Weird fishes_MB
RECENZJE | 08.01.2018

Ojciec-wędkarz, czyli Polska („Fanatyk”)

Mój stary to fanatyk wędkarstwa. Pół mieszkania zajebane wędkami najgorsze. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w szpitalu bo mają zadziory na końcu. W swoim 22 letnim życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. Tydzień temu poszedłem na jakieś losowe badania to baba z recepcji jak mnie tylko zobaczyła to kazała buta ściągać xD bo myślała, że znowu hak w nodze.

 

Nazwałem kiedyś copypastę o ojcu-wędkarzu najważniejszym tekstem literatury polskiej dwudziestego pierwszego wieku. Był to oczywiście chwyt retoryczny mający na celu zwrócenie uwagi na ten krążący od jakiejś dekady po różnych zakątkach internetu tekst autorstwa twórcy ukrywającego się pod pseudonimem Malcolm XD*. Historia ojca-fanatyka wędkarstwa, którego obsesja na punkcie ryb doprowadza do wielu tragikomicznych sytuacji, jest podawana przez jego dwudziestodwuletniego syna przy pomocy charakterystycznego internetowego slangu („chanmowy”). Potoczystość narracji połączona z łańcuchem naprawdę zabawnych anegdot dała w rezultacie utwór, który zainfekował memetycznie wiele internetowych społeczności.

Malcolm XD, którego literackie portfolio na Fanatyku bynajmniej się nie kończy, to wyraźnie chłopak z osiedla, takiego, z którego ja sam się wywodzę – pewnie dlatego jego pasty przemawiają do mnie znacznie silniej niż choćby miejskie impresje Łukasza Najdera, przesympatycznego wprawdzie i błyskotliwego, ale jednak wywodzącego się z innego świata i inaczej patrzącego na rzeczywistość. Malcolm nigdy nie dostanie Nike, nie pojawi się w TVP Kultura inaczej niż na zasadzie egzotycznej ciekawostki (przy założeniu, że kiedykolwiek zdecyduje się wyjść zza swojego pseudonimu artystycznego), nie będzie traktowany przez środowisko literackie jako poważny gracz. A jednak dla mnie wygrywa szczerością treści i stylizacją formy. Będę bardzo niepocieszony, jeśli za kilka lat okaże się, że Malcolm XD to pseudonim artystyczny jakiegoś warszawskiego kolektywu literackiego. Ale wątpię – poczucie zanurzenia w blokowej mentalności jest zbyt doskonałe, by było imitacją.

Jest w obsesji Starego_Anona (jak określany jest w tekście źródłowym główny bohater pasty) coś nieuchwytnie polskiego ta nieokiełznana zapalczywość, ten samobójczy pęd ku dominacji, ta wieczna paranoja i przekonanie, że cały świat nastawia się przeciwko niemu, ta odporność na jakiekolwiek argumenty. Prawdopodobnie dlatego słynna pasta jest tak podatna na mutacje i przeróbki wędkarstwo jest tu tylko substytutem dowolnej obsesji, która wiedzie ku tragikomicznej autodestrukcji. Stary_Anona równie dobrze mógłby być działkowcem. Albo mechanikiem-amatorem. Albo członkiem polskiego fandomu fantastyki. Fanatyk wędkarstwa jest symbolem pewnego rodzaju postawy życiowej, wędkarz to nie hobby, wędkarz to stan umysłu – można by powiedzieć. Myślę, że to właśnie sprawia, iż ta pasta zyskała sobie tak ogromną popularność – bardzo łatwo jest bowiem przenieść schematy zachowań Starego_Anona na w zasadzie dowolną inną ludzką aktywność i zyskać równie satysfakcjonujący rezultat.

