fantastycznykrakow
RECENZJE | 12.05.2014

Smoku, zbudź się! („Fantastyczny Kraków” P. Dunin-Wąsowicza)

Ta książka naprawdę dobrze się sprzedaje. Jak powiedziała mi pani w Księgarni Pod Globusem, schodzi kilka egzemplarzy dziennie. Kto by przypuszczał – mówi – że tyle dziwadeł w Krakowie. A jednak.

Kraków piękny, trochę śmierdzi, a poza tym po staremu.

W piwnicy pod Baranami banda zgredów i szpanerów.

Wolność się sączy czarna kawa w Rio.

Wódka droższa, co poza tym? Chyba nic się nie zmieniło.

Młody Maciej Maleńczuk tymi słowami oddawał ducha miasta, które u początku lat 90., jak cała Polska, coraz bardziej zachłystywało się batonami, chipsami, colą, markami zachodnich ubrań, samochodów, elektronicznych sprzętów. Wśród sentymentalnej architektury, wzdychającej to do średniowiecza/renesansu/baroku, to do galicyjskiej pseudosielanki, miała dojrzewać kolejna wiosna grodu Kraka, który – usposobiony bardzo turystycznie – przyjmował odtąd coraz większe hordy robotniczej (i nie tylko) Europy. Bo tu tanio (w przeliczeniu na euro).

W obliczu odzyskanej wolności, wiosennego błysku wypatrywała również krakowska kultura. W ostatnim numerze „Polityki” czytamy: Faktom nikt nie przeczy: po 1989 r. w krakowskiej kulturze bywało nieźle siłą rozpędu: tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2000, wielkie nazwiska kojarzone z miastem: Kantor, Miłosz, Szymborska, Penderecki, Wajda, Lem, Mrożek, Skrzynecki z Piwnicą pod Baranami (sic!). Cytowany artykuł (autorstwa Rafała Romanowskiego) za przełomową uważa tak naprawdę erę lat 2004-2008. To okres, kiedy za najistotniejsze wydarzenia roku regionalna TVP uznała Paradę Smoków na nadwiślańskich bulwarach oraz rozkwit saloników poetyckich Anny Dymnej w Teatrze Słowackiego (gdzie publicznością były panie od 60-lat wzwyż). Podupadły teatry, miasto opuszczały sławne postacie. W podeszłym wieku byli już związani z Krakowem nobliści (Miłosz, Szymborska). Nastała wówczas, według autora, „wielka smuta” – aż do momentu, gdy 6 lat temu Kraków postanowił wydać miliony na kulturę.

Wylicza nam Romanowski koncerty Aphex Twin, Kraftwerk, Sigur Rós, zachwyca się Boską komedią Szydłowskiego, audiowizualnym ArtBoom’em i muzycznym Unsoundem. Do tego dochodzą Coke Live Music Festival, Selector, Opera Rara, Off Camera, monumentalny MOCAK wraz z jego inicjatywami, festiwale Miłosza i Conrada oraz cała masa większych i mniejszych przedsięwzięć błyszczących na pilnie rozwieszanych plakatach.

Owszem, miło jest wyjrzeć poza tłum na Szewskiej. Ale to niełatwe. Może i Kraków jest miastem literatury, ale przestaje być miastem wyobraźni. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Kiedy patrzymy na rozszalałe kłębowisko Starego Miasta, nie jesteśmy w stanie odróżnić dawnej polskiej stolicy od któregokolwiek z odwiedzanych przez nas, większych miast zachodniej Europy. To rzeczywiście KRK – stacja przejazdowa. Można tu tanio się zabawić, zjeść. Trudno odetchnąć. Jeśli narzekamy na Kraków – zawsze w ten sposób. Często po prostu dlatego, że chcieliśmy zamieszkać w innej krainie, a wielu z nas wychowywały jej mity. Najpierw Smoka Wawelskiego, potem Baltazara Gąbki, następnie poznawanych na lekcjach historii królów i rycerzy Rzeczypospolitej. Niektórych (nielicznych) w szkole zauroczył Wyspiański, innych inspirował wymarsz legionów Piłsudskiego z Oleandrów. Wreszcie: poezja, która wiele razy nakreślała tu nowe epoki: pod znakiem Przybyszewskiego, Przybosia, ostatnio Świetlickiego…

