• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 30.04.2018
Scheda po tyranie („Śmierć Stalina”)
Recenzje | 30.04.2018

Scheda po tyranie („Śmierć Stalina”)

Mało które nazwisko w historii ludzkości budzi tak ponure emocje jak nazwisko Stalina. Jeden z największych zbrodniarzy XX wieku, morderca milionów, tyran porównywalny z Hitlerem. Z czego tu się śmiać? Armando Iannucci, twórca kultowych seriali politycznych The Thick of It (2005) i Veep (2012), w swoim najnowszym filmie próbuje udowodnić, że nawet tak straszną kartę historii ludzkości jak epoka stalinizmu, da się obśmiać. Zadanie karkołomne. Szczególnie, że od 27 kwietnia efekt może poznać także polski widz, dla którego doświadczenie stalinizmu jest zapewne czymś zupełnie innym niż dla Szkota włoskiego pochodzenia.

Śmierć Stalina jest drugim kinowym filmem Armando Iannucciego. Karierę zaczął w rodzimej Szkocji jako satyryk radiowy. Jego duża popularność przerodziła się dość szybko w szereg produkcji telewizyjnych dla BBC, m.in. kilka serii z Alanem Partridge’em – karykaturą brytyjskich osobowości telewizyjnych graną przez Steve’a Coogana. Największe uznanie Iannucci zdobył jednak dzięki serialowi The Thick of It (2005-2012), bezlitosnej satyrze brytyjskiej klasy politycznej z wybitną rolą Petera Capaldi. Przepełniony potokiem dialogów i szeregiem niekonwencjonalnych postaci serial nadal pozostaje jedną z najbardziej błyskotliwie pisanych produkcji BBC. Na podstawie tego serialu powstał film In the Loop (2009), debiut kinowy Iannucciego. Filmowa wersja, rozszerzona o amerykańską scenę polityczną, spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem, przynosząc Iannucciemu jego pierwszą nominację do Oscara (za najlepszy scenariusz adaptowany). Sukces za Oceanem zaowocował kolejną produkcją polityczną, tym razem dla HBO, pod tytułem Veep (2012-2018). Określany jako jeden z najlepszych seriali komediowych w historii amerykańskiej telewizji, zdobywał sześć lat z rzędu nominację do nagrody Emmy dla najlepszego serialu (trzykrotnie wygrywając). Gwiazda serialu, Julia Louis-Dreyfus, rolą wiceprezydent Seliny Meyer wygrywała przez sześć kolejnych lat! Finalny sezon będzie miał premierę w tym roku.

Będąc mistrzem w wyśmiewaniu współczesnych mu scen politycznych, Iannucci w swoim najnowszym filmie decyduje się na temat historyczny, do tego obcy jego własnej ojczyźnie (gdzie najbardziej powszechną wykładnią totalitaryzmu są raczej książki Orwella), a materiałem wyjściowym nie jest literatura faktu tylko… francuski komiks satyryczny Fabiena Nury i Thierry’ego Robina z 2010 roku. Jak głosi notka wydawnicza: „Strach, korupcja i zdrada triumfują w tej satyrze politycznej (…). Kiedy wódz Związku Radzieckiego, Józef Stalin, ma udar mózgu, aparat polityczny zaczyna działać, pogrążając superpaństwo w ciemności, niepewności i nadciągającej wojnie domowej. Walka o najwyższą władzę będzie determinować losy narodu i świata. I to wszystko wydarzyło się naprawdę” [tłumaczenie własne z angielskiego]. Widzowie oczekujący wartościowego wkładu w dyskurs o tamtych czasach na wstępie powinni uzbroić się w dużą dozę dystansu. Iannucci decyduje się dodatkowo by angielskojęzyczna obsada nie posługiwała się rosyjskim akcentem, czy nawet swoistymi wersjami tego akcentu, o których śpiewał kiedyś Kazik przywołując rolę Johna Malkovicha. Reżyser otwarcie daje znać, że nie chodzi tu o faktografię, ale o sytuację.

