misterd
ARTYKUŁY, RECENZJE | 03.03.2014

Społeczeństwo stolicy nie jest niemiłe (Mister D.)

O koncercie Mister D. wypowiedział się dla nas Przemek. Przemek przyjechał z Bytomia.

 

W Warszawie dzieje się jeszcze więcej niż w Bytomiu. I tak bardziej kulturalnie od razu jakoś, no po prostu inaczej. Bo są w Bytomiu jakieś puby, kawiarnie, przy sobocie oferta bogatsza o specjalniejsze jeszcze atrakcje. Jest z kim i jest gdzie wyjść. Pobyć. Poprzebywać. Jak ludzie z ludźmi.

Ale odkąd zerwała ze mną Natasza, to już nie to samo było. Nie ten sam Bytom. Albo właśnie: ten sam, a inny! Bo nic się niby w mieście nie zmieniło, to jednak taka mentalna słota i emocjonalna mżawka stała się wyczuwalna nad miastem. Nad miastem i w sercach. Może dlatego wyjechałem do Warszawy. I dobrze się w gruncie rzeczy stało. Miło tutaj. I ludzie są mili. Wieczorami pojawiają się nowe możliwości, lepsze na życie niż Bytom opcje –  jak chociażby ten koncert Masłowskiej.

Wchodzę do Pałacu Kultury i od razu trafiam w sedno tego miasta. Prosto i na temat. Bardziej się nie da. Masłowska promienna, Wandachowicz z twarzy trochę niezdrowy. Macham Dorocie, co ma lalkę we włosy wpiętą, szalona… Ona nie odmachuje, ale nie musi odmachiwać. W końcu się nie znamy. Coś tam już kiedyś czytałem, co wcześniej jeszcze ona napisała była, ale to jeszcze nie jest żaden level znajomości. Zresztą, chyba się teraz trochę do mnie uśmiecha sama Dorota – ona.

W ogóle atmosfera bardzo uśmiechnięta – jak benefisy artystów Piwnicy pod Baranami, pikniki Troskliwych Misiów, zjazdy rodzinne Lubiczów. No i dobrze – w końcu spotkaliśmy się tutaj po to, żeby częściej się uśmiechać. O tym jest cały projekt Mister D. Jest też trochę o tym, że generalnie beka z typa, co pod sklepem tego Tigera. I trochę też o tym, że „Żabka” stoi na rogu. Nagłośnienie może mało koncertowe, ale publiczność wyłapuje już po trzech nutkach singlowy Chleb i śpiewa razem z Masłowską. Społeczeństwo takie miłe. Pozostałych numerów zbyt dobrze nie słyszałem, ale nic nie szkodzi. Chodzi o to, żeby chwytać dowcip, a nie go słyszeć. Tutaj dowcip wszyscy chwytają. Beka z nastolatek (dostajesz maskotkę, bynajmniej dla mnie są one megasłodkie), beka z ich starych (kiedyś ciągle najebana, teraz uśmiech ma na twarzy), beka z jebania biedy (nie chcę z kiełbasą i nie chcę z masłem, zrób mi kanapkę z hajsem). No beka.

Jeżeli chodzi o jakieś muzyczne referencje, do których miałbym odnieść projekt „Mister D.”, to jest taka sytuacja, że wyobrażam sobie, jak T-raperzy znad Wisły nagrywają coś jako Die Antwoord i to jest dokładnie to, co słyszę, i jest to dokładnie to, czego słuchać lubię. W domu, w pracy, na siłowni.

W międzyczasie ktoś wspina się na jakieś boczne drzwi i krzyczy „Dalej Masłowska!” czy też „Dawaj Masłowska!”. Społeczeństwo takie miłe pisarzom. Pisarze tacy mili społeczeństwu.

Na koniec przewidziane bonusy – premiera dwóch teledysków w reżyserii Skoniecznego. Wizualnie jest trochę o kotach w kosmosie, trochę o Polsce, trochę o gangsta rapie, i jeszcze coś o latach 90-tych. Olbrzymia porcja estetycznych wrażeń dla wszystkich, którzy jeszcze nie mają internetu.

Pamiętam, jak do Bytomia przyjechał kiedyś Pezet. Podobnie jak Masłowska śpiewał o życiu. Przewaga tamtego koncertu polegała na tym, że przyszli tam też wszyscy ci, o których było śpiewane. Sto pro nutka o nich leciała. Przynajmniej można było dostać w mordę.

Agnieszka Staszczak

Agnieszka Staszczak

(ur. 1988) – absolwentka komparatystyki UJ. Interesuje się nową prozą polską i odzieżą sportową.