Wydaje się, że mieszkańcy Krakowa (nieważne czy przyjezdni, czy rodowici) to wieczne dzieci. W tej dusznej kotlinie trzyma ich coś, co funkcjonuje poza pokracznie rozrosłą aglomeracją. To intymność wyobraźni osiągana wraz z miejscem. Miejscem, w którym powstały legendy. Dzięki niej przetrwać można najgorszy harmider, smród i nerwowość. Jakiś czas temu rozmawiałem na łamach Popmoderny ze studentkami tworzącymi fejsbukową stronę Smutne Miasto Kraków, która odnotowała swojego czasu spory, nieoczekiwany skok popularności. Panie, za pomocą zdjęć krakowskich budynków oraz ich melancholijnych opisów, dały krakusom możliwość obcowania z różnymi, często zapomnianymi rejonami miasta w sposób zupełnie osobisty, bez turystów, studentów, sprzedawców kebabów. Fotografia w tym przypadku stała się schronieniem, miejscem odpoczynku, ulgą, gdyż pozwalała na obserwacje tego, co za oknem, z daleka. I właśnie kolejną formę zdystansowania podarował Krakowowi Paweł Dunin-Wąsowicz. Galerię fantastycznych historii, których Kraków jest tłem i spoiwem.

Redaktor Lampy napisał właściwie książkę naukową, choć gdyby tylko w ten sposób ją czytać, zapewne trudno byłoby naprawdę uznać jej wartość. Semiotyka miasta, jaką uprawia popularny w środowisku „Dunio”, jest dosyć prosta i powierzchowna, dzięki czemu również czytelna. Książka ta jest przede wszystkim leksykonem wyobraźni, ale także przewodnikiem po mieście – a właściwie po kilkuset miastach, po Krakowach, stworzonych w wyobraźni autorów, żyjących w różnych miejscach i w różnych czasach – pisze we wstępie Dyrektor Narodowego Centrum Kultury, Krzysztof Dudek – (…) znajdziemy tu i Kraka, i Smoka Wawelskiego – choć ten pierwszy broni doktorat na UJ, a drugi… walczy ze smogiem. Znajdziemy wampiry, statki kosmiczne i alchemika, pracującego przed wojną dla polskiej „Dwójki”… Mamy więc do czynienia z czymś, co właściwie w czasach wielowymiarowo zaistniałego kryzysu humanistyki jest coraz bardziej przydatne – typ literaturoznawstwa „popularnego”, tworzonego nie w celu uniwersyteckiej wymiany myśli, lecz z chęci przybliżenia potocznemu odbiorcy rozmaitych walorów literatury. W Fantastycznym Krakowie, podobnie jak w Warszawie Fantastycznej, nie obcujemy z językiem dyskursu, a z dobrym, wciągającym wykładem o historiach, ludziach, miejscach i wyobraźni. Chciałoby się napisać: dla małych i dużych, starych i dzieci, studentów i profesorów.

Na uwagę zasługuje też oprawa graficzna. Szara okładka z  fragmentem Wawelu od frontu i wieżą Mariacką na odwrocie – ów raczej konwencjonalny zestaw rozbijają „naszkicowane” na pomarańczowo statki kosmiczne. Sznyt graficzny doskonale odzwierciedla zawartość książki. Wewnątrz znajdziemy zarówno czarno-białe fotografie, jak i pomarańczowe akcenty – tak właśnie lokuje się horyzont zainteresowań „Dunia” – od dramatów Wyspiańskiego po opowiadanie Olejniczaka Riffy, gdzie gitarzysta rockowy mieszkający przy krakowskich Wzgórzach Krzesławickich siłą muzyki przemienia grzyb na ścianie w… demona.

