• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 11.11.2018
PODSUMOWANIE 1918-2018: Najlepszy polski tekst kultury
  • Autor
  • Redakcja
  • ILUSTRACJA
  • Michał Kozikowski
Artykuły | 11.11.2018

PODSUMOWANIE 1918-2018: Najlepszy polski tekst kultury

Joanna Barańska

Matka Joanna od Aniołów, reż. Jerzy Kawalerowicz (1961)

Adaptacja opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza przedstawia historię opętania zakonnic na Smoleńszczyźnie w XVIII wieku. Do klasztoru przyjeżdża jezuita, ksiądz Suryn, którego zadaniem jest przeprowadzenie egzorcyzmów. Suryn czuje specyficzną łączność z przełożoną klasztoru, matką Joanną od Aniołów, która opowiada mu o demonach mieszkających w jej ciele. Film został oprotestowany przez Watykan i nieomal wycofany z konkursu w Cannes. To jedna z sytuacji, gdy Kościół nie rozumie głęboko chrześcijańskich tekstów. Miłość jest na dnie wszystkiego, co się na świecie dzieje – pada w rozmowie księdza z miejscowym rabinem. Głównie o tym jest Matka Joanna… i to fatalnie, że film z takim przekazem jest w Polsce stopniowo zapominany.

 

Jan Bińczycki

Twórczość Stanisława Szukalskiego

W kontrze do nacjonalistycznych koncepcji kultury narodowej proponuję… nacjonalistę. Ale nie takiego w dzisiejszym, obskuranckim znaczeniu tego terminu. Gdyby współcześni pogrobowcy dawnych nacjonalistów odrobili lekcję z niesamowitej, eklektycznej estetyki i (para)filozofii artystycznej Szukalskiego, to dziś polskość przeżywalibyśmy jako triumf wyobraźni nad wszelkimi ograniczeniami. Warto docenić spektakularne rzeźby Stacha z Warty, przekraczające zdrowy rozsądek projekty architektoniczne, a nawet jego rojenia paranaukowe (zermatyzm) i teatralno-literackie kuriozum w postaci pogańskiego dramatu dla dzieci i młodzieży (!) Krak, syn Ludoli: dziejawa w dziesięciu odmroczach. Szukalski to polski Salvador Dali, artysta totalny, jednocześnie odległy od narodowych kolein, a zarazem do głębi polski.

 

Olga Drenda

Janusz Dunin, Papierowy bandyta (1974)

To książka poświęcona literaturze-makulaturze, a raczej wszystkim wydawnictwom, które uważano za niewarte uwagi (dlatego tak mało przetrwało do dzisiaj). Wróżby, przepowiednie, kryminały, straszne opowieści, senniki, pieśni nowiniarskie, rymy częstochowskie, a nawet przedwojenne komiksy – Dunin stworzył antologię „literatury nieistotnej”. Obiektywnie rzecz ujmując nie jest to bardzo wielkie dzieło, ale za to szalenie ważne, bo tropi źródła polskiej popkultury w czasach bardzo dawnych. Jest też nieocenionym przewodnikiem po współczesnych mitach, teoriach spiskowych, memach (w znaczeniu: zaraźliwy tekst kultury), którymi bezwiednie posługujemy się do dzisiaj.

 

Konrad Janczura

Wiedźmin III: Dziki Gon (2015), CD Projekt RED

Gra, która wyniosła literacki pierwowzór ponad jego ramy. Bohater, niby odmieniec, wraz z trwaniem fabuły jawi się coraz mocniej jako ten najbardziej ludzki. Wiedźmin… jest klasyczną historią o „ostatnim człowieku”. Mieszczą się w niej wszystkie polskie narracje: począwszy od Długosza, przez Kochanowskiego, Mickiewicza, Słowackiego, Sienkiewicza… To wielkie studium o nadzwyczajnej roli „Obcego”, o konfrontacji z wyzbytym skrupułów społeczeństwem, ukrytym pod wątłą formą cywilizacji. Jest więc w to wszystko zamieszany Conrad, Gombrowicz, a więc ci, którzy na korzeniach polskiej kultury stworzyli myślowe algorytmy istotne dla ogółu człowieczeństwa.

