popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Podróże do Polski (Jérémie Dres „Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz”)
auschwitz
RECENZJE | 24.03.2014

Podróże do Polski (Jérémie Dres „Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz”)

Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz to komiks pokazujący współczesną Polskę oczami francuskiego Żyda. Z podobnym spojrzeniem z zewnątrz mieliśmy ostatnio do czynienia przy okazji komiksu Zaduszki słynnej izraelskiej graficzki Rutu Modan. Jak się więc okazuje, polsko-żydowska pamięć oraz żydowska społeczność w Polsce (a w końcu sama Polska) stają się ważnymi i inspirującymi tematami dla coraz większego grona zagranicznych artystów.

Jérémie Dres wybrał się w 2010 roku w podróż do Polski. Wyprawa miała być rodzajem hołdu złożonego jego zmarłej przed rokiem babci Temie Dres – polskiej Żydówce. Urodziła się ona i przez wiele lat mieszkała w Warszawie, by w latach 30. na stałe osiedlić się w Paryżu. Jej wspomnienia z Polski miały charakter ambiwalentny. Z jednej strony z rozrzewnieniem wspominała swoje polskie dzieciństwo i lata dobrobytu, kiedy jej ojciec prowadził dużą firmę stolarsko-budowlaną, z drugiej zaś cień polskiego antysemityzmu nakazywał jej przez lata przestrzegać wnuki przed małżeństwem z Polką. Jérémie wraz z bratem Martinem jedzie więc do kraju, z którego pochodzi jego rodzina, aby odnaleźć – jak sam pisze – utracony fragment swojej tożsamości.

komiksauschwitz1

Bracia Dres przyjeżdżają do Warszawy by zobaczyć kamienicę przy ulicy Freta, gdzie przed wojną mieszkała ich babcia, oraz spotkać się z przedstawicielami lokalnej społeczności żydowskiej. Ze zdziwieniem zauważają, że rozwija się ona dość prężnie. Mało tego, jest podzielona i różnorodna. Mają okazję rozmawiać z dwoma rabinami (reprezentującymi zarówno ortodoksję, jak i judaizm reformowany), przedstawicielami TSKŻ i ZOOM (Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów i Żydowskiej Ogólnopolskiej Organizacji Młodzieżowej). Mimo że każdy z rozmówców roztacza przed nimi inną wizję życia żydowskiego w Polsce, łączy ich ogólne zadowolenie i optymizm. Jérémie i Martin odnajdują groby pradziadków na cmentarzu żydowskim przy Okopowej, zwiedzają teren byłego getta – warszawski Muranów, a także odwiedzają dział genealogii Żydowskiego Instytutu Historycznego. Ważnym punktem programu jest wyjazd do Żelechowa – rodzinnej miejscowości dziadka braci Dres, Simchy. W drodze na polską prowincję ożywa strach przed polskim antysemityzmem, a w głowach bohaterów huczą przestrogi członków rodziny przed „Polaczkami”. Jérémie i Martin na wszelki wypadek postanawiają zataić swoje pochodzenie i cel wizyty, a fotografując zapomniane macewy na żelechowskim kirkucie, czują się niemal jak bohaterowie filmu grozy. Ostatnim przystankiem przed powrotem do domu jest Kraków i słynny Festiwal Kultury Żydowskiej. To wtedy bracia Dres przysłuchują się debacie na temat odrodzenia życia żydowskiego w Polsce, wysłuchują koncertu w synagodze Tempel, a dla dopełnienia kiczowatego obrazu pod koniec wizyty jedzą kolację w restauracji Ariel przy ulicy Szerokiej.

komiksauschwitz2

Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz jest więc rodzajem rysunkowego reportażu z podróży, stworzonego na podstawie fotografii wykonanych przez autora podczas pobytu w Polsce i autentycznych wypowiedzi jego rozmówców. Ta osobista, czarno-biała rysunkowa opowieść poprowadzona jest prostą kreską i prostym językiem. Dres pisze i rysuje dowcipnie, miejscami ironicznie, nie sili się na skomplikowane artystyczne wizje czy wydumane socjologiczne diagnozy. Sprawia wrażenie, że pisze w celu innym niż deklarowany, którego jednak nie sposób uchwycić. Pomysł, aby obcokrajowiec (tym bardziej żydowskiego pochodzenia) zrelacjonował żydowski renesans w Polsce, wydaje się strzałem w dziesiątkę. Takie spojrzenie z zewnątrz, z jednej strony jako niewinnego obserwatora, z drugiej zaś osoby głęboko i żywo zainteresowanej, mającej świadomość takich uwarunkowań jak poholokaustowa trauma, jest niezwykle cenne.

