mysliwski_ostatnie_rozdanie
RECENZJE | 13.01.2014

„Ostatnie rozdanie” – bez asa w rękawie (W. Myśliwski „Ostatnie rozdanie”)

Na kilka tygodni przed ukazaniem się Ostatniego rozdania Wiesława Myśliwskiego wydawnictwo Znak w nachalny sposób zapewniało czytelników, że będą mieć do czynienia z arcydziełem. Myśliwski, uhonorowany medalem Gloria Artis, dwukrotny zdobywca nagrody Nike (za powieści: Widnokrąg oraz Traktat o łuskaniu fasoli), ugruntował swoją pozycję na polskim rynku literackim już w latach osiemdziesiątych, pisząc Kamień na kamieniu. Tym razem jednak porwał się z zamiarem napisania powieści ujmującej całokształt ludzkiego doświadczenia w pełnej jego złożoności. Ale czy ta wielowymiarowa koncepcja dzieła pomogła mu zyskać miano polskiego Tomasza Manna?

Już na pierwszych stronach Ostatniego rozdania spotykamy się z intrygującym, ale kliszowym zabiegiem literackim. Narrator wyciąga wiekowy notes, opasany sparciałą już gumką, zawierający indeks nazwisk z przypisanymi do nich adresami oraz numerami telefonów. Losowo wybrane osoby stają się pretekstem do snucia wspomnień i refleksji narratora, będącego jednocześnie głównym bohaterem. Setki nazwisk, niejednokrotnie niepowiązanych bezpośrednio z protagonistą, uruchamiają pracę pamięci, której czytelnik może zaufać bądź poddać w wątpliwość. Nie wiemy, czy wspomnienia, będące punktem wyjścia dla poszczególnych fabuł, są autentyczne. Być może są to tylko konstrukty pozwalające osadzić w rzeczywistości badane problemy. Opowiadane historie są impulsem do szeroko zakrojonych uwag i dywagacji nad kondycją ludzką i prawidłami rządzącymi światem. Jednak narracja prowadzona z punktu widzenia człowieka o bogatym doświadczeniu staje się zbyt ciężka, a młody czytelnik pozostanie jej dłużny jeszcze przez lata.

Wspomniana ambicja filozoficzna Myśliwskiego momentami ociera się o prostą sentencjonalność. Każde zdanie zapisane w powieści zdaje się hipotezą na temat kluczowych zagadnień bytu, żadne jednak nie diagnozuje ich wprost. Granice problemów zostały tak mocno rozszerzone, że konkret całkowicie się wymyka w trakcie toczących się refleksji. Czytelnik szukający odpowiedzi na pytania dotyczące życia, miłości, losu, czy pamięci jedynie pogrąża się w coraz głębszych wątpliwościach. Tajemnica bytu nie zostaje rozwikłana, w zamian pojawia się przekonanie o niemożliwości przeniknięcia jego istoty.

Chcąc objąć całość ludzkiego doświadczenia, autor Ostatniego rozdania wyciąga talię kart na stół, fachowo je tasuje i podaje czytelnikowi. Zaś jego zadaniem jest pokazanie, że próby zamknięcia doświadczenia w opowieści są z góry skazane na klęskę. Dane jest nam co najwyżej dobierać kolejne karty w nadziei na odwrócenie losu i lepszą kolejkę. Pogrywanie z przeznaczeniem oraz próba jego dekonstrukcji to szablonowa strategia właściwa prozie tego typu. Kto miał w ręce Białoszewskiego, Różewicza czy Buczkowskiego, odnajdzie kilka miejsc wspólnych z dziełem Myśliwskiego, dla którego potok myśli i obrazów jest jedyną wyrażalną formą doświadczenia.

Nieustannie przewijającym się motywem w powieści jest proces rozsypywania się (powiązany głównie z notesem) oraz wątek prucia (przywoływany w kontekście zakładu krawieckiego, w którym narrator pobierał praktykę). Motywy te wychodzą naprzeciw aktom budowania i scalania. Każde sięgnięcie bohatera po notes niesie za sobą ryzyko rozsypania się zeszytu. To samo dzieje się z jego opowieścią. Próba narratywizacji życia (a więc ujęcia go w ramy opowieści) ukazuje niezdarność języka, który nie jest w stanie przypisać właściwych znaczeń temu, co miało miejsce. Język zamiast uspójniać narrację, rozrywa ją na fragmenty. Motyw Arachne tkającej opowieść podmieniony został przez autora na rzecz prującej się narracji. Myśliwski obnaża tym samym mechanizmy dekonstrukcji. Zacierając granice między wypowiedzianą prawdą a celowym zmyśleniem i lukami w pamięci, ukazuje, jak opowieść ulega rozsypaniu.