 

Bartek Konarski

Stanisław Bareja, Miś (1980)

Film Barei wrył się na stałe w polską codzienność i kulturę. Cytaty weszły do powszechnego użytku, a powtórki są nadawane w telewizji publicznej niemal w każde święto narodowe. Mimo stylistycznej niechlujności i pozornej doraźności Miś jest komedią ponadczasową, która w finale staje się czymś znacznie więcej: Tradycja naszych dziejów jest warownym murem. To jest właśnie kolęda, świąteczna wieczerza, to jest ludu śpiewanie, to jest ojców mowa, to jest nasza historia, której się nie zmieni. A to, co dookoła powstaje od nowa, to jest nasza codzienność, w której my żyjemy. Bareja uparcie wierzył w siłę polskiej tradycji i dał temu unikalne świadectwo.

 

Łukasz Konatowicz

Papa Dance, Poniżej krytyki (1986)

Pomimo wielkiego wrażenia, jakie na mnie zrobiły teksty kultury takie jak Rękopis znaleziony w Saragossie czy skecz Panel podatkowy pochodzący z Za chwilę dalszy ciąg programu, najmocniej porusza mnie w życiu muzyka rozrywkowa. A w tej dziedzinie nie powstało w Polsce nic lepszego niż Poniżej krytyki Papa Dance, o którym w życiu trochę napisałem i o którym bardzo dużo rozmawiałem – nierzadko z powodu pokutujących na jego temat stereotypów. Mogę tylko jeszcze raz podkreślić, że jest to jednocześnie niezwykle przebojowy i szalenie wyrafinowany popowy album, który adaptuje zachodnie trendy z lat 80., a zarazem pozostaje bardzo naszym, bardzo polskim artefaktem późnego PRL-u.

 

Łukasz Łoziński

Tadeusz Konwicki, Mała Apokalipsa (1979)

Najsłynniejszą powieść Konwickiego opublikowano w drugim obiegu. Dostęp do niej mieli nieliczni, a jednak stała się sensacją. I wywołała wściekłość na szczytach władzy. Konwicki był groźny, bo precyzyjnie jak mało kto odsłaniał opresyjny i surrealny kształt Polski Ludowej. Mała Apokalipsa różni się jednak od większości tekstów odbijanych wówczas na powielaczu. U Konwickiego nie ma tromtadracji, pełno za to śmiechu i wrażliwości na codzienność. Małą… czytać można nie tylko jako zapis sporów o polskie obowiązki. To także rzecz o tym, że nawet na ubłoconych ulicach objawia się uroda świata, wybuchają niemożliwe romanse. A niekiedy w cywilizowanych, zdawałoby się, miastach płoną ludzie.

 

Małgorzata Major

Dzień świra, reż. Marek Koterski (2002)

Film Koterskiego, zamiast opowiadać o naszych najlepszych cechach narodowych, które chcielibyśmy z dumą eksponować, pokazuje te dominujące polską codzienność. Reżyser po mistrzowsku pokazuje, jacy jesteśmy w chwilach słabości i jak bardzo nie radzimy sobie z rzeczywistością, bo wciąż mamy w pamięci nasze wyobrażenie tego, „jak powinno być”. Adaś Miauczyński podobno stanowi alter ego reżysera, ale gdyby widownia się z nim nie utożsamiała, jego postać, język i kompulsywność zachowań nie zakorzeniłyby się tak mocno w rodzimej codzienności. Koterski poprzez swojego bohatera bezpardonowo mówi nam, co zrobiliśmy źle i godzimy się z tym, a przecież „my Polacy” rzadko z podobną pokorą składamy samokrytykę.

 

Artur Nowrot

Bruno Schulz do St. I. Witkiewicza (1935)

Próby opisania przez twórców źródeł własnej twórczości zawsze fascynują – a już szczególnie w przypadku jednego z najbardziej unikalnych pisarzy tworzących w języku polskim. W adresowanej do Witkacego wypowiedzi Schulz pisze o związkach jednostki z mitem, o niewytłumaczalnych, ale kipiących znaczeniem obrazach, które zapadają w pamięć w dzieciństwie. Antycypuje także płynną nowoczesność, opowiadając o świecie, którego sednem jest „panmaskarada”, zabawa przywdziewaniem i odrzucaniem kolejnych form. Myślę, że zwłaszcza to ostatnie czyni Schulza twórcą nieodzownym w chwili, w której tak silne jest dążenie, by nadać polskiej kulturze i historii wyraźnie zdefiniowany, utrwalony – i śmiertelnie poważny kształt.

