cypkin
RECENZJE | 21.09.2015

Spacery z Dostojewskim (L. Cypkin „Lato w Baden”)

Wiele mówi się o wybitnych pisarzach, rzadko zaś dyskutuje się o wybitnych czytelnikach. A przecież lektura i interpretacja literatury to sztuka nieraz równie wymagająca, co samo jej tworzenie. Typów czytelników jest zapewne mnóstwo. Jedni rzucają się kompulsywnie od pisarza do pisarza, od gatunku do gatunku, cały czas szukając dla siebie miejsca, ceniąc sobie swoją swobodę i erudycję. Są też tacy, którzy w kółko czytają tego samego autora, a nawet ten sam utwór po kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy, poszukując na dobrze znanych ścieżkach nowych znaczeń, nowych sensów i nowego siebie. Takim czytelnikiem był właśnie Leonid Cypkin.

Ochrona i kopiowanie literatury w Związku Radzieckim było zadaniem karkołomnym i niebezpiecznym. Cenzura pozwalała na publikację tylko wybranych dzieł, zaś aparat bezpieczeństwa skutecznie chronił opinię publiczną przed dysydentami przebijającymi się do świadomości czytelniczej z utworami jawnie naruszającymi ideologiczną politykę państwa. Późne wiersze Osipa Mandelsztama znane są dziś tylko dzięki ofiarności jego żony, która nauczyła się ich na pamięć. Powieść Wasilija Grossmana, Życie i los, przetrwała tylko dzięki temu, że została wywożona w mikrofilmach na Zachód przez ludzi narażających własne życie dla literatury.

Podobnie jest z mało znaną powieścią Lato w Baden Leonida Cypkina. Autor nie ujrzał wydrukowanej publikacji za swojego życia. Książka w małym nakładzie ukazała się w Stanach Zjednoczonych tydzień przed śmiercią autora. Do Ameryki trafiła dzięki moskiewskim korespondentom UPI, którzy wywieźli ją na Zachód. Mimo iż powieść ukazała się już na początku lat 80., potrzeba było dwudziestu lat, by Susan Sontag odkryła ją na nowo i okrzyknęła arcydziełem rosyjskiej prozy.

Dzieło Cypkina jest trudne do streszczenia, ponieważ w utworze nierespektowane są prawa chronologii. Narracja zderza ze sobą różne porządki czasowe i przestrzenne. Powieść zaczyna się od relacji z podróży pociągiem. Narrator (można mieć pewność, że to sam autor) zmierza z Moskwy do Leningradu. W trakcie wyprawy sięga po sfatygowany egzemplarz Dziennika Anny Grigoriewny, drugiej żony Fiodora Dostojewskiego. Wraz z podróżą w przestrzeni, rozpoczyna się wędrówka wyobraźni – pierwszej sygnał daje gwizd lokomotywy i przesuwający się za oknem krajobraz radzieckiej Rosji, dla drugiej asumpt stanowi lektura wspomnień Anny.

Lato w Baden nie jest zwykłym esejem czy streszczeniem książki żony Dostojewskiego. O tematycznej oryginalności powieści świadczą dwa aspekty. Po pierwsze, utwór Cypkina ma nieraz charakter apokryfu i miejscami nie sposób rozstrzygnąć, ile z informacji zawartych w książce ma swoje źródło w Dzienniku, a ile jest wymysłem (czy też domysłem) samego autora. Narrację Lata w Baden prowadzi czytelnicza ciekawość i niejednokrotnie tam, gdzie zieje luka w biografii małżeństwa Dostojewskich, Cypkin próbuje dopowiedzieć ciąg dalszy.

Nie znaczy to jednak, że powierza się swobodnej grze fantazji. Cechuje go raczej pedantyczna dociekliwość. Zawsze powraca do źródeł, do powieści, do Dziennika. Do ulubionego autora ma stosunek maniakalny. Podróż do Petersburga odbywa tylko po to, by zwiedzić muzeum Dostojewskiego oraz miejsca z nim związane. Cypkina nie interesują zabytki przyciągające turystów z całego świata, ale mroczne zaułki znane ze Zbrodni i kary. Z pozostawionych przez niego zdjęć wiadomo, że fotografował place i prospekty Leningradu, specjalnie dobierając porę dnia tak, by jak najlepiej oddać jakiś fragment powieści Dostojewskiego czy zapisek z jego Dziennika pisarza. Wędrując ulicami Petersburga, Cypkin odczytuje zapisaną w przestrzeni biografię twórcy, ale także na przestrzeń nakłada siatkę literackich powiązań – o, tu dom Raskolnikowa, a tam kamienica lichwiarki, tu mieszkanie autora przy Kuzniecznej, w którym dziś jest muzeum. Spacer wspomaga grę wyobraźni, ale też wyobraźnia wyznacza ramy przechadzki.

