popmoderna-zawieszenie

Popmoderna | Performance kontrolowany („Performer”)
popmoderna_dawicki
RECENZJE | 12.10.2015

Performance kontrolowany („Performer”)

Sztuka współczesna i film od zawsze podglądają nawzajem swoje artystyczne wybryki, ale równie często się do tego nie przyznają. Performer ujawnia dialog między tymi dwoma mediami, a ponadto udowadnia, że biografie potrafią być kreatywne, a debiuty udane.

Bohater filmu to Oskar Dawicki, grający samego siebie. Dawicki, wierny od wielu lat sztuce performansu, postanawia wkroczyć na pole filmu, nie odcinając się jednak w Performerze od swoich wcześniejszych praktyk. Znowu w centrum ustawia siebie, ale w sposób charakterystyczny dla metod performansu: nie po to, by mówić tylko o sobie, ale by mówić sobą; jest nośnikiem refleksji o konflikcie artysty ze światem.

Bohater jest w momencie bardzo antybohaterskim – depresja i brak, ostatnimi czasy, spektakularnych sukcesów. Jego sytuacja zawodowa jest wyjątkowo niepewna, bez efektów pracuje nad wystawą „Milczenie jest srebrem”. Eksplorując towarzyszące procesowi tworzenia intymne uczucia bohatera, mamy też wgląd w dynamikę rynku sztuki. Wolny zawód jest pełen zawodów i często mało w nim wolności. Oskar Dawicki zdejmuje swoją połyskującą marynarkę prestidigitatora-iluzjonisty, która od wielu lat towarzyszy mu w występach przed publicznością. Performer będzie o wiele bardziej intymnym doświadczeniem. Zobaczymy artystyczną kuchnię, często zagraconą, pełną trudnych relacji i lęków. To coś więcej niż tłumne wernisaże z darmowym winem, najczęściej zresztą cierpkim.

Reżyserzy, Maciej Sobieszczański i Łukasz Ronduda, zaproponowali nam wystawę sztuki performansu zamoczoną w fabule. Stworzyli pełną energii i anarchii narracyjnej historię o trudnej komunikacji artysty z rzeczywistością. Obecnych jest tutaj wiele prac Dawickiego, choćby Koniec świata przez pomyłkę, Projekt reklamowy, Przelew, Drzewo Wiadomości. Zostały wpisane w film, wkomponowane w fabułę, by pokazać mocne zszycie artysty z jego twórczością. Potęguje to problem z rozdzieleniem w filmie momentów inscenizacji i dokumentalnej obserwacji. Ta płynność granicy między prawdą a fikcją pokazuje, że nasz bohater bywa w świecie realnym, ale jest zameldowany poza nim. Taki „szpagat” artysty to temat może mało rewolucyjny, ale tutaj zaserwowany na gorąco, bez zdalnego sterowania emocjami.

Fabuła jest skonstruowana prosto, trochę przy okazji. Mamy kuratorkę i partnerkę artysty, dbającą o przyziemną stronę ich życia. Pojawia się też potencjalny inwestor, który na chłodno kalkuluje zyski, a stan bohatera interesuje go tylko wtedy, kiedy można go spieniężyć. Jest też przyjaciel, który w tej samej branży cieszy się o wiele większym prestiżem i wyższym statusem finansowym. Bohater otwarcie przyznaje się do swojego mało atrakcyjnego stanu, wyeksponowanego na ekranie. To znamienne dla narracji, ponieważ pojawiające się poczucie zażenowania wpływa na więź nadawcy z odbiorcą – a zawstydzenie artysty to ważny składnik autentyzmu w performansie.

Ten film pojawia się w ważnym dla sztuki performansu ale nie tylko dla niej, momencie: gdy coraz śmielej pozwalamy sobie na trywializację i kpiarski ton i wszystko jest ironiczne. Na Facebooku prężnie rozwija się grupa „Beka z performance”, a sam Dawicki mówi publicznie, że „dyskurs go przeleciał”. Christy Wampole z Uniwersytetu Princeton w tekście How to Live Without Irony pisze, że ironia jest etosem naszych czasów. Ironiczna postawa broni przed krytycyzmem, bo pozwala unikać odpowiedzialności za własny komunikat, do którego autor zawsze będzie budował dystans. Kpina i szyderstwo to skuteczne metody utajania bezpośredniości. Dlaczego ten współczesny świat, zawsze wzięty w nawias, tak mocno uderza w sztukę performansu? Ponieważ performans za swoją umownością się nie chowa, a wystawia się na widok publiczny, by wyciągać z niej wnioski. Przyznaje się do słabości i niezrozumienia, kwestionuje rzeczywistość, zamiast ją trywializować i pozornie unieszkodliwiać. Akt szczerości jest potrzebny, kiedy maleją różnice między galerią handlową a galerią sztuki.

Tytułowy Performer ma kilka znaczeń. Bycie performerem to podstawowy status życiowy naszego bohatera: odseparowanie sceny od kulis jest niewykonalne, a konstrukcja fabularna filmu nie bez powodu mocno splata akty sztuki z czynnościami codziennymi. W performera wcielają się też reżyserzy, tworzący swój film raczej zgodnie z metodami performansu niż z praktyką kinematografii. Osoba performera staje się symbolem kondycji sztuki – to on jest nośnikiem i manifestem sprzeciwu wobec interesowności światka artystycznego. Performer to filmowy performans, ale kontrolowany, bo nieodbywający się przecież na żywo ani bez scenariusza. Niezaskakujący fabularnie, ale pulsujący i żywotny. Najważniejsze, o co nawołuje i co prezentuje film, to totalna uczciwość, bezpośredniość i ekspresja. Nikogo nie obchodzi żaden skandal.

Performer, Maciej Sobieszczański, Łukasz Ronduda, Polska 2015