korekta
RECENZJE | 10.03.2014

Pamięć i fiksacja („Korekta” Thomasa Bernharda)

Proza dwudziestowiecznego austriackiego pisarza Thomasa Bernharda jest nie lada wyzwaniem zarówno dla amatorów, jak i wykwalifikowanych czytelników decydujących się na sięgnięcie po jego twórczość. Znany z takich powieści jak Wymazywanie, Dawni mistrzowie czy Kalkwerk, nie uchodzi za pisarza, którego prozę można czytać w chybotliwym wagonie tramwaju czy podczas przerwy obiadowej. Zaangażowanie czytelnika powinno być równomiernie rozdzielone między specyficzny język powieści, styl wypowiedzi, konstrukcję podmiotu i skomplikowanie tematyki.

Problematyczny jest już sam język, najeżony niezliczonymi powtórzeniami, parataksami oraz, uwielbianym przez autora, modelem mowy zależnej układającym się w szkatułkową narrację, której podmiot rozmywa się na kolejnych piętrach opowieści. Z kolei tematyka podejmowana przez austriackiego pisarza oscyluje wokół nieznośnego poczucia obcości w obrębie własnego państwa i społeczeństwa, nachalności religii katolickiej w Austrii oraz zagadnienia niespełnionego geniuszu. To zaledwie część z szeroko zakrojonej problematyki prozy Bernharda, ale znamienna dla całej twórczości pisarza. Tematy te zaś są pretekstem do snucia narracji dotykających zagadnień czysto egzystencjalnych, badających możliwości epistemologiczne podmiotu uwikłanego w życie zbiorowe. Wywołują pytania o charakter jednostki twórczej, piętno geniuszu i próby wyrażenia siebie.

Z podobnymi problemami zmaga się główny bohater Korekty – powieści wydanej w 1975 roku, której polskie tłumaczenie ukazało się dopiero kilka miesięcy temu, nakładem wydawnictwa Czytelnik. Tym razem Bernhard rozważa obsesję profesora nauk przyrodniczych, Roithamera, który usiłuje wcielić w życie swoją architektoniczną idée fixe, co kończy się jego samobójstwem. Przeszło trzysta stron powieści to próba uporządkowania notatek mistrza (zawierających szczegółowy plan i opis Stożka – budowli zamierzonej jako doskonała przestrzeń niebiańskiego spokoju) oraz wyzwanie archiwizacji pamięci o szalonym geniuszu, co z kolei ma być kluczem do rozwikłania motywu samobójczej śmierci profesora. Zadania tego podejmuje się jego przyjaciel. Przybywając do miasteczka Altensam i zamieszkując na Roithamerowskiej mansardzie, stara się zająć jego miejsce w świecie, współodczuwać z profesorem oraz odnaleźć źródło jego obsesji. Tak jak on zasypia i budzi się na poddaszu, jada posiłki wspólnie z rodziną Hollerów, podgląda starego Hollera, gdy ten wypycha ptactwo w swojej pracowni, i spaceruje po lesie tymi samymi ścieżkami, po których niegdyś kroczył jego przedwcześnie zmarły przyjaciel. Powtórzenie gestów Roithamera ma pomóc bohaterowi w rozwikłaniu motywów jego postępowania.

Konieczne dla zrozumienia położenia profesora jest umiejscowienie go w szeroko i szczegółowo zarysowanej przestrzeni. Bernhard sytuuje go w austriackim miasteczku, jednocześnie małej ojczyźnie Roithamera i miejscu, w którym czuje się on wykluczony i wyobcowany. To właśnie Altensam, a dokładniej mansarda w domu Hollerów, staje się pracownią, w której szalony umysł uczonego kreuje plan Stożka, a pobliski las – miejscem jego materialnej realizacji. Miasteczko – z jednej strony przestrzeń rodzinnego zakorzenienia, z drugiej zaś ostracyzmu, któremu poddaje nieobliczalnego konstruktora starsze rodzeństwo – wyzwala napięcia pozwalające mu tworzyć dzieło życia. Opętany ideą stworzenia czegoś doskonałego zdaje się jednak niszczyć samego siebie. Nieustanne korekty myślenia oraz postępowania, właściwe systemowi jego pracy nad Stożkiem, bynajmniej nie zbliżają Roithamera do poszukiwanego ideału. Skrajny radykalizm w dążeniu do doskonałości oraz świadomość niemożności jej osiągnięcia to dwa bieguny jednego aktu twórczego.

Melancholijne usposobienie Roithamera, który nie może dosięgnąć obiektu pożądania (budowli doskonałej), jest naznaczone naprzemiennie miłością i nienawiścią. Przy czym ostrze nienawiści zwraca ku sobie, co, w związku z wchłonięciem utraconego obiektu (utożsamieniem się z ideą Stożka), w prostej linii poprowadzi go do autodestrukcji. Gdy Roithamerowi zdaje się, że już udało mu się zrealizować cel, zgromadzone napięcie zmienia kierunek i prowadzi go do samobójstwa. Konfrontacja z materialnym urzeczywistnieniem ideału wywołuje w nim tak ogromną rozpacz, że „czarna żółć melancholii” pochłania go i bezpowrotnie degraduje.

