popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | „Przeczytaj to i przytul mnie” (M. Halber „Najgorszy człowiek na świecie”)
NAJGORSZY
RECENZJE | 02.03.2015

„Przeczytaj to i przytul mnie” (M. Halber „Najgorszy człowiek na świecie”)

To zawsze dobrze, kiedy okazuje się, że twoja dziecięca, platoniczna miłość jeszcze gdzieś tam żyje i w dodatku wydała książkę. Małgorzatę Halber, córkę niedawno zmarłego Adama Halbera, dziewczynkę z kultowego programu 5-10-15, znaną również z popularnego fanpejdża Bohater, pamiętam przede wszystkim jako prowadzącą z Vivy. Piękna i błyskotliwa blondynka, która na pufach rozstawionych w żółto-niebieskim studiu, zaaranżowanym chyba przez zdrowo wstawionego Picassa, przepytywała gwiazdy muzyki. Po kilkunastu latach nakładem wydawnictwa Znak ukazuje się jej książka będąca jedną z ciekawszych lektur tego kwartału. Być może nie pod względem literackim, bo formie tego utworu można by wiele zarzucić, ale przede wszystkim z powodów bezkompromisowości i gęstości niezwykle trudnego, ale potrzebnego przekazu.

Jak się okazuje, alter ego mojej sympatii przez te wszystkie lata zdążyło przybić parę razy gwoździa na ulicy, wpaść w alkoholizm i narkomanię, a potem zaliczyć kilka niełatwych terapii. Zabrzmi to cokolwiek niebezpiecznie, ale Halber odznacza się nie tylko młodym, czy wręcz młodzieżowym stylem pisania. Jej powieść prezentuje przede wszystkim zaktualizowany i dostosowany do współczesnego stylu życia nałóg, którego rekwizytami przestaje być ciężki, przeżarty przez mole prochowiec, brudna bielizna i zaduch śmierdzącego ciała leżącego pod Dworcem Centralnym. Nie, ten nałóg, ten alkoholizm i tę narkomanię Halber wyciągnęła z głębokich kałuż szczyn i błota i wstawiła je wprost w telewizyjne jupitery, rozedrgane dyskotekowe światła, pod sceny modnych zespołów, na kulturalne bankiety pięknych ludzi z telewizji, pracowników korporacji i współczesnych kaowców. Jeśli więc, chłopaku i dziewczyno, nijak nie czujecie się skoligaceni z Markiem Koprowskim i jego Spowiedzią praktykującego alkoholika, bo cóż ma wasza zabawa i wasze kolorowe drinki do powagi denaturatu, bezrobocia i patologicznych rodzin, to Halber będzie tą osobą, która bez pardonu nakryje was z opuszczonymi spodniami, a potem przypomni, co robiliście tamtej nocy, której finału nie pamiętacie.

Trudno nazwać tę książkę powieścią. Poszatkowana na niezliczone, mocno przedzielone światłem akapity historia o młodej Krystynie, która robi karierę w telewizji, wpadając przy okazji w sidła nałogu, to trochę felietonowa i anegdotyczna, a trochę poradnikowa konstrukcja. Ciężko tu o jakąś szczególną spójność, bo pierwszych skrzypiec nie gra akcja utworu, lecz długa, pogłębiona i nierzadko gorzka refleksja. Najgorszy człowiek na świecie to przede wszystkim smutne studium nałogu, umęczonego sobą i światem pięknego umysłu, który zapędzony przez nieprzebrane kompleksy i fobie w surowy kąt sięga po jedyne znane mu wówczas rozwiązanie – alkohol. To mocna opowieść o kobiecie, która traci grunt pod nogami i by choć na chwilę złapać równowagę, pije do nieprzytomności. Jeśli nawet, czytelniku, nigdy nie rozbiłeś po pijaku głowy, to i tak, gwarantuję, Krystyna wielokrotnie niebezpiecznie się do ciebie zbliży, a Ty przyłapiesz się na myśli: „o Boże, to o mnie!”.

