WW_mb
RECENZJE | 02.05.2016

Proces (G. Morrison, Y. Paquette, N. Fairbairn „Wonder Woman: Earth One, Vol. 1”)

Ciągle się ją osądza. Czemu nie jest lepsza, czemu się nie sprzedaje, czemu nie reprezentuje tego, tego czy tego?powiedział o Wonder Woman Grant Morrison. I postanowił zupełnie dosłownie postawić ją przed sądem.

Wonder Woman zajmuje w historii komiksu i w popkulturze w ogóle bardzo dziwną pozycję. Teoretycznie jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci i, obok Supermana i Batmana, członkinią „Wielkiej Trójcy” – ale próżno szukać komiksów z jej udziałem, które stałyby się tak rozpoznawalne jak na przykład Powrót Mrocznego Rycerza. Najlepiej kojarzone są chyba jej początki, kiedy miała propagować ideały swojego twórcy, Williama Moultona Marstona, psychologa przekonanego, że tylko matriarchalna utopia, w której kobiety używają swojego powabu i charyzmy, by sprawować władzę, a mężczyźni ochoczo się im poddają, jest w stanie zaprowadzić pokój – ale od tego właśnie aspektu późniejsi twórcy pracujący nad postacią starali się raczej odchodzić. Na temat jej skomplikowanej relacji z różnymi wizjami feminizmu nie będę się tutaj rozwodził, ponieważ powstały na ten temat całe książki (osobiście mogę polecić A Golden Thread: An Unofficial Critical History of Wonder Woman Philipa Sandifera); wspomnę tylko, że po ostatnim odświeżeniu jej historii Amazonki – niegdyś przedstawiane jako utopijna i pokojowa kobieca cywilizacja – płodzą dzieci, wdzierając się na przepływające łodzie i gwałcąc żeglarzy, a potomków płci męskiej sprzedają w niewolę.

Wonder_Woman_001

Grant Morrison wydaje się w tej sytuacji dobrym kandydatem, by powiedzieć o superbohaterce coś ciekawego i w nowatorski sposób ukazać treści, które legły u jej podstaw. Szkocki scenarzysta rozpoczął karierę od intrygujących reinterpretacji trzecioligowych superbohaterów (Animal Man, przejmujący zdolności różnych gatunków zwierząt, stał się w jego serii wegetarianinem i ekologicznym aktywistą), a zdolność do uchwycenia samej istoty danej postaci potwierdził później między innymi serią All-Star Superman. Jednocześnie w swoich autorskich seriach (takich jak Invisibles czy The Filth) dawał już wyraz kontrkulturowym fascynacjom, co pozwalało mieć nadzieję, że również odwołujące się do BDSM elementy historii Wonder Woman (Marston swoją koncepcję stosunków społecznych określał jako „uległość wobec kochającej władzy”) znajdą odzwierciedlenie w komiksie – szczególnie, że należy on do cyklu Earth One, znajdującego się poza głównym komiksowym kanonem i zapewniającego dużą dozę twórczej niezależności.

Cała historia przybiera formę procesu, w którym Wonder Woman – Diana – zostaje sprowadzona z powrotem na Paradise Island – oddzieloną od świata siedzibę Amazonek – i staje przed sądem za ucieczkę do „świata mężczyzn”, jednocześnie zaś w formie retrospekcji poznajemy powody, które ją do tego doprowadziły, oraz przebieg jej wizyty poza wyspą.

Morrison definiuje zatem bohaterkę w opozycji do społeczeństwa – ale główną antagonistyczną siłą nie jest, jak można by się spodziewać, patriarchat, tylko Amazonki, a zwłaszcza Hipolita: królowa i matka Diany. Przed trzema tysiącami lat Amazonki zostały podbite przez Herkulesa, po wyzwoleniu zaś odcięły się od reszty świata, a wstęp mężczyzny na wyspę karany jest śmiercią. Diana chce natomiast opuścić wyspę. Oczywiście to ona jest superbohaterką, racja moralna leży po jej stronie – komiks staje się więc feministycznym wezwaniem do działania, do aktywnego zaangażowania w poprawę świata, bez którego utopijna wizja pozostanie bujaniem w obłokach. Można momentami odnieść wrażenie, że jednocześnie krytyce poddawana jest koncepcja bezpiecznych przestrzeni dla kobiet: Hipolita, motywowana zrozumiałym pragnieniem ochrony Amazonek i swojej córki, do końca właściwie pozostaje w roli antagonistki, mimo że przedstawiona na początku zbiorowa trauma w pełni usprawiedliwia chęć wycofania się do bezpiecznego azylu – trudno jednak powiedzieć, czy jest to przekaz zamierzony przez twórców; prawdopodobnie to tylko niefortunna implikacja z rodzaju tych, przed którymi żaden tekst nie jest w stanie obronić się kompletnie.