Niemożność osiągnięcia doskonałości jest również utrapieniem bohaterów innych powieści Thomasa Bernharda. W Przegranym to trójka przyjaciół-artystów, których zdolności przekraczają predyspozycje przeciętnych muzyków klasycznych – wśród nich pojawia się postać wzorowana na autentycznej, Glenn Gould. Temu bohaterowi nie przynoszą satysfakcji ani lata spędzone na próbach fortepianowych, ani uznanie publiczności, ani zachwyt fachowców. Skazany na wieczną wspinaczkę na szczyt, bez możliwości ujrzenia jego wierzchołka, umiera przy fortepianie.

Studium narastającej obsesji Roithamera (jak i Goulda) pozwala narratorowi Bernharda na zadanie pytania o cenę, jaką przychodzi geniuszowi zapłacić w konfrontacji z nieprzychylnym społeczeństwem i formalnymi ograniczeniami, których świadomość skłania do autodestrukcji. Jest to także pole dla pytania o granice epistemologiczne szalonego konstruktora. Czy potęga umysłu rozszerza je, czy wręcz przeciwnie: zawęża pole poznania świata, powoduje fiksację? Bernhard nie daje jednoznacznych odpowiedzi, jego narracja nieustannie je komplikuje. Każda kolejna kartka zapisana przez Roithamera, a rozszyfrowywana przez jego przyjaciela, zbliża czytelnika ku idei Stożka, skutecznie oddalając od samego profesora.

Istotnym tematem, a właściwie formalnym założeniem tej powieści, jest archiwizacja i porządkowanie pamięci. Nic, czego dowiadujemy się o Roithamerze, nie jest nam dane wprost. Nie istnieje żaden wszechwiedzący narrator, który wyjaśni tajemnicę szaleństwa profesora. Informacje, które uzyskujemy, są zapośredniczone przez osobę jego przyjaciela. To jego wspomnienia konstytuują postać Roithamera i warunkują jego obecność w tekście. Drugim źródłem pamięci o bohaterze są notatki. To nie tylko zapis prac konstruktorskich nad wymarzonym Stożkiem, ale również namacalny znak kondycji psychicznej głównego bohatera. Niezliczone skreślenia, dopiski i odsyłacze zawarte w zapiskach Roithamera wskazują na nieustanną pracę umysłu, który nie przewiduje nieścisłości, a tym bardziej błędów i potknięć.

Próba uporządkowania Roithamerowskiej tożsamości podjęta przez jego przyjaciela zdaje się przymiarką do odtworzenia traumy, której nie zdołał przepracować profesor, i współodczuwania jego przeżyć. Nadawanie ładu doświadczeniom i uczuciom Roithamera ma ocalić go przed zapomnieniem. Okazuje się jednak, że nadmiar fragmentów nie może ulec scaleniu. Tożsamość uczonego istnieje tylko w rozproszeniu. W momencie próby jej integracji rozpada się – obrazuje to scena, w której przyjaciel profesora usiłuje włożyć do swojego plecaka wszystkie zgromadzone na poddaszu dokumenty i zapiski, a one rozsypują się z szelestem po drewnianej podłodze.

Dekonstrukcja i rozwarstwienie tożsamości, właściwe podmiotowości ponowoczesnej, znajdują w Korekcie pełną realizację. Podmiot, wymykający się samemu sobie, niedający się sprowadzić do ujednoliconej struktury, rozpada się przy każdej kolejnej próbie samookreślenia. Zamiast tego dokonuje nieustannej redefinicji siebie oraz, w zależności od wpływów zewnętrznych, przybiera odpowiednią postać i wykonuje przypisane jej gesty. Tak też Roithamer jawi się swoim krewnym jako destruktor rodzinnej spuścizny. W oczach Hollera pozostanie zaś odwiecznym przyjacielem rodziny, którego gościna na słonecznej mansardzie jest chlubą dla ogniska domowego. Dla przyjaciela, rekonstruktora pamięci, Roithamer będzie geniuszem i niezwyciężonym bojownikiem w walce o idee. Postać szalonego naukowca jest jedynie zbiornikiem, przez który ta wielość tożsamości nieustannie przepływa, przy czym każda z nich, w odpowiednich warunkach, wysuwa się na pierwszy plan.

Autor Korekty kreuje bohaterów, którzy są świadomi własnych ograniczeń, jednakże nieustannie próbują je przezwyciężać. Wiemy już, że zwykle kończy się to klęską, a wyobcowanie koniecznie łączy się ze współistnieniem ze społeczeństwem. Roithamer, ofiara własnego geniuszu, dobrowolnie decyduje się na wykluczenie i samotność, by w pełni oddać się idei, która zawładnęła jego umysłem. Jednak skupienie się na jednym punkcie na horyzoncie egzystencji przynosi mu zgubę. Brak spełnienia przekreśla wolę życia i jako jedyne słuszne rozwiązanie podsuwa możliwość jego przerwania. Tak jak bohaterowie kreowani przez Bernharda są skazani na wieczne borykanie się z przeciwieństwami losu, podobnie czytelnik prozy austriackiego pisarza pozostawiony jest z niełatwym wyzwaniem porządkowania narracji, bez uprzednich wskazówek i właściwej metodologii.

 

Thomas Bernhard

Korekta

Tłum. M. Kędzierski

Czytelnik, 2013

Liczba stron: 344