karakter
RECENZJE | 25.02.2013

Rozwiązanie sowieckiego sekretu

Wystający z psiej budy krokodyl z czerwonymi gwiazdami zamiast oczu, a poniżej spienione fale narysowane dziecięcą ręką – okładka najnowszej książki wydawnictwa Karakter w pełni oddaje groteskowy nastrój powieści Ondjakiego. Babcia 19 i sowiecki sekret jest premierą wydawniczą angolskiego pisarza w Polsce. Dotąd ukazały się jedynie wybrane wiersze poety z jego debiutanckiego tomu Actu Sanguíneu, przedrukowane w ubiegłym roku w „Literaturze na Świecie” (5–6/2012). Polscy czytelnicy mogą zatem po raz pierwszy zapoznać się z prozatorską twórczością Ondjakiego.

Ndalu de Almeida (to prawdziwe nazwisko autora) jest poetą, prozaikiem i malarzem urodzonym w Luandzie. W swoich powieściach i opowiadaniach nawiązuje przede wszystkim do wspomnień z dzieciństwa spędzonego w stolicy Angoli w latach 80., nękanej wówczas przez wojnę domową. Akcja powieści Babcia 19 i sowiecki sekret, w tłumaczeniu Michała Lipszyca, także rozgrywa się w czasach dzieciństwa – narratorem historii jest chłopczyk mieszkający w Praia do Bispo (Plaży Biskupiej), nadbrzeżnej dzielnicy Luandy.

Enigmatyczny tytuł powieści nawiązuje do jednej z głównych bohaterek – babci narratora, Agnette, posiadającej jedynie 19 palców (amputowano jej jeden palec u nogi z powodu rozwijającej się gangreny). Z kolei intryga książki rozwija się wokół tytułowego „sowieckiego sekretu”: kto wysadził w powietrze mauzoleum Agostinha Neto – pierwszego prezydenta niepodległej Angoli? Tę i inne tajemnice skrywają bohaterowie powieści: babcia Catarina (pojawiająca się tylko wtedy, kiedy ma na to ochotę), „stuknięty” Piana Morska (nazywany tak od kąpieli, których zażywa w Oceanie Atlantyckim), Towarzysz Sprzedawca Benzyny (na którego stacji paliwowej nigdy nie można kupić benzyny – mimo że Angola posiada duże zasoby ropy naftowej), Magdalena (wychodząca spotykać się ukradkiem z wrogimi sowieckimi żołnierzami), dzieci z sąsiedztwa: Charlita i Pi (nazywany 3,14) i sąsiadka Dona Libânia (znająca wszystkie nowinki z dzielnicy bez wychodzenia z domu). Ondjaki przedstawia szerokie spektrum postaci: w Angoli mieszają też Kubańczycy i Sowieci, na przykład Doktor Rafael Puk Puk, latynoski lekarz, i Rosjanin – Biliardow, który zostawił rodzinę w dalekiej, mroźnej krainie. Wydaje się, że narastające wśród wielonarodowej społeczności Angoli konflikty rozgrywają się obok głównych wydarzeń, są nadbudowane przez dziecięcą fantazję.

