img200
RECENZJE | 16.05.2016

Niemcy, którzy się doigrali (Frederick Taylor, „Wypędzanie ducha Hitlera”)

Współczesna historia Niemiec jest nadzwyczaj intrygująca, zwłaszcza w połączeniu z niemiecką literaturą i muzyką. Kraj, który w pierwszej połowie XX wieku sprowadził tyle nieszczęść na Europę, stopniowo doszedł do budzącej podziw dojrzałości politycznej.

Nic jednak nie dokonało się od razu. Niemieckie społeczeństwo długo leczyło się z nazistowskich wirusów, czując na sobie nienawistne spojrzenia niemalże wszystkich państw Starego Kontynentu. Wypędzanie ducha Hitlera to ciekawe, bezkompromisowe spojrzenie na problematykę nazizmu, w kontekście choćby wydanej przez Albatros monografii o Hitlerze (którą także miałem przyjemność recenzować).

Książkę tę na szczęście trudno zaliczyć do epatujących nazistowską grafiką cegiełek, które zdobią witryny małych księgarni jako „idealne prezenty dla taty albo starszego brata”. Nie wpisuje się też w nurt kolejnych albumów o niemieckim uzbrojeniu, nie wygląda dobrze wśród gadżetów do gry World of Tanks ani nie zawiera w sobie teorii spiskowych o niemieckim UFO. To po prostu dobrze napisana, rzetelna praca historyczna, przedstawiająca fakty na podstawie konkretnych, konsekwentnie dobranych źródeł. A przy tym bardzo przystępna w lekturze.

W opracowaniu brytyjskiego historyka znajdziemy szczegółowy przekrój procesów, jakie dokonały się w Niemczech tuż przed i po 8 maja 1945 roku. Jest tu więc spory ogląd historii o gwałtach na niemieckich kobietach, zburzonych zabytkowych miastach, humanitarnych misjach Amerykanów i wielu innych opowieści, które powoli coraz bardziej odchodzą w niepamięć (trudno mieć je w optyce, widząc dzisiejszą potęgę Niemiec i narastające, ogólnoeuropejskie problemy). Wszystko to opisane jest dosyć nieszablonowo, dlatego, mimo że narzeka się dziś na rynkową dominację literatury faktu, książki takie jak ta są dla polskiego czytelnika całkiem wskazane. Rozwiewają bowiem masę historycznych stereotypów, bardzo użytecznych w formowaniu politycznej propagandy (w myśl zasady „kto kontroluje przeszłość, kontroluje też przyszłość”).

Okazuje się na przykład, że żołnierz radziecki za Odrą nie zawsze był złowieszczym barbarzyńcą, jakim przedstawia go zazwyczaj kino. Mało tego – barbarzyństwo czerwonoarmistów zawierało w sobie wiele rozpaczy i resentymentu. Autor przytacza wypowiedź prostego rosyjskiego szeregowca, który, widząc bogactwo niemieckich gospodarstw, zwraca się do swojego dowódcy:

No i w jaki sposób powinienem ich traktować, towarzyszu kapitanie? Pomyślcie tylko! Tak im się tutaj dobrze żyło. Mieli co jeść, gdzie mieszkać, całe mnóstwo inwentarza, ogród warzywny i sad z jabłoniami. Mimo wszystko naszli nas, napadli. […] I za to, towarzyszu kapitanie, powinniśmy ich zgnieść jak robaki.

Bestialstwo to oczywiście nie zasługuje na usprawiedliwienie, nawet jeśli było naturalnym odwetem za działania niemieckie na terenie ZSRR. Zadaniem tego typu literatury jest jednak precyzyjne przybliżenie nastrojów tamtego okresu. I to niewątpliwie Frederickowi Taylorowi się udaje. Historię czytelnik nieustannie widzi tu z kilku perspektyw, dzięki czemu może na własnej skórze doświadczyć, ile niecodziennych, często straszliwych historii miało wówczas miejsce. Wojna zostawia spustoszenie na wszystkich frontach konfliktu i nie sposób tak naprawdę mówić o proporcjach strat, zwłaszcza w tak wyjątkowo złowieszczym i wszechogarniającym żywiole, jakim była II wojna światowa.

