performer
ARTYKUŁY | 04.01.2016

PODSUMOWANIE 2015 #4: FILIP FIEREK

+

 

Stéphane Brizé, Miara człowieka

Vincent Lindon nie bez przyczyny dostał nagrodę za najlepszą rolę męską na festiwalu w Cannes. W filmie Stéphane’a Brizé zagrał najzwyklejszego i najpoczciwszego w świecie człowieka, którego  rzeczywistość zmusza do czynienia rzeczy wbrew własnemu sumieniu. Prawo rynku (La Loi du marché – tak brzmi tytuł filmu w oryginale) jest bezwzględne i nieubłagane, a wszystkich niedostosowanych albo nie dość mu uległych wypluwa na margines. Brizé stworzył obraz jednocześnie kontemplacyjny i zaangażowany, a to niełatwa rzecz. Majstersztyk.

Zofia Rydet, Zapis socjologiczny

Na słynny cykl Zofii Rydet składa się prawie 20 tysięcy zdjęć. Jeszcze nigdzie nie pokazano tego w całości, więcej – jeszcze nigdzie nie pokazano tego nawet w przyzwoitej części. Przestrzeń muzeum po prostu się do tego nie nadawała. Twórcy strony www.zofiarydet.com postanowili nadrobić te zaległości i zaczęli digitalizować archiwum polskiej fotografki. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że Rydet miała niespotykany dar obchodzenia się z aparatem fotograficznym, który w niepowołanych rękach może być przecież groźną maszyną. Jej Zapis socjologiczny udowadnia, że człowieka można portretować z czułością, a wszystkie historie wypisane na ludzkich ciałach i twarzach domagają się równej uwagi.

Nowe zjawiska w polskim kinie

Wszystko zaczęło się od filmów Widok z daleka jest piękny i Huba Anki i Wilhelma Sasnalów, a ciąg dalszy stanowią niesłusznie krytykowany Walser Zbigniewa Libery i całkiem niezły Performer Oskara Dawickiego. Mowa o tym, co Jakub Majmurek i Łukasz Ronduda w niedawno wydanej książce opatrzyli terminem ,,Kino-Sztuka”. Sasnalowie, Libera i Dawicki, wszyscy dobrze zadomowieni w polu sztuk wizualnych, odważnie i znienacka weszli do świata filmu, ale rozumianego już nie jako pokazywany w galerii wideo-art, tylko branża z osobną logiką i regułami. To wielka nadzieja dla polskiego kina.

Dobrze rokuje także Wołanie Marcina Dudziaka, które wpisuje się (podobnie jak filmy Sasnalów) w dobrze rozpoznany na świecie – a nadal słabo w Polsce – nurt slow cinema. Dudziak nakręcił film niespieszny, minimalistyczny i prawie pozbawiony dialogów, co widowni przyzwyczajonej do klasycznej filmowej narracji może wydać się trudne do przyjęcia. Nie można czynić mu z tego zarzutu.

 

 

Tahar Ben Jelloun, Co to jest islam? Książka dla dzieci i dorosłych

Książkę Ben Jellouna polska krytyka chciała podać społeczeństwu jako lek na antyislamskie nastroje podsycone styczniowymi i listopadowymi zamachami w Paryżu. Nic w tym dziwnego, bo zawsze szuka się odtrutek tego rodzaju. Niepokoi raczej to, że książkę naprawdę słabą, niewolną od rzeczowych błędów, logicznych nieścisłości i powtórzeń, polecano każdemu, kto chce wyzwolić się od antymuzułmańskich uprzedzeń. Smutne, że Ben Jelloun nie potrafi uczciwie rozliczyć się z opresyjnością islamu i ucieka w niedopowiedzenia i rażące sprzeczności. Przecież podtytuł sugerujący, że to książka także dla dzieci, nie usprawiedliwia intelektualnego niechlujstwa. (Swoją drogą, papier przeznaczony na druk Ben Jellouna można było wykorzystać lepiej: na przykład wydając polski przekład odważnej i bezkompromisowej pracy Ayaan Hirsi Ali Why Islam Needs a Reformation Now).

Dziewięć na dziesięć odcinków Prokuratora

Bracia Miłoszewscy jako scenarzyści i Jacek Koman jako staroświecki prokurator – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że to może być naprawdę dobry serial. Jak to często w Polsce bywa, skończyło się klapą. I nie chodzi o to, że w drugim czy trzecim odcinku w rogu kadru nad głową Komana dynda mikrofon. Nie chodzi nawet o to, że w scenariuszu zdarzają się drobne luki i pomyłki. I to, i to wyrozumiały widz mógłby wybaczyć. Ale co, jeśli w przypadku gatunkowego kryminału zagadki kolejnych morderstw rozwiązujemy szybciej od śledczego? Aż trudno uwierzyć, że dziesiąty odcinek Prokuratora jest udany, by nie powiedzieć, znakomity. Reszta robi wrażenie na tyle złe, że finałowa historia wygląda na wypadek przy pracy.

Marina Abramović versus Ulay

Na początku towarzyszyli sobie w sztuce i w życiu. Rozstali się w 1988 roku podczas słynnego performansu The Lovers: The Great Wall Walk. Ich ponowne spotkanie po latach w MoMA zarejestrowała kamera Matthew Akersa, który kręcił właśnie film Marina Abramović: The Artist is Present. Oboje wtedy rozpłakali się i złapali za ręce. Nikomu nie przeszło przez myśl, że za pięć lat Ulay oskarży Abramović o łamanie kontraktu i przywłaszczanie sobie dzieł, które były rzekomo ich wspólnymi pracami. Sąd oczywiście rozstrzygnie, kto ma rację. Bądź co bądź sprawa budzi wielki niesmak.

 

!

 

Ryszard Apte i Leo Fuld

Ryszarda Apte odkryli Marcin Kowalski i Piotr Głuchowski przed pięciu laty, wydając książkę Ryszard Apte. Niedokończona powieść i dołączając do niej reprodukcję teczki z jego rysunkami ułożonymi w cykl Niepokój. Wyraźnie widać w nich strach przed zbliżającym się widmem Zagłady.

O Leo Fuldzie, wielkim pieśniarzu jidysz, do dziś nie pamięta prawie nikt. Przez wiele lat żył w biedzie, a świat jakby zapomniał, że po wojnie jego utwór Where Can I Go był światowym hitem. ,,Where to go, where to go / Every door is closed to me / To the left, to the right / It’s the same in every land” – śpiewał. Tego trzeba posłuchać.