• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 13.05.2019
Powieść, dla której warto zaniedbać Instagram (Natalia Osińska „Fluff”)
Recenzje | 13.05.2019

Powieść, dla której warto zaniedbać Instagram (Natalia Osińska „Fluff”)

Na tę powieść czekałam od dawna i nie byłam w tym odosobniona. Od czasu ukazania się Fanfika, debiutanckiej powieści Natalii Osińskiej, empatycznej historii miłości transpłciowego Tośka i jego chłopaka Leona, internetowe portale wypełniły apele o polską powieść młodzieżową o lesbijkach. I wreszcie jest! Równie wciągająca i fanfikowa, w dodatku najlepsza warsztatowo.

Wika i Matylda – maturzystki, rocznik ’99, wzajemnie się podziwiają. Pierwsza jest popularną cosplayerką z burzliwą przeszłością romantyczną w sieci. Druga ma znajomych w realu, crusha w trakcie tranzycji i naturalną urodę. Zanim stworzą własny angst i fluff, poprzez ich doświadczenia autorka oprowadza czytelnika po młodzieżowym świecie 2017 roku.  

We Fluffie Osińska dostarcza jeszcze więcej czytelniczej przyjemności niż w Fanfiku i Slashu. Nie porzucając stylistycznej lekkości, dopracowuje warsztat: rezygnuje z łączenia konwencji realistycznej z baśniową (co wprowadzało pewien chaos), co więcej, poszerza świat przedstawiony, który nie sprowadza się już tylko do opozycji opresyjna szkoła – wyzwolony Internet. Akcja dwóch pierwszych powieści rozgrywała się w Poznaniu, gdzie można było zaobserwować wielkomiejską otwartość, polegającą choćby na organizacji marszów równości czy próbie zrozumienia osób LGBT, których mieszkańcy nie spotykają po raz pierwszy. Bohaterowie chodzili do dobrego liceum, a ich rodziny były skłonne przepracować trudną relację z dzieckiem.

Tymczasem w drugiej części Fluffa lądujemy na prowincji, w samym środku tradycyjnego polskiego wesela, rozumianego tu jak najgorzej. Śledząc wydarzenia, które Osińska przedstawia bezpośrednio, bez prób załagodzenia konfliktu poprzez humor czy niedomówienia, pomyślałam o tym, jak ważną próbę podjęła autorka i jak wielu osobom może pomóc tą zwykłą, młodzieżową powieścią.

Tym właśnie mianem Osińska określa swoją twórczość: Wokół literatury LGBT istnieje takie przeświadczenie, że jeżeli już ktoś pisze na te tematy, to to musi być wielka literatura, która porusza wyłącznie ważne i trudne aspekty. Ja chciałam napisać po prostu zwykłą powieść młodzieżową. Jeśli pomyślimy sobie o powieściach dla hetero nastolatków, to też nie jest głęboka, wielka literatura. To są bajki typu „poznali się, popatrzyli sobie w oczy i nagle się kochają, po prostu miłość po grób”. Nie rozumiem dlaczego młodzież LGBT ma być tej przyjemności pozbawiona.

Jednym z kluczy do sukcesu Osińskiej może być decyzja, aby swoją twórczością nie wpisywać się w tak zwaną literaturę LGBT, w której „wyjście z szafy” równoznaczne jest z zapędzeniem do kulturowego getta. Na weselu Sandry i Huberta wykluczane są nie tylko pary jednopłciowe. Braku akceptacji doświadcza każdy, kto usiłuje powiedzieć swoje zdanie lub przeforsować autorski pomysł, łącznie z parą młodą. Heteronormatywność idzie w parze z patriarchatem i przemocą. Kobiety udają wzajemną życzliwość, mężczyźni wystawiają spektakl władzy i pogardy. Ktoś mógłby stwierdzić, że przedstawienie wesela jako negatywnego portretu polskiego zaścianka to zgrany motyw, a wraz z upływem czasu twórcy zmieniają jedynie scenografię. Niekoniecznie.

Osińska robi bowiem coś innego: nie poprzestaje na odmalowaniu marazmu i próbie wywołania wstydu u polskiego czytelnika. Co więcej, w przeciwieństwie do swoich rówieśników portretujących współczesne społeczeństwo, nie posługuje się ironią. Wyraźnie pokazuje, że tuż obok przestarzałych konwenansów funkcjonuje inny świat: pogodny i autentyczny. Podczas gdy ojciec panny młodej nakazuje młodemu uspokoić żonę, Wika cieszy się, że właśnie złapała welon i mówi swojej dziewczynie, że to na pewno coś znaczy. Starszyzna odprawia kolejne elementy tradycyjnej zabawy nie zważając na to, że od dawna nie ma w ich gronie nowożeńców; w tym czasie na pobliskim trawniku tańczą zakochani: Daniel i Leon, Matylda i Wika, Sandra i Hubert. Młodzież wcale nie przegrywa nierównej walki; pokazuje, że stawką może być coś innego niż władza i wierność konwencji – na przykład niezależność, nieszablonowy model życia i bycie w porządku względem przyjaciół.

Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie przez autorkę wątku rodziców Matyldy i Daniela – pracownicy korporacji, zachłannej czytelniczki coachingowych teorii oraz „złotej rączki”, amatora piwa i polskiej kuchni. Osińska prowadzi tu grę z czytelnikiem: nie wiadomo po czyjej stronie chciałaby ulokować jego sympatię. Na tym przykładzie widać, w jaki sposób autorka bawi się samą konwencją literatury młodzieżowej i dziecięcej. W jej przekazie nie chodzi o moralizatorstwo, zwycięstwo dobra nad złem, ukazanie cudownej przemiany. Było tak jeszcze w Fanfiku. Tym razem autorka stawia na psychologiczne prawdopodobieństwo. Zarówno Joanna, jak i Marcin są raz opresyjni, raz zagubieni, karykaturalnie śmieszni, to znów beznadziejnie bezradni. Każde z nich boi się o przyszłość swojego „nienormatywnego” dziecka, jednak odkrywają, że pewnym rozwiązaniem tej sytuacji jest po prostu szczera rozmowa, nawet, jeżeli każdy mówi innym językiem.

Nietrudno zauważyć, że jeśli Osińska cierpi na jakąś przypadłość, jest nią idealizm. Być może z tej właśnie cechy wynika porównywanie autorki do Małgorzaty Musierowicz, poznanianki, której bohaterowie spacerowali tymi samymi ścieżkami, byli równie sympatyczni, z tym, że – jak zauważyła Eliza Szybowicz w artykule „Na Jeżycach i na Marsie” – świętowali katolickie święta zamiast marszów równości.

Myślę, że obie pisarki wykorzystały możliwości dostępne we właściwym sobie okresie, do stworzenia atrakcyjnego świata przedstawionego. Dla Musierowicz w czasach jej największej popularności, czyli od lat 70. do 90., były to środowiska inteligenckie i artystyczne przeciwstawiane systemom opresji (początkowo władzy komunistycznej, następnie nowobogackiej głupocie), Osińska ma do dyspozycji cały Internet. Matylda i Wika szaleją na Pyrkonie, zaś bohaterowie Brulionu Bebe B. bawili się w przebieranki podczas manifestacji w okresie Pomarańczowej Alternatywy. Trudno tu komukolwiek zarzucać niewierność własnym czasom.

Nawet jeżeli dopatrzymy się podobieństw formalnych, autorki dysponują innym zakresem wiedzy, choćby o psychice nastolatków i ich zainteresowaniach. W świecie Musierowicz nie dało się przekroczyć zbyt wielu granic, chyba, że byłyby to granice kraju. Zadaniem bohaterów było stworzenie wewnętrznego azylu, sposobu na przetrwanie trudnych czasów, choćby przez wysyłanie Eksperymentalnego Sygnału Dobra czy łączenie się w pary z równie zagubionymi wrażliwcami.

Osińska pokazuje, że w Polsce przekracza się już rozmaite granice. Znaleźć bliską osobę, pokochać ją – to dopiero początek. Prawdziwym wyzwaniem jest wejście w sferę publiczną, co nie sprowadza się wyłącznie do pojedynczego coming outu w rodzinie czy szkole. Jedną z zalet powieści Osińskiej jest to, że homoseksualność bohaterów nie jest ich najważniejszą cechą. Innym wyzwaniem niż akceptacja orientacji seksualnej jest choćby zarządzanie zasobami, chęć zarobku powiązana z próbą wpisania się w obowiązujące trendy.

Krąg odbiorców twórczości Osińskiej nie musi ograniczać się do nastolatków. Powieści mogą wywołać nostalgię u czytelników ze starszych pokoleń: poza „nienormatywną” orientacją seksualną, o której prawie nie było mowy w literaturze młodzieżowej poprzednich dekad, bohaterowie wcale tak bardzo nie różnią się od literackich starszych kolegów. Wyoutowani, dobrani w pary, nadal walczą z samotnością, słabościami charakteru, nadopiekuńczymi rodzicami i środowiskiem, które bywa nieżyczliwe z tak prozaicznych powodów, jak odwieczna zazdrość o popularność w grupie.

Nie oznacza to, że nie zmienił się świat, w którym przychodzi rozwiązywać wymienione problemy. Szkolne czy podwórkowe etykiety przestają mieć znaczenie wobec nieograniczonych możliwości autokreacji i tysiąca followersów na Instagramie, jednak bohaterowie Osińskiej płacą cenę za szybkie zmiany wizerunku. Chodzą na terapię, biorą leki antydepresyjne, zamykają się w swoich światach, do których coraz trudniej dotrzeć komukolwiek z zewnątrz.

Czekam z niecierpliwością na kolejną powieść autorki, która łączy wyobraźnię godną fan fiction z niezależnością iście młodzieżowego buntu. Lubię patrzeć jej oczami na polski krajobraz, który ma w sobie trochę z Jeżyc, a trochę z Marsa.  

Natalia Osińska

Fluff

Wydawnictwo Agora, 2019

Liczba stron: 334