waszut-ilustracja-janota-txt
RECENZJE | 27.06.2016

O Górnym Śląsku bez uprzedzeń (S. Waszut „W obcym domu”)

Katarzyna Janota

 

Chłopcze, ja wiem jedno. Wojna jest straszna. A umieranie boli, bez względu na to, czy jesteś Ślązakiem, Polakiem czy Niemcem.

Skomplikowane dzieje regionu, który, po blisko 600 latach poza granicami i wielu dziejowych perturbacjach, w 1922 roku ponownie został przyłączony do Polski, po dziś dzień wywołują niechęć tych, którym zależy na budowaniu mitu monokulturowości i kwestionowaniu historycznych niuansów. Zainteresowanym prawdziwymi dziejami „ukrytej opcji niemieckiej” warto polecić powieści chorzowskiej pisarki Sabiny Waszut, która podjęła próbę sfabularyzowania niełatwych losów mieszkańców Górnego Śląska.

Akcja pierwszej części cyklu, zatytułowanej Rozdroża, rozgrywa się w przededniu II wojny światowej. Dwie rodziny, Trautterowie i Zalescy, sprowadzają się do ubogiego familoka w Katowicach. Pierwsi z racji swojej niemieckości są prześladowani przez polskie władze, drudzy z niepokojem oczekują nadejścia wojny i powrotu Niemców. Łączy ich to, że jedni i drudzy są Ślązakami. Między młodziutką Sophie Trautter a Władkiem Zaleskim rodzi się uczucie, które pomoże im przetrwać dziejową zawieruchę i doczekać powojnia. Bohaterowie biorą ślub i niedługo potem, gdy wraz z przyłączeniem Śląska do Rzeszy Władek trafia do Wehrmachtu, zostają rozdzieleni.

By zrozumieć, dlaczego polscy obywatele byli wcielani do niemieckiej armii, trzeba cofnąć się do roku 1918, kiedy to wraz z powrotem na mapy zaczęła się formować Rzeczpospolita Polska. O rozstrzygnięciu kwestii przynależności terytorialnej Górnego Śląska, etnicznego pogranicza polsko-niemieckiego, miał zadecydować plebiscyt. Odbył się on dopiero w 1920 roku, poprzedzony dwoma krwawymi powstaniami, będącymi wyrazem sprzeciwu wobec narastającego terroru ze strony niemieckiej.

Wśród głosujących niemal 20% stanowili Górnoślązacy-emigranci na stałe mieszkający między innymi w Zagłębiu Ruhry. Niekorzystny dla Polski wynik plebiscytu – 40,3% głosów – zaowocował powstaniem nowych, wykluczających się planów podziału Górnego Śląska. Niemożność dojścia do porozumienia przez decydentów oraz upublicznienie koncepcji podziału spowodowały falę strajków, a następnie wybuch trzeciego powstania śląskiego pod wodzą Wojciecha Korfantego. Ostatecznie do Polski trafiła 1/3 Górnego Śląska, łącznie z miastami, w których większość mieszkańców zagłosowała za pozostaniem w Niemczech – w tym Katowicami, gdzie za Niemcami opowiedziało się 85,4% mieszkanek i mieszkańców. Polska część Górnego Śląska była jedyną autonomiczną jednostką administracyjną II Rzeczpospolitej aż do października roku 1939, kiedy włączono ją do III Rzeszy i z powrotem rozpoczęto realizację niemieckiej polityki narodowościowej.

Odmowa wypełnienia wprowadzonej przez hitlerowców Volkslisty często była równoznaczna z wysłaniem całej rodziny do obozu koncentracyjnego lub przesiedleńczego, zaś od roku 1944 oznaczała karę śmierci. Śląska ulica komentowała tę sytuację wymownym wierszykiem: Jeśli się nie podpiszesz, twoja wina, / zaraz cię wezmą do Oświęcimia, / a gdy się podpiszesz, ty stary ośle, / zaraz cię Hitler na Ostfront pośle. Otrzymane kategorie nie były kwestią indywidualnego wyboru – przyznawali je urzędnicy na podstawie udzielonych w Volksliście odpowiedzi. Kategoryzacja doprowadzała do dramatycznych sytuacji, gdy na przykład syn z racji biegłego posługiwania się językiem niemieckim otrzymywał kategorię II i był wysyłany na front ze świadomością, że jego rodzice z kategorią IV zostaną wysiedleni lub trafią do obozu koncentracyjnego.

