spiewajogrody
RECENZJE | 14.04.2014

Ogrody rozkoszy literackich (Paweł Huelle „Śpiewaj ogrody”)

Kiedy w Polsce ogłoszono, że powieść umarła, gdy dyskutowano o tym, dlaczego nie mamy polskiego Orhana Pamuka i czemuż pisarzom coraz trudniej o epicki rozmach, Paweł Huelle najwidoczniej był akurat na wakacjach w jakimś pozbawionym internetu zakątku świata i ta smutna diagnoza zwyczajnie do niego nie dotarła. I chwała Bogu, bo dzięki temu mógł napisać Śpiewaj ogrody – powieść nie tylko totalną, ale i jak najbardziej żywą.

Dawno już żadna współczesna powieść nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Chętnie pozwoliłam się oczarować, zahipnotyzować, wciągnąć do melancholijnego, a przy tym niezwykle urokliwego świata wykreowanego przez Huellego. A przecież rzecz nie w wymyślnej intrydze, nagromadzeniu tajemnic, mnożących się zagadkach, które zmuszałyby czytelnika do dalszej lektury. Książka gdańskiego pisarza urzeka na poziomie języka, klimatu oraz tak trudnej przecież do uchwycenia i opisania atmosfery.

 

Maestro Huelle

Śpiewaj ogrody to powieść obejmująca zdarzenia od XVIII wieku po współczesność, rozgrywająca się w przestrzeni kilku państw, mieszcząca w sobie wiele porządków estetycznych i literackich (nie brak w niej wątków kryminalnych, obyczajowych, elementów powieści łotrzykowskiej), opowiadająca losy licznych bohaterów, od szlachciców po rybaków, a mimo to szalenie uporządkowana, precyzyjnie zaplanowana i przemyślana w najdrobniejszych detalach. Nie ma w niej zbędnych zdań, nie ma ścieżek wiodących na manowce, każdy jej fragment zdaje się być odrębną mikrohistorią. Huelle jest twórcą niezwykle świadomym, od początku do końca panującym nad swoim dziełem. Ale i pokornym wobec niego – wszak jak sam przyznał w jednym z wywiadów, czytelnik otrzymał drugą, przepisaną na nowo wersję książki.

Huelle dotyka w powieści także kwestii – chociaż nie wysuwają się one na pierwszy plan – dyskutowanych szeroko przy okazji Morfiny Twardocha (wówczas w kontekście Śląska), a więc skomplikowanych dylematów tożsamościowych, tym razem „wpisanych” w krajobraz Pomorza. Opisuje czasy, w których Polacy stanowią mniejszość w Wolnym Mieście Gdańsk, kiedy spotykają ich związane z tym różne nieprzyjemności (jak choćby wówczas gdy niesłusznie oskarża się ich o prowokowanie bójek z ludnością niemiecką), ale i okresy późniejsze, gdy Niemcy opuszczają w pośpiechu Gdańsk, ratując życie, kiedy po wojnie piękne wille w Zoppot – zgodnie z wydawanymi przez radzieckie władze przydziałami – zajmują Polacy. Trudne doświadczenia dotykają wszystkich, niezależnie od deklarowanej przynależności narodowej czy etnicznej: Polaków, Niemców, Kaszubów. To, co ich łączy, to miłość do miejsca, do Gdańska, do Pomorza – miłość, którą dzieli z nimi także Huelle. Gdańsk jest też swoistym axis mundi powieści: to w nim splatają się wszystkie wątki, to tutaj wiodą – prędzej czy później – ścieżki bohaterów, nawet z tak odległych miejsc jak Brazylia. Gdańsk jest w tej powieści mikroświatem – końcem i początkiem wszystkiego.

 

Scalić i ocalić

Huelle układa swoją powieść z rozmaitych, czasem nawet pozornie nieznaczących epizodów. Wypełnia luki między nimi, łącząc wątki, zdarzenia należące do różnych przestrzeni czasowych i geograficznych, splatając z nich spójną fabułę. Literackie odwzorowanie tej pracy stanowi wątek Ernesta Teodora, kompozytora, artysty, który staje przed niezwykłą szansą. Oto w Budapeszcie w jego ręce trafia niedokończony rękopis Szczurołapa z Hameln, nieznanej opery, której autorem – wszystko na to wskazuje – jest Wagner. Ernsta Teodora pochłania praca nad uzupełnieniem dzieła, odnalezieniem przewodniego motywu i dopisaniem brakujących fragmentów, z zachowaniem pierwotnego zamysłu niemieckiego kompozytora.