Po drugie, rozmyślania nad Dziennikiem przeplatane są fragmentami z biografii pisarza (pojawia się na przykład historia jego zesłania na Sybir), a także historiami z jego powieści. Utwór Cypkina stanowi swoistą wariację na temat nie samego Dostojewskiego, ale zjawiska „Dostojewski” – powraca życie pisarza, jego małżeństwo, bohaterowie literaccy zyskują takie samo prawo głosu, jak ci historyczni. Jest to właśnie wariacja, a nie synteza. Synteza – a rozumiem ją tu jako stworzenie swoistej „pigułki” na temat rosyjskiego pisarza – byłaby umniejszeniem jego talentu i na pewno żaden „lubownik” twórczości autora Idioty nie poważyłby się na podobny ruch. Cypkin z pokorą podchodzi do swojego zadania, skupia się na kilku wątkach, które scalają powieść w zwartą całość.

Można wyznaczyć trzy główne osie zainteresowań Cypkina. Pierwszą jest tytułowe lato w Baden, czyli okres, kiedy Dostojewski pogrążył się w nałogu hazardu. Sprzedając ślubne obrączki i ostatnie ubrania, krążąc od lichwiarzy do kasyna, z charakterystycznym dla siebie brakiem opanowania przegrywał kolejne pieniądze na ruletce. Cierpiało na tym jego małżeństwo. Anna wpadła w załamanie, a zarazem była zbyt słaba, by przeciwstawić się woli charyzmatycznego i dużo starszego męża. I jest to drugi wątek spajający całą powieść – małżeństwo Anny i Fiodora. Cypkin zgrabnie odtwarza tę historię, a zarazem odkrywa jej nieznane odcienie. Z równą empatią traktując i jego, i ją, szkicuje wielką, choć krótką opowieść o miłości.

Mimo że książka zdaje się nie respektować praw chronologii, posiada swój punkt kulminacyjny, w którego świetle inne wątki zyskują dopiero swoją wartość; punkt, wokół którego ciąży cała narracja – najpierw pojedynczymi wzmiankami, a w końcu długim, wykonanym z precyzją patologoanatoma (którym Cypkin był z zawodu) opisem. Tym punktem jest śmierć Dostojewskiego. Oczywiście, powieść o prekursorze egzystencjalizmu spisana przez człowieka ogarniętego chorobliwą manią śmierci (to ona miała podyktować Cypkinowi wybór specjalizacji medycznej) musiała zostać ułożona właśnie w ten sposób. Nie ma jednak w tym nic banalnego. Co więcej, opis konania autora Biesów został wykonany w niezwykle przejmujący sposób – Susan Sontag nie waha przyrównać się go do twórczości Tołstoja, np. opowiadania Śmierć Iwana Iljicza. Cypkin podejmuje ten trudny temat z niezwykłą wrażliwością, z jednej strony nie roszcząc sobie praw do jego oswojenia, a z drugiej – nie godząc się na łatwą tabuizację.

Leonid Cypkin był autorem żydowskiego pochodzenia. Jego zamiłowanie do prozy Dostojewskiego stało w jawnej sprzeczności z antysemityzmem autora Zbrodni i kary. Cypkin zdawał sobie sprawę, że odczytuje swojego ukochanego pisarza na sposób „kafkowski”, czyli doszukując się w nim uniwersalnych tematów, dotyczących sedna człowieczeństwa. O tym, że ograniczanie lektury do takiego odczytania niejako legitymizuje – lub pozwala przymknąć oko – na nienawistne obrazy Polaków (Polaczków) czy antysemickie wypowiedzi zwróciła uwagę już Ewa Thompson w swojej książce Trubadurzy Imperium, w której zanalizowała literaturę rosyjską za pomocą krytyki postkolonialnej. O tym, które odczytanie jest słuszne, spierać można by się w nieskończoność. Niemniej pewnym jest, że to przypadek wyjątkowy, ponieważ nie tylko Cypkin, ale także inni (wiele znawców Dostojewskiego było właśnie pochodzenia żydowskiego) potrafili, pomimo świadomości antysemityzmu rosyjskiego pisarza, zdobyć się na odczytanie nieuwzględniające tych animozji – tj. ani nie szukając dla nich usprawiedliwienia, ani ich nie krytykując. To wielki dowód miłości nie tylko do Dostojewskiego, ale literatury w ogóle.

 

Leonid Cypkin

Lato w Baden

tłum. Robert Papieski

Wydawnictwo Zeszytów Literackich, 2015

Liczba stron: 162

Paweł Micnas

Paweł Micnas

(ur. 1992) zamieszkały w Poznaniu flâneur, cyklista i student filologii polskiej oraz wschodoznawstwa na UAM. W wolnych chwilach czytuje akmeistów, marnotrawi czas na football, a także mierzy się z wszelką prozą, która wpadnie mu w ręce. Najchętniej wszystkie zimy spędzałby w Dubrovniku, a lata w Petersburgu