W 2017 roku pasta została zekranizowana przez Michała Tylkę, w ścisłej współpracy z Malcolmem XD, autorem materiału źródłowego. Projekt sfinansowano za pośrednictwem platformy crowdfundingowej PolakPotrafi. Twórcy na realizację filmu potrzebowali czterdziestu tysięcy złotych – dostali niemal sześćdziesiąt tysięcy plus drugie tyle od Małopolskiego Studia Debiutów w ramach nagrody za scenariusz w zorganizowanym przez Studio konkursie. Od samego początku mocno kibicowałem tej inicjatywie, choć nie spodziewałem się niczego ponad serię niezbyt udolnie nakręconych skeczy wizualizujących anegdotki o tytułowym Fanatyku. I w zasadzie to dostałem… Ale film ma też drugi poziom, moim zdaniem dalece bardziej interesujący.

Ostatecznie Fanatyk trafił na serwis internetowy Showmax, co uznaję za trafny metakomentarz do treści filmu. W przeciwieństwie do ambitnego, hipsterskiego Netflixa cieszącego ekrany i monitory telewizorów/laptopów wielkomiejskiej klasy średniej i mającego ambicje zostać drugim HBO i pionierem jakościowej telewizji 2.0, Showmax jest polski, przaśny, celujący w niższą klasę średnią, zarówno ofertą cenową oraz jakością kontentu, jak i seksistowskimi reklamami. W pewnym sensie Fanatyk pasuje tam znakomicie. To miejsce, w którym ten średniometrażowy film obejrzy Stary Anona i Zbyszek z żoną Bożeną, a nie pan Adam, przewodniczący koła Polskiego Związku Wędkarskiego.

Film jest nie tyle ekranizacją pasty, co jej metafikcyjnym kontekstem – ukazuje okoliczności wydarzeń, w jakich rzekomo powstał tekst. Anon nie jest już Anonem, ponieważ otrzymuje imię Kuba. Wraz z imieniem, jego postać dostaje również tło społeczne. Pierwsze sceny filmu pokazują, że nasz narrator jest stulejarzem, wyobcowanym społecznie piwniczakiem z wolna pogrążającym się w neurozie, która w końcu rzuci go na oddział szpitala psychiatrycznego, gdzie rozgrywa się ramowa opowieść. To pierwsze zaskoczenie – spodziewałem się nie najmądrzejszej komedyjki, a dostałem dramat rodzinny. Tylka doskonale zdaje sobie sprawę, jak cienka granica oddziela farsę od tragedii i nie waha się jej przekraczać, dość bezceremonialnie dekonstruując źródłową copypastę. Anon był niemal bezosobowym narratorem, który do wyczynów swojego ojca podchodził z olbrzymim dystansem i poczuciem humoru. Kuba natomiast jest kimś zupełnie innym – obsesja ojca jest tak wielka, że dosłownie go przygniata, zmusza do ucieczki w eskapistyczne anime z lolitkami czy gry video albo na karachana**, gdzie w końcu debiutuje jego pasta o ojcu. Wiemy, że dostał się na studia (bo jadł dużo ryb, które zawierają fosfor, a od tego mózg lepiej pracuje!), ale z nich zrezygnował. Dla kontrastu dorzucono jego brata – starszego, przystojniejszego, bardziej towarzyskiego i łatwiej znoszącego wybryki rodziciela. Jest jeszcze kryminalnie zmarnowana postać typowej blokowej mamy, o której wiemy niewiele, a jej rola ogranicza się do obligatoryjnego biadolenia.

Dużo się w Fanatyku dzieje w warstwie scenograficznej. Mieszkanie Gałeckich (takie bowiem nazwisko nadano rodzinie tytułowego bohatera) wręcz przytłacza rybią ornamentyką – mamy tam lustro łazienkowe w kształcie ławicy ryb, rybny fajans, półki zastawione wędkarskimi trofeami, ścienne wyklejki z rybnym motywem… Mieszkanie staje się przedłużeniem dominującej osobowości ojca. Ciężko powiedzieć, na ile tak sugestywne otoczenie jest rezultatem świadomych wyborów estetycznych tytułowego bohatera, a na ile zaburzoną percepcją Kuby, który z wolna zaczyna tracić kontakt z otaczającą go rzeczywistością. Sceny w trakcie sesji terapii grupowej odbywają się w cichym, przestronnym, kojąco białym pomieszczeniu, w otoczeniu innych młodych ludzi, prawdopodobnie tak samo jak Kuba połamanych, w obecności których chłopak może bezpiecznie zdetonować swój problem.

