01.06.15
RECENZJE | 01.06.2015

Próżne lekcje ciemności (S. Neitzel, H. Welzer „Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania”)

Czytajcie, czytajcie! – chciałoby się powiedzieć po lekturze tej książki. Kiedy się ją odkłada, ma się ochotę zażądać, żeby była pozycją obowiązkową nie na studiach, nie w liceach, a we wszystkich szkołach podstawowych świata. Ktokolwiek natomiast chciałby zajmować się polityką, powinien zdawać z niej egzamin. Powinna leżeć jak memento przy urnach wyborczych. A wszystko to nie dlatego, by była wybitna, niezwykle genialna lub odkrywcza, lecz jedynie z tej racji, że z wielką precyzją i brutalną przystępnością ujmuje ścisły związek codziennej ludzkiej głupoty – cieszącej się powszechnym przyzwoleniem, bo w końcu czym innym żyć – z najbardziej nikczemnymi zbrodniami, jakie kiedykolwiek widział ten świat. Książki takie jak Żołnierze na początku przywracają wiarę, że myślenie może kogokolwiek lub cokolwiek ocalić. W końcu jednak i ta wiara rozpływa się w mocnej pewności, że największych katastrof – wyrosłych na dobrze przygotowanym podglebiu umysłowej niechlujności – nie da się uniknąć.

Żołnierze to ostateczny rezultat znaleziska, którego dokonał w brytyjskich archiwach niemiecki historyk Sönke Neitzel. Zupełnie nieoczekiwanie natknął się na obszerne protokoły rozmów, które prowadzili wzięci do niewoli w trakcie II wojny światowej żołnierze państw Osi, przede wszystkim Trzeciej Rzeszy. Okazuje się bowiem, że wywiady alianckie prowadziły rozbudowany system podsłuchiwania jeńców – zarówno w celu zdobycia konkretnych przydatnych wojskowo informacji, jak i dla pozyskania wiedzy o ich przekonaniach. Niejednokrotnie korzystały też z usług swoich agentów, nakłaniając żołnierzy do wypowiadania się w określonych kwestiach. Zachowane materiały – bardzo obszerne – są więc zapisem prywatnych rozmów, prowadzonych na ogół w cztery oczy i dotyczących przeróżnych tematów, począwszy od przechwałek o wojennych dokonaniach, przez poglądy na szanse zwycięstwa Osi, a skończywszy na opisach popełnianych zbrodni.

Neitzel zdecydował się podzielić swoim znaleziskiem z Haraldem Welzerem, psychologiem społecznym, wychodząc ze słusznego skądinąd założenia, że sam tylko dyskurs pisarstwa historycznego może nie udźwignąć zadania, które stawia uporanie się z tego typu materiałem. Welzer zapewnił książce solidny wstęp teoretyczny, w dużej części znany wszystkim, którzy mieli kiedykolwiek do czynienia z psychologią społeczną, choćby nawet przez litanię popularnych eksperymentów sygnowanych nazwiskami Milgrama i Zimbardo. Następnie zaś w rzetelny, choć pewnie nie oszałamiająco błyskotliwy sposób przeprowadza czytelnika przez wybrane przykłady protokołów rozmów. Błyskotliwość nie jest tu jednak w ogóle w cenie. Nagi surowiec rozmów żołnierzy, zestawiony z baterią popularnych koncepcji psychologii społecznej, daje efekt tak oczywisty i tak jaskrawy jeśli chodzi o banalność zła, że gasną jakiekolwiek potrzeby wytrawności w humanistyce.

To, że psychologia społeczna potrafi wybić się ponad powszechną dla nauk społecznych trywialność – i w skromny, choć potężny sposób zakwestionować sens codziennej nowoczesnej ludzkiej egzystencji – wiadomo co najmniej od czasów Nowoczesności i Zagłady Zygmunta Baumana. To w tej właśnie książce – intrygująco podobnej do pracy Neitzela i Welzera oraz dziwnie przez nich przemilczanej – spotykamy po raz pierwszy metodę, która wydaje się prosta: zebrać wyniki kilkunastu teorii małego lub średniego zasięgu i zestawić je z zachowaniami ludzi w sytuacjach, które dla nas uchodzą za ekstremalne (jak czasy II wojny światowej), a wówczas były całkowicie obiektywną rzeczywistością społeczną. Prostota owej metody nie powinna nas zwieść, odkrywa ona bowiem raczej fundamentalną prostotę prawideł rządzących ludzkimi działaniami: istotna większość z nas działa nie zgodnie z własnymi przekonaniami lub jakimikolwiek kodeksami etycznymi, lecz tak jak tego w danej, ograniczonej czasowo i kontekstowo sytuacji oczekują od nas inni. Zasada ta działa w znacznej mierze zupełnie niezależnie od tego, czy owe oczekiwania dotyczą reguł ubioru na ulicy, towarzyskiej rozmowy, czy realizowania poleceń Einsatzkommandos.

