• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
| 20.12.2018
Podsumowanie 2018
| 20.12.2018

Podsumowanie 2018

Jak by to powiedziała Joanna Szczepkowska: proszę Państwa, 20 grudnia 2018 roku skończył się w Polsce… rok 2018. Doszliśmy do wniosku, że telewizyjne kolędowanie z braćmi Cugowskimi i Ewą Farną nie przewartościuje naszego myślenia na temat ostatnich dwunastu miesięcy, dlatego przedstawiamy Wam już dziś nasze coroczne podsumowanie. Tradycyjnie: trzy plusy, trzy minusy i jedno odkrycie pochodzące z lat wcześniejszych. Zachęcamy do dzielenia się swoimi typami w komentarzach!

 

Marta Baluch

il. Dawid Janosz

Polski Vogue

Polska edycja zapisze się na kartach historii pod numerem dwudziestym trzecim. Jest obecnie najnowszym rozdziałem tego niczym nieprzerwanego (!) i wciąż kontynuowanego wątku (…) – cytując (nie)skromnie z własnego poczynionego na ten temat tekstu. Mnie to cieszy. Podobnie jak kontrowersyjna okładka Tellera, genialne zdjęcie Zuzanny Bartoszek dla (ukochanej) marki MISBHV i cała wizja F. Niedenthala.

V jak „Vogue” (pierwszy numer „Vogue Polska”)

Koncert Fever Ray w warszawskiej Progresji

Warto było czekać te osiem lat, które minęły od premiery pierwszego albumu studyjnego, na wszystko, co wydarzyło się wokół Plunge. Bo wszystko się zgadzało! Przejmujący, metaliczny głos, teksty dopracowane do perfekcji plus cały anturaż w postaci… postaci wykreowanych przez Karin i pozostałe dziewczyny na scenie – i słowo ciałem się stało.

Koncert Fontaines DC na Off Festivalu

Dublińskie post-punkowe kocury sprawiły, że Namiot Trójki wypełniony był po brzegi. Grian i jego niezwykle hipnotyzujący wokal, gitary Conor x Carlos x Conor oraz Tom na perkusji to ogień w czystej postaci. Jak dobrze, że 22.01 (Kraków) oraz 23.01 (Warszawa) odwiedzą Polskę ponownie – odliczam dni! #punksnotdead

Śmierć Kory Jackowskiej

W nocy, podczas festiwal Audioriver, nadeszła wiadomość o śmierci Olgi Aleksandry Sipowicz, z domu Ostrowskiej. Chłopaki z duetu Catz ‘n’ Dogz uczcili pamięć zmarłej, samplując fragment piosenki Maanamu Kocham cię kochanie moje. Smutne i piękne zarazem.

Ucieczka i stymulacja (Kora „Stoję, czuję się świetnie”)

Śmierć Tomasza Stańki

I znów Audioriver, tym razem powrót z festiwalu. Łaknąc dźwięków innych niż szeroko pojęta elektronika, włączyliśmy stację z muzyką klasyczną. Pomiędzy utworami z głośnika dobiegło jedno krótkie zdanie: Tomasz Stańko nie żyje. Płakałam.

Brak proporcji

Brak proporcji (tak dosłownie, jak i w przenośni), jeśli chodzi o hierarchię (nomen omen) wielkości postaci historycznych i nobilitowanie ich poprzez stawianie pomników – Warszawa 2018, (były) plac Piłsudskiego.

Xhin

Organizatorzy tegorocznego Undercity Festivalu zapewnili słuchaczom idealny balans pomiędzy elektronicznym mainstreamem i gwiazdami dużego formatu, a przedstawicielami undergroundowej (prawdziwej) sceny techno. Pośród nich Xhin – czarnoksiężnik z Singapuru – i niezapomniane dwie godziny w Tunnel Stage. Podróż w inny wymiar, miłość od pierwszego odsłuchu

_________________________

Joanna Barańska

Niemiłość

Rzadko zdarzają się filmy, które potrafią w ciągu pierwszych dziesięciu minut złamać serce. Udało się to Niemiłości Andrieja Zwiagincewa. Zima na posępnym rosyjskim blokowisku, rozwodzący się rodzice i podsłuchujący ich kłótnię dwunastoletni Alosza. Bezgłośny płacz chłopca w ciemnym korytarzu mieszkania otwiera jedną z najlepszych opowieści o samotności, jakie powstały w kulturze.

Dusza i ciało

Dyrektor rzeźni Endre i kontrolerka jakości mięsa Mária śnią wspólny sen, w którym są jeleniami biegającymi po lesie. Śniona historia sprawia, że ta dwójka introwertyków stopniowo się w sobie zakochuje. Polecam Duszę i ciało zwłaszcza ze względu na rolę Alexandry Borbély, czyli filmowej Márii. Aktorka kreuje postać, której samotność jest odczuwalna, ale nie przytłaczająca. Trudno jest zyskać sympatię widza dla bohaterki nieco apodyktycznej, do bólu skrupulatnej i nieustępliwej – tu się jednak udaje.

Ostre przedmioty

Amerykańskie Południe okazuje się być świetną scenerią dla opowieści o wszelkiej maści wynaturzeniach – pokazał tę prawidłowość choćby pierwszy sezon True Detective. Teraz potwierdziła ją adaptacja powieści Gillian Flynn. Reporterka ścigana przez koszmarną przeszłość wraca do rodzinnego miasteczka, by napisać tekst o zamordowanych tam nastolatkach. Rewelacyjne role Amy Adams i Patricii Clarkson, fascynujący portret małomiasteczkowej Ameryki i soundtrack składający się w większości z piosenek Led Zeppelin składają się na jeden z lepszych seriali ostatniej dekady.

Cenzura na Tumblrze

Dyrektor generalny platformy blogowej Tumblr Jeff D’Onofrio ogłosił, że od 17 grudnia nie będzie można publikować erotycznych treści. Oznacza to w praktyce zakaz publikowania postów zawierających nagość, akty seksualne czy tajemniczo brzmiących „female-presenting nipples”. Z jednej strony Tumblr reaguje na zgłaszany od lat problem pornobotów, czyli blogów wysyłających spam z pornografią. Z drugiej, zabiera się do tego dopiero po usunięciu aplikacji Tumblra z App Store i, co więcej, zabiera się do tego w niewłaściwy sposób. Po wprowadzeniu regulacji oznaczono jako szkodliwe m.in. posty z renesansowym malarstwem (wszak pojawiają się tam kobiece sutki). Ponadto jak dotąd Tumblr był otwartą przestrzenią do dyskusji na temat zachowań seksualnych – teraz może przestać pełnić tę rolę. Ale wiadomo, rating aplikacji i związane z tym dochody muszą być na pierwszym miejscu.

Filmy o zamachu na wyspie Utoya

W 2018 roku miały swoją premierę dwa filmy o masakrze na szwedzkiej wyspie Utoya: Utoya, 22 lipca Erika Poppego i 22 lipca Paula Greengrassa. Przenoszenie na ekran niedawnych traumatycznych wydarzeń (zamach miał miejsce w 2011 roku) wzbudziło kontrowersje. Czy to dobry sposób na upamiętnienie zamordowanych na wyspie nastolatków? Czy Utoya, 22 lipca, operatorski wyczyn, polegający na śledzeniu w jednym ujęciu dziewczyny próbującej schronić się przed zamachowcem, pozwala nam zrozumieć zło? W 22 lipca najbardziej interesującą postacią jest Breivik, spychając opowieść o ofiarach na drugi plan. Chyba na fabularyzowaną opowieść o tym, co stało się na Utoyi, jest jeszcze za wcześnie.

Taco Hemingway Café Belga

Jako wierna fanka Taco Hemingwaya czuję się okropnie, umieszczając wśród minusów jego najnowszą płytę. Ale niestety, Café Belga odstaje znacząco od Umowy o dzieło czy Marmuru, a już na pewno jest zawodem w kontekście nagrań z Quebonafide czy Trójkąta warszawskiego. Taco powraca do wyeksploatowanych przez siebie tematów: niepewności co do przyszłej kariery, rozdarcia pomiędzy chęcią zysku a ideałami, zmienności uczuć. Może już czas na eksperyment nie z formą, a treścią.

Koktajl z jarmużu i selfmademan’owych nawijek (Taco Hemingway)

Człowiek z Wysokiego Zamku

Jak wyglądałby świat, gdyby II wojnę światową wygrały Państwa Osi? Na to pytanie odpowiada serial Amazona  Człowiek z Wysokiego Zamku, oparty na powieści Philipa K. Dicka pod tym samym tytułem. Przyznaję, pierwszy sezon wydawał mi się przydługi i powolny, a połowa bohaterów mdła i irytująca. Jednak w drugiej i trzeciej serii historia przyspiesza, co daje mi podstawy do przypuszczenia, że w moim przypadku Człowiek z Wysokiego Zamku czekał na swój czas. Serial pochłonął mnie bez reszty i po zakończeniu trzeciego sezonu pozostawił z lękiem, że na kolejną odsłonę trzeba będzie dłużej poczekać. W tym czasie przymierzę się do powieści Dicka – może będzie moim odkryciem kolejnego roku?

Jankeski seks ze swastyką („Człowiek z wysokiego zamku”)

_________________________

Jan Bińczycki

il. Ola Szmida

Olga Hund, Psy ras drobnych

Prozatorski debiut roku. Książka o żeńskim oddziale szpitala psychiatrycznego. Rozpacz, absurd, liryczne wycieczki i codzienność jednej z najbardziej wykluczonych grup obywatelek. A na dodatek cała masa kąśliwych żartów. Nie ma co się rozpisywać. Będziecie śmiać się i płakać. Przeczytacie w godzinę, ale treść zostanie z wami na długo.

