thejesusandmarychain
ARTYKUŁY | 26.03.2012

STARTER: THE JESUS & MARY CHAIN

Naprawdę sporo im można zarzucić. To oni odpowiadają za połowę aktualnego katalogu H&Mu (wykapani biseksualni barmani z dużych miast, pewnie studenci kierunków humanistycznych). To oni doskonale wpisali się w stereotyp rockowego reunion i stanowią teraz niezbyt zabawną parodię zespołu sprzed lat, działającego pod tą samą nazwą (jeśli nie oglądaliście, nie zmieniajcie tego). Poza tym są jednym z najciekawszych i najbardziej inspirujących składów przełomu lat 80. i 90. Przester, pogłos i gapienie się na czubki własnych butów. Bracia Reid i ich zespół z dziwną nazwą.

Reverence

I wanna die just like Jesus Christ… – może i brzmi dość zabawnie, ale przecież Kurt Cobain wypiekał o wiele gorsze poetyckie zakalce zorientowane na szokowanie i uchodziło mu to na sucho. Dodajmy do tego jeszcze hipnotyczny riff oraz gitarowy jazgot najwyższej próby i robi się naprawdę ciekawie. Poza tym: teledysk, przez który zatęsknisz za starym MTV, albo zapłaczesz, że MTV bez randek z matkami kolegów nie widziałeś nigdy na oczy.

Just Like Honey
Chyba najbardziej znany utwór grupy, zdecydowanie z pretensjami do noszenia miana „klasyku” Ascetyczna, miarowa perkusja, pogłos i przesterowane gitary, a na dodatek jedna z najlepszych erotycznych metafor w historii muzyki popularnej (tak, z tym „beeehiveee” nie chodzi o żaden ul, kowboju!). Młodsi mogą znać kawałek ze ścieżki dźwiękowej do Między słowami Coppoli, można się śmiało do tego przyznawać (byleby nie przed starszymi wyjadaczami).

Some Candy Talking

Podobna historia, co z Just Like Honey – znowu dużo echa, znowu bardzo oszczędnie w warstwie instrumentalnej, a na dodatek ponownie mamy do czynienia z subtelnymi aluzjami seksualnymi (I want your candy – poszukiwań koneksji pomiędzy cukiernictwem a kobiecą fizjonomią ciąg dalszy). Uwagę zwraca sposób, w jaki kompozycja rozwija się, przechodząc powoli w podniosłe i chwytliwe zakończenie, od którego trudno się później uwolnić.

Head On

„Hej! Brzmią jak Pixies!” – oto zdanie, przez które można by nieźle oberwać w towarzystwie fanatycznych słuchaczy The Jesus & Mary Chain. Prawdopodobieństwo trafienia na takowe graniczy na szczęście z zerem, nie można jednak zaprzeczyć, że wpływ Szkotów na bostońską legendę jest niebagatelny. Dobrze znana fanom The Pixies dynamika i charakterystyczne partie gitarowe. Frank Black nie omieszkał zrobić coveru.

Sometimes Always

Atak z kompletnie innej mańki: delikatna gitara akustyczna, tamburyno i Hope Sandoval jako drugi wokal. A do tego tekst o facecie, który błaga swoją lubą o możliwość powrotu. Całkiem nieźle jak na gości, którzy większość swej kariery spędzili błądząc w kokainowej mgle i rzucając mikrofonami w fanów. Zdecydowanie nie dla ortodoksów.

Mateusz Witkowski

Mateusz Witkowski

(ur. 1989) – redaktor naczelny i współzałożyciel portalu Popmoderna. Obecnie doktorant na WP UJ, absolwent krytyki literackiej na tym samym wydziale. Do tej pory publikował m.in. w “Dwutygodniku“, “Czasie Kultury“, “Opcjach”, "Xięgarni" i innych, zarówno teksty literackie, jak i krytyczne. Stale współpracuje z Gazeta.pl i Wirtualną Polską. Mocno plebejskie zainteresowania: brytyjskie zespoły z lat 80., włoski futbol, portal Popmoderna.