• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Artykuły | 22.07.2019
Obecni i nieobecni. O rodzinie w PRL-owskim serialu (Popteksty)
Artykuły | 22.07.2019

Obecni i nieobecni. O rodzinie w PRL-owskim serialu (Popteksty)

Czy to western, czy komedia, czy nowoczesny thriller – osnowę prawie zawsze stanowi konflikt fabularny, którego korzenie tkwią w instytucji rodziny. Przyczyny zachowań okrutnego mordercy z krwawego kryminału należy szukać w dzieciństwie, bohaterka serialu szpiegowskiego nie rozmawia z matką, nerd z sitcomu ma kompleks ojca, który jest „prawdziwym mężczyzną” – przykłady można by wymieniać godzinami. Nie ma fabuły bez rodziny, a przynajmniej bez jej części. Bo i nie bardzo możemy sobie w oderwaniu od niej wyobrazić nasze życie.

Seriale powstałe w czasach Polski Ludowej pełniły, poza zwyczajnym odwzorowaniem codziennego życia polskich obywateli, kilka ról – przede wszystkim krzewiły wzorce i kształtowały postawy. Tak jak i literatura dla młodzieży tamtego okresu, nie robiły tego jednak w sposób łopatologiczny i siermiężny, lecz konfrontowały młodych ludzi z wyzwaniami młodości subtelnie, ale i konkretnie. O problemach nastolatków opowiadają takie niezapomniane powieści, jak Wielka gra Danuty Bieńkowskiej, Paladyni Haliny Snopkiewicz czy Tancerze Elżbiety Jackiewiczowej. Te autorki, a prócz nich także Ewa Nowacka czy niezapomniana Krystyna Siesicka, w odróżnieniu od zwolenniczki dobrych zakończeń Małgorzaty Musierowicz, konstruowały prawdziwe bohaterki i bohaterów i konfrontowały ich z autentycznymi dylematami. W twórczości wymienionych pisarek pojawiają się takie tematy, jak aborcja (traktowana jako zwykły zabieg chirurgiczny), niezdana matura, fatalne warunki mieszkaniowe, brak pieniędzy, kłopoty z prawem. Wszystko to podlane jest sosem zwyczajnych problemów nastolatków, składającym się z pierwszych miłości, konfliktów ze szkolnymi kolegami i nauczycielami oraz dylematów związanych z używkami. 

PRL-owskie seriale telewizyjne podnoszą te same kwestie, dysponują jednak dodatkowym atutem: wizją i dźwiękiem, co pozwala przenieść perypetie bohaterów na poziom popkultury – widzowie zaczynają identyfikować się z postaciami, naśladować ich styl ubierania się i powiedzonka. Zaznaczmy przy tym, że tematyka rodzinna i problem dynamiki rodzice-nastoletnie dzieci pojawiają się nie tylko w serialach i filmach dla samych nastolatków, ale są także zgrabnie przemycane w produkcjach dla dorosłych lub „dla wszystkich”, takich jak Czterdziestolatek czy Daleko od szosy.

Polskie książki dla młodzieży i seriale opowiadały o rodzinie oględnie, pozostawiając widzowi i czytelnikowi czas na wnioski, portretowały ją jednak jednocześnie czule i boleśnie uczciwie. Oglądanie tych kadrów czy czytanie kart tych powieści po latach – czasami nawet czterdziestu czy pięćdziesięciu – pokazuje nam, jak wiele się w polskiej rodzinie zmieniło (zachowania rodziców, uchodzące kiedyś za oczywiste i przezroczyste, dziś mogą razić, bawić lub pozostać niezrozumiałymi) i jak wiele się w niej jednocześnie nie zmieniło. Polska popkultura, tak jak i polskie społeczeństwo, bo tylko jego historię, dążenia, aspiracje i problemy ona opisuje, posługuje się wciąż tymi samymi toposami: nieobecnego ojca, zaangażowanej w pracę i opiekę nad rodziną matki-Polki oraz zbuntowanego dziecka/nastolatka.

