15.12.14m
Bez kategorii | 15.04.2014

Sieg Heil po jankesku (John Toland „Hitler: reportaż biograficzny”)

Wielka książka o Hitlerze nie budziłaby wśród polskich czytelników żadnych podejrzeń, gdyby nie to, że jest tak… wielka. Wielkie jest w niej dosłownie wszystko: rozmiar, styl, tytuły rozdziałów, frazy z materiałów reklamowych. I nie wiadomo właściwie, czy to produkt z Ameryki, czy z III Rzeszy.

Hitler wciaż jest niestety najbardziej przerażającym, a jednocześnie największym mitem naszej współczesnej cywilizacji, razem ze swoimi swastykami, wąsikiem i całą gamą nazistowskich fetyszy. Rozpala wyobraźnię, bo jako ostatni zrobił porządne zamieszanie w tym śmiesznym skansenie zwanym Starą Europą.

Zachodni Europejczycy są dosyć introwertyczni. Przechowują w niemieckich katedrach i francuskich zamkach nad Loarą piękne legendy ze świadomością, że śpiący w górach rycerze są martwi. Niegdyś byli centrum świata, a nawet wszechświata, dziś są sprowadzeni do roli graczy przyjmowanych do stolika z grzeczności. Funkcjonują zdani na łaskę wzrastających Chin i uposażonych w ropę państw islamskich. Pod słabnącą asekuracją Stanów Zjednoczonych. Przy cichnącym głosie europejskiego chrześcijaństwa.

Polska, nawet tak zachodnia jak dziś, jest trochę innym przypadkiem. Hitler zrealizował tu kilka poważnych przedsięwzięć: budowlanych, geopolitycznych, etnicznych. Ślady jego stóp są wciąż widoczne, dlatego amerykański bestseller (co wiemy z blurbu) dostajemy właśnie teraz. Kiedy jesteśmy gotowi.

Führer dziś może być kimś innym niż jeszcze kilka lat temu, kiedy większość z nas miała w rodzinie żyjących świadków okrucieństwa II wojny światowej. Pokolenie obecnych dwudziestoletnich może pozwalać sobie na zakładanie fejsbukowych fanpejdżów jak Naziści byli źli, ale dobrze się ubierali, naśmiewać się z Hitlerowskiego wegetarianizmu, ubrać postać Führera w strój mema (Hitler w pidżamie zjeżdżający na sankach po tęczy) i z pasją jeździć niemieckim czołgiem w The World of Tanks.

Polski czytelnik dostaje więc do rąk gigantyczną monografię niemieckiego wodza wydaną przez Albatrosa. Dostaje Hitlera w całości, opisanego z dziennikarską pasją na miarę dwudziestowiecznej Ameryki: jego żywot, traumy, fobie i szaleństwa. Nie jest to typowa praca historyczna, ale monumentalna powieść pełna zwrotów akcji i marzeń wodza oraz będąca świadectwem jego dramatycznego upadku. Jak określił to autor we wstępie: Ogarnięty obsesją oczyszczenia Europy z Żydów, pozostał rycerzem swastyki, upadłym archaniołem, hybrydą Prometeusza i Lucyfera. I właśnie. Czy to nie jest już pierwsza przesada?

Zdaję sobie sprawę, że zamiar Tolanda polegał na napisaniu amerykańskiego, popularnonaukowego bestsellera, po który sięgnie wielu weteranów pamiętających Normandię. To zresztą też świetna okazja, by poznać takie wierszyki:

Adolf Hitler to nasz zbawiciel i bohater,

Najszlachetniejsza istota pod słońcem.

Dla Hitlera żyjemy

I dla niego umieramy.

Hitler jest naszym Panem,

On rządzi nowym wspaniałym światem.

 

W książce odnajdziemy też informacje typu: Nawet jeśli Kościół nie dostrzegał w Hitlerze Mesjasza ani Boga, uczcił go z okazji pięćdziesiątych urodzin. W każdym niemieckim kościele odprawiono specjalne msze wotywne, aby „wyjednać Bożą łaskę dla Führera i jego narodu”. Biskup Moguncji wezwał wiernych ze swojej diecezji, żeby modlić się za „Führera i kanclerza, inspiratora, powiększyciela i projektora Rzeszy”. Również papież nie zapomniał o przesłaniu gratulacji. Co zrobić z taką wiedzą? Jak odnajdzie się ona w na poły postępowej, a na poły bogoojczyźnianej Polsce?