Duch Wagnera unosi się nad całą narracją, powraca wielokrotnie w różnych odsłonach. On sam staje się symbolem – w swojej proniemieckości, w swym nacjonalizmie i antysemickości zwiastuje przyszłe zdarzenia, które położą się cieniem na biografiach bohaterów powieści. Huelle – poprzez wątpliwości bohaterów, zasłuchanych w imponujące wykonanie opery Wagnera w przededniu wojny, a jednocześnie zaznajomionych z jego poglądami na kwestie żydowskie – stawia niełatwe pytanie o interpretację dzieła, twórczości artysty, o to, czy możliwe jest rozpatrywanie go w oderwaniu od biografii czy przekonań autora.

Czytelnicy zaznajomieni z prozą Huellego z łatwością rozpoznają Gretę Hoffman, bohaterkę Przeprowadzki, tekstu ze zbioru Opowiadania na czas przeprowadzek. Huelle wraca jeszcze raz do tamtej, utrwalonej sceny spotkania małego chłopca z niezwykłą Niemką i czyni z niej punkt wyjścia opowieści znacznie szerzej zakrojonej, monumentalnej, rozległej czasowo, która jednak nieustannie powraca do domu przy ulicy Polanki.

 

Powroty zła

Niejednokrotnie nasuwa się pytanie: czy mury starego domu są w jakiś szczególny sposób naznaczone złem? Czy kolejni lokatorzy płacą wysoką cenę za czyny dawnego lokatora willi – szalonego, sadystycznego Francuza, który przybywa na Stary Kontynent z Brazylii po dokonaniu okrutnej zbrodni i w symboliczny sposób przywozi zło ze sobą? Na Pomorzu dopuszcza się kolejnych, przerażających czynów: więzi w swej posiadłości niewinnych ludzi, znęca się nad nimi, wykorzystuje seksualnie, a wreszcie – w porywach zwyrodniałej namiętności – morduje. Ernest Teodor poznaje jego czyny z pamiętnika, który Francuz po sobie pozostawił. Historia powróci do Hoffmanów raz jeszcze, gdy odkryte zostaną zatopione w pobliskim jeziorze szczątki ofiar sadysty.

Zło w powieści zdaje się triumfować wielokrotnie, doprowadza do zmierzchu kolejnych światów. Po wojnie zacierają się ślady niemieckiej obecności, nieliczni pozostali w Gdańsku Niemcy stają się intruzami, niechcianym wspomnieniem dawnych porządków. Ale te, które nadchodzą ze Wschodu, wcale nie staną się dla miasta przychylne, okupacja sowiecka przynosi równie wiele cierpienia co hitlerowskie zbrodnie. Niemal niezauważalnie, w ciszy kona także kaszubski świat ze swym niezwykłym bogactwem, kulturową i językową odrębnością, magicznymi wierzeniami, obrzędami, ludową mitologią. Kresu dobiega również sielankowe (mimo wszystko) dzieciństwo narratora, kolekcjonera gdańskich opowieści, zasłuchanego w opowieściach ojca, pani Grety i starego Kaszuba, pana Bieszke (albo Bieszka, na pewno jednak nie Bieszczańskiego). Po wszystkich tych przeżyciach spokój wydaje się już tylko pozorny. Wątpliwości powracają: czy zło, tę straszliwą zarazę, udało się z miasta na dobre wyprowadzić? Czy ponure doświadczenia stanowią na tyle bolesną lekcję, że zło już nigdy nie powróci w tak okrutnej postaci?

 

Gdańsk mityczny, Gdańsk literacki

Swoją najnowszą powieścią Huelle wpisuje się w tradycję gdańskiej prozy, dopisuje kolejny rozdział do nowej mitologii miasta. Jednocześnie wchodzi w dialog z twórczością innych pisarzy, świadomie czerpie z Grassa czy Chwina. Odwołuje się również do poezji Rilkego, która zajmuje ważne miejsce w życiu Ernsta Teodora. Także tytuł powieści jest wprost zaczerpnięty z wiersza austriackiego poety. Poetyką spod znaku Rilkego (na przemian z poetyką wagnerowską) przesiąknięta jest cała historia. Jednak bez obaw: w przeciwieństwie do Wagnera, Huelle zręcznie unika patosu, budowania spiżowych posągów i tworzenia wyidealizowanych obrazów. Miłość do Gdańska go nie zaślepia, muzyka Wagnera nie ogłusza, a nagromadzenie zła nie rzuca na kolana. To powieść – by powrócić jeszcze raz do początku – nade wszystko niezwykle żywa, mimo że tak wiele w niej odchodzenia, zanikania, śmierci.

 

Paweł Huelle

Śpiewaj ogrody

Wydawnictwo Znak, 2014

Liczba stron: 300