• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Nowości wydawnicze | 01.04.2019
Paweł Mościcki „Lekcje futbolu” (fragment)
Nowości wydawnicze | 01.04.2019

Paweł Mościcki „Lekcje futbolu” (fragment)

Dlaczego piłka?

Lekcja o cielesności

No właśnie, dlaczego? Czemu ze wszystkich dyscyplin sportowych interesuje mnie już właściwie tylko ona? Czemu nie baseball? Koszykówka? Siatkówka? Bo to, że musi to być sport zespołowy, jest dla mnie oczywiste: to sposób na wtórną, albo zastępczą, socjalizację, którą permanentnie zawiesza dość samotniczy tryb pisania. Ale spośród tych możliwych do wyboru opcji w centrum pozostaje tylko futbol, jak gdyby potrafił pomieścić coś fundamentalnego i kluczowego, co w innych dyscyplinach występuje jedynie w formie rozmytej i w gruncie rzeczy nieistotnej. Myślę, że ma to jakiś związek z cielesnością, z przygodami ciała, które w piłce nożnej są doniosłe, a gdzie indziej wydają się co najwyżej imponujące.

Dwie hipotezy o ciele – to mógłby być podtytuł albo nieoficjalna nazwa tej dyscypliny. Hipoteza pierwsza głosiłaby, że ciało staje się w futbolu śladem utopii, jej nośnikiem. Punktem wyjścia całej gry jest przezwyciężenie podstawowego ograniczenia wynikającego z faktu, że nie można złapać piłki nogą. Pisał o tym Horst Bredekamp, wybitny historyk sztuki, a zarazem wierny kibic piłkarski: „Ponieważ palce stopy nie są w stanie objąć piłki, na jej zewnętrznej wypukłej powierzchni pozostają tylko małe obszary, które decydują o torze lotu piłki. I to jest właśnie ten cud. Jak to się dzieje, że kontakt dwóch zaokrąglonych powierzchni wytwarza ruch, którego trajektorie mają kontrolowany kierunek i szybkość, należy do zagadek fizyki organicznej”. Gra w piłkę nożną opiera się na niezwykłej cielesnej wynalazczości, która pozwala w sposób bardzo subtelny i precyzyjny używać tych fragmentów ciała – jak zewnętrzna i wewnętrzna krawędź stopy, pięta, klatka piersiowa – które wydają się najmniej, nomen omen, poręczne, w najmniejszym stopniu używane są na co dzień do oswajania zewnętrznego świata. Jak pisze Bredekamp, futbol jest odbudowywaniem pełni, której symbolem jest kula, a którą niszczy kontakt z niedoskonałym ciałem. „Wyspecjalizowana stopa przezwycięża wyjściowy handicap sytuacji, w której do panowania nad piłką stopa jest gorzej wyposażona niż dłoń. […] Pra-ciało traci swoją kulistą postać, a bryła stopy zaprzyjaźnia się z kulą. Obie – ciało-kula i stopa – pracują komplementarnie ze swoimi przeciwieństwami. Tutaj tkwi czar piłki nożnej: doskonałość poprzez przezwyciężenie handicapu i tym samym symboliczny powrót do pierwotnej harmonii”.

Oczywiście, cały urok gry w piłkę polega na tym, że tego podstawowego wybrakowania związanego z ciałem nigdy nie można po prostu przełamać, lecz jedynie znosić lokalnie, chwilowo, na próbę. Michel Foucault napisał kiedyś piękny tekst o ciele utopijnym, w którym wszystko jest na swoim miejscu, tyle tylko że nie podał w nim żadnych przykładów piłkarskich. Oto, co francuski filozof notuje na temat własnego ciała: „nie mogę się bez niego przemieszczać; nie mogę go zostawić tam, gdzie jest, i pójść sobie gdzie indziej. […] Jest ono nieodwołalnie tutaj, nigdy gdzie indziej. Moje ciało jest przeciwieństwem utopii, nigdy nie znajduje się pod innym niebem, jest miejscem absolutnym, małym fragmentem przestrzeni, z którą, w sensie ścisłym, tworzę jedno ciało. Moje ciało, bezwzględna topia”.

Nieprzekraczalne przywiązanie do własnego ciała, które istnieje tylko dlatego, że pozostaje ograniczone, nie jest wyłącznie faktem antyutopijnym, lecz także obszarem prowokującym myślenie utopijne. „Myślę, że ostatecznie to przeciw niemu i w celu jego wymazania rodzą się wszystkie utopie. Czemu bowiem utopia zawdzięcza swój prestiż, swoje piękno i czar? Utopia jest miejscem poza wszystkimi miejscami, ale jest to także miejsce, w którym miałbym ciało bez ciała, ciało, które byłoby piękne, jasne, przezroczyste, świetliste, szybkie, ogromne w swej mocy, nieskończone w swej wytrwałości, niezależne, niewidzialne, chronione, ciągle się zmieniające. Być może pierwszą utopią, niemożliwą do wykorzenienia z ludzkich serc, była właśnie utopia bezcielesnego ciała” – pisał Foucault.

