popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Studium w brązie (F. Werner „Ciemna materia. Historia gówna”)
Ciemna materia
RECENZJE | 02.06.2014

Studium w brązie (F. Werner „Ciemna materia. Historia gówna”)

Człowiekiem jestem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce – przyjęli za swoją maksymę renesansowi humaniści, a o tym, że ich ideały wciąż są żywe, najpełniej przekonałem się, kiedy na pierwszym roku polonistyki wszedłem na forum dla komparatystów i zobaczyłem temat zatytułowany „Kupa w literaturze”. Byłem zniesmaczony – nocnik w szkole poetów?! – a i sam autor chyba czuł się nieswojo, bo prewencyjnie dodał w tytule zawstydzoną emotikonkę. Mając w głowie to wspomnienie, zupełnie się nie dziwię szczerym głosom oburzenia, jakie słyszałem ostatnio w tramwaju pod adresem Historii gówna Floriana Wernera. Nawet w bezpiecznej anonimowości internetu, nawet podczas światłej dyskusji między gardzącymi drobnomieszczaństwem, wyzwolonymi duchami, kupa wciąż stanowi tabu.

Bodaj najbardziej błyskotliwym elementem tej książki jest zawarta w tytule metafora. Przyrównanie gówna do ciemnej materii, proponowanej przez astrofizyków tajemniczej substancji, która, niewidoczna, wypełnia wszechświat, wpływając na ruch planet, gwiazd i galaktyk, doskonale wyraża paradoksalną (nie)obecność ekskrementów w naszej kulturze. Choć istoty ludzkie codziennie produkują tony odchodów, wkładamy ogromny wysiłek i niebagatelne sumy pieniędzy w to, by istnieniu gówna zaprzeczyć – spychamy je pospiesznie w głąb podziemnych czeluści kanalizacji, jakbyśmy wypierali ze świadomości. Nawet w dobie rozszalałego kapitalizmu, kiedy gotowi jesteśmy sprzedać lub zakupić wszystko, kupa pozostaje jedynym prawdziwym antyproduktem, materią całkowicie pozbawioną wartości i niechcianą. Werner stawia tezę, że dla współczesnego Europejczyka wyparcie gówna jest warunkiem nowoczesności, bo stanowi najsilniejsze oderwanie się od natury – skoro nie można usunąć zwierzęcej fizjologii, najlepiej o niej zapomnieć.

Ciemna materia podejmuje wysiłek zgoła przeciwny. Na kartach tej niegrubej książki przyglądamy się kupie z najróżniejszych perspektyw – od historycznej po psychoanalityczną – by na nowo postawić wypartą substancję w centrum zainteresowania. Podejście do tematu jest tu naprawdę kompleksowe – autor omawia kwestie tak odległe jak choćby związki kupy z sacrum, sztukę z ekskrementów, tabu językowe i komizm fekalny. Nie ucieka też od koprofagii ani skatologicznej erotyki, a całości dopełniają liczne cytaty z literatury medycznej oraz pięknej poświęcone odchodom. Warto chyba zaznaczyć, że Historia gówna to dzieło przeznaczone raczej dla ludzi o mocnym żołądku, a słabej wyobraźni wizualnej – sprawdziłem doświadczalnie, że da się tę książkę czytać przy obiedzie, ale co wrażliwsi mogą mieć problemy.

Jak zwykle w przypadku książek „kulturoznawczych”, patrzących na zjawiska z szerszej perspektywy czasowej, najciekawszy jest płynący z tekstu Wernera wniosek, że nasza współczesna awersja do gówna to rzecz stosunkowo świeża. Nim nastała era kanalizacji i nawozów sztucznych, człowiek stykał się z ekskrementami całkiem często, więc siłą rzeczy aż takiego wrażenia na nim nie robiły. Kultura ludowa wręcz lubowała się we wszelkiej maści fekalnych żartach i dowcipach, a i w pałacach wielmożów niczym dziwnym nie było załatwianie potrzeb fizjologicznych w pierwszym dogodnym zakamarku. Także medycyna dawnych wieków nie stroniła od kupy, czego dowodem są choćby całe traktaty poświęcone leczniczym (oraz magicznym) właściwościom gówna. Jeszcze w XIX wieku, zauważa Werner, kupa była na tyle obecna w świadomości publicznej, że w niektórych miastach płacono obywatelom za zbieranie własnych odchodów na potrzeby rolnictwa. Dopiero od czasów Freuda i jego rewelacji na temat analnej fazy rozwoju jakoś się zawstydziliśmy. Nie chcemy już myśleć o ciemnej materii, tak jak nie chcemy myśleć o ciemnych otchłaniach podświadomości. Nasze miasta są czyste i pachnące, nasze toalety skrzętnie ukryte. Wypróżniających się publicznie surowo karzemy.

A przecież nie taki diabeł straszny, jak go malują. Zarówno autor, jak i tłumaczka w posłowiu zwracają uwagę, że w przeciwieństwie do słownika erotycznego, słownik fekalny jest we wszystkich językach bogaty. Lubimy mówić o kupie. Werbalne odchody to wymarzona broń przeciwko autorytetom i powadze, bo można nimi obsmarować każdego. Dla gówna nic nie jest święte, toteż etykietkę „gówniane” przylepiamy wszystkiemu, co uznajemy za bezwartościowe: politykom, ideologiom, obietnicom. A bywa przecież, że cały świat stworzony przez człowieka wydaje się nam jednym wielkim szambem. Werner zauważa, że sam akt mówienia można skojarzyć z wydalaniem (tzw. biegunka słowna), a słuchanie – z pochłanianiem tego, co wypchnęli z siebie inni. Kultura jako zamknięty układ pokarmowy przetwarzający gówno w gówno. Paskudna to wizja, a jednak w tej stercie nawozu kryje się ziarnko prawdy. Potrzebujemy kupy, by nie unieść się pychą i zachować dystans do samych siebie – oraz tego, co produkujemy.

Ciemnej materii mam do zarzucenia w zasadzie tylko tyle, że poza kontrowersyjnym tematem jest to bardzo zwyczajna książka popularnonaukowa. Ot, sporo typowych obserwacji antropologicznych (od Freuda po Mary Douglas), garść przezabawnych anegdot i w zasadzie tyle. Trudno mi nawet wskazać, do kogo ta pozycja została skierowana – laika może odstraszyć „niesmaczna” treść i mimo wszystko dość naukowe ujęcie, a badacz niewiele tu znajdzie nowatorskiej, oryginalnej myśli. Ja Wernera przeczytałem z umiarkowanym zainteresowaniem, ani się brzydząc, ani fascynując, a to średnia rekomendacja. Ale bez wątpienia książce udaje się jedno – oswaja czytelnika z myślą o odchodach, czyni je choć trochę mniej wstydliwymi i wypartymi. Pół żartem, pół serio Werner zachęca nas, żebyśmy – zaglądając z ciekawością do nocnika – pogodzili się z banalną, lecz trudną do przyjęcia prawdą, że kupa stanowi nieodłączną część ludzkiego życia. A skoro tak, to może niech nic, co ludzkie, nie będzie nam obce?

 

Florian Werner

Ciemna materia. Historia gówna

Wydawnictwo Czarne

Liczba stron: 200

Przemysław Zańko

Przemysław Zańko

(ur. 1989) – chłop z Mazur, obecnie inteligent w Warszawie. Publikuje opowiadania, recenzuje, bloguje. Interesuje się science fiction, nauką, grami, dziwnymi książkami i zdrowiem psychicznym. Skończył z polonistyką. Strona autorska: www.zanko.pl