Wonder_Woman_002

Pierwsze zetknięcie – a właściwie zderzenie – Diany ze „światem mężczyzn” schodzi na dalszy plan, ale i tutaj pojawia się wiele elementów wartych przeanalizowania. Jeszcze przed publikacją komiksu rozgłos przyniosła mu decyzja Morrisona, by uczynić Steve’a Trevora postacią czarnoskórą. Kompan i, w niektórych wersjach, romantyczny partner Wonder Woman w jeszcze większym stopniu komplikuje podział na dobre kobiety i złych mężczyzn i wskazuje na to, jak istotna w feministycznych rozważaniach jest intersekcjonalność, zwrócenie uwagi na inne jeszcze poza płcią osie ucisku. Inna długoletnia towarzyszka Wonder Woman, Etta Candy, również powraca w komiksie Morrisona i trudno przecenić jej obecność w komiksie wypełnionym kobietami o idealnych figurach i posągowej urodzie – nie tylko reprezentuje otyłe kobiety, ale także wyróżnia się pogodą ducha, absolutnym brakiem kompleksów i pewnością siebie, dzięki której nie traci rezonu nawet w (werbalnej) konfrontacji z próbującymi fat-shamingu Amazonkami.

Konfrontacja ze „światem mężczyzn” to również okazja do tego, by zdefiniować tę wersję Wonder Woman: jakie wyznaje wartości? Na czym dokładnie ma polegać jej misja? Tutaj kryje się największy w moim odczuciu problem z Wonder Woman: Earth One. W komiksie pojawiają się krótkie momenty konfrontacji ze złem, jakie wyrządza kobietom patriarchalna kultura „świata mężczyzn” – naszego świata. Jednak momentem najważniejszym, tym, który najbardziej wstrząsa Dianą, jest konfrontacja ze starością i śmiercią – wejście na szpitalny oddział dla kobiet. Ma to sens, jeśli wziąć pod uwagę, że Amazonki są nieśmiertelne. Jednocześnie jednak Morrison wpada tutaj w charakterystyczny dla siebie utopizm naukowy (obecny między innymi w All-Star Superman czy w Supergods, napisanej przez niego historii komiksów superbohaterskich), zahaczający właściwie o transhumanizm. Prawdopodobnie Wonder Woman zmierzyłaby się również z innymi bolączkami świata (jeśli rzeczywiście powstanie zapowiadana już kontynuacja, być może tak właśnie się stanie), ale ta właśnie kwestia została w tomie pierwszym najmocniej uwypuklona – a w efekcie Wonder Woman traci sporo ze swojej specyfiki i staje się taka, jak inni superbohaterowie w Morrisonowskim ujęciu.

Wonder_Woman_003

Jest to frustrujące o tyle, że kultura Amazonek: zabawy w odgrywanie ról, zrytualizowane formy walki o dominację, nacisk kładziony na posłuszeństwo i potyczki rycerskie, w których zawodniczki dosiadają gigantycznych kangurów – autentycznie intryguje i aż chciałoby się zobaczyć, jak ich wartości wpływają na świat mężczyzn. Może w kolejnym tomie – trzeba mieć nadzieję, że powstanie, bo Wonder Woman, narysowana jako pociągająca, ale nie uprzedmiotowiona, promieniejąca energią i ciekawością świata, silna i rozważna, zachwyca i przyciąga. Nie sposób jej nie ulec.

 

Grant Morrison (scenariusz), Yanick Paquette (rysunki), Nathan Fairbairn (kolory)

Wonder Woman: Earth One, Vol. 1

DC Comics, 2016

Liczba stron: 144