przemyk-ilustracja-janota2
RECENZJE | 21.03.2016

Ślady zostały (C. Łazarewicz „Żeby nie było śladów”)

Reportaż Cezarego Łazarewicza wykręca żołądek na drugą stronę, zwęża przełyk, powoduje niemal fizyczny ból. Rozbudza instynktowną, a przy tym bezsilną złość na bezkarność systemu komunistycznego oraz jego zbrodnie, nigdy do końca niewyjaśnione i nieukarane, za którymi stali przecież konkretni ludzie.

Sprawa Grzegorza Przemyka, podobnie jak kilka lat wcześniej sprawa Stanisława Pyjasa, a później księdza Jerzego Popiełuszki, to niechlubna ikona Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, którą autor postanowił rozłożyć na czynniki pierwsze. Śmiertelne pobicie (a właściwie zakatowanie) młodego maturzysty przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej wydaje się z punktu widzenia prawa prostą sprawą, a zebranie materiału dowodowego, wskazanie sprawców oraz ich osądzenie i ukaranie powinno odbyć się szybko i bez żadnych komplikacji. Dlaczego tak się nie stało? Bo zacieraniem śladów zbrodni i chronieniem funkcjonariuszy z ulicy Jezuickiej zajmowały się rzesze ludzi: milicjanci, esbecy, pozoranci, fałszywi świadkowie, aż po samego ministra spraw wewnętrznych, Czesława Kiszczaka. Łazarewicz powoli i uważnie prowadzi czytelnika po misternie konstruowanych przez ówczesną władzę mechanizmach ogromnej maszyny cynizmu, kłamstwa i propagandy, która złamała życie nie tylko najbliższej rodzinie ofiary, jego matce, Barbarze Sadowskiej i ojcu, Leopoldowi Przemykowi, ale także wielu innym ludziom. Ich pech polegał na tym, że znaleźli się pod ręką aparatczyków, gotowych użyć i zużyć drugiego człowieka do konstruowania jedynie słusznej wersji wydarzeń.

Wątek niepokornej poetki Barbary Sadowskiej zajmuje dużą część książki i przeplata się z opisem procesu, świadków oraz oskarżonych. Cezary Łazarewicz wyciąga ją z cienia, w którym znalazła się po swojej śmierci w 1986 roku. Jak sam przyznaje, próbuje odtworzyć życie Sadowskiej na podstawie wycinków z gazet, listów, zdjęć, rysunków i zapisanych serwetek, znajdujących się w zbiorach Ośrodka Karta w Warszawie. Wyłania się z nich zagmatwany życiorys – najpierw dziecka bez domu i z ciągle nieobecną matką, później dziewczyny, która postanawia pisać i zanosi swoje wiersze do „Nowej Kultury”, wreszcie młodej kobiety, mężatki i matki wciąż pochłoniętej pisaniem, rozmowami o poezji w klubie Hybrydy, niestroniącej od alkoholu. Po powrocie z półrocznego stypendium we Francji zostaje posądzona przez władzę o kontakty z redakcją paryskiej „Kultury”, a po zarekwirowaniu przywiezionych z Paryża książek staje się wrogiem ustroju, którego należy rozpracować. Sadowska oprócz działalności w podziemiu rozpoczyna też pracę w powołanym przez Józefa Glempa Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Coraz częściej jest poddawana rewizjom, trafia na komisariaty i do aresztów przy Rakowieckiej czy Wilczej. Pewnego dnia na dwa dni zamykają nie tylko ją, ale i Grzegorza Przemyka. Po śmierci syna Sadowska powie, co usłyszała od jednego z funkcjonariuszy – że jej nic nie mogą zrobić, ale do syna się dobiorą.

To nieprawda, że z reportażu Łazarewicza nie dowiemy się niczego nowego o sprawie Grzegorza Przemyka. Dla osób urodzonych w 1989 roku i później, książka może być pierwszym tak dokładnym odtworzeniem tamtej historii. Autor przewertował archiwa państwowe i rodzinne, przeanalizował stosy akt Instytutu Pamięci Narodowej oraz postępowań prokuratorskich, przeczytał dziesiątki listów. Podaje większość nazwisk, rozmawia (albo próbuje) z żyjącymi świadkami, ich rodzinami i znajomymi, stawia pytania, które w społecznej świadomości nigdy nie powinny ulec przedawnieniu, dociera do kilku ważnych szczegółów. Język opowieści – w dużej mierze język suchych raportów bezpieki – przejmuje i przeraża. Czytelnika trzyma za gardło świadomość, że ten kryminał wydarzył się naprawdę, klatka po klatce, w szarej i stłamszonej Polsce, której ma szczęście nie pamiętać. Po przeczytaniu Żeby nie było śladów trudno oprzeć się nie tylko oczywistej myśli, że Rok 1984 Orwella w Polsce wydarzył się już co najmniej rok wcześniej. Przede wszystkim trudno nie pomyśleć, że ta książka to ostrzeżenie oraz bolesna, potrzebna zwłaszcza dzisiaj lekcja historii, której nie zatrą ani komunistyczne, ani żadne inne ideologie.

 

Cezary Łazarewicz

Żeby nie było śladów

Wydawnictwo Czarne, 2016