ka_dy_zostal
RECENZJE | 27.06.2016

Pokoloruj ten reportaż (P. Nesterowicz „Każdy został człowiekiem”)

Przeczytałam o ludziach, którzy żyli w początkach PRL. Kilkoro bohaterów, dziewczyn i chłopców, później kobiet i mężczyzn z wiejskich domów, marzących o przeniesieniu się do większego miasta, dobrym wykształceniu, godnym i dostatnim życiu, w którym dokonają czegoś ważnego. Staną się kimś. Brzmi znajomo?

Regina, Marian, Andrzej, Dorota, Jan, Adela, Lucyna uwierzyli, że swoim wysiłkiem zbudują potężną, socjalistyczną Polskę. Ich jednostkowe historie bywają przejmujące. Z niektórymi z nich czuję pewien rodzaj bliskości. Innym zaczynam współczuć. Na jeszcze innych się złościć. Niektórzy mnie odrzucają. Jednak w posłowiu autor mówi mi, że do przeżyć głównych bohaterów dodał fragmenty wspomnień innych postaci, pozwolił też sobie na przesunięcie niektórych wydarzeń, aby poszczególne historie wzajemnie się zazębiały i mieściły w piątej dekadzie XX wieku. Przyznaje, że Regina czyta listy, które tak naprawdę są zapiskami Doroty, a przypadki nauczyciela Stanisława nie toczą się we wsi obok Węgorzewa, tylko w innej miejscowości na Ziemiach Zachodnich. Marian słucha zwierzeń Andrzeja, chociaż w rzeczywistości go nie spotkał. Adela odkrywa wstydliwe problemy Lucyny i obserwuje dojrzewanie Halinki, choć żadnej z nich nie poznała. O bohaterach nie wiem teraz nic. Wszyscy naraz stopili się w jedno. Jeden. Lud pracujący miast i wsi.

Jestem z przełomowego rocznika ‘89. Mojej generacji nadano literę Y. Mówi się też o niej „milenialsi”. Podobno jesteśmy aktywni w każdej dziedzinie życia, tolerancyjni, cholernie pewni siebie, przekonani o własnej wyjątkowości, oswojeni z nowymi technologiami. Mamy, jak sądzę, tylko jedną wadę: nie pamiętamy zimnej wojny, komunizmu, PRL-u. To znaczy, że nie mamy pojęcia o tym, w jakiej rzeczywistości żyli nasi dziadkowie, a dorastali rodzice. Opowieść Piotra Nesterowicza pomogła mi to sobie wyobrazić. Przybliżyła przymusową kolektywizację wsi, będącą do tej pory tylko suchym, nic nie znaczącym pojęciem z lekcji historii, na którą w szkole i tak nie wystarczało czasu i trzeba było samemu doczytać. Poprzez konkretne postaci pokazała nadzieje młodych ludzi na awans społeczny (mający dokonać się przez naukę i ciężką pracę), umiejętnie podsycane przez władzę. W skali mikro odmalowała patologie wczesnego peerelu (wciąż żywe): alkoholizm, przemoc, kradzieże, nadużycia seksualne i osobiste dramaty – skutki tych patologii. Wreszcie położyła akcent na rolę kobiet, które musiały być w tamtych realiach wyjątkowo silne (psychicznie i fizycznie), bo młodo wychodziły za mąż, rodziły wiele dzieci, a odpowiedzialność za ich wychowanie (a często też wychowanie męża) spoczywał tylko na nich. Ciężko pracowały w gospodarstwie i musiały starać się dwa razy bardziej, żeby móc zdobywać wykształcenie. Dziś niewyobrażalne jest to, co dla nich było codziennością: wstawanie w środku nocy, aby po dwóch godzinach drogi piechotą (czasami bez butów, bo rodziny nie było na nie stać), przez ciemny las, dotrzeć do szkoły. Często płaciły za to wszystko wysoką cenę – przedwczesnego wyniszczenia. Kobiety nie tylko w bólach rodziły dzieci, ale w bólach rodziły też swoją emancypację.