Niestety, Dres wpada także w pułapki, które sprawiają, że jego komiks nie jest rewelacyjny. Poruszając tematy ważne dla debaty o polsko-żydowskiej pamięci, nie przedstawia ich w szerszym kontekście: „odżydzanie” przestrzeni za pomocą katolickich kapliczek, zaniedbane macewy i cmentarze, nadmierne i bezkrytyczne zainteresowanie żydowską kulturą to zalążki tematów bez rozwinięcia, jedynie napomknienia. Mam wrażenie, że autor sam gubi się w świecie, który dopiero poznał, a który stara się opisać. Szczególnie krakowska część wyjazdu do Polski może być uznana za kontrowersyjną. Dres nie podejmuje refleksji na temat tego, czym był FKŻ w 2010 roku (a wizerunek Festiwalu Kultury Żydowskiej bardzo się zmienia, w pozytywnym znaczeniu tego słowa). Prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak do niedawna był postrzegany, zwłaszcza przez polskie środowiska żydowskie – jako rodzaj sztucznego, ocierającego się o cepelię wydarzenia, które z Żydami ma niewiele wspólnego. Nie zastanawia się głębiej nad kuriozalnością wszystkich doskonale prosperujących, pseudożydowskich knajpek przy Szerokiej, w których nikt nawet nie zawraca sobie głowy chociażby najbardziej podstawowymi zasadami koszerności.

komiksauschwitz3

Mój sceptycyzm wzbudza również tytułowe założenie całego projektu nieodwiedzenia byłego obozu, obecnie muzeum Auschwitz-Birkenau. Dres motywuje swoją decyzję tym, że jego życie, jako spadkobiercy holokaustowej traumy, jest i tak wystarczająco skażone przez Auschwitz. Niechęć do tego miejsca może być zrozumiała. Praktyka tzw. dark tourismu zamienia byłe obozy zagłady w przerażające disneylandy oraz daje ujście voyerystycznym zapędom i chęciom niebezpiecznego utożsamienia się z ofiarą. Wycieczki izraelskich licealistów, które przemierzają Polskę od Treblinki przez Majdanek aż do Auschwitz, budzą często opór i słuszne, w moim odczuciu, poczucie niesprawiedliwości u tych, którym zależy na postrzeganiu Polski nie jako cmentarza, ale jako miejsca żywego. Autor komiksu robi coś odwrotnego – rezygnuje całkowicie z oglądania Polski jako miejsca tragedii europejskich Żydów. Kreśli obraz rozentuzjazmowanej społeczności, na każdym kroku dziwiąc się uprzejmie, że takowa w ogóle w tym kraju istnieje. Faktyczny problem pojawia się jednak pod koniec opowieści, podczas sceny powrotu braci do Paryża, gdzie czytamy: No i w końcu tam nie pojechaliśmy. Co to zmienia? Wbiłby nam się do głowy jeszcze raz ten sam koszmar, który zawsze nas prześladował. Za to dzisiaj nie jesteśmy już potomkami szczęśliwie Ocalonych z obozów zagłady, ale godnymi spadkobiercami narodu żydowskiego i jego bogatej i złożonej historii na ziemiach polskich. Odnaleźliśmy w końcu tę połamaną i ukrytą część naszej tożsamości. Dlaczego nie można być jednocześnie potomkiem szczęśliwie Ocalonych z obozu zagłady i godnym spadkobiercą narodu żydowskiego? Zagłada, przy całym ogromie okrucieństwa i nieszczęścia, była również etapem tej złożonej historii Żydów w Polsce i Europie, o czym nie należy o tym zapominać. Takie niewinne wypieranie Zagłady z opowieści o polskich Żydach może prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji zapominania. W całej żydowsko-polskiej historii piękne i fascynujące jest bowiem to, że społeczność żydowska odradza się właśnie pięćdziesiąt kilometrów od Auschwitz.

 

Jérémie Dres

Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz

Przeł. Natan Okuniewski

Wydawnictwo MF Studio, 2013

Liczba stron: 206