Stanley
RECENZJE | 26.05.2014

Stanley perfekcjonista („Stanley Kubrick. Rozmowy”)

 Nad Kraków nadciągnęło widmo Stanleya Kubricka. Od 4 maja do 14 września w Muzeum Narodowym można oglądać wystawę poświęconą jego twórczości. Jeśli ktoś chce zobaczyć maszynę do pisania, na której obłąkany Jack Torrance z Lśnienia wystukiwał jak mantrę zdanie All work and no play makes Jack a dull boy, albo nawet jej dotknąć (ja dotknąłem) – nie może zignorować tego wydarzenia. Na wystawie prezentowane są także inne artefakty z filmowego świata Kubricka: długi nóż, którym Wendy Torrance broniła się przed swoim mężem, zegarek z Myszką Miki, własność Jokera w Full Metal Jacket, czy maski weneckie noszone przez uczestników balu w Oczach szeroko zamkniętych. Zdeklarowanym fanom Kubricka nie powinien przeszkadzać nawet ewidentnie komercyjny wymiar tej ekspozycji.

Wystawie, którą pokazano już w dziesięciu miastach świata, towarzyszy także wiele innych wydarzeń. Jednym z nich jest publikacja przeprowadzonych przez różnych dziennikarzy i złożonych w jeden tom przez Gene’a D. Phillipsa rozmów, których tematem jest twórczość autora Ścieżek chwały. Na książkę Stanley Kubrick. Rozmowy składa się 13 różnego rodzaju tekstów (od standardowych wywiadów, przez znane zachodniemu czytelnikowi realizacje gatunku z pogranicza rozmowy i artykułu, aż po próby naszkicowania sylwetki reżysera). Łatwo zauważyć, że redaktor tego tomu – co w toku lektury staje się coraz jaśniejsze – nie wybrał ich przypadkowo. Jak sądzę, Phillipsowi przyświecał jeden główny cel: wydobyć te cechy artystycznej osobowości filmowca, które złożą się na portret Kubricka perfekcjonisty.

Uwrażliwienie na detal, będące niezaprzeczalnym rysem reżyserskiej pracy Kubricka, wyróżnia go spośród całej masy reżyserów, którzy, angażując specjalistów w różnych dziedzinach filmowej sztuki, przenoszą na nich trud artystycznego wyboru. To, co dla wielu twórców zachodniego kina, szczególnie hollywoodzkiego, stało się regułą, dla Kubricka okazuje się antywzorcem, od którego trzeba odżegnywać się w każdy możliwy sposób. Dłuższy passus z pomieszczonego w omawianej książce tekstu Jeremy’ego Bernsteina o pracy na planie 2001: Odysei kosmicznej będzie tego najlepszym dowodem: W międzyczasie do biura nieustannie wpadali ludzie z rysunkami, modelami, listami, telegramami i najróżniejszymi rekwizytami, takimi jak model soczewki jednego z teleskopów statku kosmicznego (Kubrick odrzucił go, bo wyglądał zbyt prymitywnie). Pod koniec dnia […] przyszedł ktoś z wzorem zegarka, jakie astronauci mieli nosić podczas podróży na Jowisza (który Kubrick odrzucił), i plastikowym kubkiem do napojów z księżycowego hotelu (który wedle Kubricka wyglądał dobrze).

Niektóre z niecodziennych zachowań Kubricka przeszły już do legendy. Jak przystało na perfekcjonistę, stawiał on sobie za zadanie panować nad każdym aspektem przygotowywanego dzieła. Na autonomię nie pozwalał nawet operatorowi (który na planie filmowym zazwyczaj cieszy się dużą swobodą), tłumacząc mu dokładnie, jak kręcić poszczególne sceny, albo robiąc to po prostu samodzielnie. Nie była to jednak zwykła pycha – obeznany w technikach filmowania, wiedział, jak zabrać się do rzeczy. Dobrze zaświadcza o tym krakowska wystawa (by jeszcze na chwilę do niej wrócić) – zadziwia pokazana na niej mnogość operatorskiego sprzętu, który był obsługiwany przez samego reżysera.

