girls
ARTYKUŁY | 17.07.2012

Panie i Dziewczyny

Kiedy pojawia się nowy serial HBO, chcesz go obejrzeć jak najszybciej. Kiedy pojawia się nowy, kontrowersyjny serial HBO o kobietach, chcesz go obejrzeć jeszcze szybciej. W czasie, gdy tarzałam się ze śmiechu się przy Girls, mama podrzuciła mi magazyn „Pani” – pismo dla nowoczesnych, inteligentnych kobiet. W czasach, gdy papierowość jest w odwrocie, przeczytasz wszystko. Po lekturze obu tekstów z tym samym targetem okazuje się, że jedyne, co je łączy, to zbieżność tytułów. Przypadkowa.

 

PANIE

Roma Ligocka w czerwcowym numerze pisze o problemie anoreksji z perspektywy siłowni. Anoreksję oczywiście potępia, ale czym siłownia może być dla kobiety? Wszystkim, dosłownie.

Jestem przeszczęśliwa, że odkryłam to miejsce. Godzina, którą spędzam na walce z różnymi maszynami i na elektrycznej bieżni, pokazuje mi, że mogę, chcę i potrafię. Ta godzina wyznacza rytm mojego dnia, sprawia że zdrowiej jem, lepiej śpię i znowu zaczynam się sobie podobać.

Anoreksja i bulimia wg felietonistek „Pani” nie jest cool, ale w sekcji zdrowie pojawia się nowinka, której nie możesz przegapić:

Temat z okładki – Hanna Lis. Wywiad na 8 stron. Jedna z najbardziej rozpoznawanych polskich dziennikarek pytana o URODĘ I PIELESZE.

 

Jesteś celebrytką?

Wycofałaś się w domowe pielesze

Skończyłaś 40 lat

Słyszałaś od ojca, jaką kobietą powinnaś się stać?

Tak przy okazji, urodę masz po kim?

Prowadząca wywiad twierdzi w nim, że jest feministką i po serii powyższych pytań pyta interlokutorkę: Co z Twoją emancypacją?

 

ZAŁAMAŁA SIĘ

Artykuł o Manueli Gretkowskiej.

Lid: Faceci się jej boją, bo jest inteligentna i pyskata. Ale to właśnie oni mogą najwięcej powiedzieć o pisarce. Cezary Michalski, Andrzej Żuławski, Tata Alfred.

 

NUDZI SIĘ

Elżbieta Grycan – od 32 lat razem z mężem zarządzają lodowym imperium Grycanów .

Ojciec był dla Pani autorytetem jedynym i niepodważalnym?

Jest Pani kobietą luksusową?

Ojciec wybrał Pani męża?

Nudzi się Pani, kiedy nie ma nic do zrobienia?

 

DZIEWCZYNY

Lena Dunham ma 26. Napisała, wyprodukowała, wyreżyserowała i zagrała główną rolę w Girls. Dwa lata wcześniej napisała, wyreżyserowała i zagrała główną rolę w pełnometrażowym, indie Tiny Furniture (2010) – filmie utrzymanym w estetyce mumblecore. Lenie Dunham, grającej główną rolę zagubionej po college’u dwudziestodwuletniej Aurze, partnerowały autentyczne mama i siostra oraz Jemima Kirk w roli najlepszej przyjaciółki (później w tej samej roli w Girls). Ten swoisty prequel do serialu wygrał prestiżowy festiwal South by Southwest w Austin w Teksasie, trafił do regularnej kinowej dystrybucji i został wydany w kolekcji Criterionu. Ach, i pozwolił Dunham dostać się do najbardziej kreatywnego i progresywnego miejsca w amerykańskiej telewizji, a właściwie nie-telewizji, lecz jak głosi sławny slogan – po prostu HBO.

W 1998 roku Home Box Office zaszokował i zostawił w tyle inne stacje, wypuszczając pop-feministyczny manifest o czterech wyzwolonych seksualnie, „fallicznych” kobietach biegających po Manhattanie w szpilkach Manolo Blahnika. Seks był tam bogiem, wszystko kręciło się wokół orgazmu, łechtaczki i penisa, z okazjonalnymi przerwami na świetne rozwijające się kariery. Kobiety osiągnęły seksualną wolność, zarezerwowaną dotychczas tylko dla mężczyzn (przynajmniej w popkulturze).