Wszystkie te informacje i szczątki konkretnych historii Nesterowicz znalazł w ogromnej księdze Młode pokolenie wsi Polski Ludowej – dziewięciotomowym wydaniu pamiętników wiejskiej młodzieży, które były efektem konkursu ogłoszonego przez Związek Młodzieży Wiejskiej, Komitet Badań nad Kulturą Współczesną i Zakład Socjologii Wsi PAN. Później je zmiksował, a raczej stworzył z nich mozaikę. I tutaj nie sposób uciec od dyskusji (która toczy się zresztą od bardzo dawna) albo chociaż przelotnego zastanowienia się, czy to jest jeszcze reportaż i co w ogóle powinno się nim nazywać. Niektórym takie rozważania mogą wydawać się niepotrzebne. Zwłaszcza dzisiaj, kiedy intertekstualność, kompilacja, synkretyzm gatunkowy i synteza to słowa-klucze. Będę upierać się jednak, że czytelniczka i czytelnik mają prawo wiedzieć, czy „ich bohater” naprawdę istniał (lub istnieje) w takiej postaci, w jakiej przedstawił go autor. Czy naprawdę pisał takiej treści listy, mieszkał w tej miejscowości, w której reporter mówi, że mieszkał, znał osoby, z którymi reporter go łączy. A jeśli tego do końca nie wiadomo? Jeśli w pewnych kwestiach pozostają tylko domysły? Dobrze, niech reporter się domyśla, snuje rozważania, prorokuje nawet. Tylko niech oddzieli swój komentarz od sprawdzonej informacji. Oddajmy czytającym to święte prawo i powiedzmy, kiedy jesteśmy dziennikarzem i reporterem, a kiedy literatem. Kiedy wykonaliśmy kawał reporterskiej roboty, a kiedy bawimy się (z całym szacunkiem) w stwarzanie nowych światów.

Piotr Nesterowicz nie stwarza nowych światów, ale mówi o swojej manipulacji nie na początku, a na samym końcu. Mimo wszystko w tej samej książce, a nie dopiero w rozmowie z mediami, w której musi przyznać się do zastosowanych sztuczek, wyłapanych przez kolegów po fachu lub czytelników. Powołując się na Melchiora Wańkowicza, uznawanego za jednego z ojców reportażu, przyznaje, że zastosował mozaikę – zabieg, z którego Wańkowicz chętnie korzystał. Pisze też, że starał się równocześnie dochować wierności zasadom Krzysztofa Kąkolewskiego, innego mistrza gatunku (Reportaż to aktualne opowiadanie o prawdziwych faktach – uważał Kąkolewski), dlatego dodane elementy stanowią zaledwie ułamek autentycznych życiorysów głównych bohaterów i nie zmieniają ani ich prawdziwych losów, ani poglądów. Wreszcie przyznaje, że Każdy został człowiekiem to reportaż o Polsce lat 50., obraz nieobiektywny i niekompletny.

W opowieści Nesterowicza próżno więc szukać skandalu reporterskiego na miarę dyskusji, które rozgorzały kilka lat temu wokół Kapuścińskiego, choć autor koloruje swój reportaż. Jednak, po pierwsze, robi to jawnie i chce, żeby czytelnik był tego świadomy. Po drugie, ma w tym konkretny cel – z założenia miał to być „reportaż o Polsce lat pięćdziesiątych”, co tłumaczy mozaikę oraz drobne manipulacje bohaterami z krwi i kości. Po trzecie wreszcie, mimo połączenia niektórych postaci i przesunięcia dat – które bardziej niż nadaniu dramatyzmu służą odmalowaniu realiów ówczesnej Polski – stosunku autora Każdy został człowiekiem do faktografii nie można nazwać luźnym (a posłowie jest tego dowodem). I po czwarte – w przypadku swojej drugiej (po Cudownej) książki Nesterowicz z wielką ostrożnością używa słowa „reportaż”. Wprawdzie właśnie w takiej serii książka się ukazała, to jednak na czwartej stronie okładki ani razu nie jest w ten sposób wprost reklamowana. Pojawia się określenie „reporterska opowieść”, co – zgodnie z zawartością – wskazuje na reportaż literacki, który od literatury pięknej oddziela jeszcze całkiem wyraźna granica.

Cieszę się, że dziennikarz, reporter, osoba pisząca książki szanuje wrażliwość oraz inteligencję czytelników i opowiada o swoim warsztacie. Pokazuje, jak książka powstała, motywuje niektóre ze swoich nieoczywistych zabiegów. Może tylko powinien zrobić to na początku? Nieważne. Idę zapytać babcię, jak bywało z tymi butami. Jeszcze mogę z nią o tym porozmawiać.

Piotr Nesterowicz

Każdy został człowiekiem

Wydawnictwo Czarne, 2016

Liczba stron: 238