automat_fb
RECENZJE | 11.05.2015

Podwójne kartografie (U. Niaklajeu „Automat z wodą gazowaną z syropem lub bez. Powieść mińska”)

a ciebie, białoruś, ogarnia histeria,

wciąż ci się zdaje,

że położne pomyliły zawiniątka.

(Wałżyna Mort, język białoruski (I), przekład: Adam Pomorski)

 

Uhonorowana dwa lata temu nagrodą im. Jerzego Giedroycia powieść Uładzimira Niaklajeua, białoruskiego poety, pisarza i działacza politycznego, to książka o zamkniętym w cudzysłowie „mińskim Broadwayu”. Autor opowiada przede wszystkim o latach sześćdziesiątych, pokoleniu stiljagów (bikiniarzy), noszących w tym czasie koszule w papugi i tańczących w rytm rock’n’rolla, który do ZSRR przywiózł „biały Louis Armstrong” – Eddie Rosner.

Automat… jest powieścią na pozór roztańczoną. Zanurzona w świetle zielonych lampek nielegalnych radioodbiorników przestrzeń zabawy jest tutaj buforem szarej i zamkniętej na świat białoruskiej rzeczywistości. Autor, lawirując pomiędzy tym, co dozwolone, a zupełnie w owym czasie i miejscu zakazane, zmaga się z historią braku zaufania i wiecznej podejrzliwości. Tajemnice bohaterów z okresu reżimu wychodzą na jaw po latach, podczas przypadkowych spotkań. Ich wcześniejsze losy determinuje milczenie i niedopowiedzenia, które nie pozwalają jasno określić, kto jest „prawdziwym” przyjacielem, a kto „kapusiem”. W powieści bardzo mocno wybrzmiewa „podwójność” relacji i miejsc, dwulicowość zachowań, kopie i wzorce.

Autor poetyckiej Poczty gołębia stworzył w powieści niezwykle barwny i różnorodny album postaci. Główny bohater o ksywie „kniaź” jest zafascynowany zdecydowaną Tatarką Nelą oraz femme fatale Asią. Najczęściej tę tytułową wodę gazowaną z automatu, którym opiekuje się Sałamon Majsiejewicz pija w gronie przyjaciół: aspirującego na generała KGB porucznika Guryka, lingwistycznego geniusza Biga; gwiazdora Worana; Wiła, który jako pierwszy w Białoruskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej „dowiedział się o istnieniu takiego dziwu, jak dżinsy”. Towarzyszą im Lee Harvey Oswald (zabójca Johna Fitzgeralda Kennedy’ego), zwany przez pozostałych bohaterów Alikiem (albo przybyszem z innej planety), a także nie-kosmonauta major Gagarin oraz wcielający się w przemawiającego Chruszczowa – szaleniec ze szpitala psychiatrycznego Nawinki. Wbrew pozorom, ta abstrakcyjna mieszanina ludzi i postaw okazuje się bardzo mocno zakorzeniona w biografii autora. Z posłowia napisanego przez Wiktara Ledzieniewa dowiadujemy się bowiem, że część z bohaterów znajduje swoje odpowiedniki w rzeczywistych osobach pochodzących z kolejnej radzieckiej stolicy obłędu, czyli Mińska lat sześćdziesiątych (może też dzisiejszego?).

Stolica Białorusi jest w powieści Niaklajeu miastem „podwójnie zwariowanym”, przez co nieśmiertelnym, a dzięki rodzimym szaleńcom także „podwójnie uwiecznionym”. W trakcie lektury książki białoruskiego pisarza nie można bowiem oprzeć się wrażeniu, że historia i kultura Mińska zapisywana jest palimpsestowo. Najciekawsze wydaje się to, co powstaje na styku, przecięciu lub nałożeniu się (przynajmniej) dwóch kartografii – współczesnej i radzieckiej – tego, co kiedyś nazywane było Rajem, a dziś jest Nowym Światem. Niaklajeua najbardziej fascynuje rzeczywistość pomiędzy (przynajmniej) dwiema narracjami, czasami historycznymi, momentami (mniej lub bardziej) przełomowymi dla regionu. Dlatego tak ważne są osie czasu z przypisanymi datami – jego opowieść nie może dziać się poza „wielką historią”.

Choć Niaklajeu skończył pisać Automat… w 2008 roku, padają w nim słowa niepokojące, świadczące o niezwykle bacznym oku i wnikliwych obserwacjach: (…) w 1954 roku popełniono błąd, przekazując należący do Rosyjskiej Federacyjnej SSR Krym Ukrainie. Model, na którym opiera się ZSRR, nie jest wieczny. Przy jakichś przemianach może wybuchnąć konflikt wynikający z próby zmiany statusu Krymu. Może to prowadzić do nieprzewidzianych następstw. Nawet do globalnej katastrofy (…). Należy jednak podkreślić, że powieść koncentruje się przede wszystkim na więzach towarzyskich i relacjach przyjacielskich oraz miłosnych. Niaklajeu bezlitośnie sprawdza ich wytrzymałość, próbuje dociec motywacji i wyborów swoich kompanów, konfrontuje postawy bohaterów.

Białoruś jest z polskiego punktu widzenia państwem z zupełnie szczątkowo (jeśli w ogóle) znaną kulturą i historią, postrzeganym jedynie przez pryzmat autorytarnych rządów Aleksandra Łukaszenki. Powieść Niaklajeua, dzięki nasyceniu dźwiękami kapeli Warjaty i smakami kawioru z kabaczka, portwajnu, czy tytułowej gazowanej wody z (wyobrażonym) sokiem ananasowym stanowi wspaniałą kulturoznawczą opowieść, która pozwala odkryć ten kraj znajdujący się – jak pisał inny białoruski poeta, Andrej Chadanowicz – w przeciągach Europy.

 

Uładzimir Niaklajeu

Automat z wodą gazowaną z syropem lub bez. Powieść mińska

Przekład: Jakub Biernat

Kolegium Europy Wschodniej, 2015

Liczba stron: 241

Urszula Pieczek

Urszula Pieczek

(ur. 1986) - lubaczowianka z pochodzenia, krakowianka z wyboru. Absolwentka ukrainistyki i polonistyki UJ, obecnie doktorantka na Wydziale Polonistyki UJ. Redaktorka trójjęzycznego czasopisma "Radar" i miesięcznika "Znak". Tłumaczy z języka ukraińskiego, zajmuje się dyskursem tożsamościowym i udaje, że nie czyta poezji.