By poprawić morale żołnierzy oraz mieszkańców i w dużej mierze po to, by poszerzyć szeregi armii, w roku 1943 zadecydowano o warunkowym przyznawaniu na 10 lat obywatelstwa Rzeszy osobom, które otrzymały kategorię III, wcześniej nieuznawanym za pełnoprawnych obywateli. Te zawiłości narodowościowe, często niemające wiele wspólnego z autonomicznymi decyzjami, dzieliły małżeństwa, rodziny, sąsiadów i znajomych, którzy nagle – chcąc nie chcąc – stawali po przeciwnych stronach frontu.

Nie sposób jednak ukryć, że dla wielu mieszkańców i mieszkanek regionu (w tym powieściowej rodziny Trautterów) II wojna światowa zaczęła się na dobre dopiero w styczniu 1945 roku i miała trwać jeszcze długo. Polityka nowych władz Polski odcisnęła na Górnoślązakach równie bolesne piętno. O tych trudnych czasach opowiada druga część cyklu – W obcym domu. Waszut skomponowała ją w formie wspomnień głównej bohaterki, która w podeszłym wieku, po latach, powróciła w rodzinne strony, by jeszcze raz stawić czoła własnej – trudnej i często dramatycznej – historii.

Powieść otwierają wspomnieniowe migawki z wkroczenia na Śląsk Armii Czerwonej. Wygłodniali żołnierze – nieczuli na tożsamościowe niuanse – rutynowo potraktowali mieszkańców i mieszkanki regionu jako Niemców. Na porządku dziennym były rabunki, gwałty czy podpalenia, wiele z tych wydarzeń nie ominęło ani Zaleskich, ani Trautterów.

Autorka porusza kwestie, które jeszcze do lat 90. były tematem tabu – przyniesione przez Sowietów wyzwolenie oznaczało dla wielu śląskich górników deportacje. Szacuje się, że nawet 90 tysięcy z nich trafiło do wyniszczającej pracy w kopalniach w Donbasie. Dla nikogo nie było taryfy ulgowej – na roboty trafiali nawet powstańcy śląscy czy byli więźniowie obozów koncentracyjnych. Wielu z nich zmarło podczas transportu do ZSRR, dziesiątki tysięcy nie przeżyło niewoli. Rodziny deportowanych często były eksmitowane na bruk i wywłaszczane z całego dobytku.

Zaraz po wojnie komunistyczne władze postanowiły wykorzystać Volkslisty do rozprawienia się z – jak to określano – wrogim elementem. Nie biorąc poprawki na specyficzne stosunki narodowościowe na Śląsku, napływowi urzędnicy i funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa wespół z Sowietami zaczęli prześladować rdzenną ludność.

Ledwo opuszczone przez więźniów baraki obozów koncentracyjnych przekształcano naprędce w obozy pracy. W powieści Waszut pojawia się wątek dowodzonego przez Salomona Morela obozu w Świętochłowicach-Zgodzie, którego niespełna roczna działalność pochłonęła około dwa tysiące ofiar śmiertelnych. Można tam było trafić z bardzo różnych powodów – zarówno przez podpisanie Volkslisty, „niechęć do władzy ludowej” czy członkostwo w AK, jak i za działalność w SS i NSDAP. Ofiary zrównano z oprawcami.

We wspomnieniach Sophie Trautter pojawia się jeszcze wiele innych nawiązań do wydarzeń po dziś kładących się cieniem na historii wielu śląskich rodzin. Śląskie tragedie wybrzmiewają szczególnie mocno w kobiecej perspektywie. Losy bohaterek są podwójnie trudne. Nie tylko przez nazistowskie i komunistyczne represje, ale również przez panujący wtedy patriarchalny podział ról, gwałtownie przełamany przez wojnę, więzienia i deportacje. Górnoślązaczki musiały z dnia na dzień wziąć na barki utrzymanie rodzin i zapewnienie im bezpieczeństwa, co niejednokrotnie wiązało się z ciężką pracą fizyczną, również przy wydobywaniu węgla (pracy pod ziemią zakazano górniczkom dopiero w roku 1958).

