• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 05.03.2018
Oscary 2018, czyli dlaczego opłacało się iść spać
Artykuły | 05.03.2018

Oscary 2018, czyli dlaczego opłacało się iść spać

Zanim będzie o Oscarach, cofnijmy się do gali rozdania Złotych Globów.

Brytyjski komik Ricky Gervais prowadził tę imprezę czterokrotnie: w latach 2010-2012 oraz w roku 2016. I czterokrotnie wywoływał skandale, żartując m.in. z alkoholizmu Charliego Sheena, antysemityzmu Mela Gibsona czy wieku aktorek z Seksu w wielkim mieście.

W jednym z niedawnych wywiadów Gervais przyznał, że bardzo zazdrości Sethowi Meyersowi możliwości poprowadzenia gali w tym roku, gdy nie opadły jeszcze emocje związane z akcjami #MeToo czy Time’s Up. Zrujnowałbym sobie karierę, gdybym poprowadził tegoroczną galę – rzucił ze śmiechem komik.

Meyers w trakcie Złotych Globów odnosił się do ujawnionych przypadków molestowania seksualnego wielokrotnie. Monolog otwierający zaczął słowami: dobry wieczór, panie i pozostali panowie. Nazwiska Weinsteina czy Spaceya pojawiły się w jego żartach parokrotnie. O tym pierwszym powiedział na przykład: nie martwcie się! Powróci za 20 lat, jako pierwsza osoba, którą wybuczymy w czasie segmentu in memoriam”.

Odniesień do przypadków molestowania było wtedy więcej, nie tylko ze strony Meyersa. Gwiazdy obecne na sali ubrały się na czarno w ramach akcji Time’s Up. Płomienną przemowę wygłosiła Oprah Winfrey. Zbyt długo nie dowierzano kobietom, które miały odwagę mówić prawdę o tych, którzy nadużywali swej władzy – krzyczała ze sceny, nagradzana owacjami na stojąco. A pod sam koniec do hollywoodzkich nierówności odniosła się Natalie Portman, która – przedstawiając kandydatów do Złotego Globa za reżyserię – rzuciła: a oto wszyscy nominowani mężczyźni.

Wydawało się, że i na Oscarach wyżej wymienione tematy nie zostaną pominięte. Tym bardziej, że jeszcze przed tegoroczną galą wydarzyło się parę symbolicznych rzeczy.

Za reżyserię filmu Lady Bird nominowano Gretę Gerwig, jak gdyby w reakcji na uwagę Portman o nominowanych mężczyznach (Gerwig stała się pierwszą od ośmiu lat reżyserką nominowaną do Oscara w tej kategorii). Również w tym roku, po raz pierwszy (!) w 90-letniej historii nagród Akademii, za zdjęcia nominowano kobietę (Rachel Morrison za Mudbound).

James Franco – laureat Złotego Globa za rolę Tommy’ego Wiseau w swoim „Disaster Artist” – nie dostał nawet nominacji do Oscara. A że aktor nagrodzony Globem nie dostaje nawet szansy na nagrodę Akademii – to się właściwie nie zdarza. Możliwą przyczyną takiego stanu rzeczy były oskarżenia o molestowanie seksualne, którym aktor nie zaprzeczył.

Ponadto zastanawiano się, czy Casey Affleck – zgodnie z oscarową tradycją – wręczy statuetkę za najlepszą pierwszoplanową rolę kobiecą jako zeszłoroczny laureat Oscara dla najlepszego aktora pierwszoplanowego. Kwestię tę podnoszono, bo Affleck kilka lat temu został oskarżony przez dwie kobiety o molestowanie. Finalnie aktor zrezygnował z udziału w gali, tłumacząc, że nie chce odwracać uwagi od akcji #MeToo. Statuetkę Frances McDormand za rolę w Trzech billboardach za Ebbing, Missouri wręczyły Jennifer Lawrence i Jodie Foster.

Jeśli jednak ktoś spodziewał się widowiska buzującego od emocji i rozpolitykowanego tak, jak zeszłoroczne rozdanie (w czasie którego m.in. wielokrotnie żartowano z Donalda Trumpa) – musiał być rozczarowany. Oscary 2018 były wyjątkowo zachowawcze, nudne i dramaturgicznie przewidywalne.

Przede wszystkim zawiódł prowadzący, czyli komik Jimmy Kimmel, który wygłosił wyjątkowo subtelną mowę otwierającą. Oprócz osób już i tak dotkniętych ostracyzmem, nikt na sali nie mógł nawet przez moment poczuć się niekomfortowo. Żarty nie kłuły, a jedynie delikatnie nakłuwały zgromadzonych na sali bogaczy i celebrytów.

