2015-ksiega szeptow
RECENZJE | 08.06.2015

Pamięć należy do przegranych (Varujan Vosganian „Księga szeptów”)

Data premiery Księgi szeptów w Polsce jest znacząca – 24 kwietnia obchodzono setną rocznicę rozpoczęcia rzezi Ormian. Prócz szlachetnego gestu upamiętniającego tamte wydarzenia, wydanie powieści Varujana Vosganiana jest w Polsce uzupełnieniem translatorskiej luki. Oto autor (a zarazem polityk i działacz społeczny), który debiutował Księgą szeptów w 2009 roku, był zgłaszany do Nagrody Nobla, a także przekładany na kilkanaście języków, w końcu pojawił się na półkach naszych księgarń.

Jeden z bohaterów tej powieści mówi: historię napisali przegrani, nie zwycięzcy. Oczywiście mówi to żartobliwym tonem, z odcieniem ironii. W rzeczywistości najczęściej okazuje się, że po bitwach, które decydują o tym, kto przegrał, kto wygrał, rozgrywają się kolejne wojny. Są to batalie o pamięć. Nierówne pojedynki na narracje, w których ten dysponujący silniejszą propagandą, wielkimi uniwersytetami i setkami mediów (od czasopism po telewizję), trzymający w ręku politykę edukacji szkolnej – zdolny jest na arenie międzynarodowej przeforsować swoją wersję wydarzeń.

Jak więc rozumieć ten przekorny aforyzm? Wyjaśnia to fragment, w którym bohater dopowiada swoją myśl: Pisanie wyzwala. Napisałem to wszystko, a teraz mogę o tym zapomnieć. Czytanie, dla odmiany, obciąża. Niech czytają to inni, by o tym nie zapomnieć. Nosiłem to wszystko w pamięci wystarczająco długo. Pogodzeniu się z porażką w walce o „prawdę historyczną” towarzyszy etyczny nakaz pielęgnowania pamięci. Tylko dzięki niej historia przegranych nie zostanie zapomniana. Pamiętanie odbywa się tu na drodze opowieści przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Narrator – nie pomylę się pewnie, utożsamiając go z autorem książki – spełnia rolę dziedzica. W spadku nie otrzymuje jednak żadnego majątku, ale cały kufer historii z życia pradziadków i prababć, dziadków i babć, ojca i matki.

Są to opowieści ściśle związane z wielkimi wydarzeniami XX wieku. Na kartach Księgi szeptów pojawiają się więc prześladowania i masakry Ormian. Przodkowie Vosganiana uczestniczą w kolejnych deportacjach i emigracji – zostają wywiezieni na Syberię i sami uciekają do Ameryki. Życie w Rumunii drugiej połowy XX wieku naznaczone jest z kolei wynaradawiającą polityką Związku Radzieckiego, a także brutalnymi rządami Ceaușescu. Główny bohater pielęgnuje pamięć o przodkach, dzięki ich opowieściom pamięta tragiczne losy rodziny. Nieraz okazuje się, że ich narracja jest na tyle silna, że Vosganian myli swoje wspomnienia z cudzymi. Albo przypomina mu się fragment beztroskiego dzieciństwa, zapach palonej przez dziadka kawy czy gra w piłkę na podwórku, a zaraz potem ten obraz miesza się z opowieścią o repatriacji przeprowadzonej w nieludzkich warunkach lub historią palenia zakazanych książek.

Cała powieść jawi się więc jako pewna walka o samego siebie. O swoją tożsamość, której podwaliny stanowić ma tradycja i pamięć przodków, ale w której będzie miejsce na głos indywidualnego „ja”. Ta walka rozpoczyna się już w pierwszym akapicie powieści i także w nim autor od razu przyznaje się do porażki:

Jestem przede wszystkim tym, czego nie mogłem wypełnić. Najprawdziwsze spośród istnień, które noszę jak związany na końcu pęk węży, to życie nieprzeżyte. Jestem człowiekiem, który na tej ziemi żył niewymownie. I który w równej mierze nie żył.

Przed narratorem postawiono więc zadanie niemożliwe – przekazanie całej opowieści jednej, ogromnej ormiańskiej rodziny. Zresztą to usilne dążenie do całościowego oglądu dziejów, do stworzenia historii totalnej narodu przejawia się w wielkiej liczbie nazwisk, nazw sklepów i wszelkich innych nazw własnych, które autor wylicza z kronikarską skrupulatnością. Ponowne i natrętne nazywanie wszystkiego we własnym języku jest oczywiście elementem walki o pamięć. Los Ormianina to los apatrydy, człowieka obcego. Naród rządzący w danym państwie, na przykład w powojennej Rumunii, gdzie rozgrywa się część powieści, ma monopol na nadawanie nazw, a co za tym idzie – wyłączność na prawdę historyczną.

Nazwiska Ormian kończą się wszystkie na „ian”, wskazując przynależność rodową po linii ojca. Kevorkian, na przykład, pochodzi od Kevorka, który w języku ormiańskim oznacza Grzegorza. […] Ormianie mówili o sobie Nansenian, czyli niczyj.

Określenie własnego narodu narodem niczyim jest tylko pozornie pozytywne. Owszem, z jednej strony wskazuje na wolność Ormian, na ich niezależność względem innych nacji. Z drugiej jednak odsłania kompletną obcość, niemożliwość zakorzenienia i związania swojego losu z konkretnym miejscem: moi dziadkowie, Garabet Vosganian i Setrak Melichian, zrozumieli ze swojego stulecia tylko to, jak trudno jest spocząć w tej samej ziemi, w której się urodziłeś.

Dla ludzi wędrujących z miejsca na miejsce opowieść staje się najważniejszym odniesieniem w budowaniu własnej tożsamości. Gdy nie ma grobów bliskich, które można odwiedzić, gdy brakuje kawałka własnej przestrzeni, zapewniającej pewną stałość; słowem, gdy żadna mnemotechnika nie wspomaga pracy pamięci – pozostaje opowiadanie. Narrator pisze o sobie jako przeznaczonym do kontynuowania tej tradycji i namaszczonym przez dziadka na „opowiadacza”. Zostaje przekazana mu Księga szeptów, czyli zbiór rodzinnych i narodowych historii, o których nie mówi się inaczej jak szeptem, ukrywając je przed światem. To jednak nie wszystko. Księga szeptów to także zadanie, które otrzymuje najmłodszy członek rodu – żeby opowieści dotychczas opowiadane po cichu, w rodzinnym kręgu, wreszcie wybrzmiały pełnym głosem. I to właśnie robi Vosganian – przekazuje nam historię swoich przodków, zarazem odkrywając kolejny, ormiański punkt widzenia na historię XX wieku. A że nie robi tego szeptem, to niezwykły gest odwagi.

 

Varujan Vosganian

Księga szeptów

tłum. Joanna Kornaś-Warwas

Książkowe Klimaty, 2015

Liczba stron: 458

Paweł Micnas

Paweł Micnas

(ur. 1992) zamieszkały w Poznaniu flâneur, cyklista i student filologii polskiej oraz wschodoznawstwa na UAM. W wolnych chwilach czytuje akmeistów, marnotrawi czas na football, a także mierzy się z wszelką prozą, która wpadnie mu w ręce. Najchętniej wszystkie zimy spędzałby w Dubrovniku, a lata w Petersburgu