Jednym z kamieni milowych w historii polskich seriali o rodzinie była produkcja Wojna domowa, emitowana przez Telewizję Polską w latach 1965-66. Scenariusz powstał na kanwie wspaniałej, złożonej z żartobliwych, a jednak dających do myślenia scenek książki Miry Michałowskiej o tym samym tytule. Książka ta to zbiór felietonów autorki, które ukazywały się w latach 60. w tygodniku „Przekrój”. Ich przełożenie na język serialu wbrew pozorom nie było trudne, bo niedługie, zabawne (bądź wychowawczo smutne, w ramach „śmiechu przez łzy”) historyjki o dorastaniu szesnastoletniego Pawła i piętnastoletniej Anuli, mieszkających w jednej kamienicy na MDM-ie, wydawały się wręcz stworzone do przeniesienia na ekran.

Michałowska nie zawodzi: w rodzinach obu bohaterów mamy do czynienia z paradą znanych nam postaci. Jest zatem matka-kwoka, która zawsze pamięta o kanapce z miodem, drugim śniadaniu do szkoły, witaminach i kubku kakao. Jest nieobecny ojciec, ciągle w delegacji, z którym kontakt jest utrudniony z racji dostępności telefonów To ten sam, nadal obecny w kulturze społecznej (i całkiem żwawo usprawiedliwiany), ojciec dochodzący, który wychowuje krzykiem raz na dwa tygodnie. Dziecka właściwie nie zna, ale wypełnia swój główny obowiązek, czyli zarabianie na rodzinę, w związku z czym w sposób naturalny domaga się rozmaitych praw i przywilejów, a nawet ma je zagwarantowane. Są zbuntowani nastolatkowie, w dodatku przeciwnej płci, co pozwala lepiej wybrzmieć w książce i serialu problemom chłopców i dziewcząt, w wieku kilkunastu lat całkowicie przecież różnym. Jest też polska kultura i polskie społeczeństwo jako topos z granitu, nie do skruszenia – to karuzela świąt, na których należy się pojawić, imienin, których nie można opuścić, zmiennych pór roku i związanych z nimi oczekiwaniami i zwyczajami, życia sąsiedzkiego, życia szkoły. 

Wojna domowa jest serialem przełomowym dla polskiej „serialografii”, gdyż poza rodziną i dylematami dorastania dokumentuje coś jeszcze – a mianowicie erupcję kultury muzycznej lat sześćdziesiątych, świat jazzu, koncertów, kawiarń, ale też pierwszy (dla polskiej kultury) moment, w którym nastolatkowie jako grupa zaczęli mieć swoje odrębne zwyczaje i potrzeby, a w których z kolei próbują się odnaleźć ich rodzice. Mamy zatem w serialu Anulę, która przed własnymi rodzicami udaje grzeczną i spokojną dziewczynę, natomiast u ciotki, gdzie pod ich nieobecność mieszka, usiłuje wejść w świat niewinnego bikinikarstwa: wraz z przyjaciółką ucieka ze szkoły, żyje muzyką, fryzurami, pończochami i pudrem. Mamy Pawła, który uznaje, że starsze pokolenie (matka-kwoka i nieobecny ojciec) to ludzie, z którymi prawie nie da się dogadać, zatem zaczyna się komunikować półsłówkami i przeżywać rozterki szkolno-uczuciowe w czterech ścianach swojego pokoju. Łącznikiem pomiędzy światem młodych i światem starszego pokolenia jest bezdzietna ciotka, która więcej widzi i więcej rozumie, a więc może pomóc rozwiązać niektóre dylematy, albo przynajmniej wyjaśnić ich zasadność rodzicom. Co ciekawe, o ile serial po prostu dokumentuje perypetie wszystkich bohaterów, o tyle książka pisana jest nie z perspektywy młodzieży, lecz samej ciotki.

Wydawałoby się, że temat rodziny i orbit, na których ona funkcjonuje, jest dla wszystkich kultur uniwersalny. Tak, z pewnością – jednak jednocześnie popkultura wytwarzana przez konkretną społeczność odzwierciedla jej partykularyzmy, jej indywidualność i niepowtarzalność. Robi aluzje do bieżącej polityki, spraw gospodarczych, wydarzeń historycznych. Mruga do widza okiem – a mrugnięć tych widz z innej kultury mógłby nie dostrzec, bo mierzyłby opowieść inną miarą. Seriale polskie są zatem opowieścią o Polsce jako takiej – głównej, choć cichej bohaterce naszego krwiobiegu.

Projekt jest współfinansowany ze środków Miasta Krakowa.