Za to dobrym pomysłem była specjalna nagroda dla najkrótszego przemówienia gali. Zasada była prosta: zwycięzca statuetki, który je wygłosi, dostanie skuter wodny. Ostatecznie zgarnął go autor kostiumów z Nici widma, Mark Bridges, za 36-sekundową mowę dziękczynną. Prawdopodobnie oznacza to, że organizatorzy imprezy zdają sobie sprawę z tych elementów, które ją zamulają. Ale o tym później.

Wracając do aktualnych tematów: tym razem Hollywood nie było ubrane na czarno, a przemówienia laureatów i wręczających były wyjątkowo neutralne (nie licząc materiału filmowego zapowiedzianego przez ofiary Weinsteina: Salmę Hayek, Annabellę Sciorrę i Ashley Jude). Galę w jakiś sposób uratowała w samym finale Frances McDormand, która poprosiła wszystkie nominowane kobiety o powstanie z miejsc. Aktorki, producentki, reżyserki, scenarzystki, operatorki, scenografki, kompozytorki – wymieniała z uśmiechem. – Spójrzcie wokół siebie, panie i panowie. Wszystkie mamy historie do opowiedzenia i projekty, które trzeba sfinansować. Nie rozmawiajmy o nich teraz, na afterze, tylko zaproście nas do swoich biur za kilka dni. Albo przyjdźcie do naszych. I wam o nich opowiemy. Chcę was zostawić z dwoma słowami: inclusion rider. To ostatnie określenie oznacza „klauzulę równości”, która ma zapewnić parytety płciowe i rasowe przy zatrudnianiu nowych osób w filmach.

To był w zasadzie jedyny moment gali, który sprawiał wrażenie spontanicznego i wyrazistego zarazem. Jednak nie tylko polityczna zachowawczość sprawiła, że oscarowa gala była tak nudna. Osobnym problemem zdaje się być całkiem wyczerpana formuła imprezy i strach organizatorów przed innowacjami.

Bo gala rozdania nagród Akademii to prawie 4-godzinna „kobyła”, zamulana piosenkami, montażami klasycznych filmów i mowami dziękczynnymi, które w większości są powtarzalne i zupełnie nieangażujące („dziękuję mamie, tacie, mężowi, żonie i całej ekipie”). Ponadto: kategorii jest aż 24 i co mniej więcej dwie statuetki włączają się reklamy. A cała środkowa część gali to mało zajmujące techniczne kategorie: montaż dźwięku, charakteryzacja czy krótkometrażowe obrazy, których widzowie mają prawo nie znać, bo większości z nich nie ma w szerszej dystrybucji.

Letni kinoman, niezainteresowany nagrodami dla dźwiękowców czy kostiumografów, powinien włączyć transmisję na ostatnie 1,5 godziny. W tym czasie obejrzy wszystkie najważniejsze statuetki: dwie scenariuszowe, dwie za role pierwszoplanowe, za reżyserię i za najlepszy film. Wszystko to, co pojawia się wcześniej, to jedynie przydługi wstęp, który nie buduje napięcia. A wręcz przeciwnie.

Według wczesnych analiz, tegoroczne Oscary obejrzało najmniej Amerykanów od 2008 roku, czyli od najbiedniejszej frekwencyjnie gali w historii. Nad powodami takiego stanu rzeczy można się zastanawiać. Być może Hollywood traci kontakt z przeciętnym widzem, bardziej zainteresowanym Gwiezdnymi wojnami lub Czarną Panterą niz filmami, które widziało relatywnie niewielu? Dla przykładu: wpływy z amerykańskich biletów na seanse Kształtu wody, zwycięzcy tegorocznej gali, to 57 milionów dolarów (stan na 4 marca, dane na podstawie strony Box Office Mojo). Czarna Pantera w krótszym czasie zarobiła ponad pół miliarda. Podobnie było z ostatnim epizodem Gwiezdnych wojen (ponad 600 milionów) czy sequelem Jumanji (ponad 300 milionów).

Oczywiście nie oznacza to, że Akademia musi zacząć rozdawać nagrody wielomilionowym blockbusterom. Ale zmiany w samym przebiegu gali wydają się konieczne. Jeśli Akademia nie zdecyduje się na lifting ceremonii, w najbliższych kilkunastu  lub kilkudziesięciu latach wraz ze spadkiem oglądalności spaść może także prestiż Oscarów.

Bartek Przybyszewski

Bartek Przybyszewski

(ur. 1987) – wchłania sporo popkultury, przede wszystkim w postaci komiksów (głównie europejskich), filmów (głównie amerykańskich) i płyt (głównie niepolskich). W wolnych chwilach pisze i rysuje komiksy. Admin fanpage’a Liczne rany kłute. Parę lat temu zrobił licencjat z andragogiki i nie chce mu się robić magistra.