Dzieje się tak dlatego, że debiut młodej autorki to także opowieść o utracie kontaktu ze światem – nie z powodu alkoholu, bo ten przyszedł później, ale ze względu na paraliżujący lęk i wstyd. To długa, posępna narracja przestrzelona okazyjnym humorem o tym, jak bohaterka nie przystaje do rozmaitych relacji i wzorców, ale zamiast wycofać się z nich i poszukać własnej drogi, uznaje, że jest niegodna, niepełnowartościowa, nierozgarnięta i brzydka. To naprawdę elementarna opowieść o cząstce każdego z nas i tych piekielnych, dławiących myśli: że nie jesteśmy tacy, jak byśmy chcieli, że wyglądamy tak, jak nie powinniśmy, że mija czas, a my wciąż nie osiągnęliśmy tego, co zamierzyliśmy i że jesteśmy tam, gdzie byliśmy dziesięć lat temu. Wstyd – słusznie zauważa Halber – to rozpasane monstrum naszych charakterów, powoli pożerające ambicje i aspiracje, wycofujące nas na pozycje nieśmiesznych już pierrotów z rozmazaną szminką na twarzy. Wstyd cofa cię w rozwoju, otwiera wszystkie zadane ci w życiu rany, przywołuje na świadków twojego upadku widma byłych dziewczyn i chłopaków, posługuje się barwą głosu rozczarowanego dzieckiem rodzica i kaleczy poranne odbicie w lustrze. Wstyd wespół z lękiem, poczuciem pustki, kompleksami, samotnością i bezsilnością stanowią fundament ciężkiej choroby duszy – alkoholowej acedii.

Alkoholizm idealnie zalewa sobą wszelkie kratery w naszej duszy, ale Najgorszy człowiek na świecie to także historia o rozstaniu z nałogiem i o tym, jak trudno, jak wręcz niemożliwe jest zastąpienie go czymkolwiek innym. Halber nie szczędzi pięknych opisów, zespalając substancje do zmieniania świadomości z takimi znaczeniami jak „potrzeba” czy „podstawa”. Pisze: To jest twój najlepszy przyjaciel. Matka. Kocyk. Dom. Miłość. I pisze tak dlatego, że alkohol rzeczywiście pozwala Krystynie funkcjonować, wykonywać pracę, uczyć się, rozmawiać z ludźmi czy uprawiać seks. Bez alkoholu wszystko to jest albo niemożliwe, albo nieprawdopodobnie trudne. Dlatego książka ta jest opowieścią o nowym doświadczaniu życia, pewnego rodzaju inicjacji, dojrzewaniu i dorosłości. Dlatego pisze się [na terapiach – M.P.] list pożegnalny do alkoholu. Dlatego bycie z nim albo w pobliżu przypomina natykanie się na swojego byłego. Rozstanie zawsze boli.

Ta książka to wreszcie krytyka polskich terapii uzależnień. Halber bez taryfy ulgowej wylicza wszelkie absurdy i dziwactwa zarówno mityngów AA, jak i profesjonalnych terapii refundowanych przez fabrykę NFZ-etu. Ci pierwsi jawią się trochę jak sekciarze – zabunkrowani w podziemiach ciemnych salek, przy świeczkach, w kółko powtarzają to, jak wiele daje im Grupa, jak bez Grupy jest gorzej, jak z Grupą jest lepiej, jak Grupa powoduje, że chcą być lepszymi ludźmi, najlepiej pojednanymi z Bogiem. Autorka wskazuje również na pewną zagwozdkę w przypadku sławnego programu 12 kroków Billa W., który zakłada podporządkowanie się woli Boga (skoro wszelkie nasze starania zawiodły, potrzebujemy pomocy istoty wyższej od nas). I cóż ma począć alkoholik-ateista, który nie zamierza traktować słowa „Bóg” nawet jako symbolu instancji wyższej? Wypada wspomnieć, że Burrhus Frederic Skinner skomponował humanistyczną wersję 12 kroków pozbawioną tej niedookreślonej metafizyki, ale nie jest to wersja szczególnie popularna.

Terapiom NFZ-etu z kolei autorka zarzuca przede wszystkim niekompetencję, brak przygotowania nie tyle merytorycznego, co najzwyklejszego doświadczenia życiowego. Pani psycholog uzależnień z trzydziestoletnim stażem, która w życiu nie wypiła pół litra wódki, to wciąż niespecjalnie przygotowany partner do rozmów – także w zakresie stosowanych kategorii i w ogóle języka. Pani psycholog mówi o „nałogowym regulowaniu emocji”, bo tak uczyli ją wykładowcy na studiach, a bohaterka, do diabła, chce się po prostu nawalić, bo nie może się dogadać z chłopakiem. One [tj. terapeutki – M.P.] po prostu nie dzielą z tobą najważniejszego. Wstydu. Drugą sprawą jest zwyczajowa już urzędnicza bezduszność i brak empatii: Jestem w momencie, w którym nie mam nic, nie widzę horyzontu. Jestem z tym wszystkim zupełnie bezbronna, a ona ma w rubryce zawód terapeuta i ona mi pomoże, ona mi pomoże, ona wie – powie w pewnym momencie zupełnie rozmontowana Krystyna, która po nieprawdopodobnym wręcz zrywie odwagi zdobyła się na wejście do żelbetonowego ośrodka NFZ-etu, by zderzyć się, z tradycyjną już, polską bezdusznością.

