strona główna podsumowaina

Podsumowanie roku 2014

Ewa Kitlińska

Ilustracja: Joanna Socha

Czytaj podsumowanie


Finding Vivian Maier (Szukając Vivian Maier)
Wyjątkowo przemyślany, bezpretensjonalny i świetnie zrealizowany amerykański film dokumentalny Johna Maloofa opowiadający historię ekscentrycznej niani, która okazała się być genialną fotografką. Dzięki szczęśliwemu przypadkowi (aukcja staroci), Maloof „odkrył” wybitnie utalentowaną artystkę, dla której aparat fotograficzny był nieodłącznym elementem garderoby, a robienie zdjęć naturalną i codzienną czynnością. John Maloof miał na tyle oleju w głowie oraz niezwykłej wrażliwości w sobie, aby wpaść na pomysł wywołania wylicytowanych setek klisz, zainteresować się autorką zdjęć, a potem podzielić się wrażeniami z całym światem. Film ukazuje próbę stworzenia portretu Vivian Maier, w oparciu o wspomnienia, fakty czy dokumenty. To historia intrygującej i tajemniczej dziwaczki, której fenomenalne wyczucie artystyczne współgrające ze świetnie wykadrowanymi zdjęciami możemy podziwiać w galeriach na całym świecie. Za sprawą samej postaci Maier, jej niesamowitej twórczości i naprawdę dobrze zrobionego dokumentu, po wyjściu z kina nie mogłam się otrząsnąć z wrażenia. Serdecznie polecam, doznania estetyczne gwarantowane.

Rok 2014 był także rokiem tych dobrych seriali – zarówno nowości, jak i kontynuacji w postaci świeżych sezonów
Kultowy True Detective z Matthew McConaughey, intrygujący The Knick z Owenem, polska Wataha z doborową obsadą i Bieszczadami – to młodziutkie produkcje, które wzbudziły wiele emocji na serialowym „rynku”, a których premier wyczekiwałam z niecierpliwością. W tyle nie pozostawały także nowe sezony Bates Motel czy The Fall, produkcji być może mniej popularnych od Gry o tron, za to wartych poświęcenia godzinki tygodniowo. Tak, to był całkiem udany rok w tej materii, choć oczywiście nie obyło się bez porażek – równowaga.
Zobacz także:
Skalpel i kokaina, czyli fasady racjonalizmu w „The Knick”
Majsterkowicze w promieniach RTG („The Knick”)
Czy Tom Cleary pójdzie do nieba? („The Knick”)
„The Knick”: serial, w którym nic się nie dzieje?
Zjazd przed odwykiem („The Knick”)
oraz „Detektyw”: męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać?

Ogromnym plusem dla polskiej kinematografii jest wyprodukowanie w tym roku zaledwie dwóch, trzech filmów z gatunku „polskie komedie romantyczne”
I choć postanowiliśmy udać się w inną stronę i uderzyć w tematykę martyrologiczno-historyczną (w której szczególnie wiodła prym II wojna światowa, okupacja oraz powstanie warszawskie) lub obyczajowo-problematyczno-młodzieżową, to zdecydowanie wolę rodzime kino w tej odsłonie, niż komediowej. Polecam zrezygnować z próby naśladowania zachodnich sąsiadów, szczególnie w kwestii komedii romantycznych. Cieszę się, że producenci zrezygnowali z tego frapującego gatunku.

Za dużo tych, co odeszli w tym roku

Polskie filmowe koszmarki
Choć, jak wyznałam, zdecydowanie wolę obyczajowe dramaty w rodzimej kinematografii, to jednak wolałabym, żeby parę filmów po prostu nie powstało. Chciałabym również, aby powstała w Polsce szkoła wypuszczająca w świat wykwalifikowanych scenarzystów, którzy wiedzieliby, co robią i robiliby to dobrze. Niestety, w roku 2014 powstało (jak zawsze zresztą) parę filmowych koszmarków, które jeśli nie kuleją pod każdym względem, to w najistotniejszych punktach. Obietnica Anny Kazejak na przykład, ma zaskakująco niezłą obsadę (pomimo obecności Luxurii Astaroth, która na szczęście nie miała zbyt wiele okazji do wykazania się aktorskim talentem, czy też jego brakiem), za to pod względem fabuły i dialogów jest totalnym nieporozumieniem i niezrozumieniem. Z kolei Karuzela Wichrowskiego w ogóle nie ma racji bytu kinowego, z wyjątkiem ładnych zdjęć. A to tylko kropla w morzu przykładów. Apeluję zatem do tych, co mają pieniążki, aby przemyśleli sprawę szkoły scenopisarstwa. To byłoby dobre dla Polski, poważnie.

Nagroda Nike
Chciałam napisać kilka zdań o Nagrodzie Nike oraz jej absurdzie i beznadziejności, ale to tak utarte, znane i powszechne, że skupię się tylko na dwóch nieporozumieniach, pozostawiając je bez komentarza. Nominacja tomiku poetyckiego Nadjeżdża Szymona Słomczyńskiego oraz wybitnie satyrycznej powieści współczesnej Patrycji Pustkowiak Nocne zwierzęta. Płakałam.
Zobacz także: Poezja fleszu (Szymon Słomczyński „Nadjeżdża”)

Twin Peaks
Odkryć w tym roku było dla mnie naprawdę wiele (choćby fotografia wspomnianej Vivian Maier), ale jako że zasady są w życiu ważne, ograniczę się do przepisowego jednego. To oczywiście kultowy serial Davida Lyncha i Marka Frosta, czyli Twin Peaks. W związku z wiadomością o kontynuacji serii w roku 2016, postanowiłam odświeżyć sobie historię morderstwa Laury Palmer i tym samym wpadłam w sidła klimatycznej mieściny u progu lat 90. Ponieważ trudno wydestylować z tego serialu rzeczy najlepsze, gdyż wszystko jest w nim dobre, od agenta Coopera przez Lucy Moran i Andy’ego Brennana po doskonale rozpisany scenariusz i zachwycające chwyty fabularne. Aczkolwiek to, co urzeka mnie najbardziej, to fantastyczna moda lat 90. oraz – najważniejsze – przyjemna i relaksująca, a czasem budząca grozę ścieżka dźwiękowa Angelego Badalamentiego w serialu. Moim stałym faworytem jest jednak motyw przewodni, otwierający każdy odcinek.
Zobacz także: Zło ma długie włosy (Powrót „Twin Peaks”)

powrót do góry