Wątek autobiograficzny zarysowany jest bardzo wyraźnie: narrator opowieści to chłopiec dorastający z gromadą kuzynostwa w domu na przedmieściach. Relacjonowane z perspektywy dziecka wydarzenia wojenne nabierają magicznego charakteru: To było w czasach, które starsi określają mianem Dawniej. Książkę zamykają listy wysyłane przez autora i Anę Paulę Tavares. Ondjaki przyznaje w nich, że napisał tę powieść na podstawie własnych wspomnień, a większość bohaterów ma swoje pierwowzory. Autor nie stara się jednak uprawdopodobnić swojej historii – sam oświadcza, że mauzoleum nadal stoi, a domów z jego dzielnicy nie wyburzono (jednak przez całe dzieciństwo byłem świadkiem ciągłego strachu babci Agnette przed tym, że naprawdę to wszystko wysadzą). Pisarz stosuje somnambuliczną poetykę: opisuje dziecięce sny i bawi się z czytelnikiem w „A co by było, gdyby…?”. W jego alternatywnej historii symbolem wojny domowej, toczonej między organizacjami wyzwoleńczymi, staje się budowa mauzoleum, którego ukończenie wyznacza datę eksmisji mieszkańców z dzielnicy Praia do Bispo. Troje zaradnych dzieci nie może dopuścić do „deksplozji” – cała powieść usiana jest wymyślnymi neologizmami – swoich domów, dlatego chłopcy zdobywają prawdziwy dynamit, aby wysadzić w powietrze mauzoleum i powstrzymać sowieckich żołnierzy.

Temat snucia opowieści pojawia się na dwóch płaszczyznach: autonarracji i wydarzeń świata przedstawionego. Ondjaki otwarcie przyznaje: wciąż przywołuję dzieci, aby mi opowiadały o swojej wierze w pląsające nieba. Wciąż wysłuchuję historyjek, aby opisać historię… Z kolei jego dziecięcy bohaterowie nie dopuszczają do swojego świata dorosłych – poza Babcią 19 i babcią Catariną oraz nietuzinkowymi sąsiadami. Tylko raz narrator wspomina o swojej matce, która została wezwana do szkoły przez towarzyszkę nauczycielkę z powodu tematu jego wypracowania (nauczycielka nie dowierza, że wujek bohatera może mieć basen napełniany coca-colą). Ta epizodyczna wzmianka jest o tyle ważna, że Ondjaki sukcesywnie kreuje swojego bohatera na przyszłego pisarza, którego talent rodzi się w kulturze oralnej – rodzinnej tradycji snucia opowieści. Obydwie babcie, Agnette i Catarina, przekazują dzieciom wiedzę o świecie w fantazjach wymyślanych przed popołudniową drzemką lub podczas wizyt na cmentarzu. Za sprawą obietnicy danej Babci 19 (kiedy dorośniesz, masz wciąż pamiętać te wszystkie opowieści. Masz przechować je w sobie. Obiecujesz?) chłopiec stara się pamiętać – nie tylko za pomocą słów, ale także obrazów – o babci Catarinie, która nigdy nie pokazuje się obcym i zawsze zakrywa lustra w czasie burzy, aby do domu nie wpadł piorun, o Pianie Morskiej trzymającym krokodyla w psiej budzie oraz o Towarzyszu Sprzedawcy Benzyny codziennie odkręcającym kurek z paliwem i czekającym, aż popłynie z niego słona woda – znak, że będzie mógł łowić ryby pod stacją.

Ondjaki uwiarygodnia wspomnienia z przeszłości, przedstawiając je w konkretnych realiach historycznych. Pozornie egzotyczna dla Europejczyków opowieść o dzieciństwie spędzonym nad afrykańskim brzegiem oceanu z każdą kolejną stroną brzmi coraz bardziej znajomo. Z jednej strony w Praia do Bispo brakuje podstawowych produktów i ludzie ustawiają się w kolejkach za chlebem, a „wystawnie” zjeść można tylko z okazji hucznej imprezy (na przykład pożegnalnego przyjęcia na cześć palca). Z drugiej strony, gdy do dzielnicy przyjeżdża komunistyczny generał, okazuje się, że nie jest on nikomu znany – ponieważ mieszkańcy Praia do Bispo żyją zarówno w bezczasie, pramicie, jak i typowym komunistycznym kraju. To za sprawą tego dualizmu, przeplatania się znanych faktów i (somnabulicznych) fikcji Ondjaki oczarowuje swoimi historiami.