Bardzo brzydkie chorowanie (Olga Hund, „Psy ras drobnych”)

Konstanty Usenko, Buszujący w barszczu. Kontrkultura w Rosji sto lat po rewolucji

Reporterski debiut Usenki Oczami radzieckiej zabawki to najlepsza polska książka o muzyce undergroundowej. Druga, „Buszujący w barszczu” zachowuje wszystkie przymioty poprzedniczki i uzupełnia jej historyczną treść o sprawy aktualne oraz liczne konteksty społeczne, polityczne i artystyczne. Animalistyczny, akustyczny grindcore grany na instrumentach ludowych, prekursorzy elektroniki z ukrytych miast obsługujących przemysł zbrojeniowy, punk rock w wersji marksistowsko-leninowskiej, szamani, anarchiści, radykalne feministki i raperzy parający się literaturą. Rosyjska kultura oferuje wszystko o czym możecie i nie możecie zamarzyć. A najlepszym po niej przewodnikiem jest właśnie Usenko. Musicie przeczytać, nawet jeśli słuchacie wyłącznie prog rocka.

7 powodów, by przeczytać „Buszującego w barszczu” Konstantego Usenki

Simon Reynolds, Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością

Błyskotliwy esej o miałkości popkultury, krótkich (i stale powtarzających się dziejach rocka) niezrealizowanych wizjach przyszłości oraz internetowych „czarnych dziurach”. A zarazem poradnik BHP dla wszystkich odbiorców popkultury. Jeśli zaglądacie na ten portal, to powinniście mieć książki Reynoldsa w podręcznym księgozbiorze.

Degrengolada w rytmie pop (Simon Reynolds „Retromania”)

Obchody stulecia odzyskania niepodległości

Instytucje kultury zrobiły całą masę dobrej roboty, uruchomiono program dotacyjny „Niepodległa” i wydano sporo wartościowych książek. Ale w skali masowej niezwykle ważna data zeszła nam na kłótniach i wzajemnych oskarżeniach, nacjonalistycznych performansach i publicznych wpadkach. Wielka szkoda. Nie takiej kultury polskiej nas uczono i nie taką (mam nadzieję) chcemy praktykować.

Zamieszanie wokół konkurs na stanowisko dyrektora Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego

Instytut Teatralny to jedna z najlepiej działających instytucji kultury. Wspiera działalność wydawniczą, popularyzatorską, promuje polski teatr w kraju i za granicą a przede wszystkim prowadzi niezwykle cenne i wygodne projekty archiwalne i digitalizacyjne. Te wszystkie sukcesy wydarzyły się za dyrekcji Doroty Buchwald, która ubiega się o kolejną kadencję, co znalazło potwierdzenie w licznych rekomendacjach. Komisja konkursowa wykonuje wokół zgłoszonych kandydatur dziwne ruchy, które wyglądają jakby zależało jej na zmarnowaniu dorobku instytucji. Nie wiem, czy Piotr Gliński zagląda do Popmoderny, ale pozwoliłem sobie ułatwić zadanie panu ministrowi. Liczne rekomendacje od organizacji branżowych oraz ludzi teatru z polski i zagranicy, poparcie od zespołu Instytutu oraz widoczne i mierzalne rezultaty działań instytucji jednoznacznie wskazują na to, że warto pozwolić Dorocie Buchwald na kontynuację pracy. Jeśli decyzja będzie pomyślna dla instytucji i dobra polskiego teatru, to ten minus zamieni się w plus.

Greta van Fleet

Ten zespół to wręcz metarozczarowanie, bo miał być „wielką nadzieją rocka”. A jak tylko go usłyszałem, to zapisałem sobie w tabelce z minusami. A potem internet zalała fala heheszków, bardziej i mniej zasłużonych złośliwostek i zarzutów. Skoro nie mogę być oryginalny, to wyróżnię się powściągliwością i napiszę tylko, że nie na taki „wielki comeback rocka” czekałem.

The Pau – Ku (2017)

Podobno wszystko już było, a w przypadku punk rocka, to wręcz było ze trzy razy. Ale takiej frontmanki jednoosobowego zespołu jeszcze nie. The Pau gra garażowy punk rozpisany na gitarę, elektroniczny beat i wściekły wokal. Ma charyzmę odziedziczoną po Joan Jett, Patti Smith czy Kathleen Hanna, a przy tym naturalność koleżanki z bloku narzekającej na różne większe i mniejsze wady naszej codzienności. Znacie? To posłuchajcie.  

_________________________

Grzegorz Fijas

il. Michał Kozikowski

Niższy VAT na publikacje elektroniczne

Chociaż dla głowy państwa największy problem Unii Europejskiej to zakaz sprzedaży tradycyjnych żarówek, to sprawa opodatkowania e-booków mogła prowokować zainteresowanych książkami obywateli wspólnoty. Dotychczas bowiem te elektroniczne przez europejskich prawodawców wcale nie były uznawane za książki, stąd nie mogły korzystać z niższej stawki VAT (w Polsce obecnie wynosi ona 5%, co dla rynku książki i czytelnictwa ma spore znaczenie). Po latach bojów udało się w końcu potwierdzić ontologiczny status plików w formacie EPUB czy MOBI (co ciekawe największy opór stawiali znani z wysokiego poziomu czytelnictwa Czesi) i od kwietnia przyszłego roku ceny publikacji elektronicznych powinny spaść. Mam nadzieję, że wydawców i zwłaszcza dystrybutorów od obniżenia cen nie odciągną zapowiadane podwyżki rachunków, za – potrzebny przecież do produkcji e-booków – prąd.

Andrzej Krajewski Krew cywilizacji

Ukończenie studiów polonistycznych sprawiło, że fabuły przestały mnie interesować, a kiedy poświęcam czas na lekturę, to oczekuję, że dzięki niej dowiem się czegoś o świecie. W tym roku największe wrażenia zrobiła na mnie więc pozycja poświęcona ropie naftowej, choć tak naprawdę to opowieść o najważniejszych wydarzeniach ostatnich dwóch stuleci. Pomysł, by tę historię opowiedzieć, stawiając w jej centrum surowiec naturalny, sprawia, że zwłaszcza w kontekście obecnych zmian klimatycznych po książkę Krajewskiego warto sięgnąć. Chociaż w sferze deklaratywnej nie jest to pozycja „ekologiczna” (i co ciekawe wydana przez Mando, imprint katolickiego WAM), to uświadamia, jak ekonomia, polityka, postęp technologiczny czy wyniki wojen są zależne od środowiska.

Twórczość Klocucha

31 grudnia 2017 w serwisie YouTube pojawił się kruci gang i nie można było wymyślić lepszego wejścia w rok 2018. W związku ze zorganizowaną przez Galerię Komputer wystawą Klocucha teksty na jego temat pojawiły się w mainstreamowych mediach oraz w czasopismach poświęconych sztuce i krytyce literackiej. Wylansowany przez niego „dzban” został Młodzieżowym Słowem Roku, chociaż wydaje mi się, że nie ma co zawężać grona jego użytkowników tylko do młodzieży, a inwencji językowej Klocucha tylko do tego jednego słowa. Zorganizowana przez niego Delfinada zdecydowanie przebiła wszelkie państwowe uroczystości związane ze stuleciem niepodległości. Serwus!

Poetyckie gównoburze

Polską poezję współczesną czyta promil społeczeństwa, niestety samo środowisko poetyckie nie zachęca, by ten stan zmienić. Przez media społecznościowe przetoczyły się dwie afery, w które zamieszani są uznani wydawcy. Chociaż najważniejsze są tu zarzuty związane z warunkami pracy w kulturze i występującym w środowisku seksizmem (#metoo), to boli również żenujący poziom dyskusji, która sprowadzała się momentami do publicznego obrzucania się błotem i wyzwiskami.

Zamknięcie Kina Ars

Jeśli chodzi o jakość życia, to o Krakowie niewiele dobrego można powiedzieć. Kino Ars stanowiło chlubny wyjątek i niosło pociechę mieszkańcom dręczonych smogiem i nawałem turystów szukających pod Wawelem taniej rozrywki. Niestety, wszystko wskazuje na to, że nawiązując do tytułu głośnej tegorocznej wystawy, w 2019 coraz poważniej trzeba myśleć o przeprowadzce do stolicy.

Rynek książki w Polsce

Wspomniane wyżej dobre wieści w sprawie publikacji elektronicznych to zdecydowanie zbyt mało, żeby rynek książki zaczął funkcjonować normalnie – tzn. by na książkach zarabiali przede wszystkim ci, którzy je tworzą (zarówno autorzy, jak i wydawcy), a i czytelnicy nie byli pokrzywdzeni. Dyktat dystrybutorów sprawia, że coraz mniej inwestuje się w warstwę merytoryczną książek, a budżet pochłania przede wszystkim marketing. Taka sytuacja odbija się w prosty sposób na poziomie publikacji, a za tym na czytelnictwie, edukacji czy polskiej nauce (wydawnictwa naukowe zasługują na kolejny duży minus). Póki nie doczekamy się systemowych i prawnych rozwiązań, to trzeba liczyć na inwencje wydawców i alternatywne metody dystrybucji. Choć lista bestsellerów zdominowana przez lajfstajlowe poradniki blogerów nie jest mi w smak i zdaję sobie sprawę, że takie pozycje łatwiej sprzedać niż literaturę, to pojawiające się w tym środowisku tendencje, by pokazać monopolistycznym dystrybutorom środkowy palec, zasługują na zainteresowanie (np. wydawnictwo Altenberg założone przez Radosława Kotarskiego czy self-publishingowe sukcesy niektórych blogerów). Podobnie jak otwarcie przez Karakter własnej księgarni, czemu towarzyszyła świetna akcja promocyjna.

ORM – Jen Dál A Víc (1979)

Nie bardzo wiem, o co chodzi w utworze otwierającym album o nieco bardziej zrozumiałym tytule Discofil, z którego okładki spogląda sympatyczny (prawdopodobnie) Czech przyodziany w intrygującą czapeczkę. Znajome brzmienia syntezatorów i funkowo-dyskotekowy rytm pozwalają się w nim jednak szybko odnaleźć, mimo że ten drugi w linii basu czasem przypomina, też przecież zachęcającą do tańca, polkę. W sam raz na sylwestrową zabawę i zbliżający się karnawał.