Fanatyk to dla mnie przede wszystkim film o konflikcie pokoleń. Ojciec Kuby należy do postpeerelowskiej generacji cwaniactwa i zapalczywości, imieninowych libacji przy flaszce, tradycyjnego podziału ról płciowych (ojciec na rybach, mama tłucze kotlety i obiera ziemniaki na obiad), zamknięcia się w małym światku własnych obsesji i podejrzliwości w stosunku do wszystkiego, co znajduje się poza nim. Ten agresywny, zamknięty stosunek do otoczenia udziela się również Kubie – mutuje jednak w poczucie niepewności, fobie społeczne i nieumiejętność odnalezienia się w opresyjnych, przytłaczających realiach. To w gruncie rzeczy zaskakująco ponura biorąc pod uwagę materiał wyjściowy – opowieść o pokoleniu stulejarzy, wyobcowanych społecznie, zamkniętych w sobie dwudziestoparolatków uciekających na emigrację wewnętrzną przed psychoszajbą swoich rodziców, przynależących do pokolenia kombinatorstwa, zacietrzewienia i nieokrzesania. To Dzień Świra dla millenialsów (tych zbyt uncool, by nazywać ich millenialsami), to obraz uchwycający zeitgeist współczesnej Polski i współczesnych młodych Polaków, którzy wiedzą, że już przegrali i to w dużej mierze przez poprzednie pokolenie, które nie potrafiło się poukładać ani samo ze sobą, ani tym bardziej ze swoim potomstwem.

Nie jest to jednak – w żadnym wypadku – film doskonały. Tylka jest reżyserem, który wie, co chce powiedzieć, ale, odnoszę wrażenie, jeszcze nie do końca nauczył się, jak to robić. Wykorzystanie narracji z offu to w kinematografii dość ryzykowna decyzja. Czasami się to opłaca, czasami jednak niepotrzebnie powielamy w ten sposób informacje, które widz dekoduje samodzielnie, co irytuje – i niestety w Fanatyku tak się dzieje trochę zbyt często. Mikołaj Kubacki wcielający się w głównego bohatera to aktor specyficzny – w chwilach, w których gra wycofanego stulejarza, błyszczy. Gdy jednak przychodzi do narracji, niełatwe wyznanie tragikomicznej sytuacji rodzinnej zmienia się w mechaniczne czytanie wypracowania na forum klasy, co odziera opisywane problemy z ciężaru znaczeniowego. Decyzje castingowe są na ogół trafne – nikt nie wygląda w kamizelce BOMBER tak, jak Marian Dziędziel, Dariusz „Janusz Tracz” Kowalski w roli Adama, przewodniczącego koła PSW (był on dla starego uosobieniem wszelkiego zła) również nie mógł być lepiej obsadzony. Paradoksalnie najsłabiej wypada sam ojciec, grany przez Piotra Cyrwusa kompetentnie, jednak niewiele ponad to.

Pod koniec filmu dostajemy ujmującą scenę, w której Kuba na krótko nawiązuje z ojcem prawdziwy kontakt. Tylka jest zatem stosunkowo optymistyczny w kwestii międzypokoleniowej dyskoneksji i uznaje, że rodzicielska miłość jest w stanie wznieść się nawet poza psychopolski fanatyzm. Przynajmniej do pewnego stopnia – bowiem posiłek, który przyniósł mu tata to wciąż paluszki rybne.

 

* W okolicach premiery filmu pojawiły się wątpliwości odnośnie do autorstwa pasty, część użytkowników karachana, na którym debiutowała copypasta oskarżyła Malcolma o plagiat. W chwili pisania niniejszego artykułu sprawa pozostaje nierozstrzygnięta.

** Największe polskie forum internetowe typu imageboard, oparte o całkowitą anonimowość. użytkowników oraz tworzące hermetyczną subkulturę.