• Patronem wydania jest Kraków Miasto Literatury UNESCO
Recenzje | 03.02.2020
Nieludzkie (F. Springer, „Dwunaste…”)
Recenzje | 03.02.2020

Nieludzkie (F. Springer, „Dwunaste…”)

Na Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz ostrzyłam sobie zęby już od dłuższego czasu. Udział w spotkaniu z Filipem Springerem, które jak zwykle było pełne inteligentnego humoru i literaturoznawczo-społecznej refleksji, dodatkowo podsycił mój apetyt i sprawił, że oczekiwania w stosunku do książki poszybowały w kosmos. W trakcie spotkania Springer ubolewał nad stanem polskiego dziennikarstwa, mówił, że reportaż w naszym kraju zatrzymał się w rozwoju u szczytu swojej sławy, w latach 90., i od tamtego czasu niewiele się w nim zmieniło, jego język stał się skostniały, zastany, nieadekwatny w stosunku do tak dynamicznej przecież rzeczywistości. Z rozmowy z autorem Miedzianki wynikało, że w swojej najnowszej książce starał się tę aporię przełamać, znaleźć nową metodę, wyjść poza twardo zarysowane konwencje, kluczyć pomiędzy stylami, prawdę mieszać z fikcją. W połączeniu z tematem (wywrotowe spojrzenie na Skandynawię poprzez podróż śladami jednego z najbardziej kontrowersyjnych skandynawskich pisarzy XX wieku, Axela Sandemosego) Dwunaste… brzmiało dla mnie jak prawdziwa literacka bomba.

I tak też się zaczyna. Wszystko jest tutaj doskonale przemyślane i dopracowane, książka to kompozycyjny majstersztyk. Całość rozpięta została pomiędzy czterema współistniejącymi i zręcznie na siebie nachodzącymi działami (Mosty, Podróż, Ole i Książka), co skutkuje niespotykaną dynamiką narracyjną. Pomysł opisania duńskiego społeczeństwa za pomocą analogii do mostów, które niby łączą, ale jednocześnie stanowią miejsca problematyczne, przestrzenie spięć i podziałów, jest zgrabny i przekonujący. Zdjęcia pustych ulic, niskich domków, niepokojących świateł latarni o zmroku – wszystko to daje natomiast znak, że czas zacząć się bać, że nie będzie przytulnie i komfortowo. I nie jest.

Springer z myśliwskim zacięciem podróżuje tropem prawa Jante – okrutnego mieszczańskiego zbioru przepisów sformułowanego w latach 30. XX wieku przez wspomnianego już wyżej pisarza. Wydaje się na początku, że autor chce sprawdzić, czy (i jeśli tak, to w jaki sposób) prawo to funkcjonuje w dzisiejszej Skandynawii. W miarę rozwoju opowieści zamiar ten zaczyna przeradzać się w coś w rodzaju obsesji. Nie jest to jedyne natręctwo dostrzegalne w tej historii. Z niepokojem śledzi się „polowanie” na Olego, człowieka (prawdziwego czy nie? Ta nierozstrzygnięta do końca kwestia oczywiście dodaje całości pikanterii), który jakoby na fali fascynacji książką Sandemosego przeniósł się do Nykøbing Mors (powieściowego Jante). Im dalej w las, tym bardziej męczące i nużące stają się owe manie, wydaje się bowiem, że jedynym celem autora jest potwierdzenie założonej gdzieś na początku drogi tezy: Skandynawia to nie tylko hygge, Lego, Ikea, rowery, przyroda i czyste powietrze, ale przede wszystkim głęboki mrok prawa Jante ukryty za ścianami niskich domów, to brud schowany głęboko pod wyczyszczoną na błysk podłogą. Springer spotyka na swojej drodze wielu ludzi, ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że w jego szczególnym sposobie opowiadania ich historie gubią się, zatracają, stają się jedynie narzędziem. Taką samą funkcję zdaje się pełnić w tekście natura – jej rozpoetyzowane opisy mają nas przekonać o tym, że ona także ma swój udział w kształtowaniu ciemnej strony społeczeństwa. Koncept narracyjny rozrasta się i pęcznieje, przyćmiewając, często bolesne i traumatyczne, wspomnienia bohaterów. Poza ostatnią częścią, w której Springer spotyka się z synem Sandemosego (i jest to naprawdę mocna, emocjonalna, świetnie napisana scena), brakuje tu spotkania z człowiekiem, empatycznego wsłuchania się w jego historię. Nie oskarżam Springera o brak wrażliwości, bo wiem, że potrafi ludzi znajdować, słuchać i pisać o nich (wystarczy wspomnieć chociażby Miasto Archipelag, gdzie z czułością i pietyzmem traktuje każdą, z pozoru nieważną opowieść). Dwunaste… nie pozwala jednak wybrzmieć ludzkim historiom, przygniata je ciężarem precyzyjnej pisarskiej koncepcji i przez to staje się pustą i smutną realizacją tejże. 

Zgadzam się ze Springerem – reportaż potrzebuje nowego języka, eksperymentu, przekroczenia upraszczającej i mało funkcjonalnej dychotomii prawdy i nieprawdy. Te próby nie mogą się jednak według mnie odbywać kosztem tego, co w reporterskiej formie najważniejsze: pochylenia nad doświadczeniem drugiego człowieka. Dwunaste… poświęca to na rzecz śmiałego literacko-społecznego pomysłu, co przy widocznym ogromie pracy, jaki został tu włożony, zdaje się marnowaniem potencjału. 

Filip Springer

Dwunaste: Nie myśl, że uciekniesz

Czarne, 2019

Liczba stron: 264