songfromtheforest_obert
ROZMOWY, WYWIADY | 14.04.2014

Nowy Jork – Bayaka, Bayaka – Nowy Jork (wywiad z Michaelem Obertem) – cz. 1

Festiwal filmowy South by Southwest SXSW 2014 w Austin (Teksas, USA; 7–15 marca) – część druga

Spotkanie i rozmowa z Michaelem Obertem, reżyserem filmu dokumentalnego   Song from the Forest, przy okazji amerykańskiej premiery filmu, która odbyła się 9 marca – trzeciego dnia festiwalu SXSW 2014 w Austin; film pokazano w kategorii Visions (Doc).

Film Song from the Forest (polski tytuł: Uciekinier z Nowego Jorku), który jest debiutem reżyserskim Oberta, miał już swoją światowę premierę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Amsterdamie jesienią 2013 roku, gdzie otrzymał nagrodę VPRO IDFA dla najlepszego dokumentu pełnometrażowego. Polska premiera filmu odbędzie się 10 maja 2014 we Wrocławiu, podczas międzynarodowego festiwalu filmów dokumentalnych Planete Doc Film Festival. Film trafi do polskich kin dzięki dystrybutorowi Against Gravity.

Michael Obert

Michael Obert

Michael Obert to urodzony w Niemczech, wielokrotnie nagradzany (m.in. nagroda German Lighthouse, nagroda Otto Brennera, Hansel-Mieth-Prize) pisarz i dziennikarz, nowoczesny nomada. Bywa porównywany do Ryszarda Kapuścińskiego, Bruce’a Chatwina i Jona Krakauera. Autor takich książek, jak: Regenzauber, Chatwins Guru und Ich, Die Rander Der Welt, które miejmy nadzieję niebawem zostaną przetłumaczone na język angielski. Jest autorem reportaży o Afryce, Bliskim Wschodzie, publikuje m.in. dla „Süddeutsche Zeitung Magazin”, „DIE ZEIT” i „ZEIT Magazin”, „GEO”, „Vogue”, „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i wielu innych, prestiżowych tytułów w Niemczech, Szwajcarii i Austrii, jak również dla „Sunday Times Magazine”, „GQ France”, „The Journal” (New York), „Dagens Næringsliv” (Oslo) i „Himal Southasian” (Katmandu). Jego dziennik z podróży Regenzauber odniósł ogromny sukces i został doceniony przez krytykę literacką. Obert opisuje w nim swoją siedmiomiesięczną wyprawę wzdłuż trzeciej pod względem długości rzeki w Afryce, Nigeru, która rozpoczęła się w lesie deszczowym w Gwinei, a następnie przebiegała poprzez Sahel i Saharę aż do Zatoki Beninu.

Bohaterem filmu Song from the Forest jest Louis Sarno. Mężczyzna pod koniec lat 70. usłyszał w radiu muzykę, która na zawsze utkwiła w jego pamięci. Zaczął szukać źródła tych tajemniczych dźwięków i odnalazł je w lesie deszczowym w Afryce Centralnej, tam odkrył również kulturę samych twórców – plemienia Bayaka (pigmejskich łowców i zbieraczy) – i nigdy już stamtąd nie wrócił. Dziś, po dwudziestu pięciu latach, Louis jest członkiem tej społeczności i ma z kobietą z plemienia Bayaka syna, trzynastoletniego Samediego. Jako dziecko, Samedi poważnie zachorował. Kiedy syn był bliski śmierci, Louis obiecał mu: Jeśli wyzdrowiejesz, pokażę ci świat, z którego pochodzę i zabiorę cię tam. Teraz nadszedł czas, żeby dotrzymać obietnicy, więc Louis i jego syn opuszczają las deszczowy i wybierają się w podróż do betonowej dżungli – Nowego Jorku. Spotkają się z rodziną Louisa, jego przyjaciółmi oraz najbliższym kolegą z college’u – Jimem Jarmuschem.

Emilia Bilińska: Pamiętam, że wczoraj po premierze filmu, podczas Q&A z publicznością, powiedziałeś, że twoje pierwsze spotkanie z Louisem Sarno było bardzo specyficzne, niezwykłe. Usłyszałeś o nim, gdy pracowałeś nad reportażem dla niemieckiego magazynu…