_________________________

Miron Kądziela

Ścieżki dźwiękowe Jonny’ego Greenwooda

Gitarzysta Radiohead stworzył już wcześniej kilka ścieżek dźwiękowych. Zabłysnął jednak dopiero w produkcjach, które swoją polską premierę miały w roku 2018 – Nici widmo w reżyserii Paula Thomasa Andersona oraz Nigdy cię tu nie było w reżyserii Lynne Ramsay. W pierwszym jego muzyka dobrze wkomponowała się w gęstą narrację, oddając dźwiękiem smętnych skrzypiec atmosferę krawieckiego dramatu. W drugim natomiast skomponowane przez niego kakofoniczne wybuchy i nierytmiczne bity stały się istotnym elementem filmu, odzwierciedlając stan umysłu głównego bohatera. Mam nadzieję, że jeszcze nieraz usłyszymy nazwisko Jonny’ego Greenwooda, także w kontekście nagród filmowych.

Płomienie, reż. Chang-dong Lee

Nowy film Chang-donga Lee umieszczam tu niezależnie od tego, czy to najlepszy, czy jeden z najlepszych filmów tego roku. Cieszy mnie fakt, że film tak skupiony na eksperymentach scenariuszowych, tak metaforyczny i tak mocno wyróżniający spośród większości produkcji jest doceniany w Europie i w Ameryce, zarówno przez krytykę, jak i widzów. Oby więcej takiego kina.

Złota Palma za reżyserię dla Pawła Pawlikowskiego

Jedna z najbardziej prestiżowych nagród na świecie powędrowała do polskiego artysty i należy dodać, że całkowicie zasłużenie. Nazwisko Pawlikowskiego nie tylko stało się szeroko znane, ale na Zachodzie jest on już pewną marką. Uznanie, z jakim spotyka się praca reżysera może sprawić, że za granicą większą uwagę poświęci się innym polskim filmowcom.  Zwłaszcza, że ostatnio nie brakuje udanych, a zarazem rozmaitych stylistycznie debiutów.

Niepoczytalna, reż. Steven Soderbergh

To według mnie najgorszy film tego roku i w ogóle jeden z najgorszych filmów, jakie widziałem. Niezwykle schematyczny, płytki i tani, a rozgłosu dodaje mu tylko fakt nakręcenia go telefonem komórkowym. Uważam jednak, że taki sposób realizacji ma tu głównie wymiar marketingowy.

Festiwal w Cannes kontra Netflix

Konflikt pomiędzy władzami festiwalu a platformą streamingową nie służy nikomu. Właściciele francuskich kin byli niezadowoleni, że konkurujące w Cannes filmy nie muszą mieć dystrybucji w ich kraju. Festiwal uległ i wprowadził nowy przepis wymagający od każdej produkcji obecności w tamtejszych kinach. A jako, że we Francji przerwa pomiędzy premierą kinową a tą na domowych nośnikach wynosić musi co najmniej trzy lata, Netflix postanowił całkowicie wycofać się z festiwalu. Władze zasłaniają się snobistycznymi komentarzami, ale w końcu to oni najwięcej na tym tracą. Może jest jednak ktoś, kto na tym zyskuje – Alberto Barbera, dyrektor artystyczny festiwalu w Wenecji, który przyjął do siebie niechcianych w Cannes artystów.

Najlepsi zawodzą

Ten rok nie był zbyt udany dla wielu uznanych reżyserów. Niespełnione filmy popełnili choćby Roman Polański, Michael Haneke, Jeremy Saulnier, Steven Soderbergh czy Marek Koterski. Do ich słabszej formy nie jestem przyzwyczajony i nie chciałbym, żeby ta zmiana była trwała.

Bronka Nowicka, Nakarmić kamień. Obrazy rzeczy

Potęgę poezji odkryłem dopiero kilka miesięcy temu, gdy sięgnąłem po nagrodzony w 2016 roku nagrodą Nike tom Nakarmić kamień Bronki Nowickiej. Zbiór podejmuje temat dzieciństwa – w kilkunastu utworach przedstawiony jest osobliwy proces myślowy, który towarzyszy poznającemu świat dziecku. Powiązany jest on jednak z pewną brzydotą, z opisami cielesnej makabreski. Dla osób szczególnie wrażliwych na retrospektywy, podróże do innego sposobu myślenia oraz szeroko pojętą nostalgię jest to pozycja absolutnie obowiązkowa.

_________________________

Łukasz Konatowicz

il. Ola Szmida

D A V I C I I – W Sercu Pozostaje Tylko To, Co Wypalone Ogniem

Ten krótki album (albo długa EP-ka) jednego z członków boleśnie niedocenionego zespołu Panowie był w tym roku najczęściej przeze mnie słuchanym polskim wydawnictwem. Muzyka Dawida Migdalskiego, podobnie jak twórczość jego macierzystego zespołu, to przeraźliwie smutny, pokiereszowany i romantyczny pop, w którym łączą się ze sobą polska piosenka chodnikowa z czasów transformacji, dream pop oraz trap i to połączenie nagle zaczyna wydawać się oczywiste. Piszę te słowa na dzień przed premierą albumu Panów, mam nadzieję, że będzie to jedna z płyt roku.

Into the Breach

Uwielbiam gry taktyczne, ale nie jestem w nich wcale dobry. Niezwykle skondensowane, do granic możliwości czytelne i minimalistyczne, a jednocześnie bogate Into the Breach, gra Subset Games, twórców popularnego FTL, dała mi poczucie, że uczę się na swoich błędach i naprawdę rozwijam dosyć praktyczne umiejętności umysłowe.

Klocuch

To był zdecydowanie jego rok – wystawa, artykuły prasowe, „dzban” młodzieżowym słowem roku – i mimo że jako fan tego tajemniczego youtubera od jakichś siedmiu lat trochę kręcę nosem na popularność Klocucha (pamiętam bowiem czasy, kiedy większość widzów nie rozumiała jego geniuszu, kiedy była to rozrywka/sztuka dla wtajemniczonych), nie mogę odmówić jego tegorocznym materiałom klasy. A wy wiedzieliście, że łysy z Kombi ma prawdziwe oczy?

Męskie Granie wciąż wytycza trendy w polskim popie

Dość Organku, dość Kortezie, doś Krzysztofie Zalewski coverujący Niemena. Krajowa muzyka rozrywkowa nie potrzebuje więcej banalnych pieśniarzy w konwencji „męski mężczyzna, ale też wrażliwy”.

Gracze

Gry wideo to też moja pasja, tym bardziej boli mnie, jak toksyczną, reakcyjną i nieempatyczną grupą okazują się co i rusz gracze. W tym roku pokazały to chociażby reakcje na obecność kobiet w trailerze Battlefield V. Przypominam, że stulejkę można usunąć.

Wstrzymanie finansowania dla „Dwutygodnika”

Niby nie jestem zdziwiony, ale jednak boli.

Rodzina Soprano

Zorientowaliśmy się w tym roku z wybranką serca, że żadne z nas nie widziało tego klasycznego serialu. Nie rozczarowaliśmy się nic a nic, kiedy się za niego zabraliśmy – to faktycznie jest wybitna telewizja.

[W poprzednim odcinku] „Rodzina Soprano”

_________________________

Bartek Konarski

Zawód: Amerykanin

Szósty, finałowy sezon serialu (2013-2018) potwierdził jego wyjątkowość i mistrzostwo. Historia pary sowieckich szpiegów działających w Ameryce Reagana przypominała amerykańskiej widowni czasy, do których często odwołuje się ich aktualny prezydent. Ostatni sezon pokazuje jaką ostatecznie cenę zapłacili główni bohaterowie za swój „amerykański sen”. Aktorstwo i scenariopisarstwo najwyższej klasy.

Ślepnąc od świateł

Krzysztof Skonieczny, z zawodu aktor, objawił się polskiemu kinu w 2014 roku jako bezkompromisowy reżyser. Hardkor Disko budziło skrajne emocje i zainicjowało falę niebanalnych polskich debiutów. Po czterech latach Skonieczny powraca z adaptacją powieści Jakuba Żulczyka (także współscenarzysty) w formie produkcji HBO. Ta produkcja także nie pozwala na obojętność i jest najodważniejszym współczesnym polskim serialem.

Wyłażąc z ekranu („Ślepnąc od świateł”)

Climax, reż. Gaspar Noé

Etatowy skandalista europejskiego kina, powraca z nowym filmem i jest szczerze zdziwiony, że przypadł on do gustu także krytykom. Akcja sprowadza się do jednej imprezy po próbie zespołu tanecznego w Paryżu pod koniec lat 90. Multikulturowe towarzystwo celebruje swoją wolność i młodość do momentu, aż ktoś postanawia „podkręcić” zabawę. Noé czerpie ze swoich ulubionych mistrzów, takich jak Buñuel, Pasolini czy Żuławski, tworząc niezwykłe, totalne filmowe doświadczenie.

Opętanie (Gaspar Noé „Climax”)

House of Cards

W przeciwieństwie do serialu Zawód: Amerykanin, który zadebiutował w tym samym roku i miał tyle samo sezonów, House of Cards kończy w bardzo złym stylu. Już piąty sezon dowodził, że odejście z produkcji twórcy serialu, Beau Willimona, odbija się na jakości. Jednak finałowy sezon ponosi spektakularną porażkę i dowodzi, że w przypadku telewizji to scenarzysta jest gwarantem marki.

Odejście Bernardo Bertolucciego

Bertolucci jest jednym z największych mistrzów światowego kina. Konformista (1970), Ostatnie tango w Paryżu (1972), Pod osłoną nieba (1990) czy triumfator Oscarów Ostatni cesarz (1987) to lektury obowiązkowe każdego kinomana. Jego twórczości zawsze towarzyszyły kontrowersje. W ostatnich latach stał się celem ataków ruchu #metoo ze względu na nowe informacje dotyczące współpracy z Marią Schneider przy Ostatnim tangu. Smutne, że kładzie się to cieniem na to jak teraz jest żegnany.