Imperatyw kontroli nad każdym aspektem dzieła przekładał się także na uczestnictwo Kubricka w montażu. Swoje filmy, jak mówi w wywiadach, składał do ostatniej chwili, czasem kończąc ten etap zaledwie kilka dni przed premierą. Krytycyzm, jaki objawiał przy montażu wobec wcześniejszej pracy, osiągał skrajne rozmiary. W jednej z rozmów powiada: Gdy montuję […], moja tożsamość zmienia się z autora czy reżysera w montażystę. Nie obchodzi mnie już wtedy, ile czasu lub pieniędzy kosztowało kręcenie danej sceny. A zdarzało się, że czasu poświęcał dużo. Nie jest mitem, że kręcił nawet kilkadziesiąt ujęć jednej sceny, by osiągnąć efekt, który go satysfakcjonował.

Perfekcjonizm artysty, dbającego nawet o wygląd kubka, który pojawia się w 2001: Odysei kosmicznej tylko na chwilę i raczej nie zwraca szczególnej uwagi widza, jest w świetle standardów wysokobudżetowego kina po prostu niespotykany. Neurotyczna pedanteria zadziwia właśnie dlatego, że urodzony w Ameryce reżyser był uwikłany w machinę wielkiego biznesu filmowego. Trzeba było wielkiego geniuszu, by w obliczonej tylko na zysk branży filmowej wywalczyć pozycję, jaką z czasem zajął Kubrick. Za sprawą nieprzeciętnego talentu wybił się na niepodległość, która w środowisku, w jakim dane było mu twórczo pracować, albo jest bardzo rzadka, albo nie ma jej w ogóle.

Czytając książkę pod redakcją Gene’a D. Phillipsa, nie można oprzeć się wrażeniu, że to właśnie ów perfekcjonizm, tak uwydatniony przez selekcję wywiadów, jest kluczem do zrozumienia fenomenu Stanleya Kubricka. Wczesne filmy, kręcone samodzielnie albo w niewielkiej ekipie, trwale ustawiły jego spojrzenie na sztukę filmową. Ideałem Kubricka stało się kino do cna autorskie, w którym pole działania innych osobowości artystycznych pracujących nad filmem sprowadza się do wysiłku czysto rzemieślniczego. Można sądzić, że Kubrickowska niechęć do przyznawania artystycznej wolności innym członkom filmowego zespołu wynikała z przeświadczenia, że integralność zrodzonej w głowie reżysera wizji można zachować tylko wówczas, gdy panuje się nad każdym szczegółem procesu twórczego.

Sprawiedliwie będzie dodać, że ta licząca 250 stron książka, choć – jak się upieram – prowadzi czytelnika głównie ścieżką perfekcjonizmu Kubricka, rzuca też światło na inne twarze autora Oczu szeroko zamkniętych. Alternatywne drogi czytania mogłyby wieść w stronę postaci Kubricka wizjonera (który przeczuwa zbliżającą się wielkimi krokami epokę maszyn) czy Kubricka filozofa (zastanawiającego się nad źródłami moralności człowieka i złem, którego nie da się wykorzenić). Niemniej, choć wszystkie te drogi są możliwe, ostatecznie zbiegają się one w tor namysłu nad Kubrickiem perfekcjonistą, który dopiero zapanowawszy nad warsztatem, może niepokojące jego umysł idee zamienić w filmowy obraz.

Na koniec wypada ostrzec potencjalnego czytelnika wywiadów z reżyserem przed rzucającymi się w tej książce w oczy błędami: zarówno ortograficznymi, jak i stylistycznymi. Tłumacz nie poradził sobie z – niezbyt chyba w tym wypadku trudną, biorąc pod uwagę prasowy charakter tekstów – materią języka angielskiego, nie pomogła też redakcja. Trochę psuje to wrażenie, z jakim czytelnik zostaje po odłożeniu książki na półkę. A szkoda, bo sama idea, by spojrzeć na Stanleya Kubricka i jego twórczość z sugerowanej przez Gene’a D. Phillipsa perspektywy, jest przecież godna uwagi.

 

Stanley Kubrick. Rozmowy

red. Gene D. Phillips

tłum. Mariusz Berowski

Axis Mundi 2014

Liczba stron: 268