Michael Obert: Tamten projekt dotyczył czegoś zupełnie innego, nawet nie samego plemienia Bayaka, jego jedynym celem i misją było dbanie, utrzymywanie i zachowanie lasów deszczowych. Organizacja WWF Germany już od ponad dwudziestu lat zajmuje się aktywnością na tym specyficznym obszarze. Myślę, że rozpoczęła swoją działalność na długo przed przybyciem tu Louisa. To jest jeden z najważniejszych projektów mających na celu ochronę lasów deszczowych na świecie. Gdyby nie ta organizacja, lasy deszczowe przestałyby istnieć. Na tych terenach występuje wiele wyjątkowych, cennych, ale zagrożonych lub wymierających, gatunków, takich jak goryle, leśne słonie, antylopy, więc także pod względem fauny jest to obszar szczególnie cenny. Znalazłem się więc w sercu, w centrum ciemności (tak często opisywana jest Kotlina Konga), a wszystkie moje historie i reportaże są w pewnym sensie poszukiwaniem światła. Nie chodzi o to, żeby na siłę budować nastrój lub pesymistyczny obraz. Wiesz, chodzi o to, że nawet w strefie, gdzie toczy się wojna, możesz znaleźć ludzką godność. I zawsze chciałem, żeby to było częścią mojego opowiadania, to poszukiwanie światła. Dlatego pewien niemiecki magazyn wysłał mnie, abym napisał o tym miejscu. Mamy więc taką zabawną sytuację, briefing w biurze, w środku lasu deszczowego, wśród nas jest między innymi researcher zajmujący się słoniami, specjalista od goryli i tak dalej, wszystko to było na liście tematów reportażu, oprócz najważniejszego – rdzennych mieszkańców tego obszaru, autochtonów. Nagle ktoś mi mówi, że od dekad mieszka tu razem z ludem Bayaka biały, Amerykanin. Towarzyszył mi fotograf. To była bardzo komfortowa sytuacja. Mieliśmy aż trzy tygodnie na przygotowanie materiału dla tego magazynu, ale skończyliśmy pracę nad projektem wcześniej, po siedmiu dniach, więc zyskaliśmy trochę czasu i postanowiliśmy znaleźć Louisa.

Samedi__1.9.1

EB: Pamiętam, że powiedziałeś, że kiedy nagle się tam pojawiłeś, całe plemię Bayaka było w ciebie wpatrzone.

MO: Projekt WWF pomógł nam dotrzeć do Louisa, dał nam wiele wskazówek, którymi się kierowaliśmy. Podążaliśmy szlakiem słoni – roślinność na tych terenach jest tak gęsta, że tylko w ten sposób mogliśmy się tam dostać, a słonie zawsze poruszają się tą samą trasą. I nagle nastąpiło coś niezwykłego: znaleźliśmy się pośrodku obozu (istnieje wiele takich obozów w okolicy, każdy wygląda podobnie, jest tam więcej światła), było bardzo gorąco, a wszystkie oczy były w nas wpatrzone. Ukazał się przed nami zupełnie inny świat, usłyszeliśmy krzyki w obcym języku (yaka), zobaczyliśmy włócznie, dzieci, wytatuowane twarze, ostre zęby, wiesz, oni używają naostrzonych przy pomocy kamienia nożyczek do ostrzenia swoich zębów, dzięki czemu są one niczym kły wampirów (i nie po to, żeby przestraszyć ludzi, jest to rodzaj ich „elegancji”, rytuał i ideał piękna, tak jak w naszej kulturze usta pomalowane pomadką), wszędzie muchy, na ziemi kawałki mięsa.

EB: A jak zareagował Louis, kiedy powiedziałeś mu, że chciałbyś nakręcić o nim film?

MO: To była magiczna chwila, wszyscy byli w nas wpatrzeni; zrobiło się zupełnie cicho; słychać było tylko odgłosy ptaków i cykad. Był taki moment, kilka sekund, kiedy można powiedzieć, że wszystko mogłoby się wydarzyć. Potem zostałem zaproszony do jego chaty i rozmawialiśmy tam przez jakieś osiem lub dziewięć godzin, całą noc, aż do rana. Louis powiedział: Idziemy dziś na polowanie, uważam, że powinieneś do nas dołączyć. Więc zostałem zaproszony. Potem spędziliśmy kilka dni w lesie deszczowym, nie byliśmy na to przygotowani, nie mieliśmy namiotów, spaliśmy na ziemi, przy ognisku, kąpaliśmy się w strumieniach razem z członkami plemienia Bayaka, jedliśmy i piliśmy to samo co oni, żyliśmy tak jak oni. Udało nam się zbudować więź i wzbudzić zaufanie. Poczułem się, jakbym przeniósł się o kilka wieków wstecz. Ci ludzie – tak jak my sześć czy siedem tysięcy lat temu – żyli i nadal żyją w ten sam sposób, razem udają się na polowanie et cetera. To tam zaczęła się historia ludzkości. Nie ma elektryczności, broni, wszystko w ich świecie jest zgodne z naturą, nawet rodzaj narzędzi, które sami wytwarzają (na przykład sieci, przy pomocy których polują). Byłem zachwycony tym, co zobaczyłem. Ale także oni, po drugiej stronie, byli nami zafascynowani.