Powieść Ondjakiego jest metajęzykowa: bohaterowie rozmawiają o roli ojczystego języka i parodiują języki im obce. Autor często wykorzystuje neologizmy oraz gwarowe i slangowe wyrażenia. Języki Sowietów i Kubańczyków są nieustannym przedmiotem drwin i żartów. Rosjanin Biliardow nazywany jest Towarzyszem Brywieczerowem z powodu swojego przywitania „brywieczer”. Młodzi bohaterowie uwielbiają go naśladować, mówiąc „przepraszu” lub „djeti” zamiast „dzieci”. Bardzo dowcipne są fragmenty, kiedy narrator, nie zawsze udolnie, tłumaczy babci pytania kubańskiego lekarza Rafaela – Agnette, podobnie jak większość dorosłych, nie zna hiszpańskiego (warto przy tym wspomnieć, że tłumacz zachował „oryginalną” mowę Piany Morskiej, połączenie hiszpańskiego i angolskiej odmiany portugalskiego). Bohaterowie tworzą własne języki wewnętrzne. Dlatego kiedy babcia Agnette nie może sobie przypomnieć słów żadnej modlitwy, to porusza wargami i wymawia pojedyncze słowa. Z kolei dzieci śpiewają piosenki po angielsku, podstawiając wymyślone sylaby tak, aby pasowały do melodii.

Wielobarwne fajerwerki rozbłyskują na tle mrocznego miasta Luandy. Grzmoty budzą ryby w oceanie i ptaki śpiące na drzewach. Na nocnym niebie ukazuje się tęcza – obserwujący ją ludzie (rozmaitych narodowości i kolorów skóry) nie zauważają, że pod wpływem magicznej eksplozji – jak określają ją dzieci – zniknęło mauzoleum przypominające kształtem rakietę (jak rozgadywała Charlity zamierzano to chyba potem pomalować w barwy narodowe Angoli). Tym opisem-klamrą Ondjaki zaczyna i kończy powieść, w której nie mamy wprost podanego rozwiązania „sowieckiego sekretu”. Znajduje się ono w dodatku – autor dołącza dwa listy pisane przez Towarzysza Brywieczerowa (prawdziwe listy nie zachowały się w świecie przedstawionym, ponieważ dzieci zniszczyły je przed przeczytaniem), w których Rosjanin zdradza szczegóły tęczowej eksplozji.

Ondjakiemu nie udało się uciec w tej powieści przed moralizatorstwem. W subtelny sposób wtrąca w opowieści bohaterów refleksje na temat historii i pamięci, przemijania czasu, wojny – te wstawki w ustach postaci brzmią wprawdzie nieco patetycznie, ale nie zakłócają toku narracji:

Ten głos, który zazwyczaj rozmawia ze mną w moim wnętrzu, nie miał mi teraz nic do powiedzenia, a może chciał po prostu razem ze mną posmakować tej ciszy. W spokoju bez myśli. […] Patrząc w Praia do Bispo na te wszystkie rzeczy, o których myślałem, że tylko ja je dostrzegam? Wymyślając własne chwile między chwilami czasu? Dorastając sercem i ciałem, które uciekały od dzieciństwa?

Ten fragment oddaje jedną z charakterystycznych cech pisarstwa Ondjakiego – łączenie metafizycznych przemyśleń i wspomnień zakrapianych dozą realizmu. Opowieści wymyślone, czy raczej wyśnione, przez angolskiego pisarza są świetne do czytania przed snem lub w pociągu. Wydawcy Karakteru mają tego świadomość, dlatego książka – pięknie dopracowana typograficznie – dostępna jest tylko w miękkiej oprawie ze skrzydełkami, aby bez trudu powrócić do lektury przerwanej w podróży. Nie jest to literatura „ciężka”, ale przecież w snach nie o ważkość chodzi, tylko o przygodę. A tę Ondjaki gwarantuje w stu procentach.

Ondjaki

Babcia 19 i sowiecki sekret

Tłumaczenie: Michał Lipszyc

Wydawnictwo Karakter, 2013

Liczba stron: 216