Jednak ciało bywa bezcielesne tylko w obrębie wydarzenia, które samo musi wywołać, poddając się czemuś, czym samo zawiaduje. To definicja gry jako dialektyki, w której ciało jest zarazem stabilne i ruchome, pasywne i aktywne, sprawcze i receptywne. I to właśnie w tym ucieleśnionym wymiarze każda utopia musi się rozpoczynać, od niego startować do lotu w odległe krainy bezcielesności. „Nie, naprawdę, nie potrzeba magii ani wróżbiarstwa, nie trzeba duszy ani śmierci, abym był zarazem nieprzejrzysty i przezroczysty, widzialny i niewidzialny, był życiem i rzeczą. Abym był utopią, wystarczy, że mam ciało. Wszystkie utopie, dzięki którym umykam mojemu ciału, właśnie w nim samym znajdowały swój model i pierwszy punkt zastosowania, rodziły się z niego”. Piłka nożna pokazuje, że utopia jest w gruncie rzeczy grą, rozgrywką. Jest grą ciała z własnym umiejscowieniem i własnym wybrakowaniem. Ciało zarazem eksponuje je i stara się je przezwyciężyć, aby potem znów je wyeksponować. Boisko to więc szczególny rodzaj przestrzeni, która dzięki grze wydaje się nieustannie migotać, unosić się ponad swym fizycznym wymiarem i ponownie się w nim zapadać. W trakcie gry jestem widzialny, gdy wychodzę do podania, pokazuję się partnerom, albo niewidzialny, gdy chowam się za linią obrony, próbując wybiec do piłki zagranej za plecy. Jestem wyeksponowany, gdy po strzelonym golu rozkładam ręce i tryumfalnie patrzę na wiwatujące tłumy. Jestem też skupiony, gdy próbuję zablokować dośrodkowanie lub nie pozwolić na drybling przeciwnikowi. Jestem rozciągnięty, gdy wyskakuję do pojedynku główkowego, i nieuchwytny, gdy robię zwód i uciekam obrońcy. Każdy kontakt z piłką, każdy moment gry to moje ciało w innym odcieniu swojego uwalniania się od ograniczeń, grania nimi tak subtelnie i czule, jak musi grać piłką, aby wymóc na niej posłuszeństwo.

Hipoteza druga byłaby jedynie lekkim uzupełnieniem, rozszerzeniem zakresu pierwszej. Utopijność piłki jest nie tylko nierozerwalnie związana z ciałem, ale również z wielością ciał. To znaczy, że gra odbywa się nie tylko między topią mojego ciała a jego potencjalną bezcielesnością, lecz także pomiędzy wytwarzanymi przez nie utopiami a nie-miejscami produkowanymi przez innych. Futbol jest sportem bardzo kontaktowym, przestrzenią dynamicznych spiętrzeń różnych ciał w ich wielkim napięciu. To sport walki połączony z baletem; to, co najbardziej atletyczne, razem z tym, co oparte na najdelikatniejszych niuansach. Często porównywano piłkę nożną do wojny, dziś w medialnej otoczce meczów metafora ta również wydaje się wszechobecna. Tu znowu trafne spostrzeżenia poczynił Horst Bredekamp. „Z uwagi na to, że piłka nożna dopuszcza twardość gry, ale zabrania przemocy, porównanie scen piłkarskich ze scenami wojny jest zasadniczo nietrafione. Przedstawienia wojny i futbolu mają jednak tę pokrewną cechę, że prezentują ludzi w chwili fizycznego i psychicznego podniecenia, którego niemal nie sposób przewyższyć”. W podobnie krytycznym duchu wypowiadał się na temat porównania futbolu z wojną również Klaus Theweleit, przywołując zresztą jako przykład ważny, a nawet kluczowy element gry – piłkę. „Ten rekwizyt nie może ulec zniszczeniu. W przeciwnym razie gra zostaje przerwana. To decydujący krok w kierunku niewojennego rozwiązania walki. Obie drużyny walczą również – świadomie lub nie – o to, aby piłka pozostała nienaruszona. U podłoża gry leży więc ich miłość do piłki”.

Dlatego właśnie – i to jest suplement do obydwu hipotez – najbliższą metaforą futbolu nie jest wcale wojna, lecz seks. Oczywiście, nie można o tym mówić, gdyż patriarchalny schemat dyskursu o piłce nie pozwala na dostrzeżenie erotycznego wymiaru zapasów między drużynami tej samej płci. Zamiana seksu na wojnę została zresztą wpisana w naszą kulturę bardzo głęboko, dlatego spokojnie można wybrać się z dziećmi do Muzeum Wojska Polskiego, aby podziwiać narzędzia zniszczenia i torturowania ciał, ale już wizyty w Muzeum Polskiego Seksu (gdyby takie istniało), gdzie pokazywano by narzędzia dające ciałom przyjemność, byłyby z pewnością reglamentowane. W wielu krajach patriotyzm wciąż mierzy się gotowością do oddania życia za ojczyznę w walce, nie zaś otwartością na nowe doznania seksualne czy udział w orgii. Całkiem jednak podoba mi się taka utopia, w której klipy zapowiadające najważniejsze mecze sezonu nie mają w ścieżce dźwiękowej epickich melodii z Gladiatora, lecz pojękiwania kochającej się na okrągło pary z Imperium zmysłów. I chciałbym zobaczyć w studiu komentatorów, którzy zamiast słownika bitewnego używają na określenie poszczególnych faz meczu języka pieszczoty, czułości, rozkoszy.

Piłka nożna jest erotyczna nie tylko dlatego, że jej główny cel – strzelenie gola – to oczywisty i dostrzegany od wieków symbol seksualny. Chodzi raczej o to, co dzieje się z ciałami. Zwierają się w uścisku, lecz nie stosują bezwzględnej przemocy. Dzielą razem skrajne podniecenie, ale ostatecznie rozchodzą się każde w swoją stronę. Są zarazem uważne, ostrożne, aby za chwilę ujawnić swą drapieżność i władczość. Czekają na jeden odpowiedni moment do ataku, aby za moment wszystko powtórzyć od nowa. Ujawniają swoją zależność od innych, ale i ciążą ku sobie, chcą się za wszelką cenę pokazać. Ostatecznie radują się swoim wybrakowaniem, bez którego nie byłoby ani utopii, ani ekstazy.

Paweł Mościcki, Lekcje futbolu, Wydawnictwo w Podwórku, 2019.