porawligoiuciekl
RECENZJE | 22.10.2012

Porwali go i uciekł

Nie wiem, kim jesteś, ale jeżeli nie wypuścisz mojej córki, znajdę cię i zabiję – cedził przez telefon Bryan Mills (Liam Neeson) w najsłynniejszej scenie pierwszej Uprowadzonej (2008). Adresat tych słów – jeden z albańskich handlarzy żywym towarem – ostrzeżenie zignorował, słuchawkę odłożył, a dziewczynę zabrał. Kilkanaście godzin później smażył się na zaimprowizowanym krześle elektrycznym. Bo naprawdę najgłupszą rzeczą, jaką można w życiu zrobić, jest narażenie na szwank czci Kimberly Mills (Maggie Grace), córki byłego agenta CIA, a zarazem posiadacza, jak on sam to określa, „zestawu szczególnych umiejętności”.

Pierwsza Uprowadzona to wspaniały przykład hitu niespodziewanego – któż bowiem mógł przypuszczać, że kolejny z serii pisanych przez Luca Bessona filmów akcji okaże się produkcją zasługującą na więcej niż tylko krótką wzmiankę w kinowym repertuarze? Tymczasem film w reżyserii Pierre`a Morela, mimo że nie podbił box office`u, zdobył serca tych widzów, którzy do kina przychodzą przede wszystkim po to, by upić się adrenaliną. Nieważne są nawet pochlebne recenzje krytyków – niech za wyznanie miłości posłużą liczne memy, swego czasu zalewające internet w tempie ekspresowym.

Uprowadzona była peanem na cześć więzi rodzinnych i apologią nadopiekuńczości – niektórzy rodzice projekcję filmu Morela włączyli być może w swój plan wychowawczy, bo przecież wszystkie fobie jego bohatera – że córka jest za młoda, by wyjechać, że świat poza granicami domowego ogródka to świat bezlitosny – spełniają się co do joty.  Z drugiej jednak strony, Uprowadzonej – wyposażonej w gwiazdę amerykańskiego kina, oznaczonej angielskim tytułem i ozdobionej logiem 20th Century Fox, ale stworzonej głównie przez Francuzów – daleko do hollywoodzkich standardów. To ponura historia, której bohater nie cofa się przed niczym – łącznie z postrzeleniem żony niegdysiejszego przyjaciela – by odzyskać Kim. Uprowadzona jest spełnionym w swej dzikiej brutalności fantazmatem każdego tatusia córeczki, z jednym tylko wyjątkiem – gdy Mills w końcu wykonuje zadanie i zwraca córkę matce oraz ojczymowi, grzecznie usuwa się w cień, wracając do roli weekendowego taty.

Popularność Uprowadzonej, a także twarde reguły rynku musiały doprowadzić do powstania sequelu, choć pomysł taki wydaje się niemądry jak Albańczyk porywający latorośl Millsa – fabuła części pierwszej to całość zamknięta na cztery spusty, wszelkie próby jej rozdymania muszą sprawiać wrażenie wymuszonych. Skoro jednak udało się z Kac Vegas (2009) – filmem opartym na pomyśle podobnie jednorazowym – producenci po prostu spróbować musieli, zadanie zlecając reżyserowi Olivierowi Megatonowi. Tym razem Mills trafia do Stambułu, gdzie dołączają do niego córka i jej matka, była żona Bryana, Lenore (Famke Janssen). Zaznaczyć należy, że Lenore rozstała się właśnie z mężem, a Kim snuje podstępne plany ponownego połączenia swoich rodziców. Jednak albańskie licho nie śpi – krewni tych, którym w poprzedniej części Mills skręcił kark/ wypruł jelita/ wbił przełyk w żołądek, pragną zemsty, dokonują więc porwania – tym razem ofiarą padają sam Bryan i jego była żona.