Poznajemy zatem zaufanych ludzi Stalina w zakulisowych, mniej oficjalnych sytuacjach, w których jawią się bardziej jako Gang Olsena niż aparat terroru. Malenkow (Jeffrey Tambor), Beria (wybitny w tej roli Simon Russell Beale), Mołotow (Michael Palin) czy wreszcie Chruszczow (Steve Buscemi?!) to lizusi, spekulanci i tchórze, którzy mają tyle władzy, ile da im sam wódz. Chruszczow w domu każe żonie zapisywać dowcipy, które podobały się Stalinowi. Mołotow z kolei uważa, że jego żonę słusznie zamknięto w więzieniu, bo była wrogiem ojczyzny. A Beria z lubością nocami przesiaduje w aresztach i morduje ludzi. Śmierć przywódcy ZSRR nie tyle roztacza przed nimi wielkie perspektywy, co niewyobrażalnie komplikuje sytuację. Głównymi graczami w nowych okolicznościach szybko okazują się Beria i Chruszczow. Ten drugi jest nawet sympatyczny i odznacza się dość sporą dozą rozsądku (wybór Buscemiego okazał się trafny). Natomiast niesławny szef NKWD szybko zaczyna brutalne czystki i bezwzględną walkę o pozycję lidera, opróżniając szafy i usuwając niepotrzebnych ludzi. To ich rywalizacja zdecyduje o przyszłości milionów. W grze liczą się jeszcze dzieci Stalina, znerwicowana Swietłana (Andrea Riseborough) i impulsywny Wasilij (Rupert Fried) oraz generał Żukow (Jason Isaacs), zdobywca Berlina, za którym stoi armia. Układy, koalicje i pozory lojalności w tej absurdalnej, bezwzględnej i skomplikowanej komedii terroru zdecydują nie tylko o władzy, ale też o życiu i śmierci.

Mimo bardzo ciężkiego tematu film Iannuciego jest przede wszystkim brawurową komedią, w której humor wynika głównie z zachowań postaci. To, co mówią, robią i jak reagują na sytuacje, prowokując przy tym kolejne absurdalne scenariusze, jest niewyczerpanym motorem akcji. Wybitna obsada bezbłędnie radzi sobie z kawalkadą błyskotliwych dialogów (decyzja, by nie posługiwać się rosyjskim akcentem wynikała zapewne z tego, że wtedy nie brzmiałyby tak dobrze) i groteskowymi sytuacjami rodem z Dyktatora (1940) Chaplina – jak w scenie charakteryzacji Stalina do trumny, gdy Chruszczow upomina, aby nie przesadzić z przyciemnianiem wąsa, bo wódz zacznie wyglądać jak Clark Gable. Przy całym komizmie sytuacji nawet przez moment nie tracimy poczucia grozy i świadomości, że przecież to wydarzyło się naprawdę. Może nie w taki właśnie sposób, ale w podobnych okolicznościach. W scenach czystek i zabójstw film nawet osiąga poziom anarchicznego piekła, jakie przedstawił w swoim ostatnim filmie Pier Paolo Pasolini. Salo – 120 dni Sodomy (1975) też działo się w czasach totalitaryzmu, kiedy wszelkie zasady zostały zawieszone. Choć filmowi Iannuciego daleko do pesymizmu Pasoliniego, oba filmy dotykają tej samej prawdy. Największe szaleństwo totalitarnego systemu wynika z tego, że ludzie sami go tworzą. Oficer, który „czyści” daczę Stalina z niepotrzebnych świadków, sam na końcu zostaje sprzątnięty.

Śmierć Stalina została zakazana (nawet dziś tak się dzieje!) w Rosji, Białorusi, Kazachstanie i Kirgizji. Kult wodza okazuje się nadal żywy po sześciu dekadach od ogłoszenia jego rządów czasem błędów i wypaczeń. W Polsce film szczęśliwie trafił do kin. Zapewne pojawią się opinie, które będą nazywać ten film prostackim, bezceremonialnym naśmiewaniem się z prawdziwej tragedii. Jednak Iannucci nie robi tego dla pustego śmiechu. Jego puenty i spostrzeżenia są niezwykle celne. Żaden twórca przed nim nie przedstawił piekła i absurdu totalitaryzmu w tak przystępny sposób. Polskie kino również nie mierzyło się w podobnej formie z tamtymi czasami. Być może nigdy nie będzie nas stać na taki dystans. Dlatego tym bardziej warto zauważyć film Iannucciego.