cwiartka-raz
RECENZJE | 30.06.2014

Setka z rana (Karolina Korwin Piotrowska „Ćwiartka raz”)

Karolina Korwin Piotrowska w swojej najnowszej książce Ćwiartka raz zaprasza nas w sentymentalną podróż przez 25 lat polskiej popkultury, zaczynając od serialu W labiryncie, a na czasach współczesnych kończąc. Oszołomieni ogromem tematu, za jaki chce się zabrać autorka, bez zastanowienia dajemy się porwać lekturze. Przewałkujemy wszystko (około 800 stron), będą media, muzyka, film, serial i moda. Chorzy na chorobę lokomocyjną niech łykają Aviomarin – będzie bujać. Reszta – zapinamy pasy. W drogę.

Miało być tak pięknie, polskie najntisy to kopalnia inspiracji do napisania przynajmniej przyzwoitej książki.  Kto nie pamięta hollywoodzkich produkcji z niemieckim dubbingiem (nikomu to wtedy nie przeszkadzało), teledysków z MTV nagrywanych na kasety VHS i śledzonych w tajemnicy przed rodzicami włoskich filmów pornograficznych. Wtedy seriale typu Żar tropików czy Z Archiwum X oglądało się z wypiekami na twarzy. Jeżeli jesteś osobą, która pamięta tamte czasy, żadna literatura nie odświeży ci własnych wspomnień. Napisanie książki o ćwierćwieczu polskiego przemysłu rozrywkowego, mogłoby okazać się strzałem w dziesiątkę, gdyby tylko autorka posiadała odrobinę  dobrego smaku i nie skupiła się wyłącznie na samej sobie.

Publikacja jest podzielona na dwadzieścia pięć części z których każda odpowiada jednemu rokowi. Autorka niewiele miejsca poświęca polityce, za to bardzo dużo kulturze, rozrywce, sztuce. Oczywiście bohaterami są sławni ludzie, ale i głośne produkcje kinowe i teatralne, popularne programy telewizyjne, media i podbijające polski rynek gazety. Gdyby poprzestać tylko na przemianach, jakie zaszły w polskiej kulturze i mentalności a także skupić na rodzącej się w naszym kraju popkulturze w styly zachodnim, byłoby po prostu przyzwoicie. Jednak Korwin Piotrowska robi coś odwrotnego: pisze przede wszystkim o życiu towarzyskim, skandalach i plotkach, wydarzeniach, które przeszły do historii show biznesu.

Poza kilkoma interesującymi momentami (vide: fragment o Rambo, Commando i Robocopie), na książkę składają się raczej znane i wyświechtane opinie na temat filmów czy muzyki. Każdy przecież wie, że Edyta Bartosiewicz była kiedyś objawieniem a Bogusław Linda świetnym aktorem. Wiadomo, że piersi Renaty Dancewicz w Pułkowniku Kwiatkowskim to obiekt westchnień niejednego nastolatka. Młode Wilki to film zły, ale kultowy, a serial Matki żony i kochanki do dziś wspominamy z sentymentem.  Gdzieś tam wspomniany jest Tede, pojawia się i Pezet – cóż, są, bo muszą być.  W książce wszystko, co wiemy o zeszłej dekadzie, jest powtarzane niczym mantra. Tym bardziej zastanawia, kim jest potencjalny odbiorca? Ciężko go sobie wyobrazić. Mamy do czynienia z książką dla każdego i dla nikogo. Korwin Piotrowska przez cały czas prowadzi nas za rączkę i wskazuje „to jest dobre, a to jest do bani”. Nie daje szansy na dokonanie przez czytelnika samodzielnej oceny, traktuje go jak idiotę, co krok odsyłając do YouTube’a, w celu sprawdzenia, jak archaiczne było życie kilkadziesiąt lat temu, a co „mądrzejsze” zdania zakreślając, aby nikt ich czasem nie przegapił. Ćwiartka raz, pomimo prób obiektywnego opisania minionej rzeczywistości, nie jest niczym ponad subiektywne tomiszcze sfrustrowanej dziennikarki, która nie znosi celebrytów za botoks i zbyt częste pojawianie się w prasie kolorowej.

Kolejnym problemem książki jest język, którym została napisana. Mniemam, że pani Piotrowska odbyła podstawową edukację (skoro jest dziennikarką, felietonistką, pisarką, historykiem sztuki, promotorką kultury, a także znawczynią filmu…) i spełnia wszystkie wymagania, aby aspirować do miana osoby inteligentnej i sprawnie posługującej się słowem pisanym (chyba że to zasługa ghost writera). Niestety, pod względem stylistycznym książka oscyluje gdzieś między tekstami zbuntowanej nastolatki a poetyką zdesperowanej studentki polonistyki. Przaśna potoczność przeplata się z pretensjami do czegoś więcej, czegoś o bardziej reportażowym charakterze.  Jest trochę przeklinania (nadużywanie słowa „dupa” – bo to fantastyczny zwrot!), paskudne zakończenia wypowiedzi („Koniec kropka” czy „Kurtyna”) i zdania, które wyglądają na urwane (niektóre zaczęte w ksiażce myśli są po prostu niedokończone). Prawdopodobnie tylko dzięki ogromnej pracy redakcji udało się to wszystko złożyć w spójną całość. Wszystko to utrudnia przebrnięcie przez poszczególne rozdziały książki.   Zresztą: nieważne, jak to jest napisane, wszak liczy się tylko to, kto był na okładce Vivy i Twojego Stylu.

Gdzieś na początku książki Korwin-Piotrowska pisze: bardzo bym chciała, aby ta książka była dla Was jak fenomenalny rollercoaster wspomnień. Pani Karolino, zdecydowanie jest to wesołe miasteczko, ale bez pozwolenia na organizowanie imprez masowych i atestów na karuzelę. Krzywda może stać się komuś w każdej chwili.

Pustosłowie to największa zbrodnia Ćwiartki raz. Prawdopodobnie niektóre szafiarki i celebryci niższego poziomu świetnie odnajdą się w tej bezstylowej opowieści. Ja niestety tego nie kupuję. Pomimo nośności najntisowej tematyki, dobrnięcie do samego końca książki jest w tym wypadku zadaniem niezwykle ciężkim. Szkoda, Pani Karolino, mogło być tak pięknie.

 

Karolina Korwin Piotrowska

Ćwiartka raz

Prószyński i S-ka 2014

Liczba stron: 800