W niejednej teorii filozoficznej uniwersalizm ludzkiej natury jest podstawą optymizmu. Psychologia społeczna nie ma aspiracji do odkrywania ludzkiej natury, a rezultaty jej badań są lokalne, cząstkowe i zawsze opatrzone kwantyfikatorem „zazwyczaj”. Mimo to mają dość mocy, by z opisów ludzkich działań i rozmów wyłonić pewną przerażającą parodię uniwersalizmu: jeśli tylko zmienić społeczne ramy odniesienia, machos mogą się przechwalać nie osiągniętą w swoich samochodach prędkością, a rozległością zniszczeń, których dokonać mogą ich bombowce. Popełnianiem aktów radykalnej przemocy można imponować w ten sam sposób, jak wygraną w bójce.

Jedynym, co trzyma na wodzy te skłonności, są społeczne ramy odniesienia, które określone działania piętnują jako niedopuszczalne, na inne zaś zezwalają. Jak sugerował już Bauman, a Neitzel i Welzer świetnie dowiedli, naprawdę rzadko zdarzają się ludzie, którzy swoimi zachowaniami łamią ciążące na nich oczekiwania. Co gorsza, przekonania nie mają tu prawie znaczenia: z rozmów jeńców wynika, że naprawdę wielu z nich dystansowało się od brutalności i bezprecedensowości czynów, których od nich wymagano; jednak w przytłaczającej większości nie mieli determinacji, by mimo wszystko stawić opór. W argumentacji autorów Żołnierzy – doprowadzającej socjologiczny funkcjonalizm do kresu wyjaśniania – sprzeczność działań żołnierzy z ich przekonaniami jest nie tyle przeszkodą, ile właśnie czynnikiem umacniania skuteczności grupy. Nic bardziej błędnego niż wyobrażanie sobie oddziałów wojskowych jako monolitycznych i przepojonych nazistowską ideologią fanatyków. Za wyjątkiem niektórych jednostek Waffen-SS skuteczność działania osiągano przede wszystkim za pomocą rozkazu, którego realizacja była czymś zupełnie odrębnym od tego, czy dana osoba się z nim zgadzała.

Charakterystyczny dla systemu nazistowskiego model zawierzenia – przeniesienia własnej decyzyjności na władzę, czy to polityczną, czy to wojskową, z jednoczesnym zawieszeniem wpływu własnych przekonań na działania – okazał się złowieszczo skuteczny w osiąganiu narzuconych celów. Pozwolił na połączenie wydajnej machiny ludobójstwa i zbrodni wojennych z wytwarzaniem powszechnego poczucia bezkarności. Wykorzystał najprostsze mechanizmy ludzkiej psychiki – ufność w plotkę, tolerowanie sprzeczności we własnym myśleniu, egoizm grupowy i indywidualny, bezrefleksyjność i walkę o prestiż – dla umocnienia swojej spoistości.

Żołnierze są książką wstrząsającą. Zarówno jeśli chodzi o opisy zbrodni, którymi przechwalają się żołnierze, jak i co do ogólnych wniosków. Społeczne ramy odniesienia są bowiem aparatem, który okazuje się niezwykle kruchy i nierzadko bezsilny w odpieraniu kolonizujących go dyskursów skrajnej prawicy, ksenofobii i tępej, brutalnej nienawiści. Jeśli zostanie zawłaszczony, ratunku można oczekiwać już tylko w pojedynczych impulsach etyczności, tu i ówdzie ocalonych przez niektóre osoby. Powojenne europejskie demokracje przez długi czas żyły nadzieją na to, że odpowiednie pielęgnowanie zbiorowej pamięci nie pozwoli na ponowne panowanie wartości, które w ciągu niewiele więcej niż dekady doprowadziły do śmierci kilkudziesięciu milionów ludzi w Europie. Dzisiaj, gdy ta pamięć stała się w znacznej części już tylko rytualnym gestem, wygrzebane z przeszłości dyskursy są gotowe jak nigdy dotąd do powrotu i skanalizowania społecznych napięć. Również rozziew między publicznie wyznawanymi przekonaniami i praktyką ideologicznego funkcjonowania znalazł oparcie w skutecznym jak nigdy dotąd systemie. Spełnione są więc wszystkie warunki, by zwyczajna wewnętrzna sprzeczność poglądów zmieniła się, jak za dotknięciem różdżki ucznia czarnoksiężnika, w praktykę powszechnej nikczemności.

Dlatego właśnie Żołnierze powinni być lekturą powszechną i obowiązkową – zwłaszcza w Polsce, gdzie nie odrobiono na własnym podwórku rzetelnej lekcji refleksji nad źródłami i kształtowaniem się faszyzmu. Niestety fakt, że wszystko to, co starają się przekazać autorzy, w zasadzie już wiadomo, i to od bardzo dawna, nie napawa optymizmem. Trudno oprzeć się myśli, że książka Neitzela i Welzera może bez problemu stanąć także na półkach ludzi, którzy zrobiliby to, czego się od nich wymaga i czego w sekrecie pragną.

 

Sönke Neitzel, Harald Welzer

Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania

Tłum. Viktor Grotowicz

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2014

Liczba stron: 512