to pozycja obowiązkowa. Wszyscy entuzjaści wysmakowanego przechodzenia od rocka do jazzu i z powrotem powinni być usatysfakcjonowani.