Polskie kino narodowe

Obchodzimy w tym roku Stulecie Niepodległej, a jedyne co zostało nam w kinach zaproponowane z tej okazji to Dywizjon 303. Historia prawdziwa, który z realistycznym i wiarygodnym filmem historycznym ma niewiele wspólnego. Nic więc dziwnego, że po dozę brutalnej prawdy Polacy tak masowo wybrali się na sens Kleru.

The Civil War

Platforma Netflix w swoich nieprzebranych czeluściach okazuje się oferować także seriale Kena Burnsa, wybitnego amerykańskiego dokumentalisty. The Civil War (1990) kilkunastogodzinny wykład historyczny na temat Wojny Secesyjnej misternie tkany z archiwalnych zdjęć, dokumentów i listów jest jego najsłynniejszym wyczynem i słusznie uważanym za arcydzieło telewizyjnego dokumentu. W ofercie dostępne są także m.in. Prohibicja (2011), The Roosevelts (2014) czy Wojna wietnamska (2017). Binge-watching w wersji edukacyjnej.

_________________________

Łukasz Łoziński

il. Anna Krztoń

Arctic Monkeys, Tranquility Base Hotel & Casino

Początkowo byłem sceptyczny wobec tego albumu, ale ostatecznie stał się dla mnie wydarzeniem roku. Nie ma tu chwytliwych melodii ani mocnych riffów. Jest za to dziwny groove, brzmienia jak z lat 70., pastisze i wyszukane chwyty kompozycyjne. Trudno je opisać, ale to przez nie różne fragmenty płyty nawiedzają mnie w ciągu dnia. A nie są to przecież przeboje do nucenia.

Małpy w temperaturze pokojowej (Arctic Monkeys „AM”)

Florence + the Machine, High as Hope

Inaczej niż dwa poprzednie albumy F+M, ten jest nierówny. Ma nudne momenty, drażni artystowskimi ambicjami. Ale znajdziemy tu kilka nagrań tak mocnych (Hunger, Grace, Sky Full of Song, Big God), że przenikają do kości. High as Hope to najodważniejsza płyta F+M – pełna eksperymentów brzmieniowych i kompozycyjnych. Nie obyło się bez pomyłek, ale ta gra z pewnością była warta ryzyka.

W Ogień!, reż. Wojtek Klemm

Spektakl o podhalańskim partyzancie Józefie Kurasiu „Ogniu” to jedno z najbardziej wymagających przedsięwzięć, jakie widziałem w teatrze. Zamiast akcji otrzymujemy wielogłos różnych opowieści o człowieku, którego biografia (bohaterska? bandycka? taka i taka?) do dziś dzieli Małopolskę. Czy spektakl nie jest przegadany? Może trochę, mimo to warto poświęcić mu baczną uwagę. Dramat Mateusza Pakuły, wystawiony przez zespół Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, daje bowiem szansę na, choćby chwilowe, przyjęcie cudzej perspektywy.Także tej, która jest nam radykalnie obca.

Generał, reż. Marek Kalita i Aleksandra Popławska

Spektakl grany od kilku sezonów na warszawskiej scenie (Teatr IMKA w Warszawie) pojawił się w Teatrze Telewizji przy okazji rocznicy stanu wojennego. Z jednej strony było to ekscytujące – że w TVP są wreszcie głośne sztuki, a nie tylko kabarety – a z drugiej jakże przewidywalne. Życiorys dyktatora to temat ważny, trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ten spektakl wyemitowano po to, by stoczyć kolejną bitwę z reżimem obalonym przed trzema dekadami. O przebiegu zdarzeń czy o ich bohaterach nie dowiemy się nic nowego. Jaruzelski jawi się w spektaklu jako człowiek śmieszny i odrażający – na przemian pogrąża się w żalu i wybucha gniewem. Owszem, Generał to także kunszt aktorski, fragmenty świetnie napisane, wysmakowane scenografie. Ale wszystko to służy tylko temu, by pokazać, że Jaruzelski stał na czele krwawej junty, a chodziło o władzę, seks i przemoc. Mogliście się domyślić sami, prawda?

Better Call Saul (sezon 4)

Czekałem na ten sezon spin-offu Breaking Bad, bo poprzednie mnie zachwyciły. Tym razem jednak dynamika bardzo spada, a bohaterowie nie mają już wiele do odsłonięcia. Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że bardzo podobne sceny gdzieś już widziałem (na przykład w poprzednich sezonach Better Call Saul albo w Breaking Bad). Nie zrozummy się źle, to nadal niezły serial. Ale liczyłem, że będzie najlepszy.

Urok napastliwego domokrążcy („Better Call Saul”)

House of Cards (sezon 6)

Lady Makbet przejmuje stery największego mocarstwa świata – brzmi interesująco? A właśnie nie jest. Wszystko odbywa się podobnie jak w poprzednich sezonach. Chodzi, jak zwykle, o władzę, seks i przemoc. Jeśli szukacie dobrego kina politycznego, to nadal Faraon jest niedościgniony.

Czy producentom „House of Cards” nie zabraknie asów w rękawie?

David Lodge, Mały światek, przeł. Natalia Billi

Jak nazwać ten gatunek? Romans akademicki, powieść konferencyjna, komedia kampusowa? Lodge z satyrycznym zacięciem (choć niezbyt zjadliwie) odsłania przed nami siły, które wprawiają akademicki światek w ruch – niespożyte ambicje, stare zawiści, długo tłumione popędy erotyczne i, last but not least, chęć zwiedzania świata za pieniądze uniwersytetu. Świetne czytadło, zwłaszcza dla humanistów.

_________________________

Małgorzata Major

Ostre przedmioty

W tym roku HBO starło się z Netfliksem i wyszło z tego obronną ręką. Co prawda start HBO GO jako autonomicznej usługi spóźnił się o kilka lat, jednak premiery seriali, które w 2018 roku zaproponowała stacja, przebiły ofertę Netfliksa. Serial Ostre przedmioty powstał na podstawie dość szmirowatej powieści Gilian Flynn, a mimo to udało się stworzyć niezwykły obraz destrukcyjnej rodziny oraz silnych i nienawidzących się kobiet, których telewizja długo nie chciała pokazywać. Amy Adams, Patricia Clarkson i Eliza Scanlen z pewnością dostaną za swoje role worek nagród. Czasy Lucy Ricardo minęły. W końcu.

 

True crime według Netfliksa

Kathleen Zellner, obecna prawniczka Steve’a Avery’ego, to najjaśniejsza gwiazda amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości. Do tej pory wygrała 17 procesów niesłusznie skazanych więźniów. To, co działo się na Twitterze po premierze drugiego sezonu serialu Making a Murderer, w którym występuje, było nieprawdopodobne. Nie ulega wątpliwości, że demaskowanie amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości naprawdę intryguje, ale i budzi strach w widzach. Strach, że można trafić w tryby całej machiny i nie mieć szans, żeby się wydostać. O tym także dobitnie mówi nowy serial Netfliksa Niewinny człowiek. Wygląda na to, że żyjąc w Stanach Zjednoczonych, należy modlić się codziennie, żeby ktoś nie oskarżył cię o kradzież plecaka albo zabicie człowieka (zwłaszcza, gdy „wyglądasz podejrzanie”). W jednym i drugim przypadku wyrok może być podobny, czego dowodzi trzeci z seriali Netflixa Czas: Historia Kaliefa Browdera. Wszystkie z wymienionych otwierają oczy na ułomność amerykańskiej władzy sądowniczej. Gdy dodać do tego produkcję Rest in Power: The Trayvon Martin Story, to można już spokojnie rozpakowywać walizkę i rezygnować z podróży do tej krainy mlekiem i miodem płynącej.

Rok 2018 był Rokiem Praw Kobiet (w 100. rocznicę przyznania Polkom praw wyborczych)

(Szkoda tylko, że obecny rząd i prezydent nie uczcili w jakiś przyzwoity sposób tej doniosłej rocznicy.)

Filip Chajzer

To bardzo smutne, że polskie stacje telewizyjne promują osoby dowodzące na każdym kroku swoich homofobicznych, seksistowskich i rasistowskich przekonań. Chajzer jako osobowość telewizyjna wkupił się w łaski widzów TVN-u i obserwatorów na FB akcjami charytatywnymi, które najwyraźniej w jego odczuciu przykrywać miały mniej chlubne działania. Jego występ w show Ameryka Express, w którym molestował obce kobiety spotkane na ulicach Peru, dowodzi, jak bardzo czuje się bezkarny i uprzywilejowany. Chajzer bez żenady opowiadał w wywiadzie, jak to nie pytał o zgodę na pocałunek, podczas gdy jego ojciec staromodnie (a co za tym idzie: nieudolnie) próbował pytać kobiety o zgodę na udział w tym kuriozalnym konkursie. (Niewtajemniczonym warto wyjaśnić, że tak brawurowe zadanie wymyślił dla zawodników producent programu „Ameryka Express.Dziennikarz nie wyciągnął żadnej lekcji z tego zdarzenia, nie przyznał się do winy, co więcej zaatakował na swoim profilu FB dziennikarkę, która opisała całą sprawę. Stary dobry seksizm wciąż ma się dobrze. Dzisiaj nosi twarz Filipa Chajzera.

Przesadna reakcja polskich recenzentów na pierwszy polski serial Netfliksa  1983 

Recenzje sugerowały kompletną katastrofę, nie było jednak „aż tak źle”, co skonfundowało wielu widzów. Zaskakujące, że na co dzień powściągliwi recenzenci dostali białej gorączki po obejrzeniu 1983, a pierwszym chłopcem do bicia stał się Maciej Musiał.