Czternaście lat później pojawia się rewers Seksu w wielkim mieście, głos pokolenia indie w czasach kryzysu, opowiadający o czterech dziewczynach zupełnie nie-fabulous. Autoreferencyjność telewizji materializuje się już w pierwszym odcinku w postaci plakatu kinowej wersji SATC i infantylnej fascynacji jeden z bohaterek – Shoshanny: Jesteś jak Carrie, ale masz pewne cechy Samanthy i włosy Charlotte. To idealne połączenie. Ja w głębi serca jestem Carrie, ale czasem wychodzi ze mnie Samantha (jeśli wiesz, co chcę powiedzieć…).

Girls to SATC, ale posługujący się estetyką porażki. Znika luksus, glamour, drogie buty i lunche w absurdalnie drogich restauracjach na upper east side. Jesteśmy na Brooklynie, w tanich knajpach, na imprezach w post-industrialnych loftach, nie mamy na czynsz w wynajętych mieszkaniach. O chłopaka niełatwo, a jeśli już się pojawia, to seks okazuje się albo przereklamowany, albo mało satysfakcjonujący.

Ameryka, a Nowy Jork w szczególności, zacięła się na słowie „sukces” loopowanym i odmienianym przez wszystkie przypadki w nieskończoność. Miliony ludzi migrują tam od dekad w poszukiwaniu fortuny i szczęścia. Czasami znajdują tylko codzienność i nijakość. Judith Halberstam w The Queer Art of Failure pisze, że czasami porażka, niewiedza, niedostatek czegoś lub przegrana mogą okazać się dużo bardziej kreatywnym sposobem na życie. Jeśli sukces (na różnych polach) wymaga tak wielkiego wysiłku, to porażka może być po prostu łatwiejsza i dająca inny rodzaj satysfakcji. Jesteśmy młode, śliczne i inteligentne, powinniśmy się nieustannie rozwijać i robić wspaniałe rzeczy. A może nie? Jebię Cię propagando sukcesu, mogłaby powiedzieć Hanna Horvath, główna bohaterka serii.

Girls już po pilotażowym odcinku wywołały niezdrowe i nieadekwatne kontrowersje. Na serial spadły gromy ze wszystkich stron, oskarżające serial o rasizm i brak reprezentacji typowej nowojorskiej multikulturowości (wszystkie bohaterki są białe), promowanie życiowego nieudacznictwa, niedojrzałości, egoizmu i niezrozumiałego pociągu kobiet do samoponiżenia (eksplicytne sceny seksu, złego i brzydkiego, rzucone dokładnie w twarz widza). Bohaterki Girls nie są samicami alfa, a każda próba wyłamania się z reżimu ambicji, kariery i estetyki owocuje odrzuceniem i stemplem anormalności.

Hanna próbując wymusić na swoich rodzicach finansowanie jej przez kolejne dwa lata, mówi: Myślę, że jestem głosem mojego pokolenia. Albo przynajmniej jakiegoś pokolenia. Czy Girls rości sobie prawa do reprezentowania naszego pokolenia? Nahh. Był to ironiczny i desperacki żart rozpieszczonej dziewczyny, która właśnie wypiła herbatę z opium. Z wielu wywiadów przeprowadzonych z Dunham jasno wynika, że serial jest zapisem jej własnych doświadczeń, przeżyć i historii kobiet, z którymi się przyjaźni, które sama zna. W oczywisty sposób z bardzo zawężonej perspektywy.

Przede wszystkim wypada zaznaczyć, że w zdominowanym przez mężczyzn świecie telewizyjnych twórców i scenarzystów, Lena Dunham (z drobną pomocą Judda Apatowa,  za Freaks & Geeks i Druhny dziękujcie właśnie jemu) tworzy historię. Tak meta-autorskiego projektu nie było w telewizji od czasów Curb Your Enthusiasm Larry Davida. Powtórzę, ona ma 26 lat!

