popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Przyjdzie prostytutka, więc lepiej posprzątam (C. Brown „Na własny koszt, komiksowy pamiętnik bywalca burdeli”)
przyjdzieprostytutka
RECENZJE | 12.11.2013

Przyjdzie prostytutka, więc lepiej posprzątam (C. Brown „Na własny koszt, komiksowy pamiętnik bywalca burdeli”)

Co myśli okularnik, z wyglądu nieco w typie Woody’ego Allena, tuż przed chwilą seksualnego upojenia? To, co w tytule. Wydany przez Centralę komiks Na własny koszt Chestera Browna przynosi zaskakujący opis seksu za pieniądze.

Zaskoczenie nie należy do przyjemnych, co paradoksalnie przydaje lekturze wartości. Autobiograficzna powieść graficzna (reportaż, pamiętnik?) Browna wywodzi na manowce, prowokuje i drażni, nie pozwala znaleźć łatwych odpowiedzi, wytrąca z moralnego letargu. I na pewno rozczaruje tych, którzy sięgną po nią w poszukiwaniu pikantnych historyjek.

Fabuła jest dość schematyczna. Dobijający czterdziestki bohater, łysiejący rysownik komiksów, zostaje porzucony. Zraziwszy się do związków, zaczyna rozglądać się za mniej angażującą emocjonalnie alternatywą. Rozstanie odbywa się bez większych emocji, dramatyzowania, operetkowych scen. Podobnie beznamiętnie fantazjuje (!) później o uciechach bez zobowiązań i z coraz większym upodobaniem oddaje się płatnym igraszkom. Z jego twarzy nie sposób wyczytać jakichkolwiek emocji. Wciąż ten sam nieprzenikniony wyraz ust, pustka w grubych szkłach okularów, twarz-maska. Przeżywa, owszem, pewne dylematy i rozterki: czy wypada dać napiwek, czy przy braku erekcji należy się zwrot opłaty. Pytania o wiek i fizyczne walory prostytutek zadaje tak, aby nie zrobić im przykrości. Równolegle toczy spór z grupą przyjaciół o moralny aspekt płatnego seksu.

W komiksie Na własny koszt Brown stawia na graficzne ubóstwo. Jednostajnie cienka, surowa kreska wydaje się doskonałym dopełnieniem surowej, wyzutej z gwałtownych emocji fabuły. Przedstawienie ludzkiego ciała – dla rysowników takich jak Milo Manara, Guido Crepax czy autor wstępu Robert Crumb stanowiące jeden z głównych i wyszukanych komponentów powieści graficznych –  u Browna sprowadzone zostaje do jednego z wielu elementów mało wyrafinowanej scenografii. Różnorodne kobiece sylwetki, wplecione pomiędzy zgrzebne kontury motelowych pokojów, jałowe pejzaże i niewiele wnoszące rozmowy, nie mają w sobie ani krzty rozpustnej energii, którą sublimują wymienieni wcześniej rysownicy. Pomimo że czytelnik ma możliwość śledzenia seksualnych transakcji komiksiarza (bo przecież nie podbojów), jego sumiennym sprawozdaniom zdaje się towarzyszyć przygnębiająca aura emocjonalnej impotencji, którą dobitnie podkreśla pozbawiona jakiegokolwiek wyrazu twarz głównego bohatera.

Na własny koszt to z pozoru najnudniejszy komiks na świecie. Żadnych smacznych detali, perwersji, barwnych anegdot. Jedną boli, druga jest dość miła, oby trzecia była pełnoletnia, może warto byłoby wrócić do drugiej. Jednym z ważniejszych wydarzeń jest trwająca pół roku burdelowa abstynencja po tym, jak bohater wydaje wszystkie oszczędności na niewielkie mieszkanie. Każdej z bohaterek Brown poświęca osobny rozdział. Niepostrzeżenie ten katalog nierządnic z Toronto zmienia się we frapującą polemikę z powszechnym wyobrażeniem na temat miłości. Wytacza cały arsenał argumentów na rzecz seksu bez zobowiązań: odnosi się do historii, ekonomii, kultury, wybiega nawet w przyszłość, by odmalować wizję szczęśliwego świata, w którym randka z opłatą będzie czymś równie naturalnym jak dziś sąsiedzkie pożyczanie mąki i cukru.

Czy tak odpychająca lektura może przynieść czytelniczą satysfakcję? Owszem. Sądzę, że jej siłą jest właśnie nagromadzenie argumentów wymierzonych w tradycyjne postrzeganie związków międzyludzkich. Każdy, kto ma na te sprawy inne poglądy, zmuszony zostaje do szukania kontrargumentów. Ja spokój sumienia zapewniłem sobie, odtrącając tę propozycję, uznając ją za skrajny przykład utowarowienia ludzkiego ciała i relacji damsko-męskich, przykład przerysowany i niemający wiele wspólnego ze społeczną codziennością. Ciekaw jestem, jak inni obronią się przed Brownem.

Chester Brown

Na własny koszt, komiksowy pamiętnik bywalca burdeli

Przekład: Hubert Brychczyński

Centrala, 2013

Liczba stron: 292

Jan Bińczycki

Jan Bińczycki

(ur.1982) – doktorant na Wydziale Filologii Polskiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek zespołu Korporacji Ha! Art. Publikuje, gdzie się da. Z zawodu bibliotekarka.