EB: Miałeś ze sobą fotografa.

Samedi__1.8.1MO: Tak, ale wiesz, ja i on spędziliśmy dwadzieścia lat w Afryce i z czasem nauczyliśmy się szybko asymilować, przystosowywać do nowych warunków. Ale mimo to nadal mamy inny kolor skóry, mówimy w innym niż plemię języku. Jesteś oglądany. Myślisz, że tylko ty obserwujesz, ale ty także jesteś obserwowany. Po kilku godzinach będą wiedzieli coś na twój temat, nawet bardzo dużo. Był taki zabawny moment. Tubylcy szybko się poruszają i musieliśmy za nimi nadążać. Po godzinie jesteś wyczerpany. W ramach odpoczynku siedzieliśmy pod ogromnym drzewem, a w lesie, wiesz, co chwilę coś na ciebie spada, robisz jeden krok, nie możesz pewnie stąpać po ziemi, krępują cię gałęzie et cetera. Zdążyłem się już do tego przyzwyczaić, gdy nagle zobaczyłem, że coś porusza się po moim ramieniu. To był bardzo duży pająk, byłem sparaliżowany, nie mogłem się ruszyć z przerażenia.

EB: Jak zareagowała społeczność na tę sytuację? To jest ich mieszkanie/dom, środowisko, są do tego przyzwyczajeni.

MO: Śmiechem. Całe plemię się ze mnie śmiało, ponieważ byłem tak przestraszony. Podchodzi do mnie pięcio- lub sześcioletnie dziecko i jednym ruchem strąca pająka z mojego ramienia (prawdopodobnie ratując mi życie). Więc, do czego zmierzam, jesteś zainteresowany, zafascynowany, czasem jest to przerażające, las, dźwięki, zwłaszcza w nocy. Obserwujesz członków plemienia, ale też jesteś obserwowany, stanowisz źródło atrakcji i rozrywki. Nie jesteś „u siebie”, więc nie czujesz się komfortowo. To mi się podobało, cała gra: kto kogo tak naprawdę ogląda? Ta wymiana spojrzeń jest transcendentna w kontekście całego filmu, zwłaszcza w kulminacyjnym punkcie, w zakończeniu, kiedy jesteśmy obserwowani przez kobietę z plemienia Bayaka. Ona patrzy wprost na widzów, na nas, teraz to ona nas obserwuje.

Samedi__1.13.1

EB: Jak zbudowaliście czas filmowy? Jak wyglądała twoja współpraca z montażystą?

MO: Dla mnie punktem wyjścia była muzyka. Historia rozpoczyna się w momencie, kiedy Louis usłyszał w radiu muzykę, był nią poruszony. Zawsze chciał zostać kompozytorem, jest świetnym słuchaczem, najpierw słucha, zanim coś zobaczy. Dla niego wszystko zaczęło się od tej pigmejskiej pieśni. To ona przyszła do niego, a on postanowił znaleźć źródło, podążać jej śladem, który zaprowadził go do Bayaka. I to jest powód, dla którego znalazł się właśnie w lesie deszczowym. Pierwszej nocy, kiedy podaliśmy sobie ręce i zaczęliśmy rozmawiać, Louis w pewnym momencie powiedział do mnie: Michael, musisz tego posłuchać, włączył discmana z dwoma głośnikami, to była płyta CD z szesnastowieczną muzyką Williama Byrda. Jesteśmy w lesie deszczowym, w archaicznym świecie, otoczeni przerastającą nas naturą, i słuchamy tej muzyki. Nie znałem jej wcześniej, lecz kiedy usłyszałem ten utwór, poczułem coś w rodzaju wezwania. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że zrobię ten film, nie jestem przecież filmowcem, jestem pisarzem. Ten pomysł pojawił się dopiero dwa lata później. I już wiedziałem, że wszystko w tej historii odnosić się będzie do Kyrie, mszy napisanej przez Byrda. Kiedy wróciliśmy ze zdjęć, zamknęliśmy się w montażowni i powiedzieliśmy sobie: zapomnijmy o dramaturgii, trzymajmy się tej mszy, tej konstrukcji, zajmijmy się liturgią i jej strukturą. Zacznijmy od Kyrie, aż po Gloria, Sanctus, Agnus Dei. Członkowie Bayaka modlą się w filmie. Jest w tym pewien rodzaj duchowości, chodzi o naturę, drzewa. Boga. Nawet jeśli nie wiesz, że to jest msza, to i tak coś się w tobie zmienia, nie musisz być nawet religijny, żeby tego doświadczyć i zrozumieć. Muzyka w tym filmie rozwija się ku czemuś, ku czemuś się kieruje.

 

Część druga wywiadu

Zobacz także: Medytacja nad rajem utraconym (rozmowa z Tildą Swinton)