Autor Kamienia na kamieniu i Widnokręgu przyzwyczaił swoich czytelników do bardzo tradycyjnej formy powieściowej. Linearność fabularna i przezroczystość języka stanowiły dotąd cechę charakterystyczną jego prozy. Bohaterowie kreowani przez Myśliwskiego posiadali silny szkielet osobowościowy, zaś w Ostatnim rozdaniu autor zrywa z przejrzystością na rzecz mglistego rozproszenia.

Umieszczony pośród tych wszystkich niespójnych opowieści i zagadek egzystencjalnych bohater jest zbyt przezroczysty, by istnieć samodzielnie, bez oparcia w tym, co zewnętrzne. Podobnie jak przedstawione refleksje potrzebują podmiotu, który je uspójni, tak podmiot zabierający głos w powieści Myśliwskiego potrzebuje notesu, wspomnień i opowieści, by nie rozpaść się na dobre. Jego istnienie właściwie zawiera się w cudzych historiach, a miejsce, które zajmuje w świecie, zawsze sytuuje się w kontekście cudzych miejsc. Tak też, próbując przybliżyć czytelnikowi historię egzaminów wstępnych na studia, narrator najpierw sięga po opowieść o szewcu, a dopiero potem wplata w nią kilka słów o sobie. Nie mówi wprost o obrazach, które namalował w młodości, ale przywołuje opinie kolegi na ich temat. Posługiwanie się cudzym słowem jest nieustanną ucieczką od konkretu.

Być może dlatego autor powieści powołał do życia postać Marii, nieustannie potwierdzającej istnienie narratora, który jest za mało dookreślony, aby stanowić autonomiczny byt. Jego wspomnienia często pozostawione są w oderwaniu od siebie nawzajem, a tożsamość dryfuje między kolejnymi reminiscencjami życia. Listy Marii, wysyłane do ukochanego na przestrzeni całego jego życia, uspójniają opowieść bohatera i są zewnętrznym znakiem aprobaty dla autentyczności snutej narracji. I chociaż żywiłam przekonanie, że postać Marii była również zmyślona lub stanowiła odłam schizofrenicznej natury bohatera, rozwiązanie powieści nie daje jednoznacznej odpowiedzi.

Niewątpliwie taka konstrukcja narratora korzystnie wpływa na ogólną ocenę powieści. Pomimo że stykamy się z bohaterem o szerokim wachlarzu doświadczeń, nie odnosimy wrażenia wyższości opowiadającego nad czytelnikami. Narrator Ostatniego rozdania dokonuje rozrachunku z przeszłością, ale nie moralizuje i nie narzuca swojej perspektywy. Co najwyżej proponuje pewne rozwiązania, które czytelnik może przyjąć bądź odrzucić, dysponując sporą dozą samodzielności w ocenie postawy bohatera. Żaden problem nie zostaje zamknięty, zamiast tego uruchamiane są kolejne refleksje.

Tak jak w powieści Kamień na kamieniu Myśliwski stara się opisać ciężar chłopskiego doświadczenia, podobnie w Ostatnim rozdaniu kreśli modelowy los Polaka okresu PRL-u. Problem automatyzacji życia, wygasającej prywatności (której symbolami autor czyni pisanie listów, małe zakłady krawieckie i szewskie) oraz przemian ustrojowych, w które uwikłani byli przywołani bohaterowie, to suma doświadczeń tamtego okresu. Jeśli więc nie godzimy się na czytanie Ostatniego rozdania w perspektywie filozoficzno-egzystencjalnej, możemy wybrać inną drogę lektury powieści: jako rozrachunku z historią Polski Ludowej.

I chociaż czytelnicze doświadczenie nie pozwala mi mówić o Ostatnim rozdaniu jako arcydziele, nie mogę definitywnie spisać go na straty. Szum medialny wokół tej pozycji wymusza na czytelnikach traktowanie jej jako dzieła totalnego. Umieszczenie powieści Myśliwskiego w szeregu literackich testamentów stanowiących bilans życia autora nakazuje myślenie o niej z pewnego rodzaju nabożnością. Ten marketingowy chwyt właściwie nie pozwala na inny tryb lektury, co z góry naraża odbiorcę na rozczarowanie. Chcąc czerpać przyjemność z lektury, należy odłożyć na bok rekomendacje wydawnictwa i potraktować tę powieść jako eksperyment.

 

Ostatnie rozdanie

Wiesław Myśliwski

Wydawnictwo Znak, 2013

Liczba stron: 448