nicolas-cage
ARTYKUŁY | 19.01.2015

Robisz to źle, Nicolasie Cage’u!

Są tacy aktorzy, których uwielbiamy niezależnie od tego, w jakich filmach występują. Nie liczy się ich życie prywatne, ale role (chociażby jedna), które przesądzają o tym, że filmy z tą właśnie osobą uwielbiamy oglądać. Cóż z tego, że zakola z roku na rok się powiększają. Niech internety drwią i wymyślają kolejne gify. To właśnie Nicolas Cage jest aktorem, któremu wciąż ufam i wciąż wierzę, że w końcu odbije się od dna. A upaść niżej niż Cage to nie lada sztuka.

Po roli w Zostawić Las Vegas Cage stał się bożkiem zarówno dla widzów, jak i całego Hollywood i z miejsca stał się synonimem dobrych wyników w boxoffice’ach. Dzisiaj jest pośmiewiskiem ze względu na długi, których się dorobił, stan owłosienia głowy i role, których się podejmuje. Cage = złe kino? Zacznijmy (prawie) od początku.

10599599_665566240225877_1573704092893500048_n

Gdy piszę o Nicolasie Cage’u (wł. Nicolasie Kimie Coppoli) jako upadłej gwieździe Hollywood, na myśl przychodzi mi kolejny aktor – Val Kilmer. Aktor, który mógł zostać Bondem, ale podjął po drodze tak złe decyzje, że pozostało mu już tylko grać w filmach Uwe Bolla. Nikt jednak nie wróżył, że po kilku wybitnych rolach obaj aktorzy skończą w ten sposób: zapomniani i grający tylko w produkcjach klasy B (a czasami nawet gorzej). Niewiele osób pewnie pamięta, że Cage jest zdobywcą (tak, tak) Oscara za pierwszoplanową rolę w Zostawić Las Vegas. Niech wszyscy fani Deppa (zabawne, w jaką stronę zmierza jego kariera), Pitta itd. zastanowią się, ile statuetek Akademii Filmowej zdobyło ich bożyszcze.

Po raz pierwszy kunszt aktora można było docenić w Dzikości serca Davida Lyncha. To od tego momentu jego kariera ruszyła z kopyta. Cage stworzył tu rolę (dziś wydaje się to zabawne) genialną i kompletną, przyczyniając się do zdobycia Złotej Palmy w Cannes za najlepszy film. Po seansie każdy chciał mieć kurtkę z wężowej skóry i cadillaca. Kto nie pamięta tej słynnej kwestii: „To kurtka ze skóry węża. Jest symbolem mojej indywidualności i wiary w wolność jednostki”?

Nic dziwnego. Kurtka ze skóry węża do nikogo nie pasuje lepiej niż do Cage’a.

Kolejnym filmem, który określił Cage’a jako aktora, było wspomniane Zostawić Las Vegas. Budzący litość scenarzysta, który właśnie stracił pracę, postanawia zapić się na śmierć w mieście, w którym bary są otwarte przez 24 godziny. Być może opis nie brzmi najlepiej, ale sam film (oglądany przez nastolatka) robił piorunujące wrażenie. A co najważniejsze: po latach nie stracił nic z destrukcyjnej aury, jaką był przesiąknięty. Cage wzniósł się tu na wyżyny aktorstwa, chociaż podczas seansu można odnieść wrażenie, że w ogóle się nie stara, a granie alkoholika przychodzi mu nader łatwo. Może właśnie dlatego jego rola została nagrodzona Oscarem.

cage-superman

Kolejny przystanek: 8 mm, film Joela Schumachera. Dobrze kombinują ci, którzy łączą jego nazwisko z filmem Batman i Robin. Zdziwiłby się każdy, kto pomyślałby, że ten reżyser (swoją drogą: sprawny rzemieślnik) nakręcił coś wartościowszego niż film o facetach w obcisłych strojach. 8 mm opowiada o nielegalnym przemyśle pornograficznym, a ściślej mówiąc: o filmach „snuff” (coś na pograniczu porno i dokumentu). Cage wciela się tutaj w rolę prywatnego detektywa, który ma odnaleźć dziewczynę z filmu pornograficznego i dowiedzieć się, czy żyje. Mroczny punkowy nastrój połączony z lateksowymi kostiumami z sex shopu i sporą dawką brutalności oraz lawirowanie na granicy jawy i obłędu poskutkowały świetnym, klimatycznym filmem.

1999 to dobry rok dla Nicolasa Cage’a, choć film Ciemna strona miasta Martina Scorsese, nie wiedzieć czemu, okazał się klapą finansową. Aktor wcielał się tam w alkoholika i ratownika medycznego, który cierpi na bezsenność. Główny bohater, pomimo opinii doskonałego fachowca, obwinia się o to, że nie potrafił uratować wszystkich przewożonych pacjentów. Prześladują go duchy tych, którym nie zdążył pomóc, oraz chroniczna samotność. Rola Cage’a została, jak i sam film, zupełnie zapomniana i tym samym niedoceniona.

Cage, tkwiący przez ponad dekadę w aktorskim letargu, skaczący od roli w przeciętnym science fiction do kolejnej produkcji klasy B, w końcu został rozbudzony. I to przez nie byle kogo. Werner Herzog postanowił trochę odświeżyć Złego porucznika Abla Ferrary i zatrudnił do tytułowej roli właśnie Nicolasa. Mieszanka wybuchowa: w końcu już oryginał był dziełem doskonałym i spełnionym, na co komu remake? Mylił się ten, kto od razu wydał wyrok. Cage zdaje się tu podążać ścieżką wytyczoną dawno temu przez Klausa Kinskiego. Lawiruje między chaotycznym, nieudolnym i rozdartym wewnętrznie policjantem a dobrym gliniarzem, poszukując nowych sposobów na samodestrukcję. To ostatnia rola Cage’a, która zasługuje na nominację do czegoś więcej niż Złotej Maliny.

Pomimo tego, że od kilku lat jesteśmy raczeni nowymi produkcjami z udziałem zdobywcy Oscara, wciąż tli się jakaś nadzieja, że Cage pokaże nam coś więcej niż Ghost Rider 2 czy Piekielna jazda 3D. Hulaszczy tryb życia i milionowe długi, w które popadł, być może nie są w stanie zagłuszyć resztek tkwiącego w nim geniuszu.

Cage, kończący w tym roku 51 lat, znajduje się w najlepszym wieku, by mieć jeszcze coś ciekawego do powiedzenia jako aktor. Na razie, jego zawodowe wybory wciąż są trudne do zrozumienia. Być może wszystko to jest swoistym rodzajem katharsis, odkupieniem win i próbą odbicia się od finansowego dna? Nicolas Cage to wciąż MVP wśród aktorskich graczy.