55_vogl_all_1
RECENZJE | 09.03.2015

Potęga spekulacji (Joseph Vogl „Widmo kapitału”)

Wiele wskazuje na to, że pojęcie kapitału znowu zaczęło rozpalać umysły. Ostatnie lata przyniosły wydanie nie tylko Kapitału w XXI wieku Thomasa Piketty’ego – książki, której popularność zaczyna dorównywać przebojowi początku lat dwutysięcznych, No Logo Naomi Klein – ale także Widma kapitału Josepha Vogla, którego polski przekład ukazał się niedawno w Wydawnictwie Krytyki Politycznej. Najwyraźniej więc kapitał znów pyta sam siebie, na czym polega i jak funkcjonuje. Obie książki zapewne nie odbiją się wcale ani na funkcjonowaniu rynków finansowych, ani tym bardziej na praktyce podporządkowanych im rządów. Za parę lat ostaną się w bibliotekach jako kolejne pocztówki wysyłane z drogi, którą przebywa kapitał. Niemniej jednak fundamentalna różnica, która rysuje się między tymi tekstami, pokazuje, na czym polega podstawowa trudność w opisie kapitalizmu.

Inaczej niż Widmo kapitału, Kapitał w XXI wieku to książka ekonomisty – z wszystkimi pozytywami i obciążeniami tego faktu. Piketty analizuje w niej szczegółowo dane dotyczące nierówności dochodów i bogactwa w Europie oraz USA od XVIII wieku po dzień dzisiejszy. Jego opracowanie – którego solidność mogą ocenić (i robią to skądinąd) tylko historycy ekonomii – przynosi wiele poręcznych danych i, jak przystało na dzieło ekonomisty, niezbyt efektowną konkluzję. Piketty stara się dowieść, że nierówności w kapitalizmie nie są czymś przypadkowym, lecz raczej należą do istoty tego systemu; z biegiem czasu rośnie koncentracja bogactwa, co z kolei przekłada się na podstawową niestabilność społeczeństwa i zagraża systemowi demokratycznemu. Jedynym sposobem zapobieżenia tym procesom jest interwencja państwa, która może wyrównać nieuchronnie narastające nierówności. Piketty wieszczy epokę niskiego wzrostu gospodarczego, zablokowanego przez oligarchię dziedziczącą majątki i proponuje globalną konstrukcję podatków od dochodu i majątku, która miałaby ocalić demokrację.

W uszach kogokolwiek, kto choćby otarł się o pisma Marksa, te tezy brzmią jak majaczenia obudzonego z wieloletniej śpiączki, który pyta, czy coś się stało. Owszem, stało się – i wiadomo o tym od dawna, chociaż ta „wiedza” jest specyficzna. Jak pokazują losy lewicowej myśli, nauki ekonomiczne rozwijają się tylko wewnątrz z góry zakreślonego im pola i nie mogą sięgnąć bazowych prawidłowości kapitału – bo ich akceptacja jest warunkiem tego, by ekonomia kapitalistyczna w ogóle mogła się rozwijać. Jeśli natomiast sięga się po takie sposoby myślenia, które mogą ujawnić paradoksy kapitalizmu, to z konieczności ląduje się poza obszarem dostępnym naukom ekonomicznym. Przytaczanie twardych danych w niczym tu już nie pomaga, bo jest wtórną ilustracją wyników, do których doszło się w spekulacji nad kapitałem. W taki sposób wpada się w limbo, którego imię brzmi: filozofia.

Widmo kapitału świadomie się w tym miejscu lokuje, o czym świadczy już sam tytuł – zapożyczony (wielokrotnie) u Marksa i u Derridy. Joseph Vogl nie jest ekonomistą: to tłumacz Deleuze’a i Lyotarda, wykładowca współczesnej literatury niemieckiej, kulturoznawstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Humboldta w Berlinie. Stosownie do tego intelektualnego zaplecza, jego książka zbudowana jest na przekonaniu, że tylko humanistyka – a właściwie filozofia – jest w stanie ująć paradoksy kapitalizmu, które wymykają się zero-jedynkowej logice dominującej ekonomii. W tym dążeniu powtarza klasyczny gest Marksa, który w myśleniu Hegla upatrywał właściwego spekulatywnego mechanizmu, który pozwoliłby mu rozszyfrować absurdalne dla rozsądku prawidłowości funkcjonowania kapitału.

Podstawowym osiągnięciem Vogla jest filozoficzne z ducha ujęcie przemiany, która wraz z nadejściem kapitalizmu dotyka działanie czasu. Do rangi humanistycznej kliszy urosło przekonanie, że nowoczesność położyła kres pojmowaniu czasu jako wiecznego powtarzania tych samych cykli (dnia, tygodnia, roku), ściśle związanych z życiem danej wspólnoty i mających swoje trwałe religijno-kulturowe znaczenie. W nowoczesności czas staje się linearny i abstrakcyjny: odtąd nie godzinki, a godziny wybijane przez mechaniczne (i w tym sensie nieludzkie) zegary organizują ludzkie życie. Czas staje się olbrzymią pustą kartą, na której z góry wyrysowano podziałkę, gotową do wypełnienia przez każdego – abstrakcyjnie planującego swe zajęcia – nowoczesnego człowieka.

Z tą wizją Vogl precyzyjnie zestawia sposób, w jaki kapitalizm traktuje czas. Odkąd gospodarka zaczyna opierać się na kredycie – a więc wierzytelnościach, które już tu i teraz można sprzedać – przyszłość nie jest już po prostu przyszłością, lecz czymś, co głęboko przenika do teraźniejszości. Wydawałoby się, że tak prosty z dzisiejszego punktu widzenia manewr, jak sprzedaż wierzytelności, nie niesie za sobą poważniejszych konsekwencji. Nic bardziej mylnego: funkcjonowania czasu nie zakłócilibyśmy tylko wtedy, gdybyśmy zaciągnięty dług traktowali wyłącznie w kategoriach późniejszego zwrotu tego, co zostało pożyczone. Jeśli jednak dysponujemy możliwością sprzedania długu – a więc, mimo jego przyszłej zapadalności, traktujemy go jako teraźniejszą wartość – zaczynamy spieniężać przyszłość, a czas zmienia swój mechanizm.

Odwołując się do bogatej literatury – w tym ekonomicznej – Vogl demonstruje, jak począwszy od XVII wieku przyszłość staje się teraźniejszą walutą. Pojawienie się papierowego pieniądza, wpierw opartego na zobowiązaniu do wypłaty kruszca w dowolnym momencie – jest niczym innym, jak czynieniem zobowiązania – formą płatności. Z czasem taki pieniądz przestaje odnosić się do swojego pokrycia; zobowiązanie do wypłaty przeradza się w czysto abstrakcyjną możliwość. W kapitalizmie to zobowiązanie jest formą spłaty zobowiązania: nie ma czegoś takiego, jak twarde i ostateczne pokrycie długu. Długi wymieniają się na długi, odnoszą się tylko do siebie. Grając na Marksowskiej opozycji wartości użytkowej i wymiennej, Vogl stara się pokazać, że kapitalizm jest grą opartą na samej sobie, pozbawioną zewnętrznego oparcia, wciągającą wszystko, co się jej przeciwstawia, w obręb własnego systemu.

Rozmontowanie na przestrzeni lat 1970–2000 systemów stabilizujących rynki – począwszy od demontażu układu z Bretton Woods, gwarantującego wymienialność dolarów na złoto – doprowadziła do sytuacji, w której każda przyszłość może być zamieniona w teraźniejszość. Przyszła wierzytelność jest niepewna? Nie ma problemu: można ją ubezpieczyć, przekuwając ryzyko przyszłego niekorzystnego zdarzenia w obecną tu i teraz wartość. Vogl dowodzi, że kapitalizm niemal całkowicie zamienił przyszłość w zasób: każde wydarzenie zostało już przewidziane, sprzedane i uwzględnione w wahaniach cen, zanim w ogóle do niego doszło. Nic więc dziwnego, że konkretna, historyczna przyszłość – ryzyka tak poważne, jak globalne katastrofy, wojny czy załamania systemów społecznych – w ogóle nie zapisują się na białej karcie przyszłości, która jest przedmiotem handlu. Kapitalizm wszystko to, co w jego logice prawdopodobne, ma tu i teraz: dlatego prawdziwa przyszłość – zwłaszcza taka, która może wywrócić dotychczasowe funkcjonowanie systemu – pozostaje poza jego polem widzenia.

Widmo kapitału nie oferuje złudzeń – takich jak te, które podsuwa Kapitał w XXI wieku – że istnieją metody osłabienia nierówności i naprawienia systemu. Kwestia istnienia systemu jest całkowicie niezależna od możliwości jego naprawienia: zdumiewająca żywotność kapitalizmu, który trwa pomimo na pozór nierozwiązywalnych kryzysów, jasno dowodzi, że „naprawa” nie może zdecydować ani o ocaleniu, ani o zagładzie status quo. Los myślenia, które stara się rozpracować kapitalizm od środka, jest jednoznaczny; nie może ono zaoferować recept. Podobnie i Widmo kapitału ich nie podsuwa, za to dodaje do analiz kapitalizmu istotną cegiełkę.

Czytelnik Vogla może zadać sobie trzeźwe, choć nieprzyjemne pytanie: w jak wielkim stopniu humanistyka dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku jest tylko krążeniem po liniach sił wytyczonych przez funkcjonowanie kapitalizmu? Czy myślenie nie jest tu tylko rozsiewaniem opiłków żelaza, które układają się zgodnie z rozkładem pola magnetycznego kapitału? A może przeciwnie, dopiero humanistyczne myślenie pozwala zrozumieć, na czym polega współczesny system gospodarczy? Może dopiero dekonstrukcja tłumaczy, jak symbol świadczenia odnosi się tylko do symbolu świadczenia, a nie do jakiegokolwiek trwałego zaspokojenia? A jeśli nawet, to skąd jej niepokojące powinowactwo z – nomen omen – spekulacją?

 

Joseph Vogl

Widmo kapitału

Przekład: Katarzyna Sosnowska

Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015

Liczba Stron: 176