• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 12.10.2020
Po nas choćby potop. Refleksje wokół „Teneta”
Artykuły | 12.10.2020

Po nas choćby potop. Refleksje wokół „Teneta”

W 1898 roku ukazała się nowela Morgana Robertsona pt. Upadek Tytana. Opisano w niej historię brytyjskiego okrętu pasażerskiego, który pewnej kwietniowej nocy zderzył się z górą lodową i zatonął na północnym Atlantyku. W katastrofie Tytana zginęło wielu ludzi, ponieważ ogromny statek miał niewystarczającą liczbę łodzi ratunkowych. Czternaście lat po ukazaniu się noweli Robertsona, pewnej kwietniowej nocy 1912 roku po zderzeniu z górą lodową zatonął na północnym Atlantyku Titanic.

Zdarzają się momenty, gdy bariera między teraźniejszością a przyszłością staje się tak cienka, że bardziej wrażliwi obserwatorzy świata mogą dostrzec przebłyski tego, co nadejdzie. Na przełomie XIX i XX wieku w krajach takich jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy wydawano setki powieści opisujących nadchodzącą wielką wojnę między europejskimi mocarstwami. H.G. Wells w utworze Świat wyzwolony wymyślił bombę atomową w 1914 roku, na dwie dekady przed tym, jak faktycznie powstała. Stanisław Lem przewidział ebooki, internet, smartfony, drukarki 3D i pewnie jeszcze parę innych rzeczy, które dopiero skonstruujemy. Wygląda na to, że na horyzoncie potrafimy dostrzec głównie nowe wynalazki oraz katastrofy. O wizje lepszego jutra jest dużo trudniej. Jak pokazuje w Resztkach nowoczesności Przemysław Czapliński, od kilku dekad zanika w naszej kulturze zdolność myślenia utopijnego, co oznacza, że bardzo trudno jest nam tworzyć pozytywne wizje przyszłości. Całkiem dobrze pokazuje to popkultura, która często jak lustro odbija dominujące w danym momencie dziejowym nastroje. Wystarczy spojrzeć choćby na popularność dystopii i historii o zagładzie ludzkości w latach 80., kiedy nad światem wisiała realna groźba wojny atomowej. 

Dla mnie osobiście najbardziej uderzający jest jednak kontrast między powstałym w latach 1987-1994 serialem Star Trek: Następne pokolenie a emitowanym od 2017 roku Star Trek: Discovery. Podczas gdy ten pierwszy jest zdecydowanie najbardziej utopijną ze wszystkich odsłon Star Treka, prezentując wizję pokojowej eksploracji kosmosu w epoce dobrobytu i współpracy między inteligentnymi rasami, Star Trek: Discovery to historia zdecydowanie bardziej mroczna, tocząca się w rozdartej wojną galaktyce. Z kolei gdy w 2020 roku pojawił się serial Star Trek: Picard, kontynuujący historię jednego z bohaterów Następnego pokolenia, szybko się okazało, że po utopijnej wizji z początku lat 90. nie pozostał nawet ślad. Popularność dystopii to tylko jeden z możliwych przejawów zaniku myślenia utopijnego. Czasem świadczy o nim także myślenie o przyszłości jako o prostym przedłużeniu teraźniejszości – z coraz lepszą technologią, ale bez żadnych radykalnych zmian, jak np. w Końcu historii Fukuyamy. Są też teksty kultury takie jak Player One, które niby dzieją się w przyszłości, ale tak naprawdę są zainteresowane nostalgicznym wskrzeszaniem przeszłości. 

W 2020 roku na ekrany kin wszedł z kolei Tenet Christophera Nolana, w którym przyszłość niesie śmiertelne zagrożenie. To dobry moment na film o takiej tematyce – w książkach historycznych 2020 będzie wyraźną cezurą, datą do wykucia na sprawdzian z historii. Gdy zmiana, tak jak dziś, wisi w powietrzu, chętnie spekulujemy na temat tego, co się wydarzy. W dawniejszych tekstach kultury dostrzegamy dziś wątki, które wydają się zapowiadać trwającą obecnie pandemię. Może to były przebłyski przyszłości dostrzeżone przez wizjonerów? A jeśli tak, to jakie jutro kultura wróży nam obecnie?