Ale wszystko to nie oznacza, że Halber ruch aowski i terapie uzależnień neguje, przeciwnie, twierdzi, że nie sposób się bez nich obyć. System, owszem, jest niedoskonały, ale konieczny, bo zaplątany w swoje fobie, braki i kompleksy nałogowiec nie jest w stanie pomóc sobie sam: Nie chcę negować niczyjej ścieżki, ale wiara, że uda mi się samemu, jest próbą przekonywania siebie, że jestem tym lepszym rodzajem alkoholika.

Najgorszy człowiek na świecie to opowieść o wyjściu spod płaszcza niezobowiązującej nocy. Owszem, opowieść nierówna, bo przyjęta koncepcja powieści powoduje istną kanonadę egotyzmu narratorki: stąd miejscami ckliwa, miejscami poradnikowa natura powieści. Wszędzie znajdujemy alter ego autorki, każdy akapit tętni jej życiem, ale sądzę, że jest to skutek nie tylko konfesji, według której zbudowana jest ta książka. To rzecz zdecydowanie ważniejsza – próba odzyskania siebie i przebudzenia nowej, trzeźwej tożsamości. Stąd na 350 stronach Małgorzata Halber reinterpretuje swoje emocje, naprzemiennie obnaża się i odziewa, analizuje i wścieka się, histerycznie się śmiejąc i przyznając do porażki. To wspaniały prezent dla tych, którzy gdzieś tam są, sami, w nocy, rozpłakani i wkurwieni, roztrzaskani i agresywni, bezwładnie pchani przez żywioł wstydu i strachu. Bo cóż ich czeka? Czeka ich mróz, w który pójdą, bo wyda im się nieporównywalnie łatwiejszy, a może nawet jedyny możliwy do pomyślenia.

Jest taki moment w książce, z którym początkowo miałem duży problem. W pewnym momencie niepijąca już Krystyna obserwuje, jak jej chłopak pogrążą się w pierwszych fazach alkoholizmu i powoli traci z nim kontakt. Dzieje się wtedy rzecz niepojęta: otóż Krystyna wymyśla sobie nowego chłopaka. Chłopaka zmyślonego, będącego zawsze przy niej, z którym całymi godzinami rozmawia na wszelkie frapujące tematy. Opowiada o tym fantomie prawdziwemu partnerowi, który odchodzi. Opowiada terapeutce, która nie rozumie. Oczywiście, to moment, w którym zastanawiamy się, czy z Krystyną wszystko w porządku i czy nie stało się tak, jak w przypadku Christiane F., która koniec końców, zamknęła się w mieszkaniu i pogrążyła w analizowaniu teorii spiskowych. Ale potem dotarło do mnie, że przecież to zupełnie szczery i piękny odruch twórczego rozumu: pierwszy przebiśnieg budzącego się umysłu. Potrzeba fikcji jest przecież potrzebą konstrukcji „nowego”: nowego świata lub nowej tożsamości. I jest też, co chyba szczególnie ważne dla samej autorki, typowym odruchem, tarczą i bronią pisarza. Bo noc prędzej czy później upomni się o swoje dzieci, ale nie znaczy to, że nie możemy się do tego przygotować.

Podczas lektury miałem czasami wrażenie, że autorka chce mi powiedzieć: „I co, durniu, myślałeś, że jesteś taki niezniszczalny?”. Ale potem dotarłem do ostatniego zdania powieści, do mocnej puenty, która stała się tym samym tytułem tej recenzji. Bo chyba chodzi też o to, żebyśmy nie poumierali w samotności.

 

Małgorzata Halber

Najgorszy człowiek na świecie

Wydawnictwo Znak Literanova

Liczba stron: 352

Maciej Pawlikowski

Maciej Pawlikowski

(ur. 1986) – studiował krytykę literacką na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Publikował w “FA-arcie”, “E-splocie” i “Polisemii”. Interesuje się koncepcją opowieści w twórczości Mirosława Nahacza. Urodził się w Kamiennej Górze, mieszka w Krakowie.