Sabina Waszut z tragicznych dziejów Górnoślązaków zbudowała wciągającą, dobrze napisaną historię. To powieść historyczna o popularyzatorskich ambicjach, próba wypełnienia bolesnej luki w powszechnej pamięci. Oferuje czytelnikom narrację, która nie istnieje w ogólnopolskim dyskursie, często funkcjonuje jedynie w pełnych bólu rodzinnych wspomnieniach lub specjalistycznych publikacjach. Historia Ślązaków często bywa wypaczana i niesprawiedliwie upraszczana, choćby przez nieznajomość zawiłości historycznych lub pokusę łatwego etykietowania.

Pewnym mankamentem tych frapujących powieści jest powierzchowne potraktowanie właśnie owych, kluczowych dla fabuły, faktów historycznych. Pojawiają się niejako w tle i często są trudne do odszyfrowania. Może to utrudnić lekturę osobom nieznającym historii regionu i lokalnych kontekstów. Nie umniejsza to walorów literackich i nie zniechęca do samodzielnych poszukiwań, jednak jeśli uznać te książki za głos skierowany nie tylko do Ślązaków, ale także do centrum, za próbę przerwania zmowy milczenia i przełamania stereotypów, nie sposób pozbyć się oczekiwań przekraczających literackie ramy.

Nie przeciążając czytelników faktografią, autorka eksponuje z kolei warstwę emocjonalną. Bardzo plastycznie przedstawia klimat Górnego Śląska, w dialogi wplata pojedyncze wyrażenia gwarowe (opatrzone przypisami), z czułością opisuje architekturę i krajobrazy oraz śląską kulturę. Prezentując trudne wybory i tożsamościowe rozterki bohaterów, dobitnie pokazuje, że historia i tym razem nie jest czarno-biała.

Szkoda, że edukacyjny, popularyzatorski potencjał cyklu nie współgra z okładkami, utrzymanymi w pastelowej kolorystyce. Umieszczono na nich urocze i zwiewne dziewczyny – jednoznacznie sugerując odbiorcy, że ma do czynienia z tak zwaną literaturą kobiecą. Trudno zrozumieć ten zabieg, zważywszy na to, że Rozdroża i W obcym domu to nie obyczajowe czytadła, ale książki o bolesnych momentach współczesnej historii.

Rozdroża i W obcym domu można postawić w sąsiedztwie innych śląskich opowieści snutych między innymi przez Kazimierza Kutza, Małgorzatę Szejnert, Janoscha, Horsta Bienka czy Szczepana Twardocha. Od pozostałych odróżniają się popularnym charakterem i kobiecą perspektywą. Solidne literackie rzemiosło oraz pasjonujący temat są gwarancją interesującej wakacyjnej lektury.

Jednak dziś nie tylko powieści są dobrą okazją do zapoznania się z dziedzictwem regionu. Przy okazji wyjazdu na Off Festival czy Tauron Nowa Muzyka warto pomyśleć o wzbogaceniu wyprawy o dodatkową wartość. Najbardziej dostępne – bo w samych Katowicach – będzie Muzeum Śląskie z nową wystawą ,,Światło Historii – Górny Śląsk na przełomie dziejów”. Miejskimi autobusami można dotrzeć też do Muzeum Powstań Śląskich w Świętochłowicach oraz do Centrum Dokumentacji Deportacji Górnoślązaków do ZSRR w 1945 roku w Radzionkowie, do czego serdecznie zachęcam.

Źródła:
• A. Dziurok, Historia Obozu Pracy w Świętochłowicach [dostęp 17.01.2016]
• A. Pustułka, Wyzwolenie i gehenna. Co zdarzyło się w 1945 r.? [dostęp 20.06.2016]
Sabina Waszut
W obcym domu
Wydawnictwo Muza
Liczba stron: 320