Wracając jednak do głównego wywodu, czerwonoarmiści na tle Amerykanów wyglądali oczywiście biednie. Budzili odrazę połączoną z przerażeniem. Nie zawsze jednak tylko gwałcili i rabowali, panosząc się bez skrupułów pośród pomników niemieckiej kultury. Wielu z nich broniło ludności niemieckiej przed własnymi żołnierzami. Niektórzy otaczali opieką dzieci, podobno wielu wykazywało łagodność i współczucie wobec cywilnych ofiar działań wojennych.

Amerykanie oczywiście uchodzili za „tych dobrych”. Częstowali gumą do żucia, papierosami Camel. Zachowywali się z klasą, mieli nawet wytyczne, by nie wchodzić w bliższe relacje z niemieckimi kobietami, jakkolwiek urodziwe i zdesperowane by nie były. W praktyce nie zawsze wyglądało to tak kolorowo. Wojsko amerykańskie w pełni korzystało z przywilejów stanowienia praw na podbitej ziemi. Nieprzypadkowo w prowizorycznie ustanowionej, amerykańskiej administracji wiele stanowisk zajmowały piękne, owdowiałe Niemki.

Ciekawe jest też to, że po zachodniej stronie można było swobodnie zadeklarować przynależność do NSDAP (w formularzu każdy mógł zaznaczyć, że była to przynależność z konieczności i wtedy obywało się bez konsekwencji). Praktycznie myślący Niemcy bardzo często korzystali z tego przywileju, co pozwoliło im jako tako odnaleźć się w nowo formującym się porządku. Często robili też błyskotliwe, powojenne kariery, dożywając tym sposobem spokojnej starości. Wprawdzie działalność wielu zbrodniarzy została po latach zdemaskowana, ale wszyscy wiemy, że sporej części, mówiąc przysłowiowo, „się upiekło”. Cóż, o historii zawsze wiadomo przede wszystkim to, że nie da jej się cofnąć.

Warto wspomnieć także o kwestii Werwolfu, czyli niemieckiego ruchu oporu, którego założyciele wzorowali się ponoć na działaniach polskiej Armii Krajowej, wyrażając u kresu wojny nieśmiały podziw dla nadwiślańskich formacji. Werwolf jednak nie zdobył się na zbyt wiele błyskotliwych akcji (poza drobnymi zamachami na nowo obsadzonych urzędników). Istniał jednak w powojennych legendach miejskich, wzbudzając wśród Niemców doprawdy zagadkowe emocje.

Książka Fredericka Taylora dochodzi w swych dociekaniach do okresu rządów Konrada Adenauera, momentu zwrotnego, jeśli chodzi o rozliczanie się Niemców z nazizmem (chrześcijańsko-konserwatywny rząd Adenauera, który pragnął cofnąć wskazówki zegara do czasów społecznej „normalności”, cieszył się poparciem wyborców. Buntownicy wyrzucający społeczeństwu, że zapomniało o swojej nazistowskiej przeszłości, nie zdobywali większego posłuchu). Następne lata opisane są już mniej szczegółowo, bowiem są one materiałem na zupełnie inny tekst. Jak już wspomniałem na początku, praca, którą wykonał brytyjski historyk, jest niewątpliwie wartościowa i warta uwagi.

Jeśli więc zastanawiamy się, jak to się stało, że z Niemiec Hitlera jakimś cudem powstały Niemcy Angeli Merkel i nie wiemy, co zdarzyło się „w międzyczasie”, to zdecydowanie powinniśmy sięgnąć po Wypędzanie ducha Hitlera. Wiedza o powojennej historii Niemiec jest bowiem ściśle związana z wiedzą o powojennej historii Polski, czego podważanie może być tylko i wyłącznie płytkim populizmem.

 

Frederick Taylor

Wypędzanie ducha Hitlera

Wydawnictwo Czarne, 2016

Liczba stron: 464

Konrad Janczura

Konrad Janczura

(ur.1988) - akademicki rozbijaka o różnorakiej opinii. Lubi książki i muzykę, pisze naraz o jednym i o drugim. Autor opowiadań, w Ha!arcie prowadzi cykl "Kresy nie istnieją".