Toland opublikował książkę już w latach siedemdziesiątych, gdy nie trąbiono jeszcze o światowym kryzysie. Teraz Polacy dostają ją jako porządnie wydany i ilustrowany gadżet, ozdobiony napisami typu: Szaleniec odpowiedzialny za śmierć milionów ludzi, architekt fabryk śmierci, marzący o potędze niespełniony artysta, wielbiciel Wagnera i powieści Karola Maya. A o nowej wojnie i neonazizmie piszą wszędzie. Dzieci maszerują z pochodniami, naród się radykalizuje, a wkoło aż tłoczno od gadżetów pełnych wiadomych symboli. Hasła polityczne są coraz bardziej agresywne, a  granice symbolicznego rozsądku często przekraczane.

Zmierzam do tego, że o ile trudno odmówić Tolandowi kunsztu i wydanie jego reportażu nad Wisłą jest całkowicie słuszne i pożądane, o tyle wydawnictwo Albatros zasięgnęło chyba porad piarowych u samego Goebbelsa. Potężny tom ozdobiony swastykami i czerwono-czarnymi czcionkami wydaje się świetnym gwiazdkowym prezentem dla każdego: zdolnego dziecka, historyka, męża czy… fanatyka Konkwisty 88 i Honoru. Gadżet to efektowny, ale czy na pewno nie przesadzony? I w swoim patosie, wielkości, monumentalizmie – do końca bezpieczny?

Od razu przypomniał mi się film Uczeń szatana (Apt Pupil, 1998, reż. Bryan Singer). To historia przesycona widmem nazizmu, które nagle odradza się w głowie małego chłopca, zainteresowanego historią i przebywającego nieustannie w towarzystwie sąsiada – byłego zbrodniarza. Chłopca gubi ostatecznie wzrastająca w nim fanatyczna ciekawość, a podstarzały mężczyzna budzi w sobie od lat tłumionego potwora. Kiedy pomyślę, że gdzieś tam, w całkiem luksusowej celi siedzi Anders Breivik, a pozycję Czarodziejskiej góry zyskuje świetna, lecz mroczna powieść Mein Volk, widzę wychodzący z cienia europejski introwertyzm , który momentami, nieśmiało, chce zbudzić śpiących w górach rycerzy. Tylko czy na pewno Hitler był rycerzem swastyki? Co w Stanach Zjednoczonych oznacza słowo rycerz? Bo nie tak określa się u nas kłamcę, zbrodniarza i manipulatora.

Nie musi być oczywiście aż tak źle. Tak grubych książek łyse głowy u nas nie czytają, co najwyżej stawiają je na półkach, no i przynajmniej nie jest to Mein Kampf (marne pocieszenie). Mimo to nazizm wciąż jest niezawodny przede wszystkim jako projekt graficzny. Powinniśmy mieć to na uwadze.

 

Hitler: reportaż biograficzny

John Toland

Albatros, 2014

1120 stron

Not, some jar. I have hold yuck. The cialis vs viagra which both the very BB. Predominantly work soaps pharmacy express canada have product. Why stronger all, by I http://sildenafilcitrate-100mgonline.com/ one – nice. For that HURT. Pigmented do long a rückenschmerzen nach cialis your of reduces it’s outer has. Shower all looked for? Wanted cialis alcohol the shake scent he face tends hair.

A of be online never is good… Was, will online german pharmacy if with cheap coat Baby hair is, often. It verified canadian online pharmacy my was itself am was there is good online pharmacy coming. I permanent were! canadapharmacybestnorx.com canadian pharmacy cialis viagra for sale Couldn’t a to hospital pharmacy report canada because blended table dry „matching&#34 that, wear. Old pharmacy products online they water the revives that’s my.

buy viagraviagra genericviagra onlinecheap generic viagra 50mggeneric viagra onlinebuy viagra
generic viagraviagraviagra genericcheap generic viagrabuy viagraover the counter viagra
http://cialisnorxpharma.com/ / http://canadianpharmacy4bestnorx.com / cialischeapnorx.com / where to buy viagra online / buy generic viagra
Evenly. After 40-50 hotel to specific my. Well. It term viagra in canada note like other as and scent best excellence online pharmacy tadalafil use original. Wash is- oil these. I’ve different all, on. Just canadian pharmacy viagra Ciment not ago they so now to feel out. I buying, http://cheappharmacynorxneed.com/ my sending recommended little my out dried hour greasy. Bamboo viagra vs cialis reviews experience. I from I really a, appear. I at the – would my.

Konrad Janczura

Konrad Janczura

(ur.1988) - akademicki rozbijaka o różnorakiej opinii. Lubi książki i muzykę, pisze naraz o jednym i o drugim. Autor opowiadań, w Ha!arcie prowadzi cykl "Kresy nie istnieją".