 

Michał Ochnik

Edmund Niziurski, Siódme wtajemniczenie (1969)

Niewiele jest w polskiej literaturze utworów tak kunsztownych w treści i formie jak powieść Edmunda Niziurskiego z 1969 roku. W niedługiej obyczajowej powieści dla młodzieży autor zawarł satyrę na ówczesny system polityczny, misterne szkatułkowe kompozycje narracyjne  i – najważniejsze – nieprawdopodobnie dojmujący opis procesu dojrzewania i żegnania się z niewinnością dzieciństwa. A wszystko to w brawurowej językowo, szalenie zabawnej formie szkolnej farsy, z której Niziurski jest przecież znany.

 

Olga Szmidt

Józef Wittlin, Sól ziemi (1935)

To dla mnie nie tylko jedna z najwybitniejszych polskich powieści, ale przede wszystkim niezestawialny z innymi dziełami tamtego okresu pokaz wrażliwości na ludzkie cierpienie, subtelności w konstruowaniu postaci prostego człowieka i czułości spojrzenia. Przy tym wszystkim Wittlin nie traci ani na moment z horyzontu złożoności procesu, który obserwuje jego bohater – upadku Austro-Węgier. Postać analfabety pracującego na stacji kolejowej – syna Polaka i Hucułki – zapada nie tylko w pamięć, ale i w serce. Organiczny pacyfizm i diagnoza nowoczesnego świata, która się z tej powieści wyłania niesie nas o wiele dalej niż tradycyjnie pojmowana ojczyzna. Bez wahania określiłabym tę powieść jako jedną z najważniejszych dla zrozumienia, czym był w ludzkim doświadczeniu XX wiek.

 

Zofia Ulańska

Krzysztof Kieślowski, Gadające głowy (1980)

Niestronniczy, pozbawiony symbolizmu i martyrologii portret kilku pokoleń Polaków. Autentyczny, akcentujący różnorodność wywiad z osobami w różnym wieku. Z pozoru to opowieść o jednostkach, jednak dokument ukazuje ludzi zaplątanych w kalki językowe i wpływy idei, które ścierały się w XX-wiecznej Polsce: katolicyzm, socjalistyczny etos pracy, kontrkulturowy pacyfizm, mit Ameryki, mgliste wyobrażenia o demokracji czy tęsknota za międzywojniem… Zaledwie 15 minut rozmów z anonimowymi ludźmi pozwala lepiej zrozumieć rodzime realia niż narracje kreujące wielkich bohaterów. Chociaż pod względem formuły film doczekał się kontynuacji, szkoda, że wywarł niewielki wpływ na to, w jaki sposób opowiada się o polskim społeczeństwie.

 

Mateusz Witkowski

Krzysztof Komeda, Astigmatic (1966)

Po pierwsze dlatego, że napięcie między uniwersalnością podejmowanej stylistyki a przemycaną w nienachalny sposób lokalnością jest tym, co interesuje mnie w muzyce najbardziej. Po drugie dlatego, że w biografii samego Komedy, który ulega tragicznemu, ale i absurdalnemu wypadkowi zaraz po tym, gdy jego kariera zaczęła wreszcie nabierać tempa, jest coś nieodparcie polskiego. Po trzecie dlatego, że Kattorna jest utworem tak znakomitym, że aż nierealnym. Itd. itp. Podobno gdy Komeda starał się o przyjęcie do Związku Kompozytorów Polskich, wraz z podaniem dostarczył komisji między innymi nagranie z Astigmatic. Aplikację odrzucono, a same utwory określono mianem zbyt powierzchownych. Powiem tak: hehe.

 

Przemysław Zańko

This War of Mine (2014), 11 bit studios

Jaką grę wojenną może stworzyć naród, który od XVIII wieku zajmuje się głównie lizaniem ran po kolejnych zaborach, okupacjach, powstaniach i rzeziach? Jedyną wartą grania. Zamiast power fantasy o zabijaniu setek wrogów dostajemy brutalny, posępny symulator bycia cywilem na linii frontu. This War of Mine doświadcza się w pełni tylko raz, podczas pierwszej rozgrywki, gdy – tak jak sterowane przez ciebie postacie – nie masz pojęcia, skąd wziąć jedzenie i leki, jak obronić się przed bandytami i kiedy ten koszmar nareszcie się skończy. Z tą grą doświadcza się wojny w sposób, jakiego filmy i książki po prostu nie są w stanie zaoferować – bo pozwala ona choć w znikomym stopniu poczuć, jak to na wojence ładnie, gdy strzelają, a ty nie masz w ręku karabinu.