Fabuła Teneta jest następująca: bohaterowie próbują powstrzymać ludzi z przyszłości, którzy wypowiedzieli teraźniejszości wojnę i wysyłają do naszych czasów części tajemniczej broni, która po zmontowaniu i aktywacji zniszczy nas wszystkich. Kryje się tu dziwne założenie: że dziś i jutro można postrzegać jako dwa osobne, przeciwne sobie byty. Kojarzy mi się to z ludźmi, którzy pijąc alkohol, żartują, że nie odstrasza ich wizja kaca, „bo kac to problem dla Przyszłego Mnie” (a potem przeklinają Przeszłego Siebie, który zafundował im ból głowy). I w Tenecie, i w tym anegdotycznym przykładzie teraźniejszość oraz przyszłość przestały być częściami jednej całości, stały się sobie obce, wręcz wrogie. Wygląda na to, że nie tylko przestaliśmy wierzyć w lepsze jutro – my nie czujemy już z tym jutrem żadnej więzi. 

Przyszłość wydaje się groźna, ponieważ to właśnie wtedy przyjdzie nam odczuć bolesne konsekwencje błędów ludzkości. W przypadku Teneta chodzi o kwestie, które Warren Ellis, autor komiksów takich jak Transmetropolitan i Planetary, nazwał tykającymi bombami XX wieku. Mowa o groźnych problemach minionego stulecia, których ludzkość nie rozwiązała, tylko zamiotła pod dywan – i które wciąż mogą doprowadzić do katastrofy. Najbardziej oczywistym przykładem jest broń jądrowa, która przestała budzić codzienny niepokój wraz z zakończeniem zimnej wojny, mimo że najpotężniejsze państwa świata wciąż dysponują tysiącami pocisków nuklearnych. Ale może też chodzić np. o globalne ocieplenie, wciąż trwające konflikty na tle etnicznym w wielu krajach czy niby pokonany, a wciąż żywy faszyzm.

Tenet porusza temat tykających bomb wprost – zagrożenie z przyszłości jest tu stale kojarzone z bronią jądrową. Główny czarny charakter filmu, Sator, pracował kiedyś przy radioaktywnych substancjach, a dziś handluje plutonem. Fragmenty tajemniczego Algorytmu, który ma sprowadzić na nasz świat zagładę, są ukryte w krajach dysponujących pociskami nuklearnymi. Nadciągająca katastrofa będzie ponoć „gorsza niż trzecia wojna światowa”, która według XX-wiecznych lęków miała być przecież wojną atomową. Film Nolana, przepełniony tą symboliką, wydaje się wyrazem strachu przed tym, że nieco zapomniana nuklearna zagłada wciąż jeszcze może nastąpić.

A jednak gdy przychodzi pora, by wyjaśnić, czemu przyszłość atakuje przeszłość, Tenet wskazuje niespodziewanie na inną tykającą bombę: zmiany klimatyczne. Okazuje się, że nasi potomkowie chcą nas zniszczyć, bo nie ocaliliśmy środowiska naturalnego przed katastrofą. Ziemia została tak bardzo zanieczyszczona, że ludzkość planuje przetrwać, odwracając bieg czasu i zamiast kroczyć ku coraz bardziej mrocznej przyszłości, zdecydowała się żyć w coraz zdrowszym świecie przeszłości. Film sugeruje, że oznaczałoby to natychmiastowy koniec świata i dlatego powinniśmy kibicować bohaterom, którzy starają się temu zapobiec. Tyle tylko, że w rezultacie Tenet mówi coś bardzo dziwnego: że prawdziwym zagrożeniem dla teraźniejszości nie jest nadciągająca katastrofa klimatyczna, tylko ludzie, którzy usiłują ją powstrzymać.

Szczęśliwe zakończenia u Nolana po bliższej analizie nieraz okazują się pozorne. W Incepcji jest to w zasadzie powiedziane wprost – widz ma nie wiedzieć, czy bohater faktycznie osiągnął sukces, czy jedynie o nim śni. Do zakończenia Teneta najbardziej podobne jest jednak zakończenie Interstellar, gdzie ludzkości udaje się co prawda znaleźć nową planetę do zasiedlenia, ale zdewastowana ekologicznie Ziemia zostaje spisana na straty. Tym samym główny problem – nasz brak dbałości o środowisko – nie zostaje rozwiązany, a jedynie odsunięty w czasie: to bardzo prawdopodobne, że nową planetę zniszczymy tak samo jak poprzednią. Dokładnie taki sam happy end dostajemy w Tenecie: co prawda pokrzyżowaliśmy szyki ludziom, którzy chcieli uciec przed katastrofą ekologiczną, ale na powstrzymanie samej katastrofy nie mamy żadnego pomysłu. Tykająca bomba pozostaje nierozbrojona.

Czy sensacyjne science fiction pełne pościgów i strzelanin ma obowiązek wymyślić rozwiązanie jednego z największych problemów współczesnego świata? Oczywiście, że nie. Ale Tenet wręcz zniechęca do poszukiwania rozwiązań. Bohaterowie filmu rzucają pod adresem ludzi z przyszłości: każde pokolenie dba jedynie o własne przetrwanie, ale sami czują się usprawiedliwieni, robiąc dokładnie to samo. Nadciągająca katastrofa klimatyczna, która skłoni nasze dzieci i wnuki do ryzykownej próby ucieczki w przeszłość, nie budzi w postaciach żadnej refleksji – interesuje je wyłącznie pokrzyżowanie tych planów. Innymi słowy, bohaterowie Nolana odmawiają przyszłym pokoleniom prawa do ingerencji w swoje życie, nie robiąc zarazem nic, by zapewnić im lepsze jutro. „Jestem protagonistą”, oznajmia z dumą w finale główny bohater Teneta, reprezentant i zbawca teraźniejszości; to my, ludzie współcześni, jesteśmy głównymi bohaterami, to my się liczymy, a po nas choćby potop.

To oczywiście tylko jedno z możliwych odczytań filmu. Ktoś inny mógłby stwierdzić, że Tenet ma właśnie być przestrogą, zachętą do działań na rzecz ratowania Ziemi. Trudno mi jednak zgodzić się z taką interpretacją w obliczu faktu, że Nolan nie sugeruje widzom żadnych konkretnych dróg ocalenia. Jakoś to będzie, jakoś przetrwamy, zapewnia, poklepując nas po plecach, choć jedyna propozycja działania w obliczu zmian klimatycznych w całej filmografii reżysera – zasiedlenie innych planet – jest przy naszym poziomie rozwoju technologicznego czystą fantazją. Przedstawiając konflikt między teraźniejszością a przyszłością, Nolan – być może niezamierzenie – dobrze wyczuł Zeitgeist: wystarczy spojrzeć na falę drwin i agresji, z jaką spotykają się ze strony starszych pokoleń wystąpienia Grety Thunberg oraz innych młodych aktywistów klimatycznych. Kim są ci młodzi? Kto nimi steruje? Przecież to niemożliwe, że sami chcą lepszego świata i do niego dążą, to musi być spisek, przecież żadnej przyszłości nie ma i nie będzie. 

Ale w 2020 granica jest cienka. Czuje to Nolan, czujemy to wszyscy. Jutro nadejdzie, już się zbliża, już prawie je widać. Co z nim zrobimy? Gdy bohater Teneta otrzymuje informacje z przyszłości, wykorzystuje je, by uratować świat przed zagładą wywołaną Algorytmem. A gdyby tak jeszcze zrozumiał, że może również przeciwdziałać katastrofie klimatycznej? Opisując w 1898 roku zatonięcie fikcyjnego Tytana, Morgan Robertson wcale przecież nie przewidział katastrofy Titanica. Raczej wnioskował – w oparciu o swoją wnikliwą obserwację teraźniejszości – że ponieważ Imperium Brytyjskie uważa swoje statki za niezatapialne i zaniedbuje kwestie bezpieczeństwa, taka katastrofa prędzej czy później musi się wydarzyć. Żeby przygotować się na przyszłość, wcale nie trzeba wróżyć z fusów. Wystarczy pamiętać, że jutro zaczyna się dziś.

 

Projekt „Kultura w akcji” jest współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.

Przemysław Zańko

Przemysław Zańko

(ur. 1989) – chłop z Mazur, obecnie inteligent w Warszawie. Publikuje opowiadania, recenzuje, bloguje. Interesuje się science fiction, nauką, grami, dziwnymi książkami i zdrowiem psychicznym. Skończył z polonistyką. Strona autorska: www.zanko.pl