Bardzo użyteczny okazał się podział fantastyki na irracjonalną i racjonalną, który proponuje nam autor. Irracjonalna może mieć źródła w podaniach ludowych, bywa literackim opracowaniem baśni, ale wyrasta również z własnej inwencji autora – mówiąc z angielska idzie o „fantasy”, „horror” i „weird fiction” (niesamowitości). Dopuszcza istnienie światów równoległych i potworów. Fantastyka racjonalna to zarówno historie przyszłości bardziej lub mniej naukowe (jeśli skupiające się na wynalazkach to „science fiction”, a jeśli na stosunkach społecznych – „social fiction” albo „political fiction”) jak historie alternatywne, zakładające, że w pewnym momencie historycznym dzieje potoczyły się inaczej niż w rzeczywistości, w której żyjemy. Dzięki autorskiemu wprowadzeniu, które według naukowych prawideł skrupulatnie opisuje nam zawartość poszczególnych rozdziałów, bardzo łatwo recenzować tę pozycję: najpierw klasyczne odwołania do legend założycielskich: Smoka Wawelskiego i Twardowskiego (które mają swoje bardzo bogate rezonanse w literaturze mniej lub bardziej poważnej), następnie wizje Krakowa przyszłości, te współczesne i dawne, potem historie alternatywne, rola Wawelu w kształtowaniu mitologii Krakowa oraz inne niesamowitości, a na końcu coraz bardziej intrygująca nas współcześnie… Nowa Huta. Nie psuję Państwu zabawy, ponieważ podczas lektury zasadniczej części meandrujemy po narracjach w sposób co najmniej nieoczywisty. Dostajemy miasto oglądane z tysiąca perspektyw, istniejące w wielu wymiarach. One, niczym przywołane w jednym z ostatnich popmodernowych artykułów Schulzowskie nielegalne odnogi czasu (znane także z opowiadań Grabińskiego, polskiego twórcy horrorów), pozwalają od Krakowa odpocząć, a jednocześnie wejść do niego bocznymi drzwiami. Książka Dunina-Wąsowicza rozbudza głód wyobraźni, która na nowo chce chłonąć nieprawdopodobieństwa i niesamowitości, jak gdyby wpojone w procesie wychowania racjonalne myślenie było dla niej po prostu zbyt nudne. Fantastyczny Kraków po prostu odświeża naszą percepcję i ciekawość świata, odmładza nas w odczuwaniu tellurycznej magii miejskich budowli, a także w poznawaniu literatury, której podstawowym walorem jest dobrze stworzona i zaprezentowana fikcja.

Paweł Dunin-Wąsowicz dał krakowskiej społeczności rodzaj odtrutki – zarówno na deszcz padający na Brackiej, jak i na zalew trendów mody, konsumpcji i stylów bycia prosto z krakowskich galerii (handlowych, ma się rozumieć). Oddał na nowo honor osobie smoka, co to chciałby odżyć w umysłach krakusów, a nie w telefonach turystów, esemesem proszących o strumień ognia ze smoczej paszczy. Czytanie Fantastycznego Krakowa w lokalnym radiu to przedsięwzięcie o wiele bardziej udane, niż witający nas do niedawna w tramwaju Grzegorz Turnau czy poetycki domofon na Brackiej.

 

Paweł Dunin-Wąsowicz

Fantastyczny Kraków

Narodowe Centrum Kultury, 2013

Liczba stron: 208

Konrad Janczura

Konrad Janczura

(ur.1988) - akademicki rozbijaka o różnorakiej opinii. Lubi książki i muzykę, pisze naraz o jednym i o drugim. Autor opowiadań, w Ha!arcie prowadzi cykl "Kresy nie istnieją".