Pierwsza część Uprowadzonej skupiała się niemal wyłącznie na bohaterze Neesona, z rzadka zbaczając na inne tory. Tym razem scenarzyści część obowiązków przerzucili na Kim, która wydatnie pomaga ojcu w ucieczce, więcej ekranowego czasu dostała również Lenore. Szkoda, bo rozwiązanie z części poprzedniej pozwalało widzowi nie tylko dobrze poznać Millsa, ale i całkowicie skupić się na głównym wątku, uczuciowo zaangażować w poszukiwania i – przynajmniej po części – zidentyfikować ze zdesperowanym ojcem. Teraz takiego mocnego akcentu brak i o emocjonalnym ładunku, podobnym temu zawartemu w części pierwszej, mowy już być nie może – Mills nie ratuje córki, a akcja mająca na celu odbicie z rąk porywaczy byłej żony to tylko sprawiająca wrażenie sztucznie dolepionej końcówka filmu. Zawarte w poprzedniej części prorodzinne przesłanie zostaje jednak w pełni zachowane, a nawet wyniesione niejako na następny poziom – tak jak w Uprowadzonej Bryan odbudowywał więzi z córką poprzez łamanie karków jej oprawcom, tak tutaj kolejne martwe ciała znaczą drogę do przywrócenia dobrych relacji z byłą żoną.

Uprowadzona 2 o wiele bliższa jest banalnym, hollywoodzkim schematom i estetyce niż jej poprzedniczka. Paryż, w filmie Morela przypominający skrzyżowanie domu publicznego z narkomańską meliną, zastąpiony został przez Stambuł, ledwie widoczny w tle pościgów i kopanin. Przede wszystkim jednak zniknął niemal zupełnie wątek handlu ludźmi – we Francji bohater, szukając córki, odsłaniał przed widzem kolejne warstwy brudnego biznesu, a gdzieś w tle majaczyło skierowane do odbiorcy ostrzeżenie – „to kiedyś może dotyczyć i ciebie”. Tym razem zagrożenie sprowadzone zostaje do indywidualnej jednostki, oznaczonej jako Bryan Mills – widz, jeżeli tylko nie zalazł za skórę albańskiej mafii, może ekranowe wydarzenia śledzić bez nieprzyjemnego uczucia, jakie być może towarzyszyło mu w kinie cztery lata temu. Kontynuacja ponurej, nasiąkniętej desperacją Uprowadzonej to pospolity zestaw kolejnych starć i pojedynków, zbudowany na chwiejnym rusztowaniu pretekstowej fabuły. Scenarzyści zrezygnowali z kreowania sugestywnej atmosfery i koherentnej historii, zamiast tego każąc swoim bohaterom niemal bez przerwy biegać, strzelać i ścigać się, jakby w nadziei, że rozpierająca ekran kinetyczna energia w zupełności wystarczy, by brakujące elementy zastąpić.

Uprowadzona 2 spodoba się tym, którzy twierdzą, iż ujęcie trwające dłużej niż kilkanaście sekund to zbrodnia na znamienitej sztuce montażu – film pocięty jest na szereg milisekundowych fragmentów, często zatem trudno zorientować się, komu akurat Mills skręca kark. Montaż w dodatku wykonany jest wyjątkowo nieporadnie, w niektórych scenach z łatwością zauważymy ucharakteryzowanego na Neesona kaskadera – przywodzi to na myśl fatalnie skonstruowane produkcje direct-to-DVD z roztytym Stevenem Seagalem, w kluczowych scenach wspierającym się sprawniejszym dublerem. Film ratuje jednak zaskakująco sprawna reżyseria i dobrze wyważone tempo – Uprowadzoną 2 ogląda się dobrze, akcja płynie do przodu, nie natykając się po drodze na żadne mielizny. W alternatywnej rzeczywistości, w której pierwsza część dylogii nigdy nie powstała, produkcja w reżyserii Megatona byłaby po prostu zręcznym filmem akcji, zwracającym uwagę niektórych fanów gatunku. W naszym świecie, niestety, Uprowadzona 2 to tylko niepotrzebny sequel – pazur, którym „jedynka” drażniła widza, zastąpiony został kosmetycznie wypielęgnowanym paznokietkiem.