Dunham zaprosiła do serialu trzy swoje koleżanki i nadała im fantazyjne nazwiska: Hanna Horvath (Lena Dunham), Marnie Michaels (Allison Williams), Jessa Johansson (Jemima Kirk) i Shoshanna Shapiro (Zosia Mamet), przez które z pewnością padłyby ofiarą alfabetycznego mordercy.

Wszystkie partnerujące Dunham dziewczyny to początkujące aktorki i córki sławnych rodziców: Williams nieźle śpiewa, a pociąg do telewizji odziedziczyła po ojcu – Brianie Williamsie, znanym prezenterze newsowym w NBC; rockandrollowa Kirk doskonale pasuje do jej rodzinnych korzeni – jej tata, Simon Kirk jest perkusistą Bad Company; Mamet natomiast pochodzi z najbardziej elitarnego domu – jej ojciec, David Mamet to pisarz i scenarzysta z Nagrodą Pulitzera na koncie. Przy okazji jest też zaciekłym neokonserwatystą, więc spóźnione dziewictwo Shoshanny musi mu być na rękę.

Oglądanie Girls wyprowadza nas z bezpiecznej strefy komfortu, tego, co przyzwyczajeni jesteśmy oglądać w telewizji. Kiedy Ralph Cifaretto katuje ciężarną prostytutkę, tylko najbardziej wrażliwi zamkną oczy. Kawałek podpaski ciągle wywołuje odruch niesmaku. Lena Dunham pokazuje kobiecą masturbację, menstruację pojawiającą się w nieoczekiwanych momentach, pokręcony seks (nie tylko ludzi młodych, ale i w wieku dojrzałym) i przede wszystkim – mnóstwo swojego korpulentnego ciała bez cienia żenady, performując swoją nieatrakcyjność i nadwagę. Wyobraźcie sobie najbardziej żenujące sceny z własnego życia czy wstydliwe historie waszych znajomych – prędzej czy później pojawią się w Girls. Dlatego też tak szybko i łatwo następuje proces identyfikacji z bohaterkami i ich perypetiami: każdy pamięta bolesny proces uwalniania się spod rodzicielskich skrzydeł i opór przed wejściem w poważną dorosłość, każdy czasem czuje się jakby przegrywał życie. Wątek masochistycznego i zagmatwanego romansu Hannah z Adamem (Adam Driver) to jedna z najbardziej realistycznych reprezentacji miłosnych związków, jakie można zobaczyć na ekranie w ostatnim czasie. Jeśli nie uwikłaliście się w toksyczny związek, nie powiedzieliście czegoś absolutnie żenującego w ważnym momencie życia, wasz były chłopak nie okazał się gejem, to nie wiecie, czym jest prawdziwa kobiecość, a właściwiej dziewczyńskość.

Girls są naturalnie zagrane, błyskotliwe, inteligentne i świeże. (Plus eklektyczny popkulturowy soundtrack: Beyonce, Robyn, MGMT, Jay-Z, Feist, Azealia Banks, Best Coast, Mayer Hawthorne itd.) Serial próbuje odnaleźć swoją formułę pomiędzy tradycją odcinkowego sitcomu i fabularną ciągłością, pomiędzy ironicznym poczuciem humoru zamkniętym w dialogach a slapstickowymi gagami. Girls nie wie jeszcze, czy ma być realistyczny, czy konwencjonalnie przerysowany. Może Dunham świadomie miesza te różne porządki, może jeszcze poszukuje własnego modelu.  Będzie miała sporo czasu – stacja HBO już zapowiedziała kolejny sezon.

Angela McRobbie (brytyjska kulturoznawczyni) twierdzi, że uczestniczymy w post-feministycznej maskaradzie, w której to moda i mechanika piękna zastępują tradycyjną patriarchalną władzę. Panie to idealne podmioty kobiecego sukcesu, przykłady nowej ambitnej i zmuszającej do rywalizacji merytokracji w aurze samozadowolenia. Zawarłyśmy nowy seksualny kontrakt, a Dziewczyny chcą go trochę zerwać.

Ewa Drygalska

Ewa Drygalska

(ur. 1984) – absolwentka filmoznawstwa i doktorantka w Instytucie Amerykanistyki UJ, gdzie przygotowuje pracę doktorską na temat kina blaxploitation. Lubi rap i filozofię postsekularną. Żartuje, że jest feministką.