Moczaryzm i smartfony („1983”)

Karolina Korwin-Piotrowska relacjonująca festiwal w Cannes z kanapy we własnym domu

Przyjaciele i Niania

Dzięki Netfliksowi i Prime Video można dzisiaj oglądać seriale, które w latach 90. kapryśnie dawkował nam Polsat. Obejrzenie wszystkich sezonów Przyjaciół i amerykańskiej Niani ponad 20 lat od premiery tych sitcomów to przedziwne doświadczenie. Z jednej strony można z perspektywy czasu ocenić powody, dla których produkcje te zyskały status kultowych. Z drugiej bardzo razi body-shaming, homofobiczne żarty i mobbing, które składają się na świat przedstawiony. Otwarcie słoika z latami 90. to bardzo mocne doznanie, odurzające i łatwe do przedawkowania. Warto się na to zdecydować, ale warto też pamiętać o konsekwencjach – będzie trochę niestrawności, ale i tęsknoty za utraconą naiwnością, która pozwalała lubić serialowych bohaterów bezwarunkowo.

_________________________

Artur Nowrot

il. Katarzyna Olbromska

Oscar dla Kształtu wody

Moment prawie tak piękny, jak wygrana Lordi na Eurowizji. I może Kształt wody jest historią dość prostą, uładzoną, z wątkiem miłości do dawnego Hollywood obliczonym specjalnie pod Nagrodę Akademii Filmowej – ale mimo wszystko jest to również wielka pochwała inności i film, który w pełni opowiada się za prawem grup marginalizowanych do istnienia i kochania. A nagroda, miejmy nadzieję, pozwoli wreszcie del Toro zrealizować wszystkie wymarzone projekty.

Potwór z kinowego poddasza („Kształt wody”)

Sny uckermärkerów i Szczodra

Dwa bardzo świadomie zaprojektowane, przemyślane tomiki. Małgorzata Lebda wydobywa nowe odcienie i tematy ze świata opisanego już w poprzednich książkach. Aldona Kopkiewicz fantastycznie bawi się rymem i rytmem. Oba tytuły będę czytał ponownie, czekając na kolejne publikacje autorek.

Trzy seriale BBC

Bodyguard, Mała doboszka oraz Informer –produkcje z gatunku thrillera polityczno-szpiegowskiego na wysokim poziomie. Każda osobno warta obejrzenia (a to ze względu na scenariusz Jeda Mercurio, a to reżyserię Parka Chan-wooka), wszystkie razem: fascynujący wgląd w lęki Wielkiej Brytanii, a może i całej Europy.

Powrót Louisa CK

Niecały rok po przyznaniu się do molestowania seksualnego i publicznych „przeprosinach” Louis CK rozpoczął serię niezapowiadanych występów w nowojorskich klubach. Prawdopodobnie czeka nas debata na temat tego, w jaki sposób sprawcy podobnych czynów mogliby się rehabilitować. Póki co można powiedzieć: nie w taki.

Seksizm w polskiej poezji

Chwaliłem wyżej książki poetyckie opublikowane przez Wydawnictwo WBPiCAK w Poznaniu, tym bardziej muszę więc wspomnieć o redaktorze prowadzącym, Mariuszu Grzebalskim, i jego niewybrednych – obejmujących zarówno komentowanie wyglądu, jak i groźby – internetowych atakach na poetki. Wzmianka w tym kontekście należy się także Marcinowi Sendeckiemu za recenzję Znów pragnę ciemnej miłości, w której z jakiegoś powodu istotnym elementem okazała się fejsbukowa aktywność redaktorki antologii.

Doctor Who

Tegoroczne zmiany w obsadzie i ekipie serialu przyniosły mieszane rezultaty. Jodie Whittaker – pierwsza kobieta wcielająca się w rolę Doktor – jest fantastyczna. Niestety scenarzyści uczynili przy tym tę postać – z reguły czynnie sprzeciwiającą się niesprawiedliwościom i działającą na rzecz poprawy świata – bierną obserwatorką, dla której najważniejsze jest utrzymanie status quo. To nietrafiona decyzja zarówno w kontekście zmiany płci postaci, jak i aktualnej sytuacji społeczno-politycznej.

Przyszłość jest kobietą („Doctor Who”)

Maria Janion

Nie wiem, jak to się stało, że dopiero teraz zabrałem się za czytanie Marii Janion, ale może dobrze się stało, bo bardziej potrafię docenić. Mało kto tak trafnie jak ona diagnozuje nasze narodowe fantazmaty.

_________________________

Michał Ochnik

il. Katarzyna Drewek-Wojtasik

Spider-Man: Into the Spider-verse

Film animowany, który ma szansę radykalnie odświeżyć cały przemysł wysokobudżetowej animacji, tkwiącej od ponad dwóch dekad  w tym samym miejscu.Spider-Man: Into the Spider-verse zdaje się łamać wszelkie dotychczasowe reguły tworzenia mainstreamowego filmu animowanego 3D – zamiast łagodzić i upraszczać wizualia, wyostrza je i komplikuje, ubarwia, żongluje rozmaitymi konwencjami  i estetykami. To jeden z tych filmów, o których mówić się będzie jeszcze przez wiele lat i który – przy odrobinie szczęścia – może radykalnie przekonstruować sposób, w jaki tworzy się animowane, trójwymiarowe superprodukcje.

W pajęczynie eksperymentów („Venom” i „Spider-Man Uniwersum”)

Nowa fala scenarzystów i scenarzystek komiksowych Marvela

Wydawnictwo Marvel zrezygnowało chwilowo z zapowiadania kolejnych olbrzymich crossoverów wydawniczych i skupiło się na ściągnięciu do pracy przy komiksach twórców i twórczyń dotychczas niepowiązanych z tym medium. Niektórzy autorzy – jak pisarz i poeta Saladin Ahmed, eseista Ta-Nehisi Coates czy autorka powieści młodzieżowych Rainbow Rowell – przekonali do siebie przynajmniej część stałych czytelników. Inni mieli nieco więcej problemów z odnalezieniem się w radykalnie nowej formule, jeszcze inni nie byli w stanie sprostać specyficznym warunkom stawianym przez redaktorów i wydawców.. Summa summarum doszło jednak do interesujących przetasowań, które wlały w goniący za własnym ogonem przemysł sporo świeżej krwi.

Twórcy gier wideo otrząsają się z kultury crunchu

Gry wideo są jednym z najmniej przyjaznych pracownikom segmentem kultury masowej – nawet jak na niewygórowane standardy tego przemysłu. Niepewne warunki zatrudnienia, wysokie wymagania (włącznie z obligatoryjnymi, nie zawsze odpłatnymi nadgodzinami) stawiane przez producentów oraz wyniszczający tryb pracy (tzw. crunch), będący właściwie standardem w toku tworzenia dużych tytułów, to tylko niektóre z problemów. W 2018 roku coś się zaczęło jednak zmieniać – kilka największych studiów (m.in. Riot Games, CD Projekt RED i Rockstar) stało się nawet przedmiotem dziennikarskich śledztw mających na celu zbadanie, jak poważny jest problem. W Wielkiej Brytanii powstał natomiast pierwszy oficjalny związek zawodowy twórców gier wideo wysuwający pierwsze postulaty. Miejmy nadzieję, że na tym się nie skończy.

STD, czyli Star Trek Discovery 

Pierwsza od dwunastu lata telewizyjna inkarnacja kultowej franczyzy science-fiction okazała się gigantycznym rozczarowaniem dla jej fanów i zarazem spotkała się ze stosunkowo chłodnym przyjęciem pozostałych widzów. Jako prequel  z natury rzeczy nie jest w stanie poczynić jakichkolwiek znaczących alteracji świata przedstawionego, jako spójna narracja grzęźnie w meandrach (nietrudnych do przewidzenia) twistów fabularnych, jako humanistyczna opowieść o ludzkiej naturze sprowadza się do wygłaszanych przez niektóre postaci banałów. Nie był to powrót, na który czekała większość fanów. Sytuację pogarsza fakt, że kinowa seria Star Trek najwyraźniej znajduje się w niemałych opałach, bo kilka kluczowych gwiazd poprzednich filmów niechętna jest w powtórzeniu swoich ról. Zdecydowanie nie jest to Złota Era Star Treka.

Bałagan w kosmosie („Star Trek: Discovery”)

Fandomy nienawiścią sterowane

Drugiego października świat obiegła wiadomość, że znacząca część negatywnych opinii o filmie Star Wars: The Last Jedi reprodukowana była przez rosyjskie boty. Nie, nie oznacza to, że każda osoba, której nie podoba się ten film jest kremlowskim trollem – oznacza to, że w przypadku niektórych kontrowersyjnych fenomenów kultury masowej (a takim bezsprzecznie był The Last Jedi) emocji jest tak wiele, że niektórym organizacjom i rządom łatwo manipulować nimi celem osiągnięcia własnych korzyści politycznych. Musimy liczyć się z tym, że takich przypadków będzie coraz więcej.

Superbohaterowie nadal nie są zmęczeni

Kino akcji już od ponad dekady uwięzione jest w superbohaterskim paradygmacie i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja miała się w najbliższej przyszłości zmienić. Pierwszy przyznam, że marudzenie na taki stan rzeczy podszyte jest z mojej strony pewną hipokryzją, bo nadal w większości przypadków cieszę się z tego, że moi pupile z komiksowych kart doczekali się spektakularnej reprezentacji w kulturze masowej i o większości tegorocznych produkcji z tego worka mam co najmniej ciepłą opinię. Nie zmienia to jednak faktu, że istnieje skończona liczba historii, którym można nadać kontekstualne ramy opowieści superbohaterskiej i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że formuła w znacznej mierze już się wyczerpała.

The Good Place

Ciężko jest stworzyć serial telewizyjny, który jest naprawdę dobry, sitcom, który jest autentycznie zabawny, współczesną metafizyczną przypowieść, która nie będzie pretensjonalna. Twórcom The Good Place – który pod koniec tego roku otrzymał zamówienie na czwarty sezon, a trzy pierwsze można bez problemów obejrzeć na Netfliksie – udało się dokonać wszystkich tych rzeczy i żałuję, że nie poznałem tego serialu wcześniej.

Świat Eleanor („Dobre Miejsce”)

 

_________________________

Jacek Paśnik

Moje Jest Wygranko – wystawa twórczości Klocucha w Galerii Komputer
Pierwszy film jego autorstwa zobaczyłem siedem lat temu. To ten, w którym wjeżdża prosto w eksplodującą chwilę później, wektorową stację benzynową (kruci!). Śledząc go od tego iście prehistorycznego momentu, miałem przyjemność obserwować, jak wiele się u niego zmienia. Przeszedł drogę krętą: z początku pełną negatywnych komentarzy i prób zdemaskowania; drogę prowadzącą do ostatecznego „wygranka”, którego ukoronowaniem była wystawa w warszawskiej Galerii Komputer, zainaugurowana wernisażem w CK Zamek Ujazdowski. Sukces Klocucha to połączenie konsekwentnie wypracowanego, prostolinijnego wizerunku i zaraźliwego, internetowego dadaizmu. I mimo że szeroka obecność owej zabawy w głównym nurcie zdaje się zwiastować wyczerpanie pewnej formuły, chciałbym, by trwała ona bez końca.

Beata Chomątowska, Betonia

To smutna opowieść o tym, jak idee Corbusiera czy Gropiusa, wypaczone przez bezlitosny bieg historii, stały się z czasem metrami sześciennymi powietrza, opakowanymi w beton i styropian. Choć traktuje głównie o przeszłości, jest bardzo aktualna i porusza problemy wciąż niezaspokojonego głodu mieszkaniowego oraz nieprzemyślanego zagospodarowania przestrzeni. W Polsce w blokach mieszka aż dwanaście milionów ludzi. Betonia skupia się na nich jako uniwersalnej zbiorowości, ale wciąż pozostaje bliska człowiekowi – którego nijak nie da się wpisać w sztywne ramy architektonicznych dogmatów.

Beata Chomątowska „Betonia. Dom dla każdego”

Algorytm – NOON
Mikołaj Bugajak powrócił jako NOON. Powrócił, dodajmy, z wielowarstwowymi, rozbudowanymi kompozycjami, niepozbawionymi jednocześnie niepodrabialnego, hermetycznego charakteru. Od premiery Pewnych Sekwencji, poprzedniej solowej płyty NOONa, upłynęła dekada, ale przecież: trzeba przejść z ilości w jakość i to jakość ze znakiem… ja bym wam powiedział z jakim znakiem.

Śmierć Roberta Brylewskiego

Będąc jeszcze w gimnazjum, na jednym z pchlich targów kupiłem sobie czarną płytę Brygadę Kryzys. Sprzedał mi ją gość starszy ode mnie o więcej niż czterdziestkę, w skórzanej kurtce, z papierosem w zębach, stojący nad bagażnikiem wyładowanym kartonami przeróżnych płyt, mogący opowiedzieć o każdym gatunku jak o swoim ulubionym nurcie. Gość wolny, pełen pasji. Gość, z którym pomimo różnicy wieku mógłbym się zakumplować; gość, którego już nigdy nie spotkam. Tak samo mam z Robertem Brylewskim.

Proces Bonusa RPK

Nieważne, że z ulicznym rapem nie jest mi do końca po drodze. Nieważne, że osoba Bonusa RPK kojarzyła mi się wcześniej z pastą, w której raper występował w operze u boku Syna Ulicy, czy obrazkiem, na którym jeden z jego fanów, odziany  od stóp do głów w ubrania z jego ulicznego labelu, trzyma wielkanocne koszyki ze święconką. Wyrok (pół miliona złotych kary i pięć lat więzienia), wydany na podstawie tekstów rapera cytowanych w trakcie rozprawy w charakterze dowodów, to jawny atak na wolność słowa i kompromitacja wymiaru sprawiedliwości. W obliczu tego smutnego festynu cieszy fakt, że samego twórcy bronili przeróżni przedstawiciele świata kultury (nie tylko hip-hopowej), a samo środowisko, mimo że mocno podzielone, zjednoczyło się, by stanąć #muremzabonusem.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, reż. Ron Howard

Bohatera mojego dzieciństwa wrobiono w coś, w czym raczej nie chciałby uczestniczyć. Po pół roku od seansu pamiętam z niego tylko Donalda Glovera w roli Lando Calrissiana.

My, właściciele Teksasu. Reportaże z PRL-u

Reportaże Małgorzaty Szejnert stały na mojej półce od wielu lat, chowając się za wciąż dokładanymi tekstami Ryszarda Kapuścińskiego czy (ostatnio) Justyny Kopińskiej. W tym roku posłuchałem Szczygła, który o Szejnert opowiadał wielokrotnie jako o swojej mistrzyni, i odkryłem nieznany mi dotąd świat supersamów, obozów adopcyjnych dla sierot czy paradoksalnych królestw monopolistów w świecie gospodarki centralnie planowanej. Poznałem PRL na nowo. Powtórzę za jednym z reportaży ze zbioru: Przetrwać w świadomości historycznej polskiej – to znaczyło pisać. Dodałbym jeszcze, że pisać dobrze, to umieć tę świadomość uwalniać w innych, a Małgorzata Szejnert potrafi to jak mało kto.

_________________________

Rafał Sowiński

il. Ola Szmida

 

Drugi sezon GLOW

Tutaj troszkę oszukuję, bo zarówno pierwszy (z 2017 roku), jak i drugi sezon GLOW obejrzałem kilka miesięcy temu. Usprawiedliwię się jednak tym, że druga seria tej Netfliksowej produkcji jest jeszcze lepsza, pogłębia historię i psychologię postaci – a co też ważne, mogła w ogóle nie powstać. Nigdy nie sądziłem, że będę się cieszyć serialem o wrestlerkach, ale dzieje się tutaj naprawdę sporo dobrego – świetnie napisane i zagrane postacie, ejtisowy klimat (a bardzo go lubię), wreszcie metaświadomość, bo to opowieść o snuciu opowieści. Najlepsza rzecz, jaką widziałem na Netfliksie w tym roku, jedna z lepszych w ogóle.

[W POPRZEDNIM ODCINKU] „GLOW”

Retrowave nie umarł

Trochę tu upraszczam i przez „retrowave” rozumiem wszystkie mikrogatunki elektroniki inspirowanej muzyką lat 80. Wydawałoby się, że ta scena chyli się ku upadkowi, że temat się zużył i co najwyżej będziemy zalewani epigońską, półamatorską produkcją. A jednak na obrzeżach tego ekosystemu gatunków pojawiały się rzeczy ciekawe – Michael Weber wydał EPkę wciągającą nas w fetyszyzujące wyobrażenie o korporacyjnym kapitalizmie, Moris Blak pod szyldem „industrial bass music” włożył industrialną treść w ejtisową formę, a Vestron Vulture przypomniał, że kiedyś było coś takiego jak Crystal Castles i nawet dodał do tego wspomnienia taneczną energię. Oczywiście piszę tu o rzeczach z niszy (maksymalnie kilka tysięcy słuchaczy na Spotify), ale nawet w Polsce coś się dzieje – w końcu Brodka śpiewa do ejtisowego bitu, choć mam wrażenie, że jednak powinien to robić ktoś inny.

Magdalena Kamińska, Memosfera

Dla mnie jedna z najważniejszych książkowych premier 2018 roku (wbrew oficjalnej dacie wydania wtedy pojawiła się w obiegu). Takiej akademickiej refleksji nad kulturą internetu nam trzeba – bez uprzedzeń i nieudolnie skrywanej niechęci do medium (częsta przypadłość u osób zajmujących się tą dziedziną), za to rzetelnie i bardzo przyjemnie w lekturze.

Stulecie polskiej niepodległości

W 2018 roku świętowaliśmy stulecie polskiej niepodległości – co z tego wynikło? No absolutnie nic ciekawego z tego nie wynikło. Nie chodzi tu nawet o brak projektów pokroju tej do bólu wypominanej fińskiej biblioteki; nawet jeśli weźmiemy pod uwagę mniej spektakularne wydarzenia, to nie wydarzyło się nic, co będziemy dobrze czy nawet jakkolwiek wspominać. Kto mógł, ten się pod obchody podpiął, wziął grancik, no i tyle Oczywiście dramatyzuję i pewnie gdzieś – mniej lub bardziej oddolnie – wyłoniło się coś interesującego: jakaś wystawa, pogadanka, cokolwiek. Oficjalną narrację zapamiętam jednak jako porażkę, której jedynym jasnym punktem był wolny od pracy 12 listopada. Trochę wypocząłem.

Facebookowe pasty polskich liberałów

Rok 2018 niezwykle łaskawie obdarzał nas głębokimi przemyśleniami intelektualistów opozycji – aktorek, reżyserów, osób nieokreślonego zajęcia. W płomiennych, publikowanych na Facebooku apelach, zachęcali oni młode pokolenie do tego, żeby „powyłączało compy” i „ruszyło dupy na ulice”. No cóż, są różne sprawy, które sprawiały, że ruszałem i ruszam tam swoją, ale nigdy nie skłoni mnie do tego wezwanie osoby o przyzerowym pojęciu o realiach życia osób takich jak ja. Tysiące udostępnień Waszych wyrzygów, często opatrzonych komentarzem „w punkt!”, nie zmienią tego, że straciliście ostrość aparatu poznawczego, że nie macie języka opisu rzeczywistości, którym można by wywołać jakąkolwiek zmianę. Jest tak pewnie dlatego, bo nie chcecie żadnej prawdziwej zmiany.

El Profesor – Bella Ciao (Hugel Remix)

Kiedy usłyszałem pierwsze dźwięki Bella Ciao w radiu, byłem bardzo pozytywnie zaskoczony, bo czego jak czego, ale tej pieśni się tam nie spodziewałem. Niestety – po kilkunastu sekundach wszystko stało się jasne, bo zamiast dalszych zwrotek nastąpił drop najnudniejszego bitu świata. Sam nie wiem, czemu ten wzorcowy utwór eskacore’u bardziej urąga – historii włoskiego ruchu antyfaszystowskiego czy muzyce elektronicznej.

lofi hip hop radio – beats to relax/study to

Ten YouTubowy stream towarzyszył mi prawie codziennie – wbrew tytułowi niekoniecznie podczas relaksowania się czy nauki, raczej przy zasypianiu. O puszczanej tam 24/7 muzyce  można wiele złego powiedzieć – że stockowa, że nic się tu nie dzieje, że to czysta wydmuszka. Jej wady okazują się jednak zaletami, bo w końcu jest to muzyka, nad którą nie muszę się zastanawiać. Nie niepokoi, nie wywołuje refleksji, nie pasjonuje, po prostu sobie jest i robi za tło, bez pretensji, bez kontekstu, bez ambicji. Nigdy się nie kończy, można przy niej iść spać, można wypić kawę, zjeść jajecznicę i porozmawiać. Cudowne!

_________________________

Olga Szmidt

il. Katarzyna Janota

Susan Faludi W ciemni, przeł. Joanna Bednarek

Odwrotnie niż zwykle, z perspektywy czasu resztki moich zastrzeżeń bledną, a wielkie wrażenie, jakie wywarła na mnie ta książka nie traci na intensywności. Żadna z wydanych w tym roku książek nie poruszyła mnie tak mocno i tak wielostronnie jak W ciemni.

Konteksty bez tożsamości (Susan Faludi „W ciemni”)

Zimna wojna, reż. Paweł Pawlikowski

Niebywała perfekcja wizualna, scenariuszowa i emocjonalna złożoność. Piękny i przenikliwy. Chapeau bas.

Killing Eve

Kto by pomyślał, że Phoebe Waller-Bridge, znana ze swojego – proszę wybaczyć kalkę – niekomfortowego poczucia humoru, stworzy najbardziej oryginalny i trzymający w osobliwym napięciu kryminał tego roku. Przełomowa i wybitna rola Sandry Oh dodaje tylko dodatkowego powabu całości. Wyjątkowo ekscytująca produkcja, wyjątkowo zaskakująca konwencja. Więcej słów na ten temat tutaj. Drugim tytułem, który chciałabym wyróżnić jest The Good Fight – telewizyjne delicje, jeszcze lepsze w drugim sezonie.

* Egon Schiele. Die Jubiläumschau, Leopoldmuseum

Nie wiedziałam, że muszę odkryć Egona Schiele na nowo. Musiałam. Mimo że w tym roku w europejskich muzeach nie brakowało intrygujących wystaw, na zawsze zapamiętam pewnie tylko tę wiedeńską.

Sztuka współczesna w pełnym słońcu

 

Ślub od pierwszego wejrzenia oraz Projekt Lady

TVN-owska karuzela zmieniania ludzkiego życia nie zatrzymuje się ani na chwilę. Rolnik szuka żony nie daje się dogonić pod względem popularności, jednym z powodów może być mimo wszystko mniej paranoidalna i – jednak! – mniej uwłaczająca godności człowieka formuła niż ślub z nieznajomym. Potworność obu produkcji wynika przecież nie tylko z ich ideologicznego wymiaru, ale także z żerowania na ludzkiej słabości i desperacji (pouczające bywają tu seanse serialu UnReal), aby znaleźć szczęście. Ani perły i pseudoarystokratyczne rytuały (Projekt Lady), ani wąchanie koszulek i mierzenie twarzy (Ślub od pierwszego wejrzenia) tego nie zapewnią. Ani uczestnikom, ani widzom.

The Romanoffs

Największe serialowe rozczarowanie tego roku. 90-minutowe (!!!) odcinki serialu opartego na schemacie antologii to niepowiązane ze sobą historie postaci, które czują się lub są potomkami Romanowów. (W niektórych przypadkach ich identyfikacja jest mniej dosłowna.) Matthew Weiner, który na koncie ma m.in. Mad Men, siłuje się z nudą i wizualną atrakcyjnością od pierwszego odcinka. I o ile ten pierwszy (Paryż, Rosjanie, społeczne nierówności) nadal może intrygować i skłaniać do obejrzenia całości, o tyle owa całość jest absolutną katastrofą. Gdyby wszystkie odcinki utrzymano na takim poziomie, jak House of Special Purpose (z Christiną Hendricks w roli głównej), byłoby naprawdę dobrze. Tymczasem potworna, dojmująca nuda, rozwlekłość i poczucie jakiejś nieprzebranej amatorszczyzny jest w tym serialu zaskakującym rezultatem.

PS Wzrost popularności antologii postrzegam jako wyraźny sygnał końca naszej złotej ery telewizji. Bardzo proszę pamiętać, że byłam przeciw.

Camping

Nie sądziłam, że przy tak wysokim średnim poziomie serialowym da się zrobić wszystko (dosłownie: wszystko) źle. Najgorszy serial w historii HBO już na naszych ekranach. Więcej przytyków tutaj. Po piętach depcze mu również tegoroczny serial Sally4Ever, za który – o ironio – odpowiada Julia Davis, twórczyni oryginalnego Camping. Niespodzianka 2018 roku: nie wszystko ujdzie w tłoku.

Twórczość Maggie Nelson

Maggie Nelson bez wahania i bezkonkurencyjnie przekracza w Bluets barierę dzielącą filozofię i literaturę, w The Argonauts opowiada splecioną historię miłosną, w której ciąża narratorki i kolejny etapy zmiany płci, której poddaje się Harry, są dominantami fabularnymi. To dwie najwspanialsze książki, jakie przeczytałam w tym roku. Oryginalne bez wysiłku, przenikliwe intelektualnie i nienormatywnie – tak pod względem estetycznym, jak i seksualnym.

*Wit, reż. Mike Nichols

Najbardziej nieoczekiwane i przejmujące wykorzystanie literatury w kameralnej opowieści o umieraniu. Wyjątkowa i wymagająca rola Emmy Thompson. Film nie do zapomnienia.

_________________________

Zofia Ulańska

il. Ewelina Lebida

Nagroda Conrada dla Weroniki Gogoli  

Po trochu spełnia oczekiwania czytelników tęskniących za dobrą opowieścią i pełnym obciachów, zwyczajnym dzieciństwem lat 90. Trudno uwierzyć, że o tak odwiecznych tematach jak dojrzewanie czy śmierć najbliższych można jeszcze opowiedzieć w nowy sposób. Laureatce tegorocznej Nagrody Conrada się to udało.  

Weronika Gogola laureatką Nagrody Conrada

Duchologia polska, reż. Jakub Skrzywanek, Paweł Soszyński

Nawiązujący do książki Olgi Drendy spektakl Teatru Zagłębia w Sosnowcu to nie tylko barwna prezentacja „rzeczy i ludzi w czasach transformacji” w kampowej scenografii autorstwa Anny Marii Kaczmarskiej i Mikołaja Małka. Podróż do czasów popularności seansów Kaszpirowskiego i serialowej Alexis to także próba rozliczenia skutków reform i autotematyczna sztuka wystawiana w teatrze na rubieżach.

Debiutancka płyta zespołu Tulia

Wokalistki ze Szczecina poprzez swoje wykonania pozwalają na nowo spojrzeć na folk. Covery polskich i zagranicznych utworów wykonywane białym głosem w polskiej scenerii niosą ze sobą świeżość, prezentują też polską kulturę ludową bez jedoczesnego jej ośmieszania czy akcentowania biesiadnego charakteru. Projekt jest autorski ale nie niszowy, mający szansę dotrzeć do międzynarodowego grona odbiorców.

Marta Madejska, Aleja włókniarek

Dawno żadna lektura nie dostarczyła mi tak ambiwalentnych wrażeń. Jako łodzianka doceniam próbę napisania wyczerpującego i dobrego od strony gatunkowej reportażu o pracownicach fabryk. Nie mogę jednak przeboleć tendencyjności książki: demonizowania Balcerowicza i sugerowania, że Ziemia obiecana jest powieścią wyłącznie o fabrykantach. Także świadomość społeczna łodzian odnośnie roli kobiet w historii miasta nie jest tak niska jak sugeruje autorka i nie uważam, żeby wymagała podkreślania wagi lewicowej interwencji.  

Rozmowa z Martą Madejską, autorką książki „Aleja Włókniarek”

Rok 1984, reż. Barbara Wysocka

Powieść Orwella, a także otaczająca nas skomputeryzowana rzeczywistość i synoptyczne społeczeństwo stwarzają tyle możliwości dla nowej interpretacji Roku 1984, że dosłowne przeniesienie tej historii na scenę Teatru Powszechnego w Warszawie jest mało atrakcyjne – sprawia wrażenie szkolnego przedstawienia, zaś symboliczna scenografia nasuwa skojarzenia z kryzysem finansowym Teatru Popularnego w serialu Artyści.

Polska edycja programu All together now (Śpiewajmy razem)

Fałszujący wykonawcy i tłum słabo rozpoznawalnych reprezentantów przemysłu muzycznego śpiewających wspólnie (choć nie do końca synchronicznie) i wygłaszających bezkrytyczne komentarze w rodzaju „wow”, niczym mnie do siebie nie przekonał. Program (zarówno w polskiej, jak i brytyjskiej wersji) jest pozbawiony ciekawego przekazu czy narracji, w dodatku kiczowaty i niejednorodny estetycznie.

Jerzy Pilch, Rozpacz z powodu utraty furmanki

Nie od dzisiaj uważam, że Pilch jest lepszym felietonistą niż pisarzem, jednak na ten zbiór natknęłam się dopiero w tym roku. To jedna z ciekawszych opowieści o czasach transformacji – dowcipne, ironiczne diagnozy i anegdoty ukazują zarówno specyfikę wczesnych lat 90., jak i powtarzalność mechanizmów rządzących polską polityką.

_________________________

Mateusz Witkowski

il. Katarzyna Janota

Yves Tumor  Safe in the Hands of Love

Miłość, Nienawiść, Dobro, Zło –  weźcie sobie dowolne z wielkich i abstrakcyjnych pojęć, ubierzcie je w eksperymentalną elektronikę, dodajcie nieco ambientowej przestrzeni, zadbajcie, aby całość nie osunęła się w stronę banału i macie Safe in the Hands of Love! No właśnie. Demoniczny francuski muzyk (sama okładka wzbudza ciarki na plecach) sięga po radykalne i jaskrawe środki, ani przez moment jednak nie ociera się o spodziewaną w tym wypadku pretensjonalność i artystowskie wydumanie. Jeśli jakieś dziecko zapyta was, o co chodzi w sztuce współczesnej, to nie zabierajcie go do galerii, tylko puśćcie Yvesa Tumora. Będzie przerażone, ale po latach doceni, że zapewniliście mu dobry start.

Jan Błaszczak, The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side

Co prawda termin „dziennikarstwo śledcze” zarezerwowany jest zazwyczaj dla autorów tropiących afery, zbrodnie i nadużycia, pasuje jednak jak ulał również do The Dom. Jan Błaszczak, wychodząc od drobnej wzmianki prasowej na temat baru prowadzonego przez nowojorskiego Polonusa, stopniowo rekonstruuje losy lokalu oraz jego barwnej klienteli (wśród biesiadników m.in. Andy Warhol i Lou Reed) i – jakby mimochodem – tworzy przekonujący i wielostronny portret imigranckiej Ameryki lat 50. i 60. Wielkim atutem reportażu wydanego przez Czarne jest jego precyzyjna konstrukcja, która na bieżąco pozwala nam podglądać warsztat dziennikarski autora i sprawia, że uczestniczymy w tym mozolnym, ale niezwykle ekscytującym śledztwie. A poza tym: fakt, że na długiej liście informatorów Błaszczaka znaleźli się choćby Debbie Harry i Danny Fields, ucieszy pewnie każdego muzycznego nerda.

Tam, gdzie noc rekompensuje dzień (Jan Błaszczak „The Dom. Nowojorska bohema na polskim Lower East Side”)

Stary Teatr w Krakowie wraca do formy

W ubiegłorocznym podsumowaniu wspominałem o tym, jak dużym rozczarowaniem był dla mnie regres Starego wynikający z polityczno-administracyjnych roszad. Cieszę się, że tym razem mogę pokusić się o zmianę bieguna. Seria artystycznych porażek oraz opór ze strony zespołu doprowadziły do wypracowania kompromisu, dzięki któremu ciężar tworzenia repertuaru będzie od tej pory spoczywał na barkach Rady Artystycznej (złożonej z aktorek i aktorów). Mniejsza o prawdziwe intencje dyrekcji. Ważne, że uniknięto w ten sposób kolejnej „morawizacji”.

Siedem uczuć, reż. Marek Koterski

Nie jest żadną tajemnicą, że tworzenie filmów to dla Marka Koterskiego jedna z form autoterapii. Gdy autoterapeutycznej funkcji nie towarzyszy jednak żadna dodatkowa wartość artystyczna, całość musi skutkować nieznośną minoderią. Siedem uczuć to opowieść o zaburzonych relacjach między rodzicami a dziećmi podana w formie opowieści o zaburzonych relacjach między rodzicami a dziećmi przy pomocy tak wyszukanych środków, jak nieustanne podkreślanie, do czego mogą prowadzić zaburzone relacje między rodzicami a dziećmi. Na wypadek, gdybyśmy nie zrozumieli reżyserskich intencji, postać grana przez Sonię Bohosiewicz wyłuszcza nam w przedfinałowej scenie, o czym jest ten film. Nie spodziewałem się wybitnego kina, jeszcze bardziej nie spodziewałem się jednak kina tak wsobnego i pokracznego.

Paul McCartney – Egypt Station

Tak, zdaję sobie sprawę, że „Macca niczego już nie musi!”. Wiem, „historię muzyki zmienia się tylko raz w życiu!”. Wspomniany brak przymusu dotyczyć powinien również wypuszczania na rynek dzieł tak nijakich, jak Egypt Station. Tymczasem jeden z najwybitniejszych songwriterów w historii daje na swoim ostatnim albumie popis kompozytorskiej indolencji i podsuwa słuchaczom zestaw arcyprzeciętnych utworów przyprawionych jakąś niezrozumiałą rubasznością (patrz: Fuh You). Płyta do zapomnienia – to akurat przyjdzie mi z dużą łatwością.

Ślepnąc od świateł

Nie sądzę, żebym dożył czasów, w których HBO Polska będzie produkować dobre seriale. Najgorsze w wypadku Ślepnąć od świateł jest jednak to, że mimo całej płycizny prozy Żulczyka (maskowanej konsekwentnie przy pomocy „hurametafizyki”), zabrakło naprawdę niewiele, aby osiagnąć choćby względnie zadowalający efekt. Gdyby tylko wykazać się podczas pisania dialogów nieco większym skupieniem, gdyby pozwolić naturszczykowi Kamilowi Nożyńskiemu na kolejne duble, gdyby (…) itd. itp. Trudno oprzeć się jednak wrażeniu, że twórcy zainwestowali tak wiele energii w pracę nad warstwą wizualną produkcji, że nie starczyło jej już na sprawne poprowadzenie historii, która na ogół trzeszczy w szwach. A! Intermedium w postaci teledysku do utworu Myslovitz Nienawiść powinno z miejsca trafić do teleekspresowej galerii efekciarskich rozwiązań, które nie spełniają żadnej funkcji w narracji.

Wyłażąc z ekranu („Ślepnąc od świateł”)

Węgiel kamienny

Węgiel kamienny.

_________________________

Przemysław Zańko

Pierwszy człowiek, reż. Damien Chazelle

Na ogół nie oglądam filmów biograficznych, ale uwielbiam kosmos i wszystko, co z nim związane, więc jak mógłbym na to nie pójść? Dzięki temu, że reżyser Damien Chazelle postanowił pokazać nam losy Armstronga z pierwszej osoby, otrzymaliśmy historię programu kosmicznego i lądowania na Księżycu, jakiej jeszcze w kinie nie było: bardzo indywidualną oraz bardzo ludzką. Jeśli dodać do tego świetną grę aktorską ze strony Goslinga i Foy oraz fantastyczną oprawę audiowizualną, otrzymujemy dzieło, które na pewno jeszcze nieraz obejrzę.

Bohemian Rhapsody, reż. Bryan Singer

Już druga biografia, która mi się w tym roku podobała. Bardzo dziwne. Jako średnio zaangażowany sympatyk Queenu szedłem na film z zaciekawieniem, ale bez szczególnych oczekiwań. A potem spędziłem cały seans, na przemian kiwając głową do genialnej muzyki, zachwycając się grą aktorską Ramiego Malika i wzruszając się do łez losami Freddy’ego. Ten film udowadnia, że klasyczna, nieprzełamana, prawie sztampowa formuła biografii wciąż może działać – trzeba tylko mieć za bohatera bardzo ciekawego człowieka.

Widzisz to, co chcesz zobaczyć („Bohemian Rhapsody”)

Day of the Doctor

Nie wiadomo, kto właściwie miał być targetem wydanych przez BBC nowelizacji wybranych odcinków serialu Doctor Who. Jest jednak pewne, że spośród czwórki autorów Steven Moffat podszedł do zadania najbardziej ambitnie. Książkowa wersja jego własnego scenariusza mocno wzbogaca historię, którą widzieliśmy na ekranie, a nawet nie boi się jej lekko zmieniać, żeby poprawić pewne niedociągnięcia oryginału. To w zasadzie nie nowelizacja – to zupełnie nowa i chyba ciekawsza opowieść. Warto przeczytać choćby dla samego zakończenia.

Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda, reż. David Yates

Obejrzawszy poprzednią część, nie spodziewałem się po tym filmie wiele – a i tak się zawiodłem. Pogmatwana, niepotrzebna, nieciekawa fabułka, która na domiar złego na siłę zmienia istotne elementy historii z książek o Harrym Potterze. To najgorszy rodzaj prequela: zamiast rozbudowywać kanon, psuje go. Przy całej mojej miłości do jej dzieł – naprawdę bym chciał, żeby J.K. Rowling przestała pisać o świecie czarodziejów.

Han Solo: Gwiezdne wojny – historie, reż. Ron Howard

Skoro nawet moja dziewczyna, gotowa wybaczyć Gwiezdnym Wojnom wszystko, wyszła z tego filmu zdruzgotana, to chyba naprawdę nie jest dobrze. Dzieło bez pomysłu i bez serca, stworzone tylko po to, by odcinać kupony od popularności Hana Solo. Nie mam problemu z tym, że hollywoodzkie blockbustery istnieją głównie po to, by zarabiać pieniądze. Ale na litość boską, niech przynajmniej będą warte tych parunastu złotych wydanych na bilet.

1983

Na ten serial Netfliksa czekałem od dawna. Uwielbiam historie alternatywne, a 1983 miało być bodaj pierwszą produkcją telewizyjną z tego gatunku dotyczącą dziejów Polski. Niestety, zawiodłem się mocno. Nie wszystko w serialu jest złe – akcja toczy się wartko, strona wizualna się broni, alternatywną Polskę zrealizowano ciekawie. Tylko co z tego, skoro dialogi są tak koszmarnie drewniane, że wygłaszający je bohaterowie zmieniają się w papierowe wycinanki. Dęte frazesy o Ojczyźnie i Prawdzie, objaśnianie na głos fabuły, żeby widz się nie zgubił, wymiany kanciastych zdań kompletnie pozbawionych życia. Nie przetrwałem nawet dwóch odcinków.

Moczaryzm i smartfony („1983”)

 

Deus Ex: Mankind Divided

Zdaniem fanów jest to jedna z najgorszych części serii Deus Ex. Rozumiem, czemu tak uważają: gra ewidentnie została sztucznie skrócona, przez co w wielu aspektach pozostawia niedosyt. Ale i tak utonąłem w jej mrocznym, cyberpunkowym świecie na amen. Fantastycznie zrealizowana futurystyczna Praga, nowe supermoce bohatera, emocjonujące walki, fenomenalna oprawa audiowizualna i całkiem ciekawa szpiegowsko-spiskowa fabuła – więcej mi nie potrzeba. Nadal wolę poprzednie części, ale nawet słabszy Deus Ex jest niezapomnianym przeżyciem.