• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 05.03.2018
Sławna/Niesławna („Jestem najlepsza. Ja, Tonya”)
Recenzje | 05.03.2018

Sławna/Niesławna („Jestem najlepsza. Ja, Tonya”)

W amerykańskim kinie już od lat 30. XX wieku film biograficzny funkcjonuje na zasadach oddzielnego gatunku. Regułą stało się też, że co roku wśród nominowanych do Oscara ról, przynajmniej kilkoro aktorów docenionych jest za wcielenie się w historyczne postaci. Ameryka wierzy w bohaterów i mitologizuje ich poprzez popkulturę. Ma to miejsce nawet w przypadku tak kontrowersyjnych postaci jak Tonya Harding.

Harding była amerykańską łyżwiarką figurową, która na początku lat 90. wywalczyła srebrny medal na mistrzostwach świata oraz dwukrotnie została mistrzynią Stanów Zjednoczonych. Jest również pierwszą Amerykanką, która wykonała podczas zawodów potrójnego axla (jako druga kobieta na świecie). Jej wielką karierę przerwał w 1994 roku skandal związany z napaścią na jej rywalkę, Nancy Kerrigan. Sprawcą okazał się niejaki Shawn Eckardt, który został wynajęty przez byłego męża Harding. Udział Harding w tym przestępstwie do dziś nie jest jasny.

Sięgnięcie po biografię Tonyi Harding po upływie ćwierć wieku od skandalu nie jest przypadkowe. W 2016 roku pojawiły się dwie wybitne produkcje dotyczące innego niechlubnego sportowca, O.J. Simpsona: serial telewizyjny American Crime Story: Sprawa O.J. Simpsona oraz dokument O.J.: Made in America. Sprawa Simpsona wybuchła również w 1994 roku i, o ironio, odebrała wtedy Harding pierwszeństwo w dziennikach telewizyjnych. Do dziś oba zdarzenia pozostają w pamięci przeciętego Amerykanina i oba zdefiniowały coś, co obecnie nazywamy infotainment, czyli gatunek dziennikarstwa łączący informację z rozrywką.

Ja, Tonya formalnie przyjmuje strategię narracyjną wywiedzioną z Chłopców z ferajny (1990) Martina Scorsese, na którą składa się m.in. mieszanie porządków czasowych i niestronienie od bezpośredniej narracji samych postaci. Poznajemy zatem zarówno sceny z dzieciństwa Harding, jak i poszczególne etapy kariery, czy wreszcie wykluczające się wersje wydarzeń, relacjonowane przez bohaterów, dotyczące ataku na Kerrigan. Strategia ta wydaje się wybitnie trafionym zabiegiem w dobie tzw. postprawdy i powszechnych fake newsów. Harding w pewnym momencie mówi: „Nie ma czegoś takiego jak prawda. To bzdura. Każdy ma swoją własną prawdę i życie robi z nią cokolwiek chce” (There’s no such thing as truth. It’s bullshit. Everyone has their own truth, and life just does whatever the fuck it wants). Są to słowa osoby nie tylko zamieszanej w przestępstwo, ale przede wszystkim kogoś, kto stracił wszystko przez szereg złych decyzji i był poddawany medialnemu osądowi przez przeważającą część rodaków.  

Film nie oczyszcza Harding z zarzutów, ale jest jej wyraźnie przychylny. Tonya (w brawurowej kreacji Margot Robbie) jest silną kobietą, mimo tego, że dorastała będąc w toksycznej relacji z matką. Jest kimś, kogo ominął American dream, ale jednak niestrudzenie próbuje go realizować. Jej matka, LaVona (genialna Allison Janney), starała się zahartować córkę, by ta była gotowa na wszelkie brutalności, jakie przyniesie jej sport i życie. Był to jej jedyny sposób okazywania Tonyi zainteresowania. Kreację Janney już okrzyknięto jedną z najciekawszych portretów matek-potworów w historii kina. Mimo że przez większość opowieści LaVona wydaje się przelewać swoje frustracje i niespełnione ambicje na córkę, nie wiemy do końca, czy to, co do niej czuła, nie było swoistą miłością. W jednej ze scen LaVona rzuca wszystko, co robi, by zobaczyć w telewizji twarz Tonyi po występie na mistrzostwach. Nie ma pewności, czy robi to, by mieć projekcję spełnienia własnych ambicji, czy aby rzeczywiście poczuć satysfakcję z radości dziecka. Niezwykle głęboka i prawdziwa kreacja, pomimo mocno przerysowanego sztafażu. Kategoria „najlepsza aktorka drugoplanowa” została stworzona, by celebrować takie właśnie role.

Tonya Harding okazuje się też bardzo ciekawą postacią w kategoriach wizerunku kobiety. Przez wychowanie i aparycję była postrzegana jako white trash, co stanowiło problem w jej dyscyplinie. W łyżwiarstwie figurowym ważną rolę odgrywają bowiem kostiumy (nierzadko infantylne, różowe sukienki), a tzw. wartość artystyczna premiowana jest dodatkowymi punktami. Harding wydawała się zbyt wulgarna i niedostosowana do kryteriów. Zdołała jednak, mimo tych przeszkód, zdobyć szacunek oraz medale, a może i ustanowić swoisty przykład wyemancypowania i kobiecej siły.

I, Tonya zostanie zapewne zapamiętana jako jedno z ciekawszych osiągnięć gatunku, idealnie łączące czarną komedię z brawurowo skonstruowaną biografią. Film zdobył trzy nominacje do Oscara: aktorskie dla Robbie i Janney (statuetkę otrzymała druga z wymienionych – przyp. red.) oraz techniczną za montaż. Zabrakło nominacji za scenariusz oryginalny. Zapewne dlatego, że sama narracja staje się zbyt przeszarżowana w drugiej połowie filmu, poświęconej samemu atakowi na Kerrigan. Niemniej bezsprzeczną wartością filmu jest to, w jaki sposób twórcy wchodzą w dyskurs z wizerunkiem amerykańskiego bohatera narodowego. Harding, będąc już upadłą gwiazdą mówi, że jej ojczyzna równie mocno potrzebuje kogoś, by kochać, jak i by nienawidzić